Aleksandra Boćkowska o gdyńskim luksusie w czasach PRL

artykuł historyczny
Aleksandra Boćkowska - dziennikarka, autorka książek "Księżyc z peweksu. O luksusie
w PRL" i wcześniejszej "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne)
Aleksandra Boćkowska - dziennikarka, autorka książek "Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL" i wcześniejszej "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne)

"Trójmiasto było pod każdym względem wyjątkowe. Przypuszczam, że spokojnie można by napisać książkę o luksusie w PRL dziejącą się tylko Trójmieście - tak dużo jest tu różnych wątków" mówi Aleksandra Boćkowska, dziennikarka i autorka dwóch książek opisujących Polskę w czasach PRL-u. W sobotę, w Muzeum Miasta Gdyni obędzie się spotkanie z autorką, dotyczące jej najnowszej książki "Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL". To jedno z wydarzeń z okazji 92. Urodzin Gdyni.



Aleksandra Wrona: "Luksus w PRL" dla wielu osób może to brzmieć jak oksymoron. Co w tamtej rzeczywistości nosiło miano luksusowego?

Aleksandra Boćkowska: Mówiąc o PRL trzeba pamiętać, że mówimy o 45 latach, w czasie których zmieniały się warunki bytowe i okoliczności polityczne. Jeśli jednak miałabym uogólnić, to powiem, że luksusem w PRL był dostęp. Dostęp do czegokolwiek. Bo zawsze były ogromne kłopoty z zaopatrzeniem oraz obowiązywał system rozmaitych reglamentacji - przydziałów, talonów i tak dalej. Nie można było po prostu wyjechać za granicę, trzeba było dostać zgodę na wydanie paszportu, potem na przydział dewiz.

Pracując nad "Księżycem z peweksu" szukałam definicji peerelowskiego luksusu, a znalazłam swego rodzaju enklawy. Miejsca, w których było inaczej i ludzi, którym żyło się lżej. Wybrałam siedem wątków, które wydały mi się najciekawsze. Hotele, które były swego rodzaju wyspami, gdzie zwykli ludzie zaglądali, by posiedzieć w holu i poczuć się trochę jak za granicą. Przecinały się tam drogi artystów, intelektualistów, prywatnych przedsiębiorców, półświatka i, oczywiście, cudzoziemców. Władzę, która żyła raczej w dobrobycie niż przepychu, ale miała przywileje i mogła nimi dysponować - rozdawać te wszystkie talony i przydziały. Opisałam Śląsk, który był najważniejszym miejscem dla peerelowskiej gospodarki i warszawską Saską Kępę, która trochę wymykała się socjalizmowi. Szukałam też ludzi, dla których dostatek był drugorzędny, ale pielęgnowali wartości. A i tak - ryzykuję - nie byłoby w powojennej Polsce żadnego luksusu, gdyby nie Trójmiasto.

Zobacz wszystkie wydarzenia z okazji 92. Urodzin Gdyni

"Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL", wyd. Czarne
"Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL", wyd. Czarne
Dlaczego?

Trójmiasto było pod każdym względem wyjątkowe. Przypuszczam, że spokojnie można by napisać książkę o luksusie w PRL dziejącą się tylko Trójmieście - tak dużo jest tu różnych wątków. Mój pomysł zakładał jednak też resztę kraju, musiałam więc z Trójmiasta coś wybrać. Wybrałam Gdynię, bo bardzo ją lubię, no i przez gdyński port trafiały do Polski towary, które uchodziły wówczas za luksusowe - od złotych stalówek, zegarków przez cytrusy i ubrania po płyty oraz zagraniczne czasopisma.

Pisze pani o Gdyni: "Świętojańska w dokumentach jest ciemna jak reszta kraju, ale we wspomnieniach pachnie kawą paloną na patelniach przy otwartych oknach. Tu komis, tam kuśnierz, apteka z zagranicznymi lekami i delikatesy ze stoiskiem kolonialnym. W nocy lśniły neony". Co stanowiło o jej wyjątkowości?

Pewnie wiele rzeczy - przedwojenna historia, którą próbowała zawłaszczyć dla siebie nowa władza - przede wszystkim jednak port. To on, jak sądzę, sprawiał, że w mieście można było głębiej oddychać. Zagraniczni marynarze kręcili się tutaj nawet w najciemniejszym stalinizmie. Na przełomie lat 40. i 50., kiedy brakowało mieszkań i jedzenia, trwała bitwa o handel, a więc prywatnym przedsiębiorcom odbierano własność, a osoby co gorzej - wedle nowej władzy - urodzone wysiedlano z miasta, słychać było język angielski, unosił się zapach perfumowanych amerykańskich papierosów i aromaty z całonocnych restauracji.

