Aleksandra Boćkowska o gdyńskim luksusie w czasach PRL

Aleksandra Boćkowska - dziennikarka, autorka książek "Księżyc z peweksu. O luksusie
w PRL" i wcześniejszej "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne)
Aleksandra Boćkowska - dziennikarka, autorka książek "Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL" i wcześniejszej "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne)

"Trójmiasto było pod każdym względem wyjątkowe. Przypuszczam, że spokojnie można by napisać książkę o luksusie w PRL dziejącą się tylko Trójmieście - tak dużo jest tu różnych wątków" mówi Aleksandra Boćkowska, dziennikarka i autorka dwóch książek opisujących Polskę w czasach PRL-u. W sobotę, w Muzeum Miasta Gdyni obędzie się spotkanie z autorką, dotyczące jej najnowszej książki "Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL". To jedno z wydarzeń z okazji 92. Urodzin Gdyni.



Aleksandra Wrona: "Luksus w PRL" dla wielu osób może to brzmieć jak oksymoron. Co w tamtej rzeczywistości nosiło miano luksusowego?

Aleksandra Boćkowska: Mówiąc o PRL trzeba pamiętać, że mówimy o 45 latach, w czasie których zmieniały się warunki bytowe i okoliczności polityczne. Jeśli jednak miałabym uogólnić, to powiem, że luksusem w PRL był dostęp. Dostęp do czegokolwiek. Bo zawsze były ogromne kłopoty z zaopatrzeniem oraz obowiązywał system rozmaitych reglamentacji - przydziałów, talonów i tak dalej. Nie można było po prostu wyjechać za granicę, trzeba było dostać zgodę na wydanie paszportu, potem na przydział dewiz.

Pracując nad "Księżycem z peweksu" szukałam definicji peerelowskiego luksusu, a znalazłam swego rodzaju enklawy. Miejsca, w których było inaczej i ludzi, którym żyło się lżej. Wybrałam siedem wątków, które wydały mi się najciekawsze. Hotele, które były swego rodzaju wyspami, gdzie zwykli ludzie zaglądali, by posiedzieć w holu i poczuć się trochę jak za granicą. Przecinały się tam drogi artystów, intelektualistów, prywatnych przedsiębiorców, półświatka i, oczywiście, cudzoziemców. Władzę, która żyła raczej w dobrobycie niż przepychu, ale miała przywileje i mogła nimi dysponować - rozdawać te wszystkie talony i przydziały. Opisałam Śląsk, który był najważniejszym miejscem dla peerelowskiej gospodarki i warszawską Saską Kępę, która trochę wymykała się socjalizmowi. Szukałam też ludzi, dla których dostatek był drugorzędny, ale pielęgnowali wartości. A i tak - ryzykuję - nie byłoby w powojennej Polsce żadnego luksusu, gdyby nie Trójmiasto.

Zobacz wszystkie wydarzenia z okazji 92. Urodzin Gdyni

"Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL", wyd. Czarne
"Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL", wyd. Czarne
Dlaczego?

Trójmiasto było pod każdym względem wyjątkowe. Przypuszczam, że spokojnie można by napisać książkę o luksusie w PRL dziejącą się tylko Trójmieście - tak dużo jest tu różnych wątków. Mój pomysł zakładał jednak też resztę kraju, musiałam więc z Trójmiasta coś wybrać. Wybrałam Gdynię, bo bardzo ją lubię, no i przez gdyński port trafiały do Polski towary, które uchodziły wówczas za luksusowe - od złotych stalówek, zegarków przez cytrusy i ubrania po płyty oraz zagraniczne czasopisma.

Pisze pani o Gdyni: "Świętojańska w dokumentach jest ciemna jak reszta kraju, ale we wspomnieniach pachnie kawą paloną na patelniach przy otwartych oknach. Tu komis, tam kuśnierz, apteka z zagranicznymi lekami i delikatesy ze stoiskiem kolonialnym. W nocy lśniły neony". Co stanowiło o jej wyjątkowości?

