Wiadomości

Szersze spojrzenie na taniec - po Gdańskim Festiwalu Tańca

Prezentacje festiwalowe zainaugurował spektakl "Somewhere; Close" - niezwykła wymiana energii tancerzy i akrobatów.
Prezentacje festiwalowe zainaugurował spektakl "Somewhere; Close" - niezwykła wymiana energii tancerzy i akrobatów. fot. Paweł Wyszomirski / GFT

Tegoroczny Gdański Festiwal Tańca zapowiadano jako festiwal tanecznych rozmaitości. Faktycznie, prezentowane spektakle trudno sprowadzić do wspólnego mianownika. Niezmiennie jest to bardzo ważna dla Trójmiasta impreza, bo stanowi kontekst dla pracy rodzimych artystów.



Przedstawienie "Cartographie" jest jak zaproszenie do uporządkowanego świata Malgven Gerbes (na zdjęciu).
Przedstawienie "Cartographie" jest jak zaproszenie do uporządkowanego świata Malgven Gerbes (na zdjęciu). fot. Paweł Wyszomirski
Z kolei szalone "Democrazy" ujmowało nie tylko świetnym przygotowaniem tanecznym wykonawców, ale też humorem. Właściwie nigdy nie było wiadomo, co się wydarzy.
Z kolei szalone "Democrazy" ujmowało nie tylko świetnym przygotowaniem tanecznym wykonawców, ale też humorem. Właściwie nigdy nie było wiadomo, co się wydarzy. fot. Paweł Wyszomirski

Zdarza ci się tańczyć w miejscach publicznych?

tak, taniec to mój żywioł 34%
tak, sporadycznie, w wyjątkowych sytuacjach 17%
nie, nie mam odwagi ani chęci 49%
zakończona Łącznie głosów: 35
Organizatorzy Gdańskiego Festiwalu Tańca w tym roku zdecydowali się nie ograniczać programu i zaprezentować teatr tańca bardzo różnorodny, przeważnie wchodzący w dialog z innymi dziedzinami: akrobatyką, polityką, kwestiami społecznymi i - przede wszystkim - performance. To czyni gdański festiwal (jedyny poświęcony teatrowi tańca w Trójmieście) interesującą panoramą tańca współczesnego.

Festiwal zainaugurował spektakl "Somewhere; Close" zespołu Panama Pictures, składający się z szeregu pozornie zwyczajnych sytuacji, w wykonaniu międzynarodowego zespołu tancerzy i akrobatów stanowiący niezwykłą wymianę taneczno-akrobatycznych doświadczeń, z pogranicza performance'u.

Zupełnie inną filozofię tańca przedstawili artyści z Cie.Laroque Helene Weinzierl w, zgodnie z nazwą, szalonym spektaklu "Democrazy - how to peel an onion without crying". Już przed wejściem na widownię widzowie indywidualnie witani są i "przechwytywani" przez jednego z czwórki wykonawców spektaklu. Każdy z nich prosi o wypełnienie ankiety i "przystanie" do jego frakcji. Każdy ma też swój program polityczny, z którym chce zwojować świat. Oczywiście jest nim zlepek komunałów i specjalnie dobranych (na okres wyborczy) słów.

Widownia podzielona jest na sektory - miejsca danego ugrupowania, a czwórka tancerzy wdzięczy się do "swojej" publiczności i usiłuje pozyskać sympatie innych "gratisami", w szeregu szalonych scen obnażając coraz bardziej kulisy "wielkiej" polityki. W blasku fleszy świetnie potrafią rozdzielać oficjalne sympatię i uśmiechy, a gdy nikt nie patrzy, uśmiechnięte twarze polityków nie przeszkadzają im reagować na bazie najniższych instynktów. Całość podana jest lekko, z dużą dozą humoru i ironii.

Ciekawy spektakl-instalację przygotowała Malgven Gerbes. Jej "Cartographie" jest próbą zamknięcia w ruchu przestrzeni związanej ze wspomnieniami tancerki, która nanosi kontury zdjęć na białą ścianę sceny i na podłodze. Pojawił się też głos za mniejszościami seksualnymi - grupa "Freaks", szwajcarskiego Pink Mama Theatre. Ten spektakl to suma ludzkich lęków, pragnień i faktycznych potrzeb (oraz dobrego tańca) w wykonaniu pięciu mężczyzn.

Festiwal zakończono mocnym akcentem. Krzysztof Leon Dziemaszkiewicz wspólnie z Anną Steller, jako jedyni trójmiejscy artyści, przygotowali premierę na Gdański Festiwal Tańca. "Strefa zagrożenia" Teatru Patrz Mi Na Usta, inspirowana "Zbombardowanymi" Sary Kane, okazała się najsilniej oddziałującym emocjonalnie spektaklem-performance. Dziemaszkiewicz i Steller stanęli przed publicznością i zaczęli niszczyć nożyczkami ubrania, które mieli na sobie. Zupełnie nadzy tańczyli na pełnym fizycznym kontakcie, ocierając się ciałami. Leon wszedł pod gumową podłogę sceny, później zaczął rąbać siekierą kanapę, na której siedziała Anna.

Kolejne sceny, o silnym gatunku emocjonalnym, praktycznie nie mają fabuły, są jednak silnie uteatralizowane. To przestrzeń wspólna, pozbawiona kompromisów, radykalna, momentami drastyczna, ale nie zamykająca się na nowe. Doskonale koresponduje to z całym festiwalem, podczas którego publiczność ma okazję zaznajomić się z innym wejrzeniem na taniec (choćby "Pas de deux" Raimunda Hoghe i Takashi Ueno czy produkcjami Horácio Macuácua Dance Company z Mozambiku). Bo GFT to przede wszystkim czas wymiany tanecznych doświadczeń. I w tym kontekście to bardzo wartościowa, choć ciesząca się dość wąskim środowiskowym zainteresowaniem, impreza.

