Kraj wielu kontrastów i sprzeczności. Pakistan oczami Mai Klemp

Gdynianka Maja Klemp jest autorką dziennika podróżnego "Pakistańskie wesele" oraz bloga Miłość w czasach strefowych.
Gdynianka Maja Klemp jest autorką dziennika podróżnego "Pakistańskie wesele" oraz bloga Miłość w czasach strefowych. fot. Robert Sikorski

Gdynianka Maja Klemp napisała dziennik będący relacją z podróży do Pakistanu, ojczyzny męża. Wydane miesiąc temu przez wydawnictwo Moc Media "Pakistańskie wesele" nie jest wyłącznie egzotyczną opowieścią o muzułmańskich korzeniach, życiu z kilkorgiem służących czy blichtrze i zabawach tamtejszych elit. To także pretekst do opowiedzenia o problemach współczesnego świata: nierównościach społecznych czy braku tolerancji. Z autorką książki porozmawialiśmy o jej zaskakującej historii miłosnej, zanurzaniu się w różne kultury i życiu na odległość, ale także o tym, że inni zawsze wiedzą lepiej.



Recenzje książek z Trójmiasta


Magda Mielke: Historia opisana w książce, ale też na pani blogu, jest niczym scenariusz na film. Jak poznała pani swojego męża?

Maja Klemp: Faktycznie, momentami było nawet bardzo filmowo! Poznaliśmy się na studiach, a konkretnie w akademiku, bo chociaż studiowaliśmy na zupełnie innych wydziałach, przydzielono nas do tego samego akademickiego mieszkania. Siłą rzeczy wpadaliśmy na siebie dosyć często.

Za to nasze późniejsze spotkania, na drugim roku, rzeczywiście bardziej nadawałyby się na romantyczny scenariusz - przypadkowe spotkania, do których teoretycznie nie miało prawa dojść, łącznie z jedną wyjątkową sceną w deszczu. Z drugiej strony deszcz w Walii to nic nadzwyczajnego. Kiedy opisywałam nasze pierwsze lata znajomości, sama byłam zdziwiona, jak wiele rzeczy musiało się wydarzyć, żebyśmy zostali parą. A jeszcze więcej, żebyśmy w końcu mogli być razem, docelowo - na zawsze.

Poznała pani najbliższych męża, jakie wrażenie na pani zrobili?

Rodzina mojego męża zarówno ze strony matki, jak i ojca to Kaszmirczycy. Do tej pory poznałam tylko krewnych ze strony teściowej i w większości bardzo ich polubiłam. Z samą teściową i szwagierkami jesteśmy niezwykle blisko. Wiem, że mogę na nie liczyć w każdej sytuacji. Jeśli chodzi o dalszą rodzinę, liczne ciocie i kuzynostwo - spotkałam się z bardzo ciepłym i życzliwym przyjęciem. Osoby, z którymi miałam okazję spędzić więcej czasu, okazały się cudowne. Oczywiście są wyjątki, ale przecież tak naprawdę w obrębie swoich własnych rodzin też mamy osoby, za którymi nie przepadamy. W większości jednak są to osoby bardzo postępowe, inteligentne i nawet, jeśli chwilami bywają lekko snobistyczni, w gruncie rzeczy to bardzo ciepli i otwarci ludzie.

Inspirujące trójmiejskie konta na Instagramie



Czy zetknęła się pani z jakimiś uprzedzeniami, stereotypami dotyczącymi związku czy pochodzenia męża? Może na początku sama się pani czegoś obawiała?

Obawiałam się głównie tego, jak przyjmie mnie najbliższa rodzina męża. Podejrzewałam, że nie jestem wymarzoną kandydatką na żonę dla ukochanego syna i brata. Na szczęście moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Od momentu, kiedy teściowa wyraziła zgodę na nasz związek, ani razu nie dała mi odczuć, że jest w jakikolwiek sposób zawiedziona czy uważa, że nie spełniam jej oczekiwań. To niezwykle ciepła i taktowna kobieta. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła trafić lepiej.

Natomiast stereotypy i uprzedzenia ze strony otoczenia to smutna rzeczywistość i dotyczy nie tylko związków mieszanych. Ludzie lubią wypowiadać się na tematy, które ich nie dotyczą. I krytykować życiowe decyzje innych. Osoby z mojego najbliższego otoczenia, a co najważniejsze moja rodzina, podeszły do mojego wyboru bardzo dobrze. A opiniami obcych ludzi, którzy nie znają osobiście ani mnie, ani mojego partnera, po prostu się nie przejmuję. Jeśli odczuwają potrzebę tłumaczenia sobie, że jestem z kimś dla pieniędzy, że tak naprawdę mąż źle mnie traktuje, że przecież "w moich oczach widać smutek", to mnie naprawdę nic do tego. W żaden sposób nie wpływa to na moją sytuację.

