Wiadomości

"Życie intymne Jarosława": wkrótce nowy spektakl w Teatrze Wybrzeże

Kuba Kowalski - reżyser spektaklu "Intymne życie Jarosława" pracuje w Teatrze Wybrzeże po raz piąty. Wyreżyserował tu: "Zwodnicę", "Ciała obce", "Evę Peron" i "Życie jest snem".
Kuba Kowalski - reżyser spektaklu "Intymne życie Jarosława" pracuje w Teatrze Wybrzeże po raz piąty. Wyreżyserował tu: "Zwodnicę", "Ciała obce", "Evę Peron" i "Życie jest snem". mat. promocyjne teatru

W najbliższy piątek, 24 lipca, o godz. 19 na odmienionej Malarni odbędzie się premiera spektaklu "Życie intymne Jarosława" na podstawie korespondencji i dzienników oraz wątków opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza. Rozmawiamy z Kubą Kowalskim, który reżyseruje przedstawienie. Jest to jego piąty spektakl w Teatrze Wybrzeże.



Aktualny repertuar Teatru Wybrzeże


Magdalena Raczek: Koronawirus pokrzyżował wam plany - premiera miała się odbyć w kwietniu, ale próby nad spektaklem musiały zostać na jakiś czas zawieszone. Jak wygląda praca nad spektaklem w trakcie epidemii?

Kuba Kowalski: Na pewno czas lockdownu był trudny dla wszystkich. Dla ludzi teatru był jednak wyjątkowo trudny. W naszym przypadku nie było mowy o tzw. home office, wszyscy znaleźliśmy się na przymusowym bezrobociu. Jestem zwolennikiem pracy w jednym zwartym okresie, nie lubię długich przerw w próbach. Tym razem trzeba było po trzech miesiącach przerwy zacząć pracę w zasadzie od nowa. Komfortowe natomiast było to, że Teatr Wybrzeże w czasie naszych prób grał bardzo mało spektakli, w związku z czym cała obsada mogła skupić się wyłącznie na pracy nad "Życiem intymnym Jarosława".

Czy epidemia i jej skutki wpłyną jakoś na kształt spektaklu, czy będzie on taki, jak zamierzałeś od początku?

Nie wprowadziliśmy żadnych zmian w tekście po powrocie do pracy w czerwcu. Zamieniliśmy tylko wyraz "epidemia" na "zaraza", żeby nie przyklejać się zbytnio do aktualnej sytuacji. Nie opowiadamy o epidemii koronawirusa. Jestem dość sceptycznie nastawiony do natychmiastowych reakcji na rzeczywistość w teatrze, a doświadczenie pandemii jest z kolei tak wyjątkowe, że na pewno potrzebujemy dystansu, żeby o nim opowiedzieć. Spektakl opowiada jednak o chorobie, o umieraniu - i w tym sensie z pewnością rymuje się z tym, co dzieje się wokół nas. Głównym tematem spektaklu jest homoseksualna relacja Iwaszkiewicza i Jurka Błeszyńskiego - i tu znowu temat jest na czasie, przede wszystkim z powodu podsycania lęku i nienawiści wobec społeczności LGBT, których byliśmy świadkami podczas ostatniej kampanii wyborczej.

Opowiedz więcej: o czym będzie to przedstawienie. Czego możemy się spodziewać? Czy będzie kontrowersyjnie?

Scenariusz oparty jest przede wszystkim o dzienniki i listy Iwaszkiewicza do Błeszyńskiego. Wyłania się z nich opowieść o ostatniej wielkiej miłości pisarza do młodego kochanka. W tle obecna jest wciąż Anna Iwaszkiewicz, z którą Jarosław wytrwał w niepozbawionym kryzysów, ale niezwykle głębokim związku przez prawie 50 lat. Iwaszkiewicz z Anną i Jurkiem Błeszyńskim tworzyli trójkąt, żyli w sposób niekonwencjonalny. Błeszyński dostarczał Jarosławowi nie tylko podniet natury erotycznej, był też inspiracją i stymulował go do pisania. Anna z kolei była dla Iwaszkiewicza najbliższą przyjaciółką i intelektualną partnerką, czego nie można powiedzieć o Błeszyńskim. Spektakl jest więc opowieścią o nietypowej, queerowej rodzinie. Temat wydaje się dzisiaj ciekawy i aktualny, zwłaszcza że opowiada o jednym z największych polskich pisarzy, a rzecz dzieje się w latach 50. Okazuje się, że LGBT i nieheteronormatywny związek już siedemdziesiąt lat temu kwitł w samym sercu literackiej Polski, w Stawisku - długo, zanim zawitała u nas zachodnia "cywilizacja śmierci". Dla niektórych może to być kontrowersyjne.

