Wiadomości

stat

Zwierzaki to nie pluszaki - wywiad z Pauliną Reglińską

"Największym kluczem w edukacji jest świadomość. Np. jedno dziecko było zdziwione, że nie może dać psu czekolady, nie wiedziało, że dla zwierzęcia to jest niezdrowe i może mu tym samym zrobić krzywdę. Po prostu brakuje dzieciom podstawowej wiedzy."
"Największym kluczem w edukacji jest świadomość. Np. jedno dziecko było zdziwione, że nie może dać psu czekolady, nie wiedziało, że dla zwierzęcia to jest niezdrowe i może mu tym samym zrobić krzywdę. Po prostu brakuje dzieciom podstawowej wiedzy." 123rf.com/Iurii Sokolov

O tym, skąd wziął się projekt, a później książka - "Zwierzaki to nie pluszaki", o tym, jak dzieci traktują zwierzęta i dlaczego to robią, jaka jest w tym rola rodziców i nauczycieli, o tym, kiedy praca staje się misją i o tym, że edukacja jest najważniejsza, a zapobieganie lepsze od leczenia i terapii - rozmawiamy z autorką Pauliną Reglińską.



Czy w dzieciństwie miałeś w domu zwierzaka?

tak, był częścią rodziny/przyjacielem

78%

tak, ale nie miałe(a)m z nim silnej relacji

7%

nie, za to moje dziecko będzie wychowywało się ze zwierzakiem

9%

nie i nie czuję, żeby mi czegoś brakowało

6%
Magdalena Raczek: Jest pani mamą, pedagogiem i praktykiem. Które z pani doświadczeń okazały się najważniejsze w pisaniu książki pt. "Zwierzaki to nie pluszaki" - te życiowe związane z macierzyństwem, te zawodowe (pedagogiczne), jakieś własne przeżycia, a może jeszcze coś innego?

Paulina Reglińska: Wpływów jest dużo. To wyszło bardzo naturalnie, dlatego że ja właściwie od dziecka pomagałam zwierzakom. Od małego ratowałam poszkodowane zwierzaki, a w moim rodzinnym domu były one od zawsze.

Obecnie mamy psa, zdecydowaliśmy się na adopcję, gdy uznaliśmy, że jesteśmy już na nią gotowi. Jeżeli chodzi o edukację, to wszystko się zaczęło na studiach, gdy wybrałam kierunek pedagogiczny - animację społeczną. Wtedy poczułam, że obie pasje można ze sobą połączyć: pasję związaną ze zwierzętami i edukację. Wtedy zaplanowałam projekt - warsztaty z dziećmi, który zresztą już wtedy nazywały się "Zwierzaki to nie pluszaki". Jego opis i realizacja była moją pracą licencjacką na Uniwersytecie Gdańskim.

Jednocześnie realizowałam praktyki w Fundacji Dogtor w Gdyni, gdzie z pomocą fantastycznej ekipy - wspaniałych pedagogów i terapeutów, dopracowałam wszystkie szczegóły. Zaczęłam jeździć po przedszkolach i zauważać, że jest to faktycznie bardzo potrzebne. Nauczyciele bardzo doceniali takie działania. Do projektu przekonywała mnie również postawa samych dzieci, które niestety często nie rozumiały różnicy między zwierzakiem a pluszakiem...


Paulina Reglińska autorka projektu i książki "Zwierzaki to nie pluszaki".
Paulina Reglińska autorka projektu i książki "Zwierzaki to nie pluszaki". mat.autorki
Niestety to sami nauczyciele często organizują dzieciom coś takiego jak "dzień z pupilem" w szkole lub przedszkolu i proszą dzieci o przyniesienie swoich zwierząt do placówki...

Szkoła czy przedszkole to nie jest odpowiednie miejsce dla nieprzygotowanych do tego zwierząt. Dzień z pupilem można zrobić na różne inne sposoby: przynieść zabawkę przypominającą swoje zwierzę, narysować go albo choćby przynieść zdjęcia. Postawa nauczyciela jest niezwykle ważna - w dydaktyce mówimy tu o treściach ukrytych. Swoimi działaniami i postawą nauczyciel również przekazuje wiedzę. Gdy przeprowadzałam zajęcia, często zdarzały się różne przykre sytuacje, gdy np. dzieci mówiły o zwierzętach bardzo przedmiotowo - w teorii coś wiedziały, a w praktyce ich zachowania były inne. W tym momencie zrozumiałam, że to już nie tylko praca, to już zaczęła być misja...

