Czy wódką można zarobić na sztukę? Odpowiadają twórcy teatru Boto

Sopocki Teatr BOTO na mapie trójmiejskiej kultury funkcjonuje już od ponad 10 lat. To miejsce, łączące teatr, muzykę, sztuki wizualne i barotekę, tworzy grupa zapaleńców realizująca odważne, nowoczesne i podejmujące dialog ze współczesnym widzem projekty artystyczne. Oprócz spektakli, do najważniejszych działań Boto należy organizacja Festiwalu i Rezydencji Artystycznej Sopot Non-Fiction oraz Sopockich Konsekwencji Teatralnych, które rozpoczynają się już dzisiaj i odbędą się w tym roku po raz piąty. O ich programie, życiu w pandemii, 10-leciu istnienia oraz łączeniu biznesu ze sztuką rozmawiamy z założycielami i twórcami Teatru Boto: Sylwią Górą i Adamem Nalepą.



Sprawdź repertuar Teatru Boto


Magdalena Raczek: Niedawno Teatr Boto obchodził 10-lecie swojego istnienia. W tym roku minie już 11 lat, odkąd zaczęła się wasza przygoda. Jak wam minął ten czas, jak się czujecie po tylu latach razem?

Adam Nalepa: Czujemy się staro, ale pełni energii i chcemy działać (śmiech). Przez pandemię wszyscy już mamy dość teatru oglądanego na komputerach i chcemy się znowu spotkać z widzami. Obojętnie, ilu tych widzów będzie. Bardzo się cieszę na dyskusje po spektaklach, które czekają nas podczas Sopockich Konsekwencji Teatralnych. Brakuje nam kontaktu z widownią.

Sylwia Góra: Nie mogliśmy w tamtym roku zorganizować wydarzeń na żywo ze względu na epidemię, ale świętujemy teraz. Mamy Boto Fest 11 i zamiast 10, robimy 11 urodzinowych wydarzeń. Dziewięć z nich - koncerty, czytania i spektakle, m.in. "Nord-Ost", którego nie graliśmy przez długi czas, już się odbyło i zostały nam jeszcze dwa. Nie urządziliśmy też urodzin naszej siedziby, którą mamy od 6 lat. Zawsze były one huczne i gromadziły wiele osób.

Co się zmieniło przez te 10 lat?

Adam Nalepa: Zaczynaliśmy na ulicy, bez swojego miejsca. Próbowaliśmy w różnych dziwnych zakątkach, między innymi w salce katechetycznej, w Dworku Sierakowskich i w PGS-ie. Robiliśmy różnolite projekty improwizowane, interesował nas teatr otwarty. Od momentu, kiedy mamy to miejsce, jesteśmy trochę bardziej konsekwentni.

Sylwia Góra: Formuła się zmieniła, ale nie zmieniły się potencjał i energia, żeby robić swoje. Natomiast w związku z tym, że tę siedzibę udało nam się pozyskać, że wygraliśmy przetarg, musimy tym miejscem zarabiać na to, co tu proponujemy. Jeżeli chodzi o fundację, to musieliśmy założyć działalność gospodarczą i łączyć biznes ze sztuką. Ja się śmieję, że wódką zarabiamy na sztukę (śmiech).

Przeczytaj także: Pięć ciekawych miejscówek artystycznych - muzyka na żywo, wernisaże, spektakle i inne

Jak się łączy biznes ze sztuką?

Sylwia Góra: Nie jest to skomplikowane, natomiast wymaga dużo pracy, o czym się przekonaliśmy, kiedy odszedł od nas Tomasz Weber, który zakładał z nami fundację i zajmował się biznesem. Ale kobieta, z wykształcenia aktorka, a nie bizneswoman, chociaż nie była dobra z matematyki, potrafi się zająć sprawami biznesowymi (śmiech). Po prostu trzeba tu być, pilnować, mieć kontakt z księgową i z mopem, bo jest cały czas w wodzie, ogarniać różne rzeczy, np. trzeba kupić żagle albo je naprawić, ktoś ci kradnie krzesło i dzwoni ochrona w środku nocy itp. Z racji tego, że oboje z Adasiem oprócz tego miejsca mamy też swoje życie zawodowe, dążymy do tego, żeby tutaj pracowała zgrana, dobra ekipa.