Zatem byli zagraniczni marynarze. Byli też polscy, którzy pływali po całym świecie i - świadczą o tym archiwalne dokumenty ministerstwa żeglugi - niechętnie poddawali się indoktrynacji, którą Polskie Linie Oceaniczne próbowały do 1956 roku uprawiać na statkach. Była wreszcie gdyńska Hala Targowa, która - mam wrażenie - była czymś w rodzaju spotęgowanego Peweksu, można tam było kupić wszystko, czego nie było w sklepach. Krótko mówiąc: dostęp do dóbr wówczas luksusowych i wolność w głowach - to, jak sądzę, składało się na wyjątkowość Gdyni.

Grupą, która miała dostęp do luksusu wydawali się w czasach PRL-u marynarze. Czy rzeczywiście tak było?

Wybrałam Gdynię, bo bardzo ją lubię, no i przez gdyński port trafiały do Polski towary, które uchodziły wówczas za luksusowe - od złotych stalówek, zegarków przez cytrusy i ubrania po płyty oraz zagraniczne czasopisma.
Bez wątpienia tak sądzili, i sądzą do dziś, wszyscy niepływający. Na lądzie nikt nie zajmował się tym, jak ciężka jest praca na statku i jak bardzo bywa niebezpieczna, a jedynie tym, że marynarze część wynagrodzenia dostawali w dolarach. Któryś z kapitanów opowiadał mi, że wystarczyło, że w Zakopanem pojawili się faceci w marynarskich strojach i z miejsca budzili sensację, nikt nie zważał, że pływali na barkach na Odrze. Inny zapamiętał, że w kącikach matrymonialnych panie zaznaczały, że poznają "najchętniej pływającego". I przyznał, że bycie marynarzem ułatwiało zdobycie fajnej dziewczyny.

Zarabiali oficjalnie nie bardzo dużo, mniej więcej tyle, co urzędnicy, ale potrafili pomnożyć dolarowy dodatek dzięki tak zwanemu biznesowi. W portach na całym świecie mieli zaprzyjaźnionych handlarzy, gdzieś kupowali kremplinę, gdzieś indziej ją sprzedawali, by zrobić zapas kawy i sprzedać jeszcze gdzieś indziej. Ci, którzy nie mieli do biznesu smykałki, wywozili z polskiej Baltony wódkę i karton papierosów i tylko to wystarczyło, by z rejsu przywozili 80 dolarów - na ówczesne czasy dziwacznych przeliczników to była spora kwota. Przywozili też z rejsów wszystko, czego brakowało w Polsce - dżinsy, nylony, ortaliony, cytrusy, czekoladę. Na dzisiaj - nic nadzwyczajnego, wówczas uchodziło za luksus.

"Zegarkowo" to miejsce, które stało się synonimem luksusu. Jednak życie, jakie się tam toczyło, wcale nie było usłane różami. Proszę powiedzieć coś więcej o jego mieszkańcach.

To było pierwsze osiedle zbudowane specjalnie dla marynarzy. Powstało pod koniec lat 50. w Orłowie - między Kępą Redłowską a aleją Zwycięstwa. Aż prosiło się, by w tym miejscu postawić bloki, które pomieściłyby o wiele więcej osób, ale architektem miejskim był wówczas Jerzy Heidrich - wielki miłośnik Gdyni i prawdopodobnie on przeforsował, by nie zabudowywać Orłowa ponad miarę. Domki - kostki, zaprojektowane przez architekta Aleksandra Ładyńskiego z Politechniki Warszawskiej, zbudowały spółdzielnie mieszkaniowe najpierw PLO, potem Dalmoru. Marynarskie rodziny zaciągnęły kredyty, żeby tam zamieszkać. A że były to lata 50., kiedy marynarze z rejsów przywozili przeważnie zegarki, taksówkarze nazwali osiedle "Zegarkowem" - że niby tylko z przemytu zegarków taki majątek. Potem, gdy modne były nylonowe rajstopy, mówiono na osiedle "Nylonowo".