Pewnie wiele rzeczy - przedwojenna historia, którą próbowała zawłaszczyć dla siebie nowa władza - przede wszystkim jednak port. To on, jak sądzę, sprawiał, że w mieście można było głębiej oddychać. Zagraniczni marynarze kręcili się tutaj nawet w najciemniejszym stalinizmie. Na przełomie lat 40. i 50., kiedy brakowało mieszkań i jedzenia, trwała bitwa o handel, a więc prywatnym przedsiębiorcom odbierano własność, a osoby co gorzej - wedle nowej władzy - urodzone wysiedlano z miasta, słychać było język angielski, unosił się zapach perfumowanych amerykańskich papierosów i aromaty z całonocnych restauracji.

Zatem byli zagraniczni marynarze. Byli też polscy, którzy pływali po całym świecie i - świadczą o tym archiwalne dokumenty ministerstwa żeglugi - niechętnie poddawali się indoktrynacji, którą Polskie Linie Oceaniczne próbowały do 1956 roku uprawiać na statkach. Była wreszcie gdyńska Hala Targowa, która - mam wrażenie - była czymś w rodzaju spotęgowanego Peweksu, można tam było kupić wszystko, czego nie było w sklepach. Krótko mówiąc: dostęp do dóbr wówczas luksusowych i wolność w głowach - to, jak sądzę, składało się na wyjątkowość Gdyni.

Grupą, która miała dostęp do luksusu wydawali się w czasach PRL-u marynarze. Czy rzeczywiście tak było?

Wybrałam Gdynię, bo bardzo ją lubię, no i przez gdyński port trafiały do Polski towary, które uchodziły wówczas za luksusowe - od złotych stalówek, zegarków przez cytrusy i ubrania po płyty oraz zagraniczne czasopisma.
Bez wątpienia tak sądzili, i sądzą do dziś, wszyscy niepływający. Na lądzie nikt nie zajmował się tym, jak ciężka jest praca na statku i jak bardzo bywa niebezpieczna, a jedynie tym, że marynarze część wynagrodzenia dostawali w dolarach. Któryś z kapitanów opowiadał mi, że wystarczyło, że w Zakopanem pojawili się faceci w marynarskich strojach i z miejsca budzili sensację, nikt nie zważał, że pływali na barkach na Odrze. Inny zapamiętał, że w kącikach matrymonialnych panie zaznaczały, że poznają "najchętniej pływającego". I przyznał, że bycie marynarzem ułatwiało zdobycie fajnej dziewczyny.

Zarabiali oficjalnie nie bardzo dużo, mniej więcej tyle, co urzędnicy, ale potrafili pomnożyć dolarowy dodatek dzięki tak zwanemu biznesowi. W portach na całym świecie mieli zaprzyjaźnionych handlarzy, gdzieś kupowali kremplinę, gdzieś indziej ją sprzedawali, by zrobić zapas kawy i sprzedać jeszcze gdzieś indziej. Ci, którzy nie mieli do biznesu smykałki, wywozili z polskiej Baltony wódkę i karton papierosów i tylko to wystarczyło, by z rejsu przywozili 80 dolarów - na ówczesne czasy dziwacznych przeliczników to była spora kwota. Przywozili też z rejsów wszystko, czego brakowało w Polsce - dżinsy, nylony, ortaliony, cytrusy, czekoladę. Na dzisiaj - nic nadzwyczajnego, wówczas uchodziło za luksus.

"Zegarkowo" to miejsce, które stało się synonimem luksusu. Jednak życie, jakie się tam toczyło, wcale nie było usłane różami. Proszę powiedzieć coś więcej o jego mieszkańcach.

To było pierwsze osiedle zbudowane specjalnie dla marynarzy. Powstało pod koniec lat 50. w Orłowie - między Kępą Redłowską a aleją Zwycięstwa. Aż prosiło się, by w tym miejscu postawić bloki, które pomieściłyby o wiele więcej osób, ale architektem miejskim był wówczas Jerzy Heidrich - wielki miłośnik Gdyni i prawdopodobnie on przeforsował, by nie zabudowywać Orłowa ponad miarę. Domki - kostki, zaprojektowane przez architekta Aleksandra Ładyńskiego z Politechniki Warszawskiej, zbudowały spółdzielnie mieszkaniowe najpierw PLO, potem Dalmoru. Marynarskie rodziny zaciągnęły kredyty, żeby tam zamieszkać. A że były to lata 50., kiedy marynarze z rejsów przywozili przeważnie zegarki, taksówkarze nazwali osiedle "Zegarkowem" - że niby tylko z przemytu zegarków taki majątek. Potem, gdy modne były nylonowe rajstopy, mówiono na osiedle "Nylonowo".