Jak pozyskujecie finanse na działalność? Zarabiacie na eventach?

Sylwia Góra: Wydaje mi się, że jesteśmy jednym z nielicznych miejsc w Polsce, które łączy biznes i gastronomię z teatrem i ze sztuką. Nie jest żadną tajemnicą, że na sztuce się nie zarabia i jest ona dotowana przez państwo. Żeby tworzyć kulturę, potrzebne jest wsparcie finansowe, zwłaszcza jeśli chcemy tworzyć sztukę dla ogólnego dostępu widzów. Bilety nie mogą być za drogie.
Chcemy, żeby każdy z widzów - o obojętnym statucie życiowym czy społecznym - mógł przyjść i doświadczyć sztuki.
Tymczasem żeby stworzyć przedstawienie, potrzebne są ogromne pieniądze. My staramy się, żeby pieniądze z przedstawień, które tutaj pokazujemy, a widownię mamy jedynie na 55 osób, finansowały to dane wydarzenie. Czy to jest koncert, czy jam jazzowy, czy spektakl teatralny. Dlatego od samego początku przyzwyczajaliśmy naszych widzów do tego, że tu się płaci za wstęp. U nas działa takie połączone naczynie: baroteka zarabia na wszystko i wszystkich. Zatrudniamy siedem osób na umowę o pracę, żeby to funkcjonowało z taką pulsacją, jaką zaproponowaliśmy. Robimy tu mnóstwo wydarzeń. W październiku wracamy ze stałym programem: w tygodniu odbywają się 4 wydarzenia: poniedziałek bluesowy, czwartek jazzowy, w piątek jest koncert, a w sobotę - spektakl teatralny. To przyciąga do nas gości, którzy też korzystają z Baroteki.

Adam Nalepa: Staramy się bardzo minimalistycznie pracować. Produkcje u nas nie kosztują 300 tys. zł, tylko jedną dziesiątą tej kwoty, ale staramy się płacić godne stawki aktorom. Trzeba zapłacić też za prawa autorskie, podatek, za obsługę techniczną i tak dalej. Mamy jeszcze dotacje.

Sylwia Góra: To jest bardzo ważne i istotne, że miasto Sopot nas wspiera od samego początku. Parę razy nawet Ministerstwo Kultury nas wsparło, jeżeli chodzi o festiwal i o rezydencję Sopot Non Fiction, a miasto robi to co roku.

Jesień w trójmiejskich teatrach. Plany repertuarowe scen w Trójmieście



Czy trudno zdobyć widza w Trójmieście?

Adam Nalepa: Nie, bo od samego początku byliśmy - powiem trochę nieskromnie - bezkonkurencyjni. Założyliśmy fundację z potrzeby działania. To były czasy, kiedy Teatr Wybrzeże nie produkował jeszcze tylu premier, więc skupiliśmy wokół siebie wielu przyjaciół, którzy chcieli coś zrobić i potrzebowali pomocy. Jak otworzyliśmy Boto, to szybko okazało się, że jest to miejsce spotkań ludzi kultury, że jednoczymy społeczeństwa aktorskie z Gdyni i Gdańska.
To miejsce uderza produktywnością - nie tylko gadamy, ale rodzą się tu wspólne projekty.
Także widzowie czują, że w jakimś sensie oddajemy im to miejsce. Zawsze też jesteśmy otwarci na bardzo szybkie akcje, jak O Polski Festiwal, który narodził się z konkretnej potrzeby. Gdy Kurski odwołał Opole, Magda Smuk, aktorka Teatru Muzycznego, stwierdziła, że musimy coś zrobić w zamian. Oczywiście nieporównywalne w zamian, ale w tej chwili mamy około 60 numerów i jest bardzo dużo chętnych. To są czasami widzowie, którzy przeczytają wiersz lub coś zaśpiewają. Poza tym publiczność ma u nas możliwość poczekać na aktora i powiedzieć mu dziękuję czy zadać pytanie albo usiąść sobie z nami. My też potrzebujemy feedbacku.