Kiedy szykowałam się do rozmów z mieszkańcami osiedla, spodziewałam się opowieści o rozbrykanych marynarzowych, które wolne chwile przepędzają na Świętojańskiej w futrze oraz złocie. Dostałam tymczasem obraz zabieganych żon wiecznie nieobecnych mężów, które muszą troszczyć się o koks, by dogrzać domy, o grządki, by wykarmić rodzinę, a często również letników, o remonty i dzieci. Dzieci, dzisiaj dorosłe, wspominają skłóconych rodziców i zazdrosne nauczycielki w szkołach, które groziły obniżeniem stopnia z zachowania, jeśli nie dostaną pomarańczy.

Jak na ówczesne czasy "Zegarkowo" niewątpliwie było wyjątkowe, ale trudno powiedzieć, że luksusowe.

Pisząc książkę przeprowadziła pani dziesiątki rozmów - z marynarzami, dyrektorami i bywalcami hoteli, prywaciarzami, sekretarzami partii. Czy udało się znaleźć wspólny mianownik we wspomnieniach tych wszystkich osób?

Tak. Słowem, które łączyło wszystkich, było "załatwić". Jeden z profesorów historii, z którym rozmawiałam już po wydaniu książki, powiedział, że "Księżyc" jest o tym, że wszyscy w Polsce, którzy mają 45 lat plus, mają życiorysy wstydu. Że to książka o antymoralności. Bo niemal każdy raz czy drugi załatwił sobie wycieczkę, stypendium albo pralkę.

To łączy wszystkich moich rozmówców - tych, dla których najważniejsza była wolność, ale potrzebowali raz na jakiś czas dostać paszport, tych, którzy pływali w basenie warszawskiego hotelu Victoria, bo prowadzili prywatne przedsiębiorstwa i właściwie wszystko, co robili, było niezgodne z prawem. Ale - dzięki odpowiednim kontaktom - dorobili się majątków i tych zupełnie zwykłych ludzi, którym była potrzebna pralka, lodówka albo akumulator i musieli szukać znajomych, którzy mają dostęp do przydziałów.

Wicedyrektor Polmozbytu opowiadał mi, że odszedł z pracy po roku czy dwóch, bo nie wytrzymał napięcia - nagle odnaleźli go koledzy z przedszkola, bo potrzebowali części do samochodów, a koledzy z pracy patrzyli krzywo, bo nie brał łapówek. Zresztą, co tam dyrektor Polmozbytu. Wicepremier z czasów Gierka, Józef Tejchma zapisał w dzienniku: "W tym systemie jedynie uczestnictwo we władzy daje możliwość przetrwania". Mnie Tejchma opowiedział, że kiedy umierała jego teściowa, chciała zjeść pomarańczę. I on nie potrafił jej zdobyć. Wspólnym mianownikiem PRL-u było upodlenie.

Opinie (111) 6 zablokowanych

  • teraz miasto jest w gorszym stanie. (6)

    Jakieś takie dziurawe, ponure...

    • 45 33

    • Żal mi Ciebie i Twojego toku myślenia (5)

      Te czasy to dla Ciebie odległa galaktyka i nie masz pojęcia o czym piszesz

      • 14 21

      • ty jesteś wyrocznią i wiesz komu jak było. (4)

        Teraz ci lepiej, bo jesteś podłączona do miejskich pieniędzy:))?

        • 16 12

        • Bo zapracowałem na swój status i nie wylewam żalów z rana:) (3)

          • 12 13

          • jak "zapracowałeś", że teraz jesteś na garnuszku miasta:)? (2)

            • 10 8

            • tak sobie wmawiaj życiowy nieudaczniku (1)

              pewnie ciebie wywalili z pracy
              i nie dziwię się nikomu,
              takiego chama, łąjzy i łąjdaka nikt by nie chciał

              ale dla PiSu jesteś idealnym kandydatem,
              prezes cię odnalazł i przywiązał do ściany,
              teraz szczekasz dla prezesa
              moja ty mordo

              • 5 13

              • Typowe dla magistratu miejskiego

                nie są w stanie sobie wyobrazić że można być niezadowolonym z obecnych rządów mieszkańcem

                • 10 4

  • (4)

    Mam 51 lat. Niczego się nie wstydzę.Uważam,że otrzymałam porządne wykształcenie,przyzwoite wzorce osobowe ,nakazujące szanować pracę i drugiego człowieka. Teraz niestety wśród ludzi nie posiadających życiorysu wstydu jest to rzadko zauważalne.

    • 126 7

    • Mam trochę więcej lat i powiem, że to prawda

      • 23 6

    • To, że Pani otrzymała "przyzwoite wzorce osobowe" to raczej nie jest zasługa PRL-u. Bo szacunek do pracy i drugiego człowieka w tamtym systemie to - proszę wybaczyć - jedna wielka fikcja.

