Zastrzyk odważnego teatru. Podsumowanie Festiwalu Wybrzeże Sztuki

Wybrzeże Sztuki konsekwentnie umacnia się jako impreza eklektyczna, godząca nowoczesne interpretacje z rzadko w Trójmieście widywaną klasyką. Ogromne zainteresowanie festiwalowymi propozycjami przekonuje, że ten kierunek jest słuszny, choć aż prosi się, by pokazy wybranych spektakli obudować wydarzeniami towarzyszącymi.



Wydarzeniem Festiwalu Wybrzeże Sztuki była "Wycinka Holzfällen" Teatru Polskiego we Wrocławiu w reż. Krystiana Lupy. Najnowszy spektakl Lupy charakteryzuje świetne aktorstwo (szczególnie Jana Frycza), imponująca oprawa scenograficzno-wizualna oraz krytyka artystycznej skłonności do autotematyzmu i pustosłowia.
Wydarzeniem Festiwalu Wybrzeże Sztuki była "Wycinka Holzfällen" Teatru Polskiego we Wrocławiu w reż. Krystiana Lupy. Najnowszy spektakl Lupy charakteryzuje świetne aktorstwo (szczególnie Jana Frycza), imponująca oprawa scenograficzno-wizualna oraz krytyka artystycznej skłonności do autotematyzmu i pustosłowia. fot. Natalia Kabanow
Nad bohaterami plugawego świata "Trędowatej. Melodramatu" Teatru Polskiego w Bydgoszczy wisiało wielki lustro, które niczym krzywe zwierciadło odbijało ich czyny i pozwalało spojrzeć na scenę z innej perspektywy.
Nad bohaterami plugawego świata "Trędowatej. Melodramatu" Teatru Polskiego w Bydgoszczy wisiało wielki lustro, które niczym krzywe zwierciadło odbijało ich czyny i pozwalało spojrzeć na scenę z innej perspektywy. fot. Magda Hueckel
Do najlepszych spektakli tegorocznego Wybrzeża Sztuki należały też "Dziady" Teatru Nowego w Poznaniu w reż. Radosława Rychcika, zaskakujące zestawieniem arcydramatu Adama Mickiewicza z popkulturą amerykańską.
Do najlepszych spektakli tegorocznego Wybrzeża Sztuki należały też "Dziady" Teatru Nowego w Poznaniu w reż. Radosława Rychcika, zaskakujące zestawieniem arcydramatu Adama Mickiewicza z popkulturą amerykańską. fot Jakub Wittchen
W programie tegorocznej, siódmej edycji Festiwalu Wybrzeże Sztuki, znalazły się zarówno szeroko komentowane i komplementowane spektakle, jak "Dziady" w reż. Radosława Rychcika z Teatru Nowego w Poznaniu czy "Wycinka Holzfällen" wyreżyserowana przez - niekwestionowanego guru polskiego teatru - Krystiana Lupę w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Obok nich pokazano m.in. nagrodzone na Ogólnopolskim Festiwalu Komedii Talia w Tarnowie "Człapówki-Zakopane" w reż. Andrzeja Dziuka z Teatru im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem, od lat sytuowanego po stronie teatru offowego. Dyrektor imprezy i Teatru Wybrzeże słusznie też wykorzystuje imprezę do promocji swoich tytułów (w tym roku są to "Broniewski" w reż. Adama Orzechowskiego"Ciąg" w reż. Eweliny Marciniak).

Mieliśmy w historii literatury pełno kobiet rozkochanych przez młodszych od siebie mężczyzn. Reżyser Wojciech Faruga i dramaturg Paweł Sztarbowski wykroili w Teatrze Polskim w Bydgoszczy na wskroś współczesną opowieść z tekstu Heleny Mniszkówkny "Trędowata", dopisując do tytułu "melodramat". Już w tytule spektaklu "Trędowata. Melodramat" więc zasygnalizowano, że rzecz dotyczyć będzie wątku romansowego i kwestii kobiecej, traktowanych tu - jak się okazuje - z zajadłością Mai Kleczewskiej (zaprzyjaźnionej z bydgoską sceną). To przenikliwie ostre lustro krytyki (również dosłownie, umieszczone nad sceną) wobec tradycji szlachecko-patriarchalnej, która wyłazi z nas w pracy, w zaciszu mieszkań, we własnym łóżku.