Tekst oparty jest na listach, dziennikach i wątkach z opowiadań Iwaszkiewicza. Czy twórczość tego pisarza jest ci jakoś specjalnie bliska, czy zająłeś się nim z innego powodu, np. dlatego, że zainteresowała cię jego biografia?

Szczerze mówiąc, nie byłem szczególnym miłośnikiem i znawcą Iwaszkiewicza, zanim w zeszłym roku wpadł mi w ręce tom listów poety do Jurka Błeszyńskiego. Listy te ukazały się drukiem po raz pierwszy kilka lat temu. Po listach zacząłem czytać jego "Dzienniki", po nich wróciłem do opowiadań. Listy i drugi tom "Dzienników" są materiałem, który nie ma sobie równych w polskiej literaturze. Nie tylko ze względu na otwartość, z którą Iwaszkiewicz opowiada o swojej homoseksualnej miłości. Fascynująca jest jego filozofia uczuć. Iwaszkiewicz przeżywał z Błeszyńskim miłość niemożliwą do zrealizowania. Kochał się w młodym, śmiertelnie chorym na gruźlicę mężczyźnie. Dodatkowo Błeszyński utrzymywał nieustannie romanse z kobietami, co czyniło go jeszcze bardziej nieuchwytnym. Pogoń za uciekającym szczęściem, za traconym z każdą chwilą czasem, miłość, w którą wpisana jest śmierć i ogromna melancholia. To wszystko jest zarówno w "Dziennikach" i listach, jak i w najlepszych opowiadaniach Iwaszkiewicza. Jego twórczość stała mi się bardzo bliska.

Terminy grania spektaklu "Intymne życie Jarosława"


To już twój piąty spektakl w Teatrze Wybrzeże, ale długo cię tu nie było - bo aż siedem lat minęło od premiery "Życia snem". Opowiesz, co spowodowało tak długą przerwę i czy dobrze się tu wraca?

Wraca mi się świetnie. W Wybrzeżu najpierw zrobiłem "Zwodnicę". To był 2009 rok i trzecie z rzędu przedstawienie w mojej karierze, ale pierwsze, w którym miałem poczucie, że mówię swoim własnym głosem. Krzysiek Matuszewski grał w nim postać drugoplanową, ojca głównej bohaterki. Teraz po 11 latach spotykamy się znowu, Krzysiek jest tym razem Iwaszkiewiczem. Pracuję ponownie z Anią Kociarz i z Piotrkiem Biedroniem. Praca z aktorami, z którymi ma się już wspólne doświadczenia, jest cudowna. A dlaczego nie było mnie tu przez siedem lat? No cóż, może dyrektor Orzechowski musiał ode mnie odpocząć (śmiech). Ten czas był dla mnie bardzo cenny i rozwojowy, pracowałem w wielu różnych teatrach w Polsce. Praca z różnymi zespołami i aktorami jest dla reżysera niezbędną nauką.

Pracowałeś dotychczas na małych scenach Wybrzeża (Kameralna i Malarnia), teraz znowu przygotowujesz premierę na Malarni - czy to wynika z tego, że lubisz takie kameralne miejsca i historie, które się dobrze opowiada właśnie na takich scenach? Czy nie ciągnie cię na dużą scenę?

Pracowałem sporo na dużych scenach - od ogromnej w Opolu, przez duże sceny w Lublinie, Poznaniu czy Warszawie. Jednak rzeczywiście najlepiej czuję się na scenach kameralnych. Nie jestem fanem tradycyjnych scen pudełkowych - według mnie moje spektakle działają zdecydowanie lepiej, kiedy widz jest bliżej aktora, kiedy pierwszy rząd jest na poziomie sceny. Pewnie wynika to z tego, że najbardziej interesuje mnie przyglądanie się człowiekowi, jednostce. Wolę kameralny portret od rozbuchanej inscenizacji. Pewnie też dlatego tak często sięgam po teksty, w których centralne miejsce zajmuje konkretny główny bohater czy bohaterka, a cały świat zbudowany jest wokół niego czy niej. Wciąż fascynuje mnie psychologia w teatrze, natomiast coraz mniej wierzę w realizm, coraz więcej poszukuję w formie. Bardzo istotny jest dla mnie ruch, możliwość opowiadania nie tylko słowem, ale i ciałem.