      • 7 27

    • przed chwilą byłeś 18 letnią blondynką

      które tabletki ci dziś sanitariusze dali?

      co to jest nieposiadanie życiorysu wstydu?

      • 7 12

    • szacunek do pracy i drugiego człowieka?

      Gratuluję poczucia humoru. Wyszedł Panu zgrabny oksymoron.

      • 3 7

  • "Czarne" - odziedziczycie moje dlugi.

    ktore zrobie kupujac wasze ksiazki.

    ;)

    • 9 7

  • Gdynia kiedyś okno na świat, obecnie miasto na inwestycyjnym marginesie. (3)

    Centrum, skwer czy bulwar wyglądają jak za Gomułki.

    • 66 18

    • Bo mieszkają w nim takie miernoty i nieudaczki jak Ty które nie potrafią nic zrobić dla swojego miasta by podnosić jego prestiż tylko wiecznie narzekać

      • 5 23

    • kwik życiowej niedojdy

      ciemno i mokro musisz mieć w celi
      pustaku

      • 4 13

    • nie obrazaj Gomułki

      To Borne Sulinowo bis się zrobiło

      • 1 2

  • (8)

    Szkoda, ze Gdynia traci swoj industrialny morski charakter. Statki PLO wychodzily z Gdyni przeladowane. Mialy minimum paliwa, zeby dojsc do najblizszego portu rozladunku, zeby zwiekszyc tonaz towaru.
    Obecnie Gdynia to sciezki rowerowe namalowane farbą i szklane domy.

    • 73 10

    • (1)

      PLO to akurat doskonały przykład tego, jak sprawnie można rozłożyć na łopatki prężnie działające duże przedsiębiorstwo.

      • 26 3

      • Najlepszy przykład złego zarządzania.

        • 0 0

    • marzy ci się powrót do komunizmu ruska cebulo? (2)

      pajacu bez szkoły,
      znowu w życiu ci nie wyszło?

      • 4 23

      • tobie wyszło pisanie tych samych komentarzy pod każdym krytycznym postem (1)

        • 11 3

        • kwik i skowyt bez argumentów nie jest krytyką czerwona stonko z Kremla

          a fakty mówią za siebie,
          Gdynia jest obiektywnie jednym z najlepiej rozwijających się miast w Polsce

          no ale was towarzyszu rublowiczu nic nie przekona ze białe jest białe

          • 2 9

    • A ile brały tego paliwa

      szczurze lądowy?

      • 5 5

    • Plotami sie nafaszerowałeś

      Brałem paliwa aż z pajpy pociekło na pokład.......

      • 8 2

    • przemysł okrętowy rozwalono

      wiele lat temu... padło i miasto. Robi się taki trochę Wałbrzych powoli a obecne władze obawiam się za bardzo nie mają na Gdynię pomysłu.

      • 6 2

  • no idą takie czasy z powrotem. PiS już wprowadził część zakazów. (15)

    ale po opanowaniu sądów przez PiSowskie marionetki dopiero zaczną się naciągane oskarżenia, sprawy, wyroki. Wielu Polaków jak zwykle obudzi się po długim czasie.,

    Miłego dnia. Kochajcie wolność bo właśnie nam ją łapami brudnymi zabierają.

    • 78 60

    • Nie podoba się . Jest alternatywa dla takich jak ty. Niemcy , Francja czekają na imigrantów. (3)

      • 19 22

      • witamy agenturę KGB (2)

        w Rosji terroryści zabili więcej osób niż w całym zachodnim świecie
        (nie licząc world trade centre ale rosja nie ma takich centrów w ogóle)

        także wasza ruska rpopaganda jest jak kula w płot,
        poza tym Polacy w Uk zabili więcej osób niż terroryści, i terroryści katoliiccy i terroryści islamscy,
        pamiętajmy, że terroryści katoliccy w UK zabili więcej osób niż islamscy

        marzy ci się rosja, twoja sprawa ale Polski w to nie mieszaj
        putinowski kundlu

        • 6 10

        • Chory psichicznie z nienawisci bredzący cos bez sensu psycholu wypuscili cie tylko na jedną przerwe i juz są efekty! (1)

          czeka cie kolejna dawka elektrowstrząsów tylko powiedz by tym razem było dłużej :)

          • 1 3

          • znów ruska propaganda i kłamstwa kremla

            fakty są dostępne dla każdego

            • 2 2

    • Jedż do Niemiec będziesz wolny. (2)

      • 19 14

      • tak, będzie wolny

        a wy zostaniecie przyłączeni do rosji i spacyfikowani
        po czy zapędzeni do niewolniczej pracy,

        marzy ci się Rosja? wolna droga
        ale Polski w to nie wciągaj czerwona gnido

        • 6 9

      • diagnoza

        Kundle nasłane do wycia i skomlenia, znowu wylazły z szamba na Nowogrodzkiej i rzucają jego zawartością na tym forum.