Nie bała się pani, że różnice kulturowe okażą się zbyt dużą przeszkodą w budowaniu tej relacji? Zawsze była pani taka otwarta i ciekawa "innego"?

Wiążąc się z kimkolwiek, godzimy się na ryzyko, że w pewnych kwestiach będziemy się różnić. W końcu związek to dwie różne osoby, wychowane przez różne rodziny, kształtowane przez wiele czynników środowiskowych. W sposobie myślenia i podejściu do życia mój mąż jest jednym z najbardziej podobnych do mnie ludzi, jakich poznałam. To, że dorastaliśmy, obchodząc inne święta, nie jest żadnym problemem - teraz możemy świętować wspólnie Boże Narodzenie i Eid - dwa razy więcej przyjemności. Jeśli mam być szczera, tego typu różnice mniej przeszkadzają w życiu codziennym niż na przykład to, że mój mąż jest osobnikiem wyjątkowo mięsożernym, a ja od prawie dwudziestu lat nie jem mięsa.

"Pakistańskie wesele" to dziennik z 14 dni podróży, będący subiektywnym portretem współczesnego pakistańskiego społeczeństwa. Autorka wielobarwnie opisując ludzi, stroje i miejsca, snuje opowieść poprzez inną kulturę. W trakcie lektury, możemy razem z nią zdobyć szczyty Hindukuszu czy zapolować na perfumy w piwnicach Islamabadu.
"Pakistańskie wesele" to dziennik z 14 dni podróży, będący subiektywnym portretem współczesnego pakistańskiego społeczeństwa. Autorka wielobarwnie opisując ludzi, stroje i miejsca, snuje opowieść poprzez inną kulturę. W trakcie lektury, możemy razem z nią zdobyć szczyty Hindukuszu czy zapolować na perfumy w piwnicach Islamabadu. mat. prasowe/Moc Media
Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami. Kiedy miałam trzynaście lat, przez miesiąc chodziłam do podstawówki w RPA. Nie patrzyłam tam na koleżanki i kolegów z klasy przez pryzmat ich koloru skóry czy obchodzonych świąt, po prostu z jednymi fajnie mi się rozmawiało, z innymi nie. Podobnie kiedy pierwszy raz zobaczyłam mojego męża, nie pomyślałam - o, jakiś z subkontynentu, tylko - o rany, ale przystojny facet. Inność zaczęłam dostrzegać już jako dorosła osoba, w zupełnie innym kontekście. Mam między innymi na myśli szeroko pojęte poglądy polityczne, podejście do praw człowieka, ekologii i wielu innych istotnych kwestii.

"Pakistańskie wesele" jest dziennikiem z podróży. Jaki jest współczesny Pakistan?

To bardzo trudne pytanie i szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym potrafiła na nie odpowiedzieć. Nie jestem w tym temacie autorytetem. Przede wszystkim jest to kraj niezwykle zróżnicowany, pełen różnych grup etnicznych i społecznych. Mój obraz Pakistanu jest bardzo ograniczony i mam wrażenie bardzo ocenzurowany.

Na pewno jest to kraj wielu kontrastów i sprzeczności. Jest to też kraj ludzi głodnych zmian - walczących o wyjście z impasu, o polepszenie swojej sytuacji, mający dość hipokryzji, a jednocześnie niepotrafiący się wyrwać z więzów narzuconych przez lata konserwatyzmu. Pakistańczycy to ludzie bardzo dumni, ale paradoksalnie również zakompleksieni. Dla mnie najważniejsze jest to, że Pakistan chce się zmieniać, mimo napotykanych trudności.

Co panią podczas tej podróży najbardziej zaskoczyło - zarówno negatywnie, jak i pozytywnie?

