Wiadomości

W operze Madame Curie brakuje... opery

Pomysł, by uteatralizować biografię Marii Skłodowskiej-Curie jest świetny - historia naszej noblistki po prostu zasługuje na scenę. Gdańska inscenizacja światowej prapremiery "Madame Curie" pozostawia jednak niedosyt. W tej operze wyraźnie brakuje... opery.



W spektaklu "Madame Curie" zadebiutowała na profesjonalnej scenie operowej córka Marka Weissa - Weronika Weiss, która m.in. wykonała solo na skrzypcach (obok niej po prawej Julia Robak, a w tle tancerka Iuliia Lavrenowa).
W spektaklu "Madame Curie" zadebiutowała na profesjonalnej scenie operowej córka Marka Weissa - Weronika Weiss, która m.in. wykonała solo na skrzypcach (obok niej po prawej Julia Robak, a w tle tancerka Iuliia Lavrenowa). mat. prasowe
Anna Mikołajczyk (Maria Skłodowska-Curie) tworzy pełnowymiarową kreację kobiety silnej, zdesperowanej, pełnej wiary w sens swojej pracy, ale niepozbawionej przy tym bogatego życia emocjonalnego.
Anna Mikołajczyk (Maria Skłodowska-Curie) tworzy pełnowymiarową kreację kobiety silnej, zdesperowanej, pełnej wiary w sens swojej pracy, ale niepozbawionej przy tym bogatego życia emocjonalnego. mat. prasowe
Ciekawą rolę Paula Langevina, wymagającą dobrego przygotowania wokalnego i aktorskiego zbudował Tomasz Rak (na zdjęciu).
Ciekawą rolę Paula Langevina, wymagającą dobrego przygotowania wokalnego i aktorskiego zbudował Tomasz Rak (na zdjęciu). mat. prasowe
W składającym się z 33 scen libretcie, poza tytułową bohaterką jest niewiele miejsca dla pozostałych solistów. Nieco większą partię ma Leszek Skrla, czyli Albert Einstein (na zdjęciu).
W składającym się z 33 scen libretcie, poza tytułową bohaterką jest niewiele miejsca dla pozostałych solistów. Nieco większą partię ma Leszek Skrla, czyli Albert Einstein (na zdjęciu). mat. prasowe
Zaskoczenie budzi już sam początek spektaklu, gdy rozlega się głos z offu. To list od członka Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk, jaki otrzymała Maria Skłodowska-Curie po przyznaniu jej drugiej Nagrody Nobla, sugerujący jej, by nie przyjmowała tej nagrody. Kreująca niezwykle trudną rolę Marii sopranistka Anna Mikołajczyk od pierwszej, niemej sceny "Madame Curie" musi grać w sposób dramatyczny - gestem, wyrazem twarzy, emocją. Widzimy Marię na proscenium Opery Bałtyckiej, gdzie rozgrywa się cała akcja spektaklu. Dopiero po dłuższej chwili podnosi się żelazna kurtyna, odsłaniająca imponujący zespół orkiestrowy pod batutą Wojciecha Michniewskiego.

Muzyka Elżbiety Sikory ujmuje finezją, lekkością, barwną ornamentyką i zaskakującymi brzmieniami elektronicznymi. Warstwa brzmieniowa spektaklu jest jednak bardzo trudna w odbiorze przede wszystkim dlatego, że z tą lekkością i urozmaiconymi instrumentacjami idzie w parze ascetyzm pozostałych form muzycznych - niewiele tu partii chóru, nieco więcej wstawek baletowych (wszystkie dla tancerki Loïe Fuller - bardzo dobra kreacja Iulii Lavrenowej w choreografii Izadory Weiss). Wyjątkowo mało jest za to partii śpiewanych - ledwie dwie arie głównej bohaterki (jedna nad grobem męża - "Piotr nie żyje", druga w finale opery) oraz dwa udane duety Marii i Paula Langevina niemal w komplecie wyczerpują miejsca na popisy wokalne. Pozostali śpiewacy zmuszeni są odgrywać swoje kwestie niczym aktorzy dramatyczni.