        • 1 2

    • Jakie zakazy? podaj przykłady (2)

      Chyba jesteś naćpany TVNem i gw

      • 7 7

      • Polak, katolik i alkoholik i wszystko jasne.

        • 3 6

      • Zakaz handlu w niedzielę np. ....

        • 4 7

    • matecznik PO-wski (1)

      zabierają ,zabierają ale scie*wom PO-wskim i pokroju tym co to wielbią budynia - kolekcjonera apartamentow

      • 2 3

      • car ,carycy z Gdanska

        Etatowy przygłup pisowski perukarz

        • 1 1

    • "Wspólnym mianownikiem PRL-u było upodlenie" (2)

      To coś jak za rządów PO - poniżanie Polaków za wymyślone zbrodnie i wmawianie im, że tylko odrzucając swoją tożsamość i stając się Europejczykami mogą coś znaczyć.

      • 2 2

      • buda ruska gnido (1)

        poszła won na Kreml czerwona, pisowska mendo

        • 0 2

        • Co? obniżyli emeryturkę?

          • 1 0

  • (8)

    Luksusem było posiadanie pustej puszki po coli, opakowania po zagranicznych papierosach i kolorowej siatki reklamówki. Nigdy więcej!!!

    • 89 16

    • pamiętam (1)

      jak byłem mały i stojąc w oknie udawałem, że piję Colę z pustej puszki na oczach zahipnotyzowanych rówieśników, haha. Mówcie co chcecie, ale to były czasy

      • 30 2

      • nie wyrosłeś za bardzo, dalej jesteś mały , i to bardzo...

        • 0 0

    • (4)

      ale za to byla praca do emerytury mozliwosci rozwoju, mieszkania, zyciowy spokoj i porzadek.

      • 13 13

      • (1)

        Możliwości rozwoju? Ha ha ha

        • 4 10

        • No , ale dla partyjnych ...

          • 6 6

      • mieszkania, praca? (1)

        Na mieszkanie czekało się patrdziesiat lat, podobnie na założenie telefonu. Praca wegetacja za tę pensję nie życie. Żyli dobrze komuchy i kombinatorzy. Babie z mięsnego kłaniała się cała ulica i tego typu ludziom co mieli dostęp do dóbr deficytowych. Jak zdawałem na studia ludzie pukali w głowę się ci ja robię. Fajnie się wspomina to po latach ale gdybym miał opcje wolałbym się urodzić 50 lat później.

        • 5 5

        • To dopiero byś płakał

          przy takim podejściu do zycia !

          • 6 0

    • E tam było dobrze, Carmen, Caro, delikatesy, a i ludzie inni.

      • 13 5

  • przytoczę klasyka

    Gdyby nie trudności obiektywne, powiedziałbym "bis"...,

    • 28 7

  • luksusem (2)

    na Wybrzeżu było nawet klarowne piwo, w którym nie pływałyby farfocle. Król Żywiec był dostępny tylko w PKP, czyli w Warsie

    • 36 6

    • (1)

      Restauracja Gedania " Elbląskie Zdrój", Jantar " Żywiec " Vinifera wino " Lacrimae" ," Riesling" jak ktoś chciał na piwko to " Brudasa"na Pl. 1 Maja, lub " gdy cię w domu męczy żona skocz na piwo na Lendziona" jednak tam uczestnicy tego złotego trunku byli zawsze wnerwieni.

      • 5 0

      • "Dawaj krasnale długo żyją , bo na Lendziona piwo piją" " Tu jest twój dom ,tu jest twój klub nie wychodź inaczej

        jak zalany w trup"
        Autentyki nsamalowane na ścianach piwnicy.

        • 4 0

  • (1)

    Ja też miałem luksus, miałem pierwszy na osiedlu c 64

    • 30 2

    • Ja miałem Commodore 16 i jednego z pierwszych w Polsce Fiata 126p. Ten pierwszy to raczej była ekstrawagancja a nie luksus a

      drug narzędzie pracy.

      • 5 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Co to są Baby Pruskie?

 

Najczęściej czytane