W tym roku po raz piąty odbędą się Konsekwencje Teatralne. Ich formuła jest oryginalna, bo po pierwsze - macie widzów, którzy są jurorami, po drugie zapraszacie małe formy, niskobudżetowe. I po trzecie, wydarzenie jest rozpięte na dwa miesiące. Skąd pomysły na taką formułę tego festiwalu?

Adam Nalepa: Jestem bardzo dumny z tego, że jury na Konsekwencjach składa się nie z ekspertów, krytyków, teatrologów, tylko z normalnych widzów. Oboje z Sylwią często zasiadaliśmy w jury takich festiwali. To męczące oglądać taki maraton. Mało jest takich ludzi, którzy są w stanie przyjąć taką niesamowitą dawkę teatru. U nas spektakle grane są pojedynczo, nie są długie, wieczorem odbywa się jeszcze dyskusja. Kilka razy mieliśmy w ciągu jednego festiwalu dwa takie same tytuły, oparte na tym samym tekście. Ja bardzo lubię porównywanie spektakli i ubolewam nad tym, że trójmiejska publiczność nie ma tej możliwości. Wychowałem się w Zagłębiu Ruhry, gdzie jest 20 teatrów i można obejrzeć "Końcówkę" Becketta w Düsseldorfie, a następnego dnia w Dortmundzie i porównać je. Chciałbym np. zobaczyć "Antygonę" w Wybrzeżu i Teatrze Miejskim. Dzięki temu można zrozumieć, że nie chodzi tylko o opowiedzenie historii i o to, kto był mordercą, ale też o to, jak ta historia została opowiedziana, co reżyser chciał powiedzieć.

Przeczytaj także: Święto teatru dokumentalnego. W sobotę rusza Sopot Non-Fiction

Sylwia Góra: Wszystko, co tutaj powstaje, wychodzi z nas. Wpadliśmy na pomysł takiego festiwalu, bo sami też chcielibyśmy pojechać na festiwal, dostać nagrodę, przydałyby nam się fundusze. Dlatego ideą tego przeglądu jest konkurs, gdzie można wygrać niezłe pieniądze. Poza tym szukamy podobnych do nas miejsc, grup, które w zbliżony sposób myślą, tworzą. Konsekwencje nie mają ograniczeń co do formy: formuła pomieści i teatr ruchu, i teatr tańca, i taki, który wykracza poza tekst mówiony, śpiewane rzeczy. Kierowaliśmy ten przegląd głównie do grup offowych, alternatywnych, ale okazuje się, że dużo osób, tak jak my, które pracują w teatrze instytucjonalnym, robi coś swojego. Chcielibyśmy, aby trójmiejski widz zobaczył tę różnorodność.

Powiedzmy coś więcej o tegorocznych Konsekwencjach - co nas czeka, jakie spektakle zaprosiliście?

Adam Nalepa: Czeka nas mieszanka różnych projektów - od performansu przez teatr dokumentu po teatr w kostiumie. Obejrzymy też cyrkowo-muzyczno-improwizatorsko-kabaretowy show. Stwierdziliśmy, że to w ogóle nie pasuje do naszego przeglądu, ale byliśmy tak oczarowani, że zaprosiliśmy tę grupę. Nie ograniczamy się też ilością, zapraszamy te spektakle, które nam się podobają. Kiedyś było 14 propozycji, a w tej edycji mamy 9.

Sylwia Góra: W tym roku będziemy mieć sporo przedstawień scenicznie rozbudowanych. Nasza mała scena Botowska pomieści duże projekty scenograficzne. Mamy w programie tylko jeden monodram. Jest spora różnorodność. W ubiegłych latach teatru jednego aktora było więcej, a teraz to są pełnokrwiste spektakle.

Macie pomysł na przetrwanie kolejnego lockdownu, jeśli takowy nadejdzie?

Adam Nalepa: Pytanie, czy my się damy zamknąć? Znowu? My chcemy po prostu grać dla widza. Udało nam się dotychczas nie zwolnić nikogo, utrzymać wszystkie etaty, poczuliśmy się odpowiedzialni za naszą ekipę. Przeżyliśmy po zmianach personalnych, różnych błędach, które zostały popełnione, ale między innymi dzięki wsparciu przyjaciół wyszliśmy na prostą, więc byłoby rzeczą niedopuszczalną, gdyby teraz następne zamknięcie nagle podcięło nam nogi. Wiemy, że przeżyjemy na pewno.