Dzieci są oskarżane o złe traktowanie zwierząt, ale czy jednak nie jest tak, że to nie one same są winne tej sytuacji, bo to dorośli, rodzice na to przyzwalają i tego uczą?

Tak, oczywiście, że tak. Jest to bardzo przykre, bo to niestety rodzice nie ingerują w te sytuacje, gdy dzieci źle traktują zwierzęta, a czasami - w trakcie moich warsztatów - okazywało się nawet, że dzieci wiedziały więcej i rozumiały coś lepiej niż ich rodzice... Sama jestem mamą dwójki dzieci i widzę, że mimo tego, iż są od początku uczone szanowania zwierząt, to czasem zapominają o prostych zasadach, czasem zrobią coś zbyt głośno w obecności zwierzaka itd. To jest praca, ciągle przypominanie, dzieci inaczej podchodzą do pewnych spraw, nie rozumieją, a to my, dorośli, musimy dać im dobry przykład, wielokrotnie przegadać to. Wtedy to małymi kroczkami zaczyna kiełkować na przyszłość. Edukacja jest najważniejsza.

Zajęcia edukacyjne dla dzieci z udziałem psa


Czyli jak zwykle, przykład musi iść z góry... A edukować powinno się nie tylko dzieci, ale i dorosłych.

Tak, zdecydowanie. Nawet niektórzy rodzice zaczęli mówić, że po tych zajęciach to dziecko zaczyna im zwracać na coś uwagę. Opiekunowie zaczynają rozumieć, że może na coś pozwolili, na co nie powinni, np. na to, że na psa nie wolno wchodzić, albo że kot to nie jest pluszak i nie ma obowiązku z dzieckiem leżeć, jeśli tego nie chce. Czasem przychodzą do mnie rodzice i mówią: "Niech pani coś zrobi, bo on przecież zamęczy tego psa." Wtedy pytam: Ja mam coś z tym zrobić?

Jasne, pewne rzeczy przepracujemy i to przynosi bardzo duże rezultaty, ale to przede wszystkim powinno wychodzić z domu. A z tym bywa różnie. Edukacja w tym zakresie jest ważna, także w szkole. Wielu nauczycieli mówiło mi, że brakuje ku temu środków dydaktycznych.

Chciała pani to zmienić?

Miałam taki moment w życiu, że pomyślałam sobie: dobrze, prowadzę warsztaty, próbuję o tych problemach mówić, ale brakowało mi czegoś namacalnego, fizycznego. I kiedy zaczęłam studiować pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Gdańsku, i to jej rektor - dr Roman Gawrych wsparł mnie, żebym na podstawie swojego projektu napisała książkę. I zrobiłam to. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, robię to od lat, więc było mi o wiele łatwiej. Nie usiadłam z pomysłem, że "napiszę sobie książkę o tym". Najpierw przez lata prowadziłam warsztaty, wiedziałam, na co zwrócić uwagę, wiedziałam, co dzieci najbardziej interesuje, jakie tematy możemy poruszyć.

Mówi pani, że książka "zrodziła się z potrzeby zwrócenia uwagi na kształtowanie odpowiedniej postawy dzieci wobec zwierząt" oraz że ważna jest profilaktyka. Jaka ta postawa powinna więc być? Czym jest ta profilaktyka?

Profilaktyka, czyli kreowanie, kształtowanie odpowiedniej postawy wobec zwierząt to rozwijanie empatii, a z drugiej strony odpowiedzialności. A postawa powinna być przede wszystkim odpowiedzialna i świadoma. Dziecko będzie działało dobrze, kiedy będzie świadome, nie chodzi o działanie typu "nie bo nie" - np. jak pociągnie kota za ogon, to dostanie karę. To nie o to chodzi, ale o to, żeby ono wiedziało, czemu nie może kota za ogon pociągnąć. Czyli po pierwsze dlatego, że jest to niebezpieczne dla niego samego, po drugie dlatego, że kot czuje i go to boli.

Największym kluczem w edukacji jest świadomość. Np. ostatnio zdarzyło mi się, że jedno dziecko było zdziwione, że nie może dać psu czekolady, nie wiedziało, że to jest niebezpieczne, że dla tego zwierzęcia to jest niezdrowe i może mu tym samym zrobić krzywdę. Po prostu brakuje dzieciom podstawowej wiedzy. Warto jednak je zachęcać do działania: intencja jest dobra, dajmy dziecku szansę - jeśli chcesz zrobić swojemu zwierzakowi przyjemność, to super, to idź z mamą do sklepu zoologicznego i wybierz przekąskę odpowiednią dla zwierzaków. I tu kolejna lekcja się pojawia: tak samo jak ty nie możesz zjeść całej tabliczki czekolady, tak samo pies nie może zjeść całego opakowania przysmaków.