Kiedy szykowałam się do rozmów z mieszkańcami osiedla, spodziewałam się opowieści o rozbrykanych marynarzowych, które wolne chwile przepędzają na Świętojańskiej w futrze oraz złocie. Dostałam tymczasem obraz zabieganych żon wiecznie nieobecnych mężów, które muszą troszczyć się o koks, by dogrzać domy, o grządki, by wykarmić rodzinę, a często również letników, o remonty i dzieci. Dzieci, dzisiaj dorosłe, wspominają skłóconych rodziców i zazdrosne nauczycielki w szkołach, które groziły obniżeniem stopnia z zachowania, jeśli nie dostaną pomarańczy.

Jak na ówczesne czasy "Zegarkowo" niewątpliwie było wyjątkowe, ale trudno powiedzieć, że luksusowe.

Pisząc książkę przeprowadziła pani dziesiątki rozmów - z marynarzami, dyrektorami i bywalcami hoteli, prywaciarzami, sekretarzami partii. Czy udało się znaleźć wspólny mianownik we wspomnieniach tych wszystkich osób?

Tak. Słowem, które łączyło wszystkich, było "załatwić". Jeden z profesorów historii, z którym rozmawiałam już po wydaniu książki, powiedział, że "Księżyc" jest o tym, że wszyscy w Polsce, którzy mają 45 lat plus, mają życiorysy wstydu. Że to książka o antymoralności. Bo niemal każdy raz czy drugi załatwił sobie wycieczkę, stypendium albo pralkę.

To łączy wszystkich moich rozmówców - tych, dla których najważniejsza była wolność, ale potrzebowali raz na jakiś czas dostać paszport, tych, którzy pływali w basenie warszawskiego hotelu Victoria, bo prowadzili prywatne przedsiębiorstwa i właściwie wszystko, co robili, było niezgodne z prawem. Ale - dzięki odpowiednim kontaktom - dorobili się majątków i tych zupełnie zwykłych ludzi, którym była potrzebna pralka, lodówka albo akumulator i musieli szukać znajomych, którzy mają dostęp do przydziałów.

Wicedyrektor Polmozbytu opowiadał mi, że odszedł z pracy po roku czy dwóch, bo nie wytrzymał napięcia - nagle odnaleźli go koledzy z przedszkola, bo potrzebowali części do samochodów, a koledzy z pracy patrzyli krzywo, bo nie brał łapówek. Zresztą, co tam dyrektor Polmozbytu. Wicepremier z czasów Gierka, Józef Tejchma zapisał w dzienniku: "W tym systemie jedynie uczestnictwo we władzy daje możliwość przetrwania". Mnie Tejchma opowiedział, że kiedy umierała jego teściowa, chciała zjeść pomarańczę. I on nie potrafił jej zdobyć. Wspólnym mianownikiem PRL-u było upodlenie.

Opinie (111) 6 zablokowanych

  • (8)

    Szkoda, ze Gdynia traci swoj industrialny morski charakter. Statki PLO wychodzily z Gdyni przeladowane. Mialy minimum paliwa, zeby dojsc do najblizszego portu rozladunku, zeby zwiekszyc tonaz towaru.
    Obecnie Gdynia to sciezki rowerowe namalowane farbą i szklane domy.

    • 73 10

    • (1)

      PLO to akurat doskonały przykład tego, jak sprawnie można rozłożyć na łopatki prężnie działające duże przedsiębiorstwo.

      • 26 3

      • Najlepszy przykład złego zarządzania.

        • 0 0

    • przemysł okrętowy rozwalono

      wiele lat temu... padło i miasto. Robi się taki trochę Wałbrzych powoli a obecne władze obawiam się za bardzo nie mają na Gdynię pomysłu.

      • 6 2

    • marzy ci się powrót do komunizmu ruska cebulo? (2)

      pajacu bez szkoły,
      znowu w życiu ci nie wyszło?

      • 4 23

      • tobie wyszło pisanie tych samych komentarzy pod każdym krytycznym postem (1)

        • 11 3

        • kwik i skowyt bez argumentów nie jest krytyką czerwona stonko z Kremla

          a fakty mówią za siebie,
          Gdynia jest obiektywnie jednym z najlepiej rozwijających się miast w Polsce

          no ale was towarzyszu rublowiczu nic nie przekona ze białe jest białe

          • 2 9

    • Plotami sie nafaszerowałeś

      Brałem paliwa aż z pajpy pociekło na pokład.......