Wyniki organizowanego podczas Gdańskiego Festiwalu Tańca konkursu Solo Dance Contest 2013:

Konkurs dla tancerzy, otwierający Gdański Festiwal Tańca 2013, obfitował w wiele emocji. Jury w składzie Ismael Ivo, Leszek Bzdyl, Martin Sonderkamp oraz Joanna Szymajda miało okazję obejrzeć 17 tancerzy z różnych zakątków Europy. Do finałowego starcia zakwalifikowano sześcioro tancerzy.

1. miejsce (po 1500 euro) ex aequo:
Zuzanna Kasprzyk
Michael Shapira

Bartosz Woszczyński
2. miejsce (1000 euro):
Dario Tortorelli
3. miejsce (500 euro):
Oleg Stepanov

Nagroda publiczności:
Milan Ujvari

Opinie (13)

  • Brawo organizatorzy! Brawo!!

    • 8 3

  • Festiwal był naprawdę spoko, ale artykuł nie jest napisany po polsku...

    • 13 1

  • "Cartographie" super

    Połączenie teatru z grafiką wykonywaną na żywo - rewelacja. Panie redaktorze proszę poprawić nazwisko artystki Malgven Gerbes.

    Odpowiedź redakcji:

    Dziękujemy za sugestię. Treść została poprawiona.

    • 2 1

  • A to ciekawe...

    " Leon wszedł pod gumową podłogę sceny, później zaczął rąbać siekierą kanapę, na której siedziała Anna. "
    Powalajace... Leon z siekiera to wizualizacja moich najczarniejszych wizji.

    • 10 0

  • Teatr tańca najgorszą formą kulturalną. (1)

    Do opery chętnie, Do teatru chętnie, ale jak widzę stado roztańczonych pajacy to mi niedobrze. Teatr tańca to najgorsza forma rozrywki. I to moje zdanie. Pozdrawiam!

    Ps. Do Wybrzeży i Wybrzeżaka kilka lat uczęszczałem - regularnie.

    • 10 9

    • Rozrywkę to masz pan, jak uczęszczasz do jakiegoś miejsca kultury, lecz nie po to, by z tą kulturą tam obcować, ale po to, by spotkać się ze znajomymi przy jakimś napoju, co samo w sobie może być interesujące, zależy od znajomych i swojego własnego poziomu.

      • 2 1

  • Oglądanie takiego tupania powoduje tylko zidiocenie. (1)

    • 5 4

    • ps

      ps. Powyższe dotyczy idiotów.

      • 0 0

  • (1)

    To co prezentują te osoby które nie sa tancerzami obniza poziom tanca w Gdansku doszczetnie a opisy porabanego tapczanu to chyba jakis zart???
    Ludzie przestancie tanczyc bo zepsujecie wszytsko czym taniec jest od 2000 tysiecy lat.
    Czy Gdansk nie stac na normalnych tancerzy z pasja i ciekawoscia swiata?

    • 4 1

    • Ale trudno jest żałować czegoś, czego się nie widziało.

      • 1 0

  • Taniec czy nie taniec? (1)

    Myśle, że kłótnia o zawłaszczenie sobie znaczenia słowa "taniec" nie ma sensu. Choć faktycznie trzeba by się zastanowić czy używanie słowa "taniec" w tym kontekście nie przynosi więcej złego niż dobrego. A szczególnie gdy mówimy o "teatrze tańca" bo co to jest w ogóle? Taniec czy teatr? A może ani jedno ani drugie. W rozdawanych programach swojej sztuki Pink Mama Theatre na przykład napisał, że to co pokazują nie jest w zasadzie ani tańcem ani teatrem - może czymś pomiędzy? ...a może czymś zupełnie innym? Jak sami piszą dążą co tworzenia w ten sposób form abstrakcyjnych wyzbytych z fabuły, pozbawionych w zasadzie akcji. To też czyni, że odbiór takich dzieł jest ileś razy trudniejszy niż typowego teatru "mówionego". Może też i dlatego idioci tłumnienie nie przybywają na takie imprezy. Może też dlatego jest tyle niechęci bo jak można nie twierdzić, że to pajace biegający po scenie jeśli nic więcej umysł tępy i ograniczony albo niewrażliwy nie potrafi z tego odczytać? A czytanie takich ruchów ciałem jest niemal jak słuchanie obcego języka mówionego albo języka migowego - wszystko na żywo, w dużym tempie a precyzyjne drobiazgi czasami zupełnie mogą odwracać znaczenia. Po za tym mi się słowo "taniec" raczej faktycznie nie kojarzy z niczym "wysokim" (może raczej z zespołami pieśni i tańca ludowego - co by tu ludowości nic nie ująć - lub z kursami tańca i tym wszystkim co za tym idzie a w takim kontekście przecież taniec jest niemal swoistą dyscypliną niemal sportową choć artystyczną). Opisując takie wytwory artystyczne jak na festiwalu chyba trzeba lepiej mówić o "ruchu scenicznym" czy o jakiejś sztuce wyrażania czegoś poprzez ciało. Tylko jak to nazwać? Być może zmiana nazwy bardzo korzystnie wpłynęła by na odbiór medialny - może po prostu taką nazwę trzeba wymyśleć