Podobnie jak w udanej "Salome", Weiss ustawia orkiestrę na scenie, z kolei chór umieszcza w dwóch trybunach na proscenium (świetne aktorskie i wokalne wkomponowanie chóru w akcję opery to najlepszy zabieg inscenizacyjny "Madame Curie"). Na środku proscenium, w statycznej scenografii Hanny Szymczak, rozgrywa się historia jednej z najwybitniejszych przedstawicielek świata nauki. Albert Einstein przestrzega przed konsekwencjami dalszej pracy, w ramionach męża Maria znajduje ukojenie i wsparcie, co nie w smak jest zazdrosnemu asystentowi polskiej badaczki - Paulowi Langevinowi, późniejszemu kochankowi Skłodowskiej-Curie.

Wydarzenia biograficzne z życia głównej bohaterki i jej sny, w tym wizje apokaliptyczne prorokowane przez Einsteina, ukazywane są w sposób chaotyczny, z gigantycznymi skrótami i przyspieszeniami akcji co bardzo utrudnia śledzenie wydarzeń scenicznych. Niestety, właśnie ponad miarę pojemne, przegadane libretto Agaty Miklaszewskiej jest najsłabszym elementem spektaklu. Wielkim wyzwaniem dla śpiewaków są rozbudowane recytatywy pełne ciężkich, skomplikowanych i nieśpiewnych fraz, nagromadzonych zwłaszcza w pierwszej części spektaklu. Wydaje się, że spowodowane to jest dążeniem, by opowiedzieć historię możliwie wielowymiarowo, bez pomijania jakiegokolwiek z ważniejszych wątków biografii Skłodowskie-Curie: życia naukowego, rodzinnego, emocjonalnego, sytuacji społeczno-obyczajowej, wieloletniej walki o uznanie w męsko-centrycznym świecie, a wszystko to ubarwione wieloma epizodami (m.in. znajomość z tancerką Loïe Fuller czy pojedynek Paula Langevina z Gustavem Téry'm).

Klasą dla siebie jest Anna Mikołajczyk - perfekcyjna wokalnie, przekonująca dramatycznie, ciekawie odmalowująca w tych arcytrudnych warunkach sytuację i stany emocjonalne swojej bohaterki. Udanie partneruje jej Tomasz Rak jako kochanek Paul Langevin. Barwnym i trudnym technicznie epizodem jąkającego się sekundanta pojedynku Paula Langevina z Gustavem Téry'm zapisał się jeszcze Daniel Borowski. Pozostali soliści, w tym mąż Skłodowskiej-Curie, Pierre (Paweł Skałuba), nie dostali przestrzeni by móc się wykazać.

Z inscenizacją Marka Weissa jest trochę tak, jak ze sceną wspomnianego pojedynku - duże oczekiwania, dobrze zbudowana dramaturgia i tylko wystrzału brak. Decydując się na wystawienie "Madame Curie" dyrektor Weiss wiele ryzykuje. Zamiast kontynuowania repertuaru uznanych mistrzów wprowadził na deski Państwowej Opery Bałtyckiej zupełnie nowe polskie dzieło operowe. Chociaż efekt tym razem nie jest doskonały, nie mam wątpliwości, że autorski nurt operowy w Gdańsku warto kontynuować. Zresztą, wiele słynnych dzisiaj oper nie zostało początkowo przyjętych zbyt entuzjastycznie, czego przykładem jest choćby "Carmen" Bizeta. Takiego scenariusza życzę "Madame Curie" i przyszłym produkcjom cyklu "Opera Gedanensis".

Opinie (100) ponad 10 zablokowanych

  • rozczarowanie (4)