      • 8 2

    • A ile brały tego paliwa

      szczurze lądowy?

      • 5 5

  • (8)

    Luksusem było posiadanie pustej puszki po coli, opakowania po zagranicznych papierosach i kolorowej siatki reklamówki. Nigdy więcej!!!

    • 89 16

    • pamiętam (1)

      jak byłem mały i stojąc w oknie udawałem, że piję Colę z pustej puszki na oczach zahipnotyzowanych rówieśników, haha. Mówcie co chcecie, ale to były czasy

      • 30 2

      • nie wyrosłeś za bardzo, dalej jesteś mały , i to bardzo...

        • 0 0

    • (4)

      ale za to byla praca do emerytury mozliwosci rozwoju, mieszkania, zyciowy spokoj i porzadek.

      • 13 13

      • mieszkania, praca? (1)

        Na mieszkanie czekało się patrdziesiat lat, podobnie na założenie telefonu. Praca wegetacja za tę pensję nie życie. Żyli dobrze komuchy i kombinatorzy. Babie z mięsnego kłaniała się cała ulica i tego typu ludziom co mieli dostęp do dóbr deficytowych. Jak zdawałem na studia ludzie pukali w głowę się ci ja robię. Fajnie się wspomina to po latach ale gdybym miał opcje wolałbym się urodzić 50 lat później.

        • 5 5

        • To dopiero byś płakał

          przy takim podejściu do zycia !

          • 6 0

      • (1)

        Możliwości rozwoju? Ha ha ha

        • 4 10

        • No , ale dla partyjnych ...

          • 6 6

    • E tam było dobrze, Carmen, Caro, delikatesy, a i ludzie inni.

      • 13 5

  • MAXIM (4)

    Pracowałem w MAXIMIE, czy też mam się wstydzić☺?

    • 16 3

    • (3)

      Zależy co tam robiłeś.

      • 12 3

      • byl prostytutem

        • 0 0

      • MAXIM

        Pracowałem, nie leżałem.

        • 1 2

      • jako taki porządek był

        Na pewno dobrze się zachowywał," obyczajówka" pilnowała porządku nikt za dużo na " niepodległość "się nie wybił, można było żyć.

        • 5 3

  • To prawda - za PRL Trójmiasto a szczególnie Gdynia/Świętojańska to był wyznacznik 'zachodu' (10)

    Do tego jeszcze hala targowa - pamiętam kiedyś szokujące ceny - szampana i... suszonych grzybów (o tyle to dziwne że to produkt polski).

    Oprócz Warszawy (Chmielnickiej bodaj) w Polsce nie było takich miejsc - centusiowo to była zapyziała i brudna prowincja, Wrocław nie istniał.

    Ale niestety nietrafione decyzje UM, by nie wiadomo na co czekać z remontem ulicy (podczas gdy Warszawa robiła swoje choćby z Krakowskim Przedmieściem), spowodowały jej upadek, który właściwie trwa do dziś, mimo że teraz pojawiło się już sporo kawiarni.

    No i tutaj przede wszystkim była Baltona...

    I szybki kurs dla gimbazy:

    - nie używało się w zasadzie słowa 'komuna' (marginalnie), bo to był SOCJALIZM
    - marsze 1 majowe były obowiazkowe
    - religia była uczona w kościele
    - do kościoła chodziła większość Polaków, w tym ci z PZPR
    - budowano bardzo dużo nowych kościołów
    - kościół już wtedy miał przywileje (choćby importowe), co często wykorzystywano
    - wyjazdy zagraniczne (wszystkie kierunki) były trudne, bo trzeba było mieć zaproszenie, pieniądze na pokrycie kosztów, itd (pomijam wizy), wycieczek było mało
    - kolejki w niektórych okresach, to był stan 'naturalny' (np. ludzie czasem stali za mięsem od 4 rano)
    - braki produktów powodowały handel 'zamienny' oraz kombinowanie, co prawda dziś sprzedawcy potrafią być tak samo BEZCZELNI jak wtedy, bo ewidentnie wyssali to z mlekiem matki
    - filmy zachodnie można było oglądać na Konfrontacjach... :))
    - media były kontrolowane przez państwo/partię, a internetu nie było - pewnym luksusem było posiadanie talerza satelitarnego i dostęp do TV zachodniej (w większości niemieckiej)
    - SKM jeździła co 5 minut, a odstęp od peronu to ok. 5-10cm
    - w latach 80 było ok 13 połączeń lotniczych dziennie do Warszawy, a ekspres (wtedy najszybszy pociąg) jechał tyle co teraz...