Kobieta - w najbardziej dobitny sposób sportretowana w osobie guwernantki Stefanii Rudeckiej (świetna Małgorzata Witkowska), zakochanej w młodszym od siebie mężczyźnie - jest sponiewierana, upodlona i poniżona. W przejmującej scenie polowania staje się zwierzyną łowną panów szlachciców, traktujących ją z całą bezwzględnością zbliżoną do tortury podczas sceny ślubnej. Welon staje się wtedy cuglami w rękach służącej Hrabiego Trestki Alony - ustawionej w hierarchii najniżej. Hrabia Trestka regularnie wykorzystuje ją seksualnie, bo nie układa mu się z żoną - jedyną kobietą, która potrafi się zbuntować i powiedzieć głośno co myśli o postawie mężczyzn.

Spektakl pełen jest ciekawych inscenizacyjnie zabiegów i zaskakuje widzów od samego początku, gdy kompletnie nagi Waldemar Michorowski (w tej roli Piotr Domalewski) spotyka Stefcię i obwinia ją o zabranie ubrań. Ta scena parodiująca przecież spotkanie Pana Tadeusza i Zosi ustawia relację Waldemara i Stefanii. O tym, jak traktowana jest Stefcia, przekonuje jej lekcja języka francuskiego z Lucio, podczas której chłopak jest bezczelny, złośliwy i kompletnie pozbawiony szacunku wobec nauczycielki. Na scenie obserwujemy też m.in. tresurę Melanii Barskiej (Magdalena Łaska) przez jej ojca Hrabiego Barskiego (Roland Nowak) czy spadające "z nieba" trzewiki, ale żaden z nich nie pasuje na stopę Kopciuszka-Stefanii. Królewicz z bajki zaś (Waldek) nie zjawia się na własnym ślubie. Ten przejmujący obraz wykorzystywania i poniżania kobiet prowadzony jest tylko momentami w tonie serio. Przeważa groteska i tragifarsa. Spektaklowi brakuje siły rażenia przedstawień Kleczewskiej, jednak to ciekawy głos na temat fałszywego, obślizgłego świata mężczyzn, w którym kobiety są zabawkami lub używkami z krótkim terminem ważności.

Najbardziej wyczekiwaną propozycją Wybrzeża Sztuki była "Wycinka Holzfällen" w reż. Krystiana Lupy z Teatru Polskiego we Wrocławiu. To kolejne wejrzenie w świat Lupy, który tym razem urzeka wspaniałą oprawą wizualną (niezwykle efektowne wizualizacje nawy kościoła czy lasu lub wrocławskich kamienic) oraz scenografią skoncentrowaną wokół przezroczystej, półotwartej klatki - sceny obracanej siłą ludzkich mięśni. Bohaterów prowadzi przez "Wycinkę" autor Thomas Bernhard (w tej roli Piotr Skiba), który jest zarówno komentatorem, jak i animatorem czy uczestnikiem zdarzeń. Przez większość czasu Bernhard tylko przygląda się bohaterom, którzy w charakterystycznym dla Lupy, niespiesznym rytmie, konstruują sytuacje sceniczne, przygotowując się do "Kolacji artystycznej", która wypełni niemal cały drugi akt przedstawienia.

Wcześniej poznajemy bohaterów, którzy spotykają się z powodu śmierci Joany (Marta Zięba) na jej stypie. Zresztą, śmierć Joany i reminiscencje z jej udziałem wypełniają większość pierwszego aktu. W drugim zaś jest to pretekst do spotkania rodziny i "środowiska artystycznego" na wspólnej, spóźnionej kolacji, na której w środku nocy podany zostaje sandacz. Do kolacji zasiadają dwaj bohaterowie - pijany, roztaczający fatalistyczne wizje Gerhard Auersberger (Wojciech Ziemiański) i przede wszystkim Aktor Teatru Narodowego (w tej roli bezbłędny aktor Teatru Narodowego w Warszawie, Jan Frycz, który po wielu latach przerwy wraca do teatru Lupy).