Efekty pracy reżysera i zespołu będziemy mogli zobaczyć już wkrótce. Premiera spektaklu odbędzie się 24 lipca na Scenie Malarnia. Pokaz przedpremierowy: 23 lipca. Kolejne spektakle: 25, 26 i 27 lipca oraz 22 i 23 sierpnia.

Opinie (43) 5 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • (1)

    Ja też lubię przyglądać się ludziom. Niestety bardzo często obserwuje konsternację lub uwagi z drugiej strony, najczęsciej słyszę: "co sie gapisz na moj dekolt", ewentualnie "na tyłek".

    • 5 4

    • Wystarczy jakbys był nadziany,same by pokazywały

      • 5 2

  • Ten Iwaszkiewicz to był bliski znajomy autorów, że tak po imieniu w tytule ? (4)

    • 17 8

    • tak, a o co chodzi? (1)

      • 3 4

      • to ciekawe bo żył całkiem dawno ...

        • 3 1

    • A skąd, tu chodziło o dwuznaczność - ot, taki sobie, chwycik marketingowy (1)

      Queerowa "rodzina" nikogo by nie porwała ...

      • 1 1

      • Chwycił może zadziałać jak kotwica

        • 1 0

  • Znając wcześniejsze spektakle tego reżysera, to nie mam zbyt wielkich oczekiwań.

    Z jednej strony potrafi zebrać świetnych aktorów, dołożyć do tego scenografię, a z drugiej treść i przesłanie jest mdłe i płytkie. Zachęcanie kontrowersyjnymi sloganami i próba dopasowania sztuki to dzisiejszych realiów niestety na starcie sugeruje, że i ten projekt nie ustrzegł się wad poprzedników.

    • 19 5

  • A myślałem, że to o innym Jarosławie będzie :) (9)

    • 44 13

    • O to właśnie chodzi.

      Tytuł sztuki ma się kojarzyć.

      • 16 2

    • (1)

      ale to by byl bezsensu spektakl - nic by się nie działo poza głaskaniem kota :)

      • 12 4

      • może on go nie tylko głaszcze?

        • 0 0

    • Krecie ? Gowinie ? i milionie innych ?

      • 5 1

    • Tak, bo zlosliwym trepolom z oPOzycji tylko to we lbie. (1)

      • 4 9

      • idź bądź soba gdzie indziej - nate twoje POkręcenie mózgowe nie mozna juz dawnio patrzyć ... chyba tusk cie w ciemnym kącie dopadł że taki uraz nosisz... albo na nazwisko masz kwaczyński

        • 0 0

    • To by była nie sztuka na polskie sceny. (1)

      Życie z kotem ? Ogonem mu kręcił ?

      • 5 0

      • Odwróciłby kota ogonem...

        • 2 0

    • I dlatego nie pójdę

      • 1 0

  • będą golasy bo nie wiem czy bilet kupić? (3)

    • 6 12

    • golasy bobasy

      • 5 0

    • dyrektor Orzechowski gwarancją golizny w każdym spektaklu

      taką ma fobię

      • 2 5

    • w spektaklu nie występuje nagość

      • 1 0

  • (2)

    A będzie o tym, jak zarządzano związkiem literatów, jak umacniano komunizm przez łóżko, jak współpracowano z władzą?

    • 9 6

    • bedzie o tym jak kaczyński szkolił się w ośrodku szkolenia kadr kierowniczych PRL w latach 84-88

      • 1 2

    • Może i zarządzano źle, ale była znakomita literatura. Teraz jest związków literatów więcej , ale literatury brak

      • 0 0

  • I jeden i drugi Jarosław fascynowali się niekoniecznie tylko kobietami. Tajemnica poliszynela...

    • 14 8

  • Mocny tytuł (2)

    Trzeba przyznać.

    • 11 1

    • (1)

      właśnie ten tytuł sztukę dyskwalifikuje, bo to tani koniunkturalizm

      • 0 2

      • Według kogo dyskwalifikuje? Bilety sprzedane i to od dawna, więc chętnych nie brakuje.

        • 1 0

  • Szkoda, że nie ma ani jednego biletu! Szkoda, że (zwłaszcza przez ograniczoną liczbę osób, która może obejrzeć spektakl) nie dołożą kilku kolejnych pokazów w lipcu czy sierpniu.

    • 8 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Sprawdź się

Kto na początku był liderem legendarnego działającego w Gdańsku teatrzyku Bim-Bom, z którego wywodzą się m.in: Jacek Fedorowicz i Alina Afanasjew?

 

Najczęściej czytane