    • 58 3

    • (2)

      Uwagi dla gimbazy ;):
      - do wyjazdu zagranicznego potrzebny jeszcze paszport, którego można było po prostu nie dostać,
      - słowo "komuna" jednak jak najbardziej istniało, podobnie jak "komuch". Może to zależy od rodziny czy środowiska,
      - telewizja satelitarna to dopiero koniec lat 80-tych,
      - SKM z minimalnym odstępem od peronu była do początku lat 70-tych, bo wtedy używano jeszcze starych zespołów trakcyjnych z Berlina. Potem było już, co teraz. Jako dziecko zawsze bałem się tej dziury. Dodatkowe stopnie - gdy były - to i tak była prowizorka,
      - połączenia lotnicze.... Lotnisko było "na końcu świata", bilety były drogie. A co do pociągów - to to był tzw. "super ekspres", który jeździł rzadko i dłużej, niż teraz. Bilety także były dość drogie, a sam pociąg po ruszeniu z Gdańska nie zatrzymywał się do samej Warszawy Wschodniej.

      • 15 0

      • pisząc komuna miałem na myśli to w jaki sposób się DZIŚ używa (1)

        oczywiście ze 'komuna' istniała, ale określenie było specyficzne, a komuchem nie był 'każdy' jak dziś, ale tylko i wyłącznie ci z PZPR

        koniec lat 80 satelitarna? no chyba jednak nie - koniec lat 80 to już był bajzel (a mnie nie było w Polsce), a ja pamiętam czasy gdy takie talerze były 'dyskusyjne' i nawet nie wiem czy nie trzeba było mieć jakiegoś pozwolenia

        wiem że to były stare poniemieckie składy SKM, ale wydaje mi się że jednak jeździły nieco później (razem z 'polskimi')

        z biletami samolotowymi to nie jest do końca prawda - patrz inna wypowiedź - równie dobrze można mówić, ze ekspres też był drogi (który jeździł mniej więcej tyle ile teraz pendolino a przecież była zmieniana 2 razy lokomotywa, bo linia nie była zelektryfikowana)

        • 2 1

        • Musisz być stosunkowo młody

          bo mieszasz wszystko ze wszystkim.

          • 0 1

    • (2)

      Na przełomie lat '60 i '70 jeszcze z lotniska na Zaspie były loty do nie tylko do Warszawy ale również do Rzeszowa, Krakowa (dwa dziennie), Katowic, Wrocławia. Cena też nie była zbyt wysoka, a samoloty były pełne. Przed wylotem, jeżeli nie były zajęte wszystkie miejsca, można było kupić bilety za pół ceny. Nawet na studencką kieszeń to nie był problem! Również później ceny inżyniera-stażysty pozwalały na przelot całej rodziny (4 osoby).
      Również do Poznania czas przejazdu praktycznie nie został skrócony w stosunku do ówczesnego ekspresu!

      • 9 1

      • Jak jechaliśmy z rodzicami na wczasy do Zakopanego zawsze lecieliśmy samolotem do Krakowa a następnie pośpiesznym autobusem do zakopca. Takich możliwości nie było jak jechaliśmy na Mazury czy do Szklarskiej lub Karpacza.

        • 1 0

      • ja studiowałem w Warszawie i na studencki (15 minut przed odlotem) bardziej opłacało się lecieć

        niż jechać ekspresem - tylko jeden raz się nie załapałem, bo nie było miejsc

        • 1 0

    • (2)

      A bilet na SKM bez problemu mozna bylo kupic w automatach

      • 14 1

      • A na peronach stały wagi na monety. Można było sprawdzić jak przybiera się na wadze od tego dobrobytu.

        • 2 0

      • A bilety były na brązowej tekturce.

