Maja Gadzińska w roli Małgorzaty, która poświęciła wszystko dla miłości

Maja Gadzińska zagra tytułową rolę Małgorzaty w spektaklu "Mistrz i Małgorzata".
Maja Gadzińska zagra tytułową rolę Małgorzaty w spektaklu "Mistrz i Małgorzata". mat. pras.

11 września w Teatrze Muzycznym w Gdyni odbędzie się premiera "Mistrza i Małgorzaty" w reżyserii Janusza Józefowicza. Tytułową rolę zagra w nim Maja Gadzińska. To już kolejna duża rola młodej solistki. Molly w "Ghost", Sandy w "Grease" i Esmeralda w "Notre Dame de Paris" to tylko niektóre sceniczne wcielenia Mai Gadzińskiej. W rozmowie z portalem Trojmiasto.pl aktorka opowiedziała nam o najnowszym spektaklu i swojej w nim roli, a także o emocjach, jakie wyzwala aktorstwo i kulisach zawodu aktora.



Spektakle w Trójmiejskich teatrach



Czy chodzisz do teatru?

Zobacz wyniki (282)
Na co dzień bardziej opanowana, lecz patrząca na świat oczami dziecka. Na scenie zaś wulkan energii, który swoim trzyoktawowym głosem sopranowym potrafi zachwycić. Maja Gadzińska pochodzi z Grudziądza. Jest absolwentką Studium Wokalno-Aktorskiego im. D. Baduszkowej w Gdyni, które ukończyła w 2014 roku. Tuż po ukończeniu szkoły została zatrudniona w Teatrze Muzycznym. Występowała na scenie już jako studentka drugiego roku, co nie zdarza się często.

Grała w takich produkcjach jak: "Zły" jako Marta Majewska, "Szwoleżerowie" jako Sandra Karmiąca, "Korwinalia", "Rewia filmowa", "Tuwim dla dzieci", "Zamykamy dużą scenę", "Różowy młynek", "Przebudzenie wiosny" - off, "Grease" jako Sandy Olson, "Shrek", "Lalka", "Skrzypek na dachu", "Pinokio" - off.

Najsłynniejszą rolę jednak odegrała w musicalu "Notre Dame de Paris", gdzie oczarowała widzów jako Esmeralda. Już niedługo Maję będziemy mieli okazję zobaczyć w roli Małgorzaty w nowym tytule Teatru Muzycznego pt. "Mistrz i Małgorzata". W tej samej roli zobaczymy również Beatę Kępę.

Mistrz i Małgorzata w Muzycznym. Janusz Józefowicz wybrał obsadę. Premiera 11 września



Mateusz Groen: Przed tobą kolejne, duże wyzwanie, jakim jest rola Małgorzaty w "Mistrzu i Małgorzacie". Jaka jest twoja Małgorzata, jak bardzo ta postać rezonuje z tobą?

Maja Gadzińska: Jest to ciężka rola i trudna postać do interpretacji. Niemniej lubię grać trudne sceny, które wymagają ode mnie dużych emocji i są gdzieś na granicy płaczu i rozpaczy. Lubię to. Miałam już kilka prób, które sprały mnie emocjonalnie. Na co dzień jestem emocjonalna, staram się też nie zabijać w sobie wewnętrznego dziecka, by móc zachwycać się drobnymi rzeczami. Nie mam w sobie takiej dojrzałości, jaką ma Małgorzata, która twardo stąpa po ziemi.

Zatem kim jest Małgorzata?

"Lubię znaleźć coś poza zgiełkiem teatralnym i zadbać o swoją równowagę psychiczną, co moim zdaniem jest ważne, gdy pracuje się na emocjach" - mówi aktorka.
"Lubię znaleźć coś poza zgiełkiem teatralnym i zadbać o swoją równowagę psychiczną, co moim zdaniem jest ważne, gdy pracuje się na emocjach" - mówi aktorka. mat. pras.
Małgorzata jest kobietą, która teoretycznie miała wszystko. Miała męża, żyła w okropnych czasach i strasznym ustroju, ale mieszkając w domu, który wyglądał jak pałac, niczego jej nie brakowało. Jednak tak naprawdę nigdy nie była szczęśliwa. Dlatego że nie czuła się spełniona jako kobieta i nie czuła się kochana przez swojego męża. Poczuła się pokochana dopiero przez Mistrza. Wydaje mi się, że dopiero wtedy poczuła się dopełniona jako kobieta. Nagle z dnia na dzień Mistrz znika z jej życia, co sprawia, że czuje się okrutnie zdesperowana. Chce go odnaleźć i przywrócić tę miłość do swojego życia. Odbieram Małgorzatę w taki sposób, że jest ona gotowa na wszystko, mając świadomość choroby Mistrza. Mistrz ma sam dużo z samego Bułhakowa, który był uzależniony od opiatów i miał choroby psychiczne. A ona za wszelką cenę łapie te fragmenty rzeczywistości, w których jest dobrze, i w których on jest dla niej.