Zdecydowanie negatywnie zaskoczyły mnie lokalne ceny, zwłaszcza biorąc pod uwagę niskie zarobki w Pakistanie. Restauracje nierzadko serwowały posiłki znacznie droższe niż te w Polsce, kreacje weselne - nie mówię już nawet o tych dla panny młodej, tylko takie zwyklejsze, dla gości, zaczynały się od kilkuset dolarów. Nawet ubrania codzienne były stosunkowo bardzo drogie. To przerażające w kraju, w którym wiele rodzin decyduje się wysyłać zaledwie kilkuletnie dzieci na służbę do bogatych rodzin, żeby chociaż miały co jeść. Jeszcze bardziej pogłębia to przepaść klasową i u osoby z zewnątrz, obdarzonej choćby szczątkową wrażliwością, budzi ogromny sprzeciw. Tym bardziej, że przedstawiciele klasy wyższej czy nawet średniej kompletnie nie zdają sobie sprawy ze swojego uprzywilejowania.

Czytaj także: Osobista powieść z mafią w tle. "Wilczyca. W pogoni za wolnością"

Z drugiej strony bardzo pozytywnie zdumiało mnie podejście społeczeństwa do ludzi zmagających się z jakimikolwiek niepełnosprawnościami, a także do osób starszych. Bardzo podobało mi się to, że podczas wszystkich uroczystości rodzinnych seniorzy rodu byli w centrum uwagi, zawsze zadbani i zaopiekowani.

Oczywiście, jak wspomniałam już wcześniej, jest to bardzo subiektywny obraz, według mojego męża bardzo wyidealizowany. Stwierdził on, że zdecydowałam, że polubię Pakistan i z tego względu wielu problemów nie zauważyłam. Ja z kolei wychodzę z założenia, że o Pakistanie i tak już mówi się zbyt wiele złego i warto jednak pochylić się nad tym, co dobre.

Skąd wziął się pomysł na napisanie "Pakistańskiego wesela"? Zostanie pisarką zawsze było pani marzeniem?

Czy zawsze? Raczej nie, jak każde dziecko przechodziłam przez różne etapy. Chciałam być zawodowym nurkiem, później lekarzem... Nawet będąc już umownie dorosłą, miałam wiele pomysłów na to, z czym chcę związać swoją przyszłość. Nadal mam - wydanie jednej książki nie czyni ze mnie pisarki, chociaż na pewno na jednej publikacji nie poprzestanę. Jednak bez względu na wszystkie moje pomysły z całą pewnością mogę powiedzieć, że od zawsze lubiłam pisać. I czytać. Poważnie o tym, że mogłabym pisać książki, zaczęłam myśleć chyba dopiero na studiach.

Krótko po skończeniu studiów zaczęłam zresztą pisać swoją pierwszą książkę, do której w tym roku mam nadzieję powrócić. Natomiast "Pakistańskie wesele" napisało się właściwie samo, napędzane chęcią utrwalenia wyjątkowych wspomnień i podzielenia się nimi z najbliższymi. Potem całkiem pragmatycznie stwierdziłam, że nie jest to zła książka na debiut - na to, żeby w jakiś sposób zaistnieć na rynku wydawniczym. W końcu bardzo szeroko pojęta literatura orientalna przeżywa teraz swoje pięć minut. A ja mam nadzieję, że jeśli niektórzy czytelnicy, skuszeni okładką i chwytliwym tytułem, poznają i polubią - co nie jest takie oczywiste - mój styl, to sięgną również po kolejne moje historie, bez względu, czy będą dotyczyły pakistańskich bogaczy w turbanach, czy czegoś mniej egzotycznego.

Zobacz także: Rytmy Afryki oczami tancerki z Gdańska

Pochodzi pani z Gdyni, z mężem poznaliście się w trakcie studiów w Walii, ślub wzięliście w Danii, obecnie mieszkacie w Nowym Jorku. "Nosi" panią po świecie? Jakie są pani podróżnicze marzenia, które kraje chciałaby pani lepiej poznać?

Oczywiście, że mnie "nosi"! Nie chcę jak Immanuel Kant spędzić całego życia w swoim odpowiedniku Królewca. Mam jedno życie i tylko jedną szansę, żeby się nim cieszyć, poznając świat. Jest w nim tyle pięknych miejsc. Teraz w trakcie pandemii spędzam aż za dużo czasu na podróżniczych marzeniach, co zobaczę jakieś ładne zdjęcie, natychmiast chcę tam jechać.

Jeśli miałabym tak na trzeźwo ocenić, gdzie ciągnie mnie najbardziej, to chyba w kierunku Azji. Na pewno chciałabym jeszcze raz pojechać do Japonii, tym razem z mężem, i zwiedzić coś więcej niż Tokio i okolice. Marzy mi się też spędzenie kilku miesięcy na jeżdżeniu po Tajlandii, Wietnamie, Laosie, Myanmarze... Chciałabym też dużo lepiej zwiedzić Pakistan, przecież widziałam zaledwie jego mały skrawek. A jednym z największych marzeń podróżniczych, którego niestety na razie nie możemy spełnić, jest dla nas obojga Iran.

