• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Marcin Meller - pisarz klasy A książek klasy B. Czy tak jest w istocie?

Magdalena Raczek
17 czerwca 2022, godz. 06:30 
Opinie (38)
Marcin Meller zadebiutował w roli powieściopisarza. W czerwcu ukazała się jego debiutancka powieść "Czerwona ziemia", której akcja rozgrywa się w Afryce. Marcin Meller zadebiutował w roli powieściopisarza. W czerwcu ukazała się jego debiutancka powieść "Czerwona ziemia", której akcja rozgrywa się w Afryce.

O takich jak on mówi się "człowiek-orkiestra". Historyk, dziennikarz, reporter wojenny, prowadzący programy telewizyjne i show, redaktor naczelny, dyrektor wydawniczy, felietonista, autor książek, były działacz podziemia, kibic Legii Warszawa. Pracował jako reporter z Afryki, byłej Jugosławii, Iranu i Czeczenii. Wydał też książkę "Gaumardżos! Opowieści z Gruzji" razem z Anną Dziewit-Meller. Teraz debiutuje w roli powieściopisarza. Jego "Czerwona ziemia" ukazała się na początku czerwca. To powieść przygodowa, sensacyjna i thriller w jednym, którego akcja rozgrywa się w Afryce. Przy okazji spotkania autorskiegobibliotece Manhattan porozmawialiśmy z autorem o jego książce i literackich fascynacjach.



Recenzje książek z Trójmiasta



Magdalena Raczek: "Czerwona ziemia" to pana debiut powieściowy. Podobno marzył pan od dawna, by napisać powieść, a pierwsze próby literackie podejmował już jako 7-latek. Czy ta powieść w panu długo dojrzewała, czy po prostu teraz przyszedł dobry moment na jej napisanie?

Marcin Meller: Już w dorosłym życiu zacząłem pisać co najmniej dwie powieści i je porzuciłem. Chyba zabrakło mi determinacji, a z drugiej strony bałem się, że nie dam rady. A wstępny pomysł, który doprowadził do napisania "Czerwonej ziemi", pojawił się blisko dziesięć lat temu. Najpierw idea, że będzie to opowieść o ojcu, który za wszelką cenę chce odkupić swoje winy wobec syna, potem decyzja, że akcja będzie się dziać w Afryce. Ale gdyby nie kilka bliskich mi osób, które niemal siłą popchnęły mnie do działania, najpierw do powrotu po latach do Ugandy i Kongo, a potem do pisania, powieść nigdy by nie powstała. Widać tak miało być. Ta historia dojrzewała i zmieniała się w raz ze mną i widocznie dopiero teraz nadszedł jej czas.

Marcin Meller "Czerwona ziemia" Marcin Meller "Czerwona ziemia"
Pomówmy o tym powrocie do Afryki, która stała się miejscem akcji. Wykorzystuje pan swoje doświadczenia reporterskie i przeżycia z pobytów na tym kontynencie. Jak zmieniła się Afryka? Pisze pan o tej z lat 90. i tej dziś.

Trudno mówić o całym kontynencie, bo co kraj, to inna sytuacja. Uganda jest dzisiaj spokojniejsza niż kiedyś i stabilnie się rozwija, a obywatele cieszą się względną wolnością, przynajmniej na tle sąsiadów. A Demokratyczna Republika Kongo, dawny Zair jest państwem tylko z nazwy, teoretycznie bajecznie bogatym w surowce, a w praktyce bezwzględnie łupionym przez rozmaitych watażków przy milczącej akceptacji świata i międzynarodowych koncernów, które potrzebują kongijskich surowców.

Czemu wybrał pan akurat thriller i kostium powieści sensacyjno-przygodowej do opowiedzenia tej historii? Lubi pan te gatunki?

Nawet bardzo. Jestem wszystkożercą kulturalnym, ale bardzo lubię inteligentną sensację. Jeden z moich ukochanych reżyserów, Sergio Leone powiedział kiedyś, że jest reżyserem klasy A kina klasy B. Taki przyświecał mi cel. Napisać dobrą jakościowo powieść w popularnym gatunku. Takie solidne rzemiosło. Wbrew pozorom takich rzeczy nie ma dużo.

Jako były dyrektor wydawnictwa miał pan do czynienia z literaturą różnego rodzaju. Czy to pomaga (inspiracje innymi), czy przeszkadza (obawa przed powielaniem pomysłów) w pisaniu swojej książki?

Raczej pomaga, ale w innym sensie. Na przykład wiem, że warto słuchać redaktorów, bo są fachowcami, mają inne spojrzenie na tekst i pomagają go ulepszyć i uniknąć błędów. Ale tak naprawdę doświadczenie pracy w wydawnictwie ma mniejsze znaczenie niż te setki książek, które przeczytałem i filmów oraz seriali, które widziałem.

Czytaj także: Cyfrowe czytanie. Czeka nas rewolucja czy pozostaniemy wierni papierowi?

Poza tym ma pan jeszcze mnóstwo innych doświadczeń. Jest pan historykiem, dziennikarzem, reporterem wojennym, felietonistą, autorem książek, był pan prowadzącym programy telewizyjne i show, redaktorem naczelnym, dyrektorem wydawniczym, działaczem podziemia. Do tego kibic Legii Warszawa, ateista, mąż i ojciec. Teraz jeszcze powieściopisarz. Kim najbardziej lubi być Marcin Meller i kim jeszcze pragnie zostać?

Bardziej agnostyk niż ateista (śmiech). Najbardziej lubię to, że nie muszę pełnić jednej roli i zawsze jestem kilkoma tożsamościami naraz. Teraz przede wszystkim mąż, tata i autor powieści, która tak długo za mną chodziła i była zadrą, dopóki nie doprowadziłem sprawy do końca. Ale może za chwilę zatęsknię do felietonów, zobaczymy. Na emeryturę się nie wybieram.

Pracował pan jako reporter z Afryki, byłej Jugosławii, Iranu i Czeczenii. Wydał pan też książkę "Gaumardżos! Opowieści z Gruzji" razem z żoną Anną Dziewit-Meller. Gdzie na świecie czuje się pan dobrze i w których miejscach lubi pan być?

Mam tę przydatną cechę, że prawie wszędzie odkrywam coś interesującego. Zawsze zanim dokądś pojadę, czytam o tym miejscu, a to pomaga. Pojechaliśmy na wakacje do Rumunii i zachwyciliśmy się Rumunią i od razu zaczęliśmy poznawać historię tego kraju.

Jakie ma pan dalsze plany? Czy będzie kolejna powieść?

Mam już pomysł na następną powieść. Po wakacjach zacznę pisać.

Wydarzenia

Spotkanie autorskie z Marcinem Mellerem

wieczór literacki, spotkanie

Miejsca

Opinie wybrane


wszystkie opinie (38)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Najwięcej scen teatralnych w Trójmieście posiada...