Mówisz o tej granicy płaczu i rozpaczy. Czy Małgorzata ma takie momenty, w których czujesz, że zaraz wybuchniesz płaczem?

Tak, oczywiście, że tak. Przede wszystkim w scenie kolacji przy świecach z Wolandem i świtą. Kiedy Mistrz się pojawia i jej nie poznaje. To znaczny dopiero rozpoznaje ją w trakcie sceny i mówi: "Margot, nie marnuj sobie życia na chorego faceta", mając na myśli oczywiście siebie. Tymczasem ona poświęciła dla niego tak wiele, zawarła nawet pakt z diabłem. Drżała nago na balu u szatana przez całą noc, właśnie po to, by Mistrza odzyskać, a on jej mówi, że dla jej dobra powinna odejść. Mi jako kobiecie nie mieści się to w głowie i wydaje mi się, że Małgorzata była tego samego zdania.

Poruszyłaś coś, o co chciałem się ciebie zapytać - naga scena.

Oczywiście pojawi się. Pojawi się ogólnie nagość, m.in. w balu u szatana. Musimy wprawdzie sobie zdawać sprawę z pewnych ograniczeń, jakie mamy w teatrze i z technologii, z której korzystamy, jak np. mikroporty. To są ciężkie rzeczy, więc elementy kostiumów oczywiście się pojawią, by móc przymocować sprzęt. Generalnie nagie sceny są zrobione ze smakiem i w teatralny sposób. Musimy zdawać sobie też sprawę, że ta nagość jest poniekąd uzasadniona. W końcu wiedźmy we wszelkich przepowiedniach i baśniach są pokazywane nagie. Jest to swoiste uwolnienie, wolność, nieokiełznana siła. Jednak należy zaznaczyć, że nie będzie w tym nic erotycznego.

Czytaj też: Z życia choreografa. Rozmowa z Michałem Cyranem

Maja Gadzińska. Teatr Muzyczny w Gdyni. Próba musicalu "Ghost"
Maja Gadzińska. Teatr Muzyczny w Gdyni. Próba musicalu "Ghost" fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Jesteś już gotowa, by wyjść na scenę?

Kiedyś usłyszałam piękne zdanie, że "najlepsza próba powinna być zawsze przed tobą i każdy kolejny spektakl to jest kolejna próba, w której postać może pokazać jeszcze więcej". I tego się trzymam w swoim zawodowym życiu. Ja traktuję próby do premiery, ale również późniejsze grania, jako rozwój. Więc odpowiadając prosto - czy będę kiedyś gotowa w stu procentach? Myślę, że nigdy nie będę gotowa.

Jak w ogóle zaczęła się twoja droga aktorska?

Bakcyla czułam zawsze. Zanim zrozumiałam, że powinnam iść w stronę musicalu, to próbowałam wielu rzeczy, m.in. różnych tańców, a dwa lata przed zakończeniem liceum zaczęłam prywatne lekcje śpiewu. Moją nauczycielką była Maria Borowska-Gasik, jak się później okazało, jeden z pedagogów gdyńskiego studium im. Danuty Baduszkowej. To ona powiedziała mi o tej szkole i uznałam, że może warto spróbować. W końcu zawsze mi siedziały w głowie jakieś kółka teatralne, chórki szkolne i inne takie, ale nie umiałam tego sprecyzować. Dodatkowo jeszcze będąc nastolatką, zobaczyłam "Francesco" i zapragnęłam to kiedyś robić.

I robisz. Czujesz dzisiaj, że musical okazał się właściwym wyborem?