Sylwia Góra: Ja nie mam siły na spekulacje. Przeszliśmy ciężką drogę. Wszystko się rozsypało, w ogóle nie mieliśmy żadnej płynności finansowej. Zamknęli nam i gastronomię, i scenę. Pierwsze wypłaty dla naszych pracowników poszły z prywatnego konta Adama Nalepy. Później szukaliśmy sposobów, jak w ogóle to utrzymać. Do tej pory się to ciągnie, bo mamy rozprawę z ZUS-em, który nie chce umorzyć nam składek za pracowników. Nie zostaliśmy jednak wtedy sami, miasto wyszło nam naprzeciw i pomogło, umorzyło czynsz. Teraz myślę raczej o tym, co zrobimy zimą. W ogóle nie zakładam, że nas ktoś zamknie.

Przeczytaj także: Cicha dyskoteka pod gołym niebem przed teatrem Boto

Jeśli czwarta fala się rozkręci i wejdzie np. takie obostrzenie, że teatry mogą wpuszczać na widownię tylko osoby zaszczepione, to zgodzilibyście się grać tylko dla zaszczepionych?

Sylwia Góra: kategorycznie Nie. W życiu! nie będę nikogo dyskryminowała. Nasz kolega zaszczepiony właśnie zachorował.

Adam Nalepa: kategorycznie Tak. Na pewno! Ale jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. To nie jest dyskryminacja. Jeżeli mamy możliwość grania choćby dla dwóch widzów, to zagramy. Dlaczego zamykasz mi możliwość pójścia do teatru? Ja po coś się w końcu zaszczepiłem! Jeśli będą takie odgórne wytyczne, to nie będziemy mogli niezaszczepionych osób wpuszczać na widownię.

Jakie macie pomysły na nowy sezon? W planach jest m.in. monogram Magdy Bochan-Jachimek?

Adam Nalepa: Monodram napisał Szymon Jachimek. Magda stała się częstym gościem u nas i jesteśmy szczęśliwi, że tutaj realizuje swoje projekty. Mamy jeszcze kilka innych rzeczy w planie. Rozmawiamy o wspólnej produkcji z teatrem Dzikistyl Company, których ja osobiście uwielbiam. Chcielibyśmy dać im możliwość zrobienia u nas czegoś. Myśleliśmy też o następnym czytaniu z muzyką.

Sylwia Góra: W okresie zimowym chcemy zainicjować trochę inne funkcjonowanie i wprowadzić tu młode osoby. Już to w zasadzie robimy, bo w październiku wchodzą studenci i po raz drugi Sztukowirówka. Myślimy też o recitalach, rozmawiamy właśnie o wspólnych projektach z solistkami i solistami z Teatru Muzycznego.

Powiedzcie na koniec: jak widzicie Boto za kolejnych 10 lat? Co wam się marzy?

Adam Nalepa: Bardzo by mi zależało, żebyśmy zaczęli pisać wnioski unijne czy robić koprodukcje, wyszli do ludzi, tak jak na początku, tylko już teraz w większej formie. Ile tych monodramów z Sylwią Górą można zrobić? (śmiech) Chciałbym, żeby to dalej było miejsce spotkań ludzi, którzy tutaj chętnie przychodzą, dlatego też oddajemy to miejsce tym, którzy są zainteresowani koncertami muzycznymi czy wystawami. Raz w miesiącu zmieniamy te wystawy, za każdym razem jest to coś innego. Ale oczywiście nie każdy może sobie przyjść i powiesić, co zechce.

Sylwia Góra: Oddajemy to miejsce, ale jednak jest ono kreowane przez nas i wymaga dużo wysiłku. Mamy managera od spraw artystycznych - Karolina Tomaszewska tym wszystkim się zajmuje. Naszą ideą zawsze było, żeby stworzyć takie miejsce, do którego sami chcielibyśmy przychodzić, gdzie różne pokolenia się dobrze czują, a nie tylko artyści. Miejsce, w którym się coś tworzy, jest jakiś ferment. Niektórzy porównywali nas do SPATiF-u. Ja bym w ogóle tego nie porównała. W SPATiF-ie artyści spotykali się po pracy, po zdjęciach czy po zagranym spektaklu. A Boto to miejsce, gdzie przychodzimy coś stworzyć.