        Fajnie wyły te automaty:-)

        • 8 0

    • oczywiście paszport było niezmiernie trudno dostać od milicji, często odrzucano podanie BEZ powodu, nawet do demoludów trudno było dostać

      • 7 2

  • no idą takie czasy z powrotem. PiS już wprowadził część zakazów. (15)

    ale po opanowaniu sądów przez PiSowskie marionetki dopiero zaczną się naciągane oskarżenia, sprawy, wyroki. Wielu Polaków jak zwykle obudzi się po długim czasie.,

    Miłego dnia. Kochajcie wolność bo właśnie nam ją łapami brudnymi zabierają.

    • 78 60

    • "Wspólnym mianownikiem PRL-u było upodlenie" (2)

      To coś jak za rządów PO - poniżanie Polaków za wymyślone zbrodnie i wmawianie im, że tylko odrzucając swoją tożsamość i stając się Europejczykami mogą coś znaczyć.

      • 2 2

      • buda ruska gnido (1)

        poszła won na Kreml czerwona, pisowska mendo

        • 0 2

        • Co? obniżyli emeryturkę?

          • 1 0

    • Jedż do Niemiec będziesz wolny. (2)

      • 19 14

      • diagnoza

        Kundle nasłane do wycia i skomlenia, znowu wylazły z szamba na Nowogrodzkiej i rzucają jego zawartością na tym forum.

        • 1 2

      • tak, będzie wolny

        a wy zostaniecie przyłączeni do rosji i spacyfikowani
        po czy zapędzeni do niewolniczej pracy,

        marzy ci się Rosja? wolna droga
        ale Polski w to nie wciągaj czerwona gnido

        • 6 9

    • matecznik PO-wski (1)

      zabierają ,zabierają ale scie*wom PO-wskim i pokroju tym co to wielbią budynia - kolekcjonera apartamentow

      • 2 3

      • car ,carycy z Gdanska

        Etatowy przygłup pisowski perukarz

        • 1 1

    • Nie podoba się . Jest alternatywa dla takich jak ty. Niemcy , Francja czekają na imigrantów. (3)

      • 19 22

      • witamy agenturę KGB (2)

        w Rosji terroryści zabili więcej osób niż w całym zachodnim świecie
        (nie licząc world trade centre ale rosja nie ma takich centrów w ogóle)

        także wasza ruska rpopaganda jest jak kula w płot,
        poza tym Polacy w Uk zabili więcej osób niż terroryści, i terroryści katoliiccy i terroryści islamscy,
        pamiętajmy, że terroryści katoliccy w UK zabili więcej osób niż islamscy

        marzy ci się rosja, twoja sprawa ale Polski w to nie mieszaj
        putinowski kundlu

        • 6 10

        • Chory psichicznie z nienawisci bredzący cos bez sensu psycholu wypuscili cie tylko na jedną przerwe i juz są efekty! (1)

          czeka cie kolejna dawka elektrowstrząsów tylko powiedz by tym razem było dłużej :)

          • 1 3

          • znów ruska propaganda i kłamstwa kremla

            fakty są dostępne dla każdego

            • 2 2

    • Jakie zakazy? podaj przykłady (2)

      Chyba jesteś naćpany TVNem i gw

      • 7 7

      • Zakaz handlu w niedzielę np. ....

        • 4 7

      • Polak, katolik i alkoholik i wszystko jasne.

        • 3 6

  • Gdynia kiedyś okno na świat, obecnie miasto na inwestycyjnym marginesie. (3)

    Centrum, skwer czy bulwar wyglądają jak za Gomułki.

    • 66 18

    • nie obrazaj Gomułki

      To Borne Sulinowo bis się zrobiło

      • 1 2

    • kwik życiowej niedojdy

      ciemno i mokro musisz mieć w celi
      pustaku

      • 4 13

    • Bo mieszkają w nim takie miernoty i nieudaczki jak Ty które nie potrafią nic zrobić dla swojego miasta by podnosić jego prestiż tylko wiecznie narzekać

      • 5 23

  • (2)

    Niestety obecnie pozostał już tylko cień po dawnym blasku Gdyni

    • 7 1

    • (1)

      Ale przynajmniej na skwerze nie cuchnie już mączką rybną z Dalmoru. :)

      • 1 1

      • ale to zdrowe było

        • 2 1

  • (6)