Najlepszym. Nie wyobrażam sobie, bym mogła robić coś innego. Oczywiście pandemia sprawiła, że człowiek zaczął się zastanawiać. Obecnie robię studia na Uniwersytecie Gdańskim, na zarządzaniu instytucjami artystycznymi, co poniekąd się łączy ze Studium Wokalno-Aktorskim i jest kierunkiem hybrydowym. Niemniej z uwagi, że studium mam już za sobą, to mogę robić tylko zajęcia na uniwersytecie. Co ciekawe, miałam w zeszłym roku podstawy rachunkowości, a że o dziwo mam umysł ścisły i lubię takie matematyczne rzeczy, to ta rachunkowość mi zaczęła gdzieś z tyłu głowy siedzieć. Więc myślę, czy by w przyszłości nie zrobić czegoś totalnie oderwanego od tego, co robię na co dzień. Natomiast musical dalej jest tym, w czym czuję się najlepiej i co jest moją pasją.

Pięć ciekawych miejscówek artystycznych



Maja Gadzińska i Krzysztof Wojciechowski. Gorączka Sobotniej Nocy w Teatrze Muzycznym w Gdyni.
Maja Gadzińska i Krzysztof Wojciechowski. Gorączka Sobotniej Nocy w Teatrze Muzycznym w Gdyni. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Co zatem jest tak pięknego i wyjątkowego w musicalu?

Dla mnie chyba możliwość uzewnętrznienia emocji. Uważam, że przez muzykę i śpiewanie da się powiedzieć trochę więcej, niż powiedziałoby się słowem mówionym. Jak jakiś tekst piosenki rezonuje ze mną szczególnie i mnie dotyka, to uzewnętrznienie tego jest jak katharsis - inaczej tego nie umiem ująć. Czuje się wtedy taką pełnię uczuć i emocji.

Jaką rolę wspominasz najlepiej? Która z nich była dla Ciebie kluczowa albo przełomowa?

Taką wrażliwą strunę w moim ujęciu sztuki i musicalu poruszyła we mnie wspomniana już rola Klary z musicalu "Francesco". Miała ona niesamowicie napisaną partię sopranową, była wspaniale zaśpiewana m.in. przez Natalię Grosiak i to właśnie sprawiło, że stwierdziłam, że właśnie takie rzeczy chciałabym śpiewać. Natomiast nie da się ukryć, że przełomowym momentem dla mnie był udział w "Chłopach" w roli Anioła.

Faktycznie, była to zapadająca w pamięć kreacja...

Była to rola, która w pierwotnym scenariuszu była niewielka - rozpisana była na dwie sceny i piosenkę półfinałową. Jednak Wojtek Kościelniak, widząc mnie na castingu, a potem w pracy, zaufał mi na tyle, że wstawiał mnie stopniowo do coraz to większej liczby scen. Gdzie chciałbym przypomnieć, byłam jeszcze w trakcie szkoły i strasznie chłonęłam wszystko to, co działo się wokół mnie. To była rola tworzona na żywym organizmie, na potrzeby spektaklu. Bardzo wiele się podczas niej nauczyłam. Pamiętam, że koledzy z pracy powiedzieli mi, że takich ról w trakcie kariery jest naprawdę niewiele i zdążają się raz na kilka lat. Rzeczywiście, coś aż tak mocnego od tego czasu nie zdarzyło mi się. Były mocne role, ale nie rezonowały tak mocno.

Powiedziałaś o "Chłopach" i swoim przełomowym musicalu. Jednak wiele osób zapewne kojarzy cię jeszcze z jednej roli. Mianowicie z "Dzwonnika z Notre Dame the Paris". Jak ją pamiętasz?

Kochałam grać ten spektakl, kochałam tę postać. Esmeralda też jest dla mnie ważna i bliska. Jednak była to rola, która wymagała od nas wejścia w konkretne ramki i wiedzieliśmy to już na samym początku. Na takim narzuconym schemacie odnaleźć siebie było trochę trudno. Natomiast mam nadzieję, że mi się to udało. Rola, mimo tego że ta historia nie kończy się dla Esmeraldy dobrze, dawała mi ogromną satysfakcję. Ja to odbieram w taki sposób, że jak jestem po dobrym spektaklu, to czuję się, jakby ktoś mnie wrzucił do pralki i przemielił. Jest zmęczenie emocjonalne i fizyczne, które finalnie daje satysfakcję i zdecydowanie miałam to przy "Dzwonniku". Odbiór spektaklu przez widzów też był doświadczeniem absolutnie wyjątkowym.