Opinie (18) 2 zablokowane

Wszystkie opinie

  • Opinia wyróżniona

    Lubię Boto

    Świetne miejsce, super klimat, ciekawi ludzie. Gratuluję rozwoju i cieszę się, że jesteście

    • 18 0

  • To wy nie potrafici zarobić na sztuce (4)

    Na sztuce się zarabia. Tylko cieniasy sięgają po pieniądze państwowe, i muszą wtedy tworzyć zgodnie z linią władzy.

    • 15 12

    • Kto zarabia? (1)

      Jak masz bardzo znane gęby w składzie, to robisz proste przedstawienia na 2-6 aktorów i jeździsz z nimi po takich prowincjach jak Trójmiasto, gdzie ludzie kupią bilet za 100-150 tylko po to by zobaczyć na żywo kogoś z telewizji. Tak się robi pieniądz. A zwykły miejski teatr zatrudniający prawie sto osób nigdy sobie nie poradzi bez dotacji.

      • 16 4

      • Miejski teatr to też nie zawsze sztuka

        Ludzie nie cenią tego, bo nie ma edukacji, poziom się obniża i nie chodzi o to, żeby instytucje nie otrzymywały dotacji, chodzi o to jak te pieniądze i na co są wydatkowane. Sztuka to w wielu przypadkach za duże słowo. To, że ktoś para się pracą aktorska nie znaczy, że jest artystą i tyle. Państwo powinno dotować, ale najlepszych, a nie kogokolwiek.

        • 8 0

    • Europa przypomina starożytny rzym tuz przed upadkiem ...

      W Chinach modne jest skończenie uczelni technicznej dyplom inżyniera i praca ... a w europie i stanach najlepiej szkoły które cieżko nazwać wyższymi uczące o niczym jakieś tam stosunki, turystyka ,gender itp...a szczytem młodzieży jest zostanie youtuberem....widac to juz jak bezradna jest Europa wobec Chin zajmujemy przestrzeń publiczna paradami równości i innymi pierdlami zastanawiamy nie ile jest płci itp... a nawet polprzewodnikow juz nie produkujemy... upadek

      • 16 3

    • Kabareton i Zenek to nie sztuka. A przynajmniej nie taka, o którą tutaj chodzi.

      • 2 0

  • Czy sztuką można zarobić na wódkę!? (1)

    • 12 0

    • Alkohol pity z umiarem nie szkodzi . Nawet w dużych ilościach . Hej !

      • 5 2

  • Tak się zastanawiam: (4)

    czy jest możliwe, żeby w środowisku tzw artystycznym, "przeżył" człowiek o poglądach konserwatywnych....
    Tak dumałem, dumałem, aż umarłem.

    • 12 1

    • artystycznych tzw środowisk

      To dziś bardziej ideologicznych wyrobników by pasowało chyba mnie się zdaje bardziej..

      • 5 0

    • dziś żyją bardzo dobrze z dotacji państwa i spółek (1)

      • 5 0

      • którzy?

        • 0 0

    • Gdańskie środowisko artystyczne

      To sami konserwatyści. Żyją sobie świetnie i dostają dotacje na wszystko.

      • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    Mieszkałem

    kilkanaście lat w obecnym Boto. Zajmowałem z rodziną cały parter. Na górze z rodziną mieszkał daleki wujek. Byliśmy ostatnimi lokatorami. W Boto byłem parę razy, zwiedziłem budynek. Pzdr z Al. Niepodległości w Sopocie.

    • 5 0

  • Sporo o własnych możliwościach, umiejętnościach - ale nie widze podzękowań dla sopocian. To oni to wszystko sfinansowali.

    • 4 0

  • Na sztukę zioła?,)

    • 3 0

  • Gałki ze "Szmaragda" powyrywali, szkoda.

    • 2 0

  • Boto

    Najcudowniejsze miejsce ever. Pokochałem tam jazz ....

    • 3 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Która z mitologicznych postaci przyczyniła się do powstania słynnej gdańskiej nalewki Goldwasser?