Opinie (101) ponad 20 zablokowanych

  • (4)

    W UK Pakistańczycy często szczególnie wobec Polek udwali Włochów

    • 47 4

    • Skoro to działa... ;)

      • 12 1

    • Polki sa takie"bystre,,ze uwierza we wszystko.

      A jak Paki powie po pieciu minutach rozmowy,ze ja kocha maja rose:D

      • 20 6

    • na początku jest błogość, później wychodzi różnica kulturowa

      • 14 4

    • A polki udawaly niedostepne

      #potwierdzoneinfo

      • 3 2

  • (1)

    Odważna, mądra i elokwentna kobieta. Świat należy do odważnych. Zaryzykowała i wygrała swoje życie. Polecam lekturę książki "Tu byłem. Tony Halik". Myślę, że Elżbieta Dzikowska i p. Maja mają wiele wspólnych cech. Pozdrawiam!

    • 18 33

    • Myślę, że p. Maja ma predyspozycje na pracownika w placówce dyplomatycznej. Też może być ciekawa praca.

      • 5 4

  • Piękna kobieta (7)

    • 20 20

    • Niebrzydka. (4)

      Czy ma zrobione usta?

      • 8 2

      • (3)

        Znam ją osobiście i wiem że nie, chociaż wyglądają jak zrobione i zawsze jej mówię, że nie mogę uwierzyć że można mieć takie naturalne usta...

        • 2 9

        • (2)

          Czyli skoro tak piszesz, to wiadomo, że zrobione...

          • 6 3

          • (1)

            Myśl sobie co chcesz, ja wiem że nie.
            A widywałam już tak ładnie zrobione, że byś nie uwierzył że nie naturalnie duże.
            Ta pani ma bloga, na blogu są jej zdjęcia z okresu nastoletniego, gdy nikt nie słyszał w Polsce o powiększaniu ust. Obejrzyj sobie te usta. Już wtedy takie były.

            • 2 4

            • To nie są zrobione usta, obrys jest nauralny, przy powiekszaniu ust czerwień wargowa wylewa siępoza obrys.

              • 1 1

    • Nie tylko piękna, ale i, co ważniejsze, mądra. (1)

      • 3 7

      • Może zaradna i pracowita?

        Ale czy ta książka, to nie jest bajka dla młodych kobiet?

        • 3 1

  • Maja takie gory ,ze az dech zapiera. (3)

    Kraj nie wykorzystany turystycznie przez obawy zwiazane z wojnami i porwaniami a to ponoc juz dawno nie prawda.Ludzie jak wszedzie tubylcy-mili.

    • 12 8

    • (2)

      tak tak, szczególnie gdy wpadają do bazy pod Nanga Parbat i mordują turystów strzałami w głowę dzięki którym żyją

      • 12 3

      • Napisz to jeszcze raz, tym razem po polsku, bo nie rozumiem. (1)

        • 4 3

        • Czego nie rozumiesz? Tubylcy żyją dzięki strzałom w głowę.

          • 6 0

  • Polki lubią zagraniczniaków. Na wielu portalach są tego typu artykuły, gdzie w znakomitej większości przypadków (22)

    idą ustalonym schematem - jest Polka i jej zagraniczny mąż. Prawie wcale nie spotyka się sytuacji odwrotnej, gdzie jest Polak i jego zagraniczna żona.

    • 46 8

    • Oj żebyś się nie zdziwił.

      Takie związki są, tylko po za Polską. Polskich facetów również pociąga egzotyka, tylko się z tym nie obnoszą. Poza tym jak Polak osiedla się na stałe w obcym kraju to naturalne jest, że będzie szukał lokalnej kobiety. Który normalny Polak będzie się rozglądał za Polką na obczyźnie.

      • 12 2

    • (2)

      U muzułmanów bardzo, bardzo źle jest przyjmowany związek muzułmanki z mężczyzną z innego kręgu kulturowego. Panowie natomiast mogą dowolnie brać za żony kobiety spoza tego kręgu i ochoczo z tego korzystają. Patrząc na masowy zalew Europy panami z Bliskiego Wschodu i Afryki (przez media zwanymi lekarzami, inżynierami, artystami i przedsiębiorcami uciekającymi przed wojną) można się spodziewać początku końca cywilizacji europejskiej. Punkt krytyczny został już przekroczony.