W roli Esmeraldy można było oglądać aktorkę przez trzy lata.
W roli Esmeraldy można było oglądać aktorkę przez trzy lata. mat. pras.
Wiem, o czym mówisz, ponieważ sam byłem na "Dzwonniku" bodajże trzy razy i zachowanie publiczności było niesamowite. Dodatkowo twoja piosenka "Cyganka" dawała olbrzymią energię.

"Cyganka" to akurat był dla mnie koszmar (śmiech). Wręcz dzieliłam spektakl na "Cygankę" i całą resztę. Była to bardzo stresująca piosenka, ponieważ była pierwszym utworem, który musiał mocno wybrzmieć, od samego wejścia trzeba było uchwycić "esencję" Esmeraldy. Potem konstrukcje scen sprawiały, że emocje same wychodziły. A tu mieliśmy rozpocząć od tzw. wysokiego "c", wprowadzić siebie i widza w pożądany stan emocjonalny.

Skoro o tych stanach emocjonalnych, to jak wy, aktorzy przeżywacie te emocje, które w was siedzą, które wyzwalacie u ludzi. Zdarzyło ci się płakać między scenami albo w ich trakcie?

Oczywiście, że tak. Zdarzyło mi się nawet zejść ze sceny przy "Dzwonniku". Miałam taki moment okrutnego zmęczenia zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Był to fragment, w którym Febus odpychał Esmeraldę i ona padała na ziemię. Ja, jak upadłam, to poczułam ciężar tego wszystkiego, co nosiłam w sobie przez ostatnie kilka tygodni, że rozkleiłam się częściowo w postaci, a częściowo w sobie. Myślałam, że już nie będę miała siły wstać. Jednak w dalszym przebiegu spektaklu Esmeraldę na stryczek zaprowadzają strażnicy i dlatego jakoś dałam radę. Natomiast gdy spektakl się skończył, to jeszcze przez dobre pół godziny nie mogłam się uspokoić, a zaraz mieliśmy grać kolejny spektakl. Czułam, że to mnie bardzo dużo kosztuje emocjonalnie. Pamiętam, że wtedy na widowni był kompozytor z małżonką. Ona wyczuła, że coś jest nie tak, zaprowadziła mnie do garderoby i położyła na łóżku. Nie wiem, czy miała coś do czynienia z medycyną wschodnią, ale zaczęła uciskać mnie w okolicy splotu słonecznego, by odblokować mnie, bo byłam cała mięśniowo pospinana i to po chwili puściło. Wydaje mi się, że większość osób nie zdaje sobie sprawy, że prócz tego, że jest to fizyczna praca, gdzie skaczemy, tańczymy, to wydobycie z siebie emocji na scenie też powoduje napięcie w mięśniach, co wpływa na fizyczne zmęczenie. To był właśnie ten moment kulminacji.

Ludzie znają cię jako aktorkę, a kim jesteś na co dzień?

Jestem Mają (śmiech), która ma swój domek, swojego kotka. Jestem bardzo spokojna, lubię się wyciszać, chociaż mam dużo energii, ale lubię posiedzieć w samotności i poczytać książkę. Lubię znaleźć coś poza zgiełkiem teatralnym i zadbać o swoją równowagę psychiczną, co moim zdaniem jest ważne, gdy pracuje się na emocjach. Po to, by oddzielić Maję aktorkę od Mai człowieka.

Obsada spektaklu "Mistrz i Małgorzata":


Obsada "Mistrza i Małgorzaty".
Obsada "Mistrza i Małgorzaty". fot. Facebook / Teatr Muzyczny

Opinie wybrane


wszystkie opinie (38)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Warsztaty polskiej muzyki tradycyjnej
Warsztaty polskiej muzyki tradycyjnej
warsztaty
lis 24-5.12
Warsztaty - GAK Plama ul.
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
Pobożni i cnotliwi. Dawni...
wystawa
maj 15-31.12
Gdańsk, Muzeum Narodowe

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaki tytuł nosi wystawa ERGO Hestii w Muzeum Narodowym w Warszawie?