Frycz sprowadza konwencjonalną rozmowę o niczym do kompletnego absurdu, utyka na poziomie swojej ostatniej kreacji Ekdala w "Dzikiej kaczce" Ibsena, snując nieznośnie długą opowieść o swojej aktorskiej doli, którą torturuje pozostałych. Wysłuchują go m.in. dwaj początkujący pisarze: Joyce (Adam Szczyszczaj) i James (Michał Opaliński), zamykający się w łazience, by porozmawiać o istocie buntu i manifestacji swojego zdania wobec świata i samych siebie. Popisu bufonady i zadęcia aktora nie wytrzymuje Jeannie (Ewa Skibińska), wyprowadzająca go z równowagi uszczypliwymi uwagami, co skutkuje wspaniałym emocjonalnym monologiem Jana Frycza.

Smaczków u Lupy jest wiele. Cały spektakl wbrew wielu bardzo entuzjastycznym opiniom wcale nie wykracza poziomem poza ostatnie, zdecydowanie niedocenione produkcje Lupy - jest bardziej ich logicznym kontinuum, z olśniewającą i świetnie oświetloną scenografią (autorstwa reżysera), niż jakimś zwrotem w twórczości Krystiana Lupy. W roli demiurga scenicznego świata sprawdza się Piotr Skiba, od lat prawa ręka reżysera. Spektakl skrzy się od autorefleksyjnej krytyki artystów, widzianych jako ubarwiających życie elity cyrkowych akrobatów i dostarczyciele sloganów i pustych, pięknie opakowanych frazesów. Choć na temat artystów Lupa wypowiedział się lepiej parę lat temu w wybitnym "Factory 2", to "Wycinka Holzfällen" bezwzględnie jest pozycją ważną w jego dorobku. I obok "Dziadów" w reż. Jarosława Rychcika najciekawszą pozycją całego Wybrzeża Sztuki.

Atutem tej imprezy w kolejnych latach może być teatralny wielogłos, jednak taka praktyka niesie za sobą spore ryzyko. Impreza w tej konwencji może łatwo przerodzić się w worek, do którego upycha się nie te produkcje, które z racji formy lub treści wybrzmiewają szerokim echem w całym kraju lub same w sobie są zjawiskiem wartym pokazania, a takie, które po prostu uda się ściągnąć w proponowanym terminie bez względu na ich wartość artystyczną.

Na VII Festiwalu Wybrzeże Sztuki tego uniknięto, choć nie mieliśmy spektakli wybitnych (mimo wszystko "Dziady" i "Wycinkę" sytuowałbym nieco niżej, niż na samym szczycie teatralnego Olimpu). Szkoda, że gdańska impreza nie ma praktycznie żadnej temperatury, a festiwalem jest tylko z nazwy. To przegląd kilku spektakli nieróżniący się dziś koncepcyjnie zbyt wiele od przeglądu Teatru Szekspirowskiego, tyle, że nie został on sprofilowany pod kątem wybranego teatru czy zagadnienia. W ramach Wybrzeża Sztuki oglądaliśmy jednak w przeważającej większości przedstawienia istotne, ważne i w swojej klasie udane. Obudowanie pokazów spektakli imprezami towarzyszącymi (np. przez organizację praktykowanych z powodzeniem w minionych latach spotkań z artystami i wprowadzenie na scenę konferansjera zapowiadającego festiwalowe atrakcje) z pewnością wyszłoby Wybrzeżu Sztuki na dobre.

Opinie (8)

  • A ja wczoraj na tym zasnąłem.

    • 7 5

  • Dziwne, że recenzent nie wspomniał o tym, że spektakl lupy jest również głosem krytyki w kierunku Jana Klaty i jego dyrektury w starym teatrze w Krakowie.

    • 3 2

  • Drogie bilety.

    Bilety drogie i mało dostępne, byłam na Starej Kobiecie, Trędowatej i Wicince. Pani Anna Dymna magiczna, Frycz Mistrz. Festiwal bardzo udany, piszę to z perspektywy schodów. Brakowało mi możliwości spotkania z mistrzami.

    • 9 1

  • To chyba nie ta sama trędowata. (1)

    Chyba nie ta sama trędowata widzieliśmy, spektakl ogólnie nudny, brak mu jakiejś "ikry", nudny, rozwleczony. Jedyne sceny godne uwagi to :
    - ubieranie Stefci przez służąca do ślubu,
    - końcowa scena.

    • 3 4

    • Klucz doboru spektakli.

      Kluczem doboru spektakli chyba była golizna, w "każdym"(Broniewski, dziady, trędowata, wycinka) przedstawieniu obowiązkowa scena rozbierana.

      • 3 3

  • Odważny teatr.