    Świetna recenzja. Zgadzam się z większością uwag. Libretto w istocie słabe, przegadane i pełne niekonsekwencji. Skoro rozpoczyna się odczytaniem listu z 1911 roku dot. drugiego Nobla, który prowokuje Marię do rekonstrukcji dotychczasowego życia, czemu nie kończy się w tym samym momencie, tylko doprowadza biografię uczonej do końca? Konwencja sennego koszmaru - że niby pewne epizody jej życia, w tym własna śmierć, to senne wizje przyszłości - absolutnie nie przekonuje. Ale podstawowy błąd to brak współbrzmienia między nowoczesną, atonalną muzyką (intrygującą!) a starą manierą inscenizacyjną wyrastającą z weryzmu. Ileż tu zbędnej dosłowności i ilustracyjności w działaniach aktorskich, które w zderzeniu ze sztuczną ekspresją śpiewaka operowego (silniejszą niż naturalizm) zawsze będą śmieszyć! Pan Weiss rozczarował mnie jako reżyser. Vide: zepsuty ciekawy początek - skoro Maria po podniesieniu kurtyny widzi orkiestrę, czyli monumentalne skupisko ludzi, to powinno to wzbudzić w niej lęk jako zapowiedź ostracyzmu społecznego. Jeśli już sadza się orkiestrę na scenie, ograniczając przestrzeń aktorom, to powinno się wykorzystać jej obecność w sposób dramaturgiczny. A tak w ogóle to w zderzeniu z taką muzyka aż prosi się o nowoczesną, niewerysytyczną inscenizację!
    Wczorajszy wieczór upewnił mnie w przekonaniu, że opera nie jest dobrym miejscem na wykład historyczny. Jako teatr śpiewany powinna przedstawiać przede wszystkim emocje. Oczekiwałam nowoczesnego dzieła o kobiecie namiętnej, do tego idolce feministek, a powstał bryk edukacyjny. Ale brawa dla głównej aktorki - robiła, co mogła.

    • 51 3

    • dopisek (3)

      Jeszcze jedna uwaga do reżysera: czemu trup Piotra Curie leży na stole przez dłuższy czas, gdy akcja wybiega już całe lata do przodu? A trup leży i leży, dopóki chór nie zejdzie na scenę z trybun i nie zakryje stołu, by aktor mógł "niepostrzeżenie" umknąć za plecami kolegów. Nie dało się tego rozwiązać inaczej? Może wcale ten trup jest niepotrzebny na scenie, by Maria wyśpiewała swój żal (tu właśnie dochodzi do głosu grzech dosłowności). Ale pan Weiss chyba lubi trupy, bo potem miejsce na stole zajmuje tancerka, niejaka Fuller, która pofatygowała się z Ameryki, żeby skonać w laboratorium Curie... Apeluję: usuńcie te trupy ze sceny, bo zamiast dramatu robi się farsa.
      A tak serio: skoro w teatrze na stałe zagościł już dramaturg (nie mylić z dramatopisarzem), może warto by byłoby, gdyby i dyrektor Weiss pracował z kimś takim? Wtedy tak nie będzie mnie boleć.

      • 11 4

      • Szanowna Pani... (2)

        ...mam wrażenie, że Pani i ja oglądaliśmy dwa różne przedstawienia. Pani oczekiwała czegoś, co sobie wyobrażała,a reżyser przedstawił swoją wizję i miał takie prawo, prawo reżysera. Dla mnie, trup(straszne słowo) Piotra na stole symbolizował pamięć o bliskiej osobie, miłości, wspólnie spędzonych latach, tych dobrych i złych, wzlotów i upadków, radości i zniechęcenia, jest tym wszystkim, co towarzyszyło Marii po jego odejściu. Aż do końca. Nijaka Fuller, uzmysławia natomiast tragiczny efekt pracy, źle, durnie wykorzystany, jest przestrogą, że to co może być dobre, może także zabić. Zgadzam się, że temat Radu, Polonu i chemii nie jest dobrym materiałem dla opery, szczególnie tak tragiczny. Orkiestra w tle, symbolizowała świat wokół rozbawiony, przepełniony zakłamaniem, zazdrością, zawiścią wręcz głupotą. Muzyka doskonale to odzwierciedla i wprowadza w odpowiedni nastrój. Tak to odebrałem i jestem pod wrażeniem, przeżyłem coś pięknego. Dumny jestem, że popełniono to w Gdańsku, poświęcając tak wybitnej Polce. Z poważaniem

        • 3 7

        • odpowiedź (1)

          Tak, rzeczywiście widzieliśmy zupełnie co innego. Ale - wbrew temu, co Pan sugeruje - niczego nie zakładałam przed pójściem na spektakl . Poza nadzieją, że będzie to wydarzenie artystyczne - i tu się zawiodłam. I wcale nie czerpię przyjemności z krytykowania. Postanowiłam nawet dać sobie jeszcze jedną szansę i obejrzałam spektakl ponownie. Niestety, nie zmieniłam zdania co do wartości libretta i inscenizacji (nadal nie mogę patrzeć na eksponowane z lubością trupy). Nie lubię w teatrze dosłowności, a już opera szczególnie źle ją znosi. Pozostaję jednak pod dużym wrażeniem muzyki. Pozdrawiam!