      • 25 5

      • Erdogan, którego tak krytykują wprost

        mówił że to imigranci ekonomiczni, oni jadą do Europy żeby ściągać rodziny. Powinni zamknąć granice szczelnie i out wszyscy bez kwitów lub przestępcy

        • 11 3

      • Oooo losie

        Tak przyjdą i Cie zjedzą :D

        • 1 2

    • (9)

      bo realnie mówiąc co przeciętny Polak może zaoferować? kobiecie z zachodu nic, kobiecie ze wschodu jedynie obywatelstwo quazieuropejskiego kraju.

      • 26 7

      • To na odwrót - co przeciętna Polka może zaoferować Polakowi? (8)

        • 8 8

        • (7)

          na pewno nie to, o czym przeciętny janusz marzy, czyli bycie posłuszną mężowi kucharką, sprzątaczką, opiekunką i jurną kochanką.

          • 15 10

          • A to pewnie ma leżeć i pachnieć, a mąż zasuwać. Wtedy rzeczywiście lepiej dla niej być arabską księżniczką. (4)

            • 10 4

            • (2)

              no i tylko potwierdzasz januszowy tok myślenia.

              • 8 6

              • a ty grażynowo-karynowy tok myślenia (1)

                • 8 4

              • długo myślałeś nad tą ripostą na poziomie "chyba ty"?

                ps. info dla moda, który skasował wcześniejszą wypowiedź - "riposta (wł. risposta odpowiedź) cięta, trafna i szybka odpowiedź na czyjś komentarz lub pytanie", chyba, że inne słowa nie zrozumiałeś.

                • 1 2

            • Przeczytaj tę książkę, masz szansę się dowiedzieć.

              • 1 2

          • Co ciekawe (1)

            Jest w stanie dokladnie to zaoferowac gdy pojawia sie...zagraniczny paszport.
            ROTFL.

            • 1 2

            • no, dokładnie tak jak Słowianki ze wschodu, ale tu już wchodzi realna transakcja - coś za coś, a nie coś za nic

              • 1 1

    • Wiesz co, popatrz no sobie na Polaków. (6)

      Nie są zbyt atrakcyjni fizycznie, poza wyjątkami. Do tego mają wymagania z kosmosu jeśli chodzi o kobiety, polski przeciętniak oczekuje że jego kobieta będzie minimum 8/10 gdy sam jest co najwyżej trójką-czwórką. Wystarczy zresztą posłuchać np. polskiego ministra edukacji, który sam podpasiony na mamusinych bigosach i pierożkach, martwi się o otyłość wśród dziewczynek, gdy w Polsce większym problemem jest ona u chłopców. Polski mężczyzna - dużym sukcesem jest, jak w ogóle jest umyty, ogolony, ostrzyżony u fryzjera a nie opitolony w domu maszynką na łysą pałę. Kobieta natomiast musi być wypindrzona, ubrana, na obcasach, od fryzjera, paznokcie zrobione, brak makijażu czy siwizna uważane są za oznaki zaniedbania. Podobnie zresztą jest z Rosjanami i Ukraińcami, a nawet bardziej. To są patriarchalne kultury, w których pozycja kobiety zależy od tego, czy uda jej się zdobyć wystarczająco ustawionego samca - a zatem trzeba się pindrzyć, by konkurować z innymi kobietami o ten ograniczony zasób, jakim są samce z portfelem i pozycją społeczną. Inaczej samica jest na przegranej pozycji.
      Że już nie wspomnę o tym, że w obecnej sytuacji chyba żadna myśląca kobieta nie będzie wiązać swojej przyszłości z krajem, który uważa ją za chodzący inkubator.

      • 24 14

      • Ostatni tekst mówi wszystko o tobie Halinka, a może Grażynka ?

        Niestety na zachodzie, którym się tak podniecasz opinia o Polkach i generalnie kobietach ze wschodu jest jednoznaczna, zgadnij jaka. W skrócie i delikatnie mówiąc "szybko się zakochują" dlatego mam żonę z Norwegii, nie jakąś roszczeniową Grażynę, której zależało tylko na forsie i dobrobycie, ba poznałem ją gdy zarówno ona jak i ja byliśmy "nie zamożni" wg ich standardu życia.