Przejdźmy teraz do samej publikacji. Pani książka jest zeszytem ćwiczeń, zbiorem zadań, trochę się to kojarzy z matematyką...

Książka jest połączeniem treści i zadań. Najpierw przedstawiamy dziecku pewne treści, a potem możemy je utrwalać właśnie dzięki zadaniom, wtedy dziecko staje się świadome.

Maluchy uczą się najlepiej w praktyce, przez przepracowanie jakichś sytuacji?

Tak, to się świetnie sprawdza. W książce jest np. zadanie dramowe, więc dzieciaki mogą się wczuć w te zwierzęta, wyobrazić sobie, jak się czują. Dzieci w trakcie zajęć plastycznych, twórczych mają ochotę rozmawiać, mają potrzebę przegadać różne sytuacje, nauczyciele nie zawsze mają na to czas. Warto jednak znaleźć chwilę, by je wysłuchać. Swoboda - np. właśnie podczas realizowania zadań plastycznych - daje na to możliwość.

Powiedzmy zatem teraz o samej książce. Została ona podzielona na sześć rozdziałów...

Podzieliłam książkę na sześć części - tak też prowadziłam warsztaty. Odwzorowałam w niej te najciekawsze rzeczy, które moim zdaniem warto poruszać z dziećmi, i przelałam to na papier z pomocą z ekspertów. Te sześć części to sześć tematów: Łączą nas uczucia, Łączą nas potrzeby, Łączy nas ciało, Łączy nas środowisko, Łączy nas praca, Łączy nas nadzieja. W samym nazewnictwie tytułów zawiera się więc od razu przesłanie: dzieci poznają to, co "łączy nas" ze zwierzakami. Odpowiada to tematom, które poruszam na swoich warsztatach - każdy omawiany jest osobno, żeby uniknąć nadmiaru informacji i uporządkować treści.

Wrażenie robi szata graficzna. Nie tylko ilustracje, ale cała oprawa graficzna, wygląd tej książki, papier, itd. Za część wizualną odpowiada Dagmara Skwarska. Skąd ten pomysł i jak wam się razem pracowało?

Z Dagmarą chodziłyśmy razem do podstawówki. Szukałam grafika, który poczuje ten klimat. To było dla mnie bardzo ważne. Trzeba było stworzyć postać Jurka i Burka - bohaterów książki. Dagmara okazała się niezastąpiona. Zaprojektowała kilka możliwości, ale ostateczną decyzje podejmowały dzieciaki - to one oceniały, co jest dobrze, a co wymaga poprawy. Dagmara jest bardzo elastyczną osobą, łatwo doszłyśmy do tego punktu, gdy dzieci powiedziały: tak, to jest to! To byli nasi najlepsi doradcy. Czasem dochodziło między nami do jakichś konfrontacji, bo coś artystycznie ładnie wyglądało, ale ja od strony merytorycznej, z punktu widzenia pedagoga, coś kwestionowałam, ale zawsze znajdowałyśmy kompromis. Jestem bardzo zadowolona z tej współpracy.

Czy efekt ostateczny też jest dla pani zadowalający?

Tak, całość jest taka, jak powinna być. Od dzieci też dostaję od razu informacje zwrotne, pochlebne recenzje. To jest bardzo miłe, bo maluchy powtarzają wierszyki, przywiązują się do tych postaci. O to w sumie chodziło, ale nie spodziewałam się, że dzieci aż tak się zaangażują, że będą dopytywać o dalsze przygody Jurka i Burka...

I będą dalsze części?

To był nakład próbny, który właśnie się kończy, więc jestem w trakcie zastanawiania się nad nowym nakładem, ale nie będziemy raczej nic zmieniać. Doszło nam kilku nowych patronów. Być może Jurek i Burek doczekają się kolejnych przygód w drugiej części, kto to wie, czas pokaże... Ale przyznaję, że też bolą mnie inne rzeczy i inne tematy w edukacji, więc w przyszłości chciałabym też nimi się zająć.

Wracając jeszcze do publikacji "Zwierzaki to nie pluszaki". Niesamowite jest to, że książkę wydała uczelnia, a nie wydawnictwo, choć mamy ich kilka w Trójmieście...