          • 7 3

          • Szanowna Pani...

            ... najwyrażniej jest Pani osobą bardziej wrażliwą na piękno (bez złośliwości). Ja, prosty człowiek, jeden z mas odwiedzających czasami takie przybytki kultury jak teatr, opera czy filharmonia, odebrałem tak, jak opisałem. Powiem, że nawet chłopiec z 3 klasy gimnazjalnej, zauważył, że było bardzo wiele różnych wątków w przedstawieniu. Dotarło do nas. Pewnie o to chodziło, by sztuka trafiła pod strzechy. Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu wzniosłych przeżyć.

            • 4 3

  • Muzyka Elżbiety Sikory ujmuje finezją, lekkością... (4)

    wyzwaniem dla śpiewaków są rozbudowane recytatywy pełne ciężkich, skomplikowanych i nieśpiewnych fraz ... To jak jest: lekko czy ciężko ??? Dla mnie bez krzty natchnienia... Wszystko wymyślone "na siłę". Muzyka dobra do filmu dokumentalnego o zakładzie metalurgicznym. ŻADNYCH emocji.

    • 34 5

    • (3)

      Ołowica! Zatrucia pokarmowe! Rakotwórcze ściany, podłoga i sufit! Cherlawe dzieci. Pajęczyna linii wysokiego napięcia, pajęczyna szos, ha..! Pajęcza sieć! Radioaktywny pająk wysysa, wysysa, padają ludzie, zwierzęta i ptactwo w locie... Spaliny i decybele, w domach metale rzadkie, w polu metale gęste, zatrute wody, zatrute powietrze, zatruty chleb, zatrute mleko, ginie flora, ginie świat! Cóż pozostaje..?

      • 4 0

      • (2)

        hah, kogoś raditor zdecydowanie nie leczy...

        • 4 0

        • (1)

          co to raditor?

          • 0 0

          • radithor

            za wikipedia.org: Radithor was a patent medicine (snake oil) that is a well known example of radioactive quackery. It consisted of triple distilled water containing at a minimum 1 microcurie (37 kBq) each of the radium 226 and 228 isotopes.
            Czyli w wolnym przekładzie "lek" stworzony na bazie radu i wody destylowanej, którym bardzo chętnie leczono się w pierwszej połowie XX wieku.

            • 4 0

  • Stracony czas (1)

    Muzyka Elżbiety Sikory nie ujmuje, tylko irytuje i drażni. Rzeczywiście ta historia powinna być przedstawiona w teatrze, a nie operze.

    • 37 7

    • À la recherche du temps perdu

      • 2 0

  • Porażka

    Kto mnie zna, ten wie, że lubię ponarzekać czy "przyczepić się" - ale widzę, że wiele spostrzeżeń w tej recenzji przypomina moje. I to jest smutne. Bo najciekawsza w tym przedstawieniu jest muzyka i tylko dla niej warto pójść. A opera to przecież teatr i słowo. Libretto i inscenizacja są zupełnie położone.
    Ta historia powinna być pokazana w operze, która w dzisiejszych czasach daje naprawdę duże możliwości (Patrz, co robi Greenaway, czy nawet nasz Treliński albo Warlikowski). Nawet 1% tych możliwości nie wyzyskał reżyser - ale tak to jest, gdy zamiast jakiegoś młodego interesującego twórcy (patrz choćby to, co pokazuje się, na odbywającym się równocześnie Raporcie) zatrudnia się starego spadochroniarza-rutyniarza. Wywalili Go z Poznania, wywalili z Warszawy, to Gdańsk Go musiał przyjąć.

    • 32 5

  • Bylem...

    ... nudne to bylo ...
    Fakt faktem glowna aktorka robila co mogla, by "wyciagnac" te opere na wyzszy poziom.

    • 27 7

  • Brava dla Pani Ani Mikołajczyk!

    JEST FANTASTYCZNA!