        • 9 10

      • (4)

        tak, to słowiański standard, zadbany facet po 40-tce to rzadkość nawet w mieście, bo dbanie o siebie i ubieranie się poza bazarem to oznaka zniewieścienia. a potem szok i niedowierzanie, że baby jednak nie lecą na braki w uzębieniu, t-shirt wpuszczony w workowate dżinsy i tłusty bebzon (bo przecież ptaszek musi mieć daszek)

        • 14 5

        • Dokładnie. Komplet uzębienia, wymyty i biały, oraz brak łupieżu (3)

          w wymytych i świeżych włosach oraz świeży oddech bez papierosianego smrodu to już nadmiar wymagań dla Polaka.

          • 12 4

          • (2)

            "Wymyty i biały" to są jakieś wady?! Puśkę golisz? Jak już jesteś taka higieniczna. Czy Mahmud albo inny pies zabronił? A co do mojej osoby to zadbany jestem,zęby są na swoim miejscu,ciuchy klasyczne (Alpha,bojówki,jeansy) i jakoś nie mogę znaleźć materiału na żonę.

            • 2 1

            • Akurat w islamie jest obowiązek usuwania

              Owłosienia z całego ciała.
              Jak cię czytam to mnie nie dziwi że nie znajdujesz:)

              • 3 1

            • no i nie znajdziesz :D bojówki, dżinsy i alpha jako klasyka, lol, chyba dla fana konfy z wypoku.

              • 1 1

    • Teraz jest :Polak i Ukrainka.

      • 4 0

  • Kraj glownie nekania chrzescijan (4)

    W postaci gwaltow na kobietach, palenia domow i zabijania od tak. Widac to po zachowaniu u nas. Niby cywilizowany , a wszedzie syf i chamskie zachowania. Arogancha buta . agresywnisc w grupie kilku kolezkow.

    • 32 10

    • (3)

      Dokładnie, w ogóle to nie wiem, dlaczego wszyscy (szczególnie kobiety) ostatnio tak się pasjonują, Afrykami, Indiami, wschodem itp. wyjeżdzają, znajdują niby wymarzonych mężczyzn, a potem okazuje się, ze zostają zamknięte w domach, a mężowie mają 3 inne żony + siódemkę dzieci z nimi wszystkimi. I jest wielka rozpacz, bo ich kultura i religia na to pozwala

      • 14 8

      • (2)

        Podaj proszę przykład. Znasz osobiscie kogoś takiego? Czy bajdurzysz dla potwierdzenia własnych obaw, lęków i stereotypów?

        • 10 11

        • po prostu tak się pociesza, kiedy kolejna laska wolała "kolorowego" zamiast niego.

          • 9 8

        • Oczywiście, żę znam. Nawet kilka osób.

          • 6 5

  • "Mój obraz Pakistanu jest bardzo ograniczony i mam wrażenie bardzo ocenzurowany."
    To po co w ogóle pisać taką książkę, skoro ma obraz ocenzurowany? farsa...

    • 26 4

  • Kaszmir to taki Pakistan

    Jak Irlandia to Anglia.
    Niestety, tam gdzie byłem lata temu, nie uda się już białasowi dotrzeć
    Acha, no i Kant dał coś ważnego ludzkości, a pakistańskie wesele będzie równie istotne?

    • 13 3

  • Tajemnica to niemała, o czym wie już Polska cała - lepszy Peter z zagranicy, niźli Piotrek z okolicy. (1)

    • 20 6

    • liczą się doalry w portfelu,

      nie oszukujmy się podrożę i studia za granica kosztują,

      • 7 5

  • Super polecam tez przykład 2 Niemiek które myslały ze to super wyjazd bedzie .Jak skonczyły (1)

    najpierw wykorzystano je seksualnie wielokrotnie a potem gdy ambasada zaczęła poszukiwania znaleźli je bez głowy .
    Kraje islamskie sa bardzo bezpieczne w szczególności dla samotnych kobiet z Europy .

    • 25 9

    • Ale ona...

      pojechała tam z mężem, w dodatku mocno zakochanym i mimo uczuć krytycznie przez nią traktowanym. Ciekawa lektura. Nie była tam "samotna".

      • 3 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Puck 10 lutego 1920 oczami świadków
Puck 10 lutego 1920 oczami świadków
wystawa
lut'20 13-30.05
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Carboland - wystawa
Carboland - wystawa
wystawa
wrz'20 4-30.05
g. 10:00
Gdynia, Muzeum Emigracji
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
wystawa
wrz'20 19-30.05
g. 11:00 - 18:00
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

Sprawdź się

Gdzie grą na saksofonie debiutował trójmiejski jazzman Przemek Dyakowski?