Kiedy pisałam pracę magisterską, to chciałam, żeby to nie była zwyczajna praca, tylko żeby coś za sobą niosła. Gdy zwróciłam się z pomysłem do rektora, to bardzo mnie wsparł, był również promotorem tej pracy. Jak napisałam książkę, to stwierdził, że jest dobrym środkiem dydaktycznym i od razu postanowił ją wydać, co bardzo mnie ucieszyło. Nie musiałam zatem zabiegać o publikację u innego wydawcy.

W książce wymienia pani cały sztab swoich merytorycznych pomocników, którzy również stoją za tym projektem. Co to za osoby?

Lubię zapraszać jakiegoś specjalnego gościa na zajęcia, które prowadzę. Dlatego również zaprosiłam ekspertów do tego projektu. Uważam, że nie istnieją osoby, które mają super wiedzę na każdy temat, dlatego jest to ogromny zaszczyt, że mogła się tu wypowiedzieć Magda Madajczyk, prezes Fundacji Dogtor, która ma ogromną wiedzę na ten temat, Grzesiu Zaleski"Promyka", który jest pracownikiem schroniska i robi fantastyczne rzeczy na rzecz zwierząt, czy lekarz weterynarii Monika Szlufik. To są osoby, które działają w tym samym kierunku co ja, tylko trochę inaczej i myślę, że uzupełnialiśmy swoją wiedzę. Tak powstała książka.

Mówiła pani, że sześć rozdziałów opracowanych zostało na różne sposoby, z wykorzystaniem różnorodnych technik i metod. Jakie to metody?

Jest ich sporo. Aby nie było to nudne dla dzieci, wprowadziłam tę różnorodność. Pracujemy z wierszem, opowiadaniem, wypowiedziami ekspertów, motywujemy do dyskusji, odwołujemy się do różnych przedstawionych sytuacji, rozwiązujemy różnorodne zadania względem poszczególnych tematów. A na koniec dzieci dostają dyplom. Zadania są przyjazne dla dzieci. Chodzi też o zabawę, bo dzieciaki uczą się głównie przez zabawę.

"Zwierzaki to nie pluszaki"
"Zwierzaki to nie pluszaki" mat.autorki
Rozdział o środowisku jest - podobnie zresztą jak cała książka - przypomnieniem dla rodziców, że musimy uczyć dzieci dbać o nasze otoczenie.

Rodzice często zapominają, żeby uczyć dziecko, jak dbać o nasze wspólne środowisko. Np. żeby nie niszczyć mrowiska, bo jest domem mrówek. Nie niszczyć gniazd, nie zabijać pająków czy innych małych zwierząt. Nie umniejszajmy żadnym zwierzakom. Ale to są lata zaniedbań, efekt reform, braki w podstawowej edukacji. Kiedy zabieram dzieci do lasu na zajęcia, to czasem jest tak, że one są pierwszy raz w lesie. To jest przerażające, że dzieci w wieku wczesnoszkolnym nie znają lasu, nie wiedzą, jak się w nim zachować, bo w nim praktycznie nie bywają. A to są zwykłe proste rzeczy, o które powinni zadbać rodzice, którzy często całą odpowiedzialność za wychowanie zrzucają na nauczycieli.

Tymczasem spacer do lasu to nie tylko edukacja, atrakcja, ale i po prostu coś dla zdrowia - ma to dobroczynny wpływ na nas, a poza tym jest przyjemnym wspólnym spędzaniem czasu. Rodzice często nie mają czasu dla swoich dzieci. Nieraz zdarza się tak absurdalna dla mnie sytuacja, że rodzice przychodzą np. do schroniska czy fundacji i mówią "Chcę, żeby dzieci się czymś zajęły, potrzebuję kota, psa". To pies ma się dziećmi zajmować, dziecko ma mieć kolejną atrakcję... A z tego pojawiają się kolejne problemy, bo zwierzę zaczyna gryźć, sikać, itd. Ono się boi, stresuje, nie rozumie tego środowiska, w którym się znalazło.

Jakie rady mogłaby pani dać rodzicom dzieci, które chcą zwierzątko?

Przede wszystkim zastanówmy się, jakie chcemy zwierzę, czy jesteśmy w stanie poświęcić mu czas. Warto to skonsultować z całą rodziną. Musimy zdać sobie sprawę z obowiązków, w tym kosztów, ale też pozytywów kupna lub adopcji. Pomyślmy też, czy mamy wystarczającą wiedzę na temat wymarzonego zwierzaka. Dlatego na początek dowiedzmy się jak najwięcej o tym stworzeniu; wypożyczmy książkę, poszukajmy rzetelnych informacji w internecie, możemy się wybrać do najbliższego weterynarza, dopytać, czy ma wiedzę na temat danego zwierzaka i mógłby nam o nim opowiedzieć.