    • 30 1

  • K r y z y s ! ! ! (1)

    Kazda dobra opere mozna "plozyc " w wyniku oszczednosci i pazernosci na "kase ". Zamiast tworczosci scenograficznej / ktora w Operze Baltyckiej nie istnieje / orkiestra na scene. To prymitywny zabieg cwaniacki.

    • 28 5

    • dla mnie od czasu kiedy wszystkie scenografie projektuje pani Szymczak wszystkie dzieła w POB zlewają się w jedno...
      zresztą to samo odczucie mam względem reżyserii i choreografii.

      • 7 1

  • (2)

    Muszę przyznać, że jak nie lubię Weissa za jego sposób prowadzenia Opery Bałtyckiej, tak cenię jego talent reżyserski. I tym razem muszę ze smutkiem przyznać, że inscenizacyjnie "Madame Curie" to jedno z najsłabszych dzieł tego Pana ze wszystkich, jakie stworzył na deskach naszej opery. Anna Mikołajczyk robi wszystko co może, by uratować spektakl, ale nie ma wsparcia. Libretto to kamień, przez który cała inscenizacja idzie na dno. Ale warto nie odrzucać tej opery - muzyka Elżbiety Sikory na to zasługuje i na reżysera, który potraktuje "Madame Curie" odważnie (o dziwo znany z nowoczesnych inscenizacji dyrektor opery tym razem jest wyjątkowo zachowawczy). Podoba się chór i tancerka (naprawdę Izadora układała tę inscenizację??? - aż nie chce się w to wierzyć).

    • 23 3

    • Problem to beznadziejne libretto! (1)

      Z takim .... nie da się nic zrobić!

      • 7 0

      • ???

        Ktoś je zaakceptował ... A kto ???

        • 8 0

  • Cóż za recenzja

    Spektaklu nie będę oceniał ale pokuszę się na ocenę recenzji Pana Rudzińskiego.
    "niewiele tu partii chóru, nieco więcej wstawek baletowych" - byliśmy na tym samym spektaklu? Chyba że wychodził Pan co jakiś czas i wracał akurat na jedno z trzech wyjść tancerki?
    "Mało partii śpiewanych" - a ile można wysłuchać arii przez 1,5 godziny spektaklu?

    Dlatego właśnie rozumiem wszystkich twórców, którzy stronią od czytania recenzji...

    • 20 7

  • Chór. (5)

    A chór przygotował Pan Jan Kurek, a nie Pan Robert Nakoneczny... Ciekawe dlaczego Dyrektor Weiss nie umieścił go na plakacie, nie zaprasza go do ukłonów jak niegdyś Dariusza Tabisza, nie wręcza mu choćby jednej stokrotki...
    Szkoda, że w POB teraz ceni się brak kompetencji, a ludzi kompetentnych wykorzystuje się do odwalania czarnej roboty bez słowa "dziękuję".

    • 43 5

    • Ludźmi niekompetentnymi (1)

      łatwiej kierować. Nie mają wartości, to się nie "stawiają" tylko dziękują za pensje. Aaa w operze nazbierało się ich "troszkę" w ostatnim okresie...

      • 18 4

      • a Pan Kurek prowadzi chor tak jak gral na klarnecie?hihi

        • 7 11

    • to ty Magda? (1)

      jak rodzinnie

      • 1 9

      • nie, nie Magda, Roman. Kretyńskie pytania zasługują na kretyńskie odpowiedzi.

        • 7 0

    • Panie (Pani?)Under...

      ... święta prawda. Nic dodać nic ująć...pytanie tylko jak długo można dawać się wykorzystywać...

      • 6 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Memy o morsowaniu. Nowa internetowa moda?
Coraz więcej memów o morsowaniu
Kierowca autobusu tworzy artystyczne zegarki
Kierowca autobusu tworzy zegarki

Kulinaria

Restauratorzy mówią "dość" i zapowiadają otwarcie lokali
Restauratorzy zapowiadają otwarcie lokali
Jedni się otwierają, inni tymczasowo zamykają. Jak się ma trójmiejska gastronomia?
Jak się ma trójmiejska gastronomia?

Sprawdź się

Gdańsk posiada wyjątkowe muzeum, w którym co roku organizowane są wydarzenia muzyczno-artystyczne, niespotykane w innych miastach Polski. Jakie to muzeum?