    W tych wstrętnych czasach w moim przedsiębiorstwie była zakładowa przychodnia lekarska. Wystarczyło telefonicznie się zarejestrować i po 15 minutach, w czasie pracy, przyjmował mnie lekarz. Wypisywał skierowanie do specjalisty, brałem przepustkę i jechałem do rejonowej przychodni, gdzie po 30 minutach byłem po badaniu. W razie czego na zabieg w szpitalu czekałem jeden dzień. No a wszystkie lekarstwa były za darmo. Ciężko było chorować. Wszyscy planowaliśmy kiedy pójdziemy na emeryturę, bo upadłość zakładu była niemożliwa. Na wczasach w górach Turyngii /NRD/ byłem dwa razy i w górach Czechosłowacji dwa razy. Raz w Jugosławii. Raz w Bułgarii. Ale nie miałem komórki ani samochodu. No i papieru toaletowego. Nie byłem w partii ani w kółku różańcowym.

    • 40 10

    • (3)

      Jasne... Służba zdrowia była "wspaniała". Tylko dlaczego - gdy miałem dostawać zastrzyki - to jednorazowe strzykawki i igły w latach 80-tych trzeba było przynieść własne?
      Za leki się płaciło. A zdarzało się, że trzeba było coś ściągnąć z "zachodu" - i wtedy koszty były straszliwe.
      Upadłość zakładu może i była niemożliwa - ale można było zostać zwolnionym. Choćby za "niewłaściwe poglądy".

      • 12 13

      • (2)

        Dokładnie jak pisze ktoś powyżej. Widzę że zwykły inż tęskni ze dawnymi czasami. Oczywiście niktórym żyło się fajnie np. taki kacyk z prezydium to mógł kupować w specjalnych sklepach dobra luksusowe (na eksport), przyjeżdzał do pracy napić się wódki z kolegami ewentualnie podszczypać panią Krysie z sekretariatu a po cięzkiej pracy odwoziła go do domu wołga ale większość ludzi w tamtych czasach miała dużo cięższe warunki Panei Inżynierze.

        • 13 7

        • wyobrażenia o tzw komunie z radia wolna europa

          • 2 1

        • Matka

          lekarstwa sprowadzała zza granicy. Całe szczęście, ze mieliśmy tam rodzinę, bo wątpię żeby z jej przypadłością przeżyła. Może młotkowi mieli lepiej. W ramach ciekawostki - polskie recepty (lek wydawany wyłącznie na nie) były akceptowane na terenie Francji.

          • 3 3

    • oj chyba to nie pisze zwykły

      inżynier. Nie było leków pełne szpitale. Babci siostra miała dojścia i zalatwilala jej za kasę dojścia do lekarzy bo podzlaby do piachu na banalną dziś chorobę. Mój brat umarł w szpitalu bo piguly zachlaly z okazji jakiejś biby na dyżurze i zapomnialy na noc zamknąć okno zimą przy którym spał. Oczywiście nikt za nic nie odpowiadał. Wracaliśmy kiedyś z kolegą wieczorem wylegitymowali nas milicjanci ukradli nam jeszcze pieniądze. Szmaciane czasy trzeba być chorym żeby tęsknić za tym.

      • 2 3

    • Oceniać można tylko na tle innych państw w tym samym czasie. Oczywiście za "strasznej komuny" nie było telefonów komórkowych, ale nie było ich również w tych wspaniałych USA. Podobnie trzeba patrzeć na służbę zdrowia, obecne "usługi zdrowotne"
      Największą krzywdę i prześladowania mieli obiboki i nieudacznicy, którzy stawali się liderami "walki" i opozycji, aby tylko zająć stanowiska "kacyków partyjnych".

      • 6 4

  • (1)

    Józef Tejchma zapisał w dzienniku: "W tym systemie jedynie uczestnictwo we władzy daje możliwość przetrwania"

    kłamał komuch.

    • 14 2

    • albo pani autorka coś pokręciła, ojciec służbowo co jakiś czas jeździł do wawy i przywoził nam w ramach upominków co sobie zamówiliśmy pomarańcze też.

      • 2 0

  • cała komusza wierchuszka i ich bachory dziś trzęsą kasą i się śmieją za komuny pierwsze sekretarze a

    dzi pierwsze biznesmeny i dygnitarze !

    • 8 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Warsztaty polskiej muzyki tradycyjnej
Warsztaty polskiej muzyki tradycyjnej
warsztaty
lis 24-5.12
Warsztaty - GAK Plama ul.
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Najwięcej scen teatralnych w Trójmieście posiada...

 

Najczęściej czytane