Każde zwierzę jest inne, ma swój charakter i swoje potrzeby. Możemy też wybrać się do schroniska, jeśli chcemy zwierzę zaadoptować. Możemy porozmawiać z pracownikami, wolontariuszami, można przyjeżdżać i odwiedzać psa, zabierać go na spacery, żeby go lepiej poznać, to jest wtedy odpowiedzialna adopcja, przemyślana.

Z kolei jeśli chcemy zwierzę kupić, to musimy uważać na pseudohodowców, którzy rozmnażają bezsensownie zwierzęta dla zysku, trzeba sprawdzić, czy ta hodowla jest prawdziwa, czy spełnia normy, posiada certyfikaty itd. Nie kupujmy zwierzęcia z niepewnych źródeł. I jeszcze jedno - nie miejmy wygórowanych oczekiwań. Zwierzę nie jest i nie będzie po to, aby sprostać naszym potrzebom. To nowy członek rodziny, z pewnym charakterem, potrzebami, a nie zaprojektowany po to, aby nas zaspokajał.

A kupowanie myszki lub chomika? Niektórzy rodzice mówią: teraz kupimy ci rybki albo chomika i zobaczymy, czy sobie poradzisz. Jak tak, to dopiero wtedy dostaniesz psa.

Jestem przeciwna takiej postawie, to jest umniejszanie tym zwierzętom. Nie można układać zwierząt w hierarchii, że jedne są ważniejsze, a drugie mniej ważne, bo wtedy dajemy dziecku do zrozumienia, że ta mysz mniej czuje, jej potrzeby są mniej ważne, więc nie trzeba się aż tak starać. Poza tym dziecko powinno starać się, aby po prostu zwierzę, którym się opiekuje, dobrze się czuło, a nie tylko po to, aby dostać kiedyś kotka czy pieska.

Za co kochamy koty?


Czy to jest dobry pomysł, żeby zabrać dziecko do schroniska?

Jasne, że tak. Nie możemy chronić dziecka przed wszystkim. Schroniska zapraszają szkoły, mają specjalne prelekcje, są miejsca, gdzie zapraszają dzieci. Jeśli mamy obiekcje, to możemy zadzwonić do schroniska i powiedzieć, że się martwimy, zapytać, czy ktoś mógłby nas oprowadzić. To też jest dla dziecka wspaniała lekcja: zobacz, co się dzieje ze zwierzętami, które ktoś porzucił, bezsensownie rozmnożył lub miał wobec nich niewłaściwą postawę. Trzeba zobaczyć zaniedbania człowieka, choć nawet dla dorosłej osoby to jest szok. Widok zamkniętych zwierząt za kratami, cierpiących przez głupotę ludzką robi wrażenie nawet na rodzicach.

Proszę nam zdradzić na koniec, czym pani się teraz zajmuje, co pani dalej planuje?

Mam ogromną przyjemność wykładać na WSSE oraz prowadzić zajęcia dla dzieci. Rozpoczęliśmy też akcję "Dobra robota dla kota", z którą ruszyliśmy wraz z wiosną, gdyż pojawia się temat sterylizacji kotów wolnobytujących. Poza tym chcemy walczyć z kocimi stereotypami. Będziemy mówić o sterylizacji, informować, obalać mity o kotach, a także pokazywać, jak kotom pomóc. Czasem wystarczy po prostu kotom nie przeszkadzać. Każdy może się włączyć do akcji. Zapraszamy!

Opinie (17) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

maja

24

maja

Tydzień Białoruski: Nie ma ... Gdańsk, Gdański Teatr Szekspirowski, Instytut Kultury Miejskiej

Rozrywka

Nielegalny alkohol w kilku sopockich klubach
Nielegalny alkohol w 3 sopockich klubach
Noc Muzeów bez większych tłumów
Noc Muzeów bez większych tłumów

Kulinaria

Krepy, pankejki i naleśniki. Naleśnikarnie w Trójmieście
Ciekawe naleśnikarnie w Trójmieście
Nowe lokale: makaron, krepy i Hawaje
Nowe lokale: makaron, krepy i Hawaje

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: przed nami czas pełen atrakcji
Planuj tydzień: czas pełen atrakcji

Sprawdź się

Zgodnie z planami miejskimi, obecna siedziba CSW Łaźnia miała pełnić bardzo oryginalną funkcję. Jaką?