    Odważny teatr, sztuka ogólnie to taki gdzie latają nago,albo kopulują i dla okrasy rzucają kurkami. Powinno być też poprawnie politycznie, czyli geje tylko pozytywnie i Polska i Kościół w totalnej krytyce.Takie szambo serwuje większość "wybitnych" twórców. Mam nadzieję, że przyjedzie czas opamietania i będą się tego wstydzić jak kiedyś np. Szymborska swoich wierszy o Stalinie.

    • 8 6

  • Wycinka widzów.

    Spektakl przeciągnięty do granic absurdu. Czy naprawdę konieczne jest czterogodzinne , przeważnie nudne prezentowanie pustoty i wypalenia tych, którzy uważają się za artystów? Dla kogo jest to spektakl? Chyba sztuka dla sztuki i dla snobów, którzy nazwą się znawcami sztuki i dorobią odpowiednią ideologię.

    • 9 6

  • Sandacz bengalski kontra sandacz balatoński czyli depresyjne życie artystów

    Niby festiwal bez klucza doboru spektakli a jednak coś je łączy - wszystkie zaskakują widza swoją formą, choć jakże różną. W zasadzie to świadczy pozytywnie o dziele, bo to wskazuje na jego oryginalność. Może też i dlatego wszystkie z pięciu przyjezdnych spektakli (dwie produkcje Wybrzeża i tak można oglądać przy innych okazjach) zostały przyjęte z zadowoleniem.

    Co do Wycinki. Spektakl powinien być w zasadzie "zdyskwalifikowany" za długośc trwania - cztery i pół godziny trzymać widza w teatrze to tak jak przejechać się po nim teatralnym walcem. Pewnie niestety o to chodziło... no i faktycznie wycinka totalna, choć Krystial Lupa posługując się tekstem austriackiego pisarza z lat 80. dokonał spustoszenia jedynie w swoim otoczeniu artystycznym. To co tu pokazano to uprawiana metodami artystycznymi para-socjologia środowiska artystycznego (czasami trochę socjologia naiwna). Jednak nie jest to fikcja lecz powieść z kluczem, przedstawianym osobom odpowiadają więc realne postacie. Joana Thul, która pełni w tej sztuce funkcję ofiarniczą (zbawia pozostałych), faktycznie popełniła samobójstwo. Jak się dowiadujemy podczas sztuki to osoba opuszczona przez "wszystkich", rodzinę, a na pogrzebie nie ma męża, jest tylko jej tzw. "partner życiowy" - niby realne bo wiadomo, że samobójstwa popełniają najczęściej osoby mocno oderwane od tkanki społecznej, w której tkwią. Ostatecznie jest to bardzo zjadliwa krytyka świata artystycznego. Nie wiem skąd opinia, że to sztuka "najbardziej wyczekiwana" na tym festiwalu - może dlatego, że była pokazana na końcu, więc najdłużej trzeba było czekać by ją zobaczyć (tylko proszę nie twierdzić, że to absurdalne). Może faktycznie najbardziej porusza świat artystów - szczególnie tych, którym blisko do teatru. Autor Thomas Bernhard pokazny na scenie zawsze niejako patrzy na pokazanych tam ludzi z oddali, z ukosa, z dystansu i krytykuje, słowem: wycina wszystkich jak leci. Ostatecznie artysta, który zobaczy taki bezsensownie absurdalny, żałośnie komiczny, depresyjny świat i wyjdzie z teatru może się już tylko poczuć lepiej odkrywszy, że bagno w którym tkwi w zasadzie nie jest aż tak bardzo głębokie jak to pokazano. I może to jest najbardziej optymistyczny akcent tego przedstawienia. Gorzej już być nie może i wówczas można się odbić od dna. Tym niemniej zauważyłem, że krtytycy komentujący tą sztukę podzielili się na dwa zwalczające się obozy. Ci z pierwszego obozu są zdania, że podczas kolacji pokaznej na scenie podano sandacza bengalsjkiego, ci z drugiego natomiast piszą, że był to sandacz balatoński. Z uwagi na brak zgodności w tej kwestii, do prawdy sam nie wiem co mam o tym sądzić. Niewątpliwie to kwintensencja wartości wielu wodolejnych tzw. "recenzji teatralnych".

    • 3 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Z jakiego języka pochodzi drugi człon nazwy teatru tańca - Teatr Amareya?

 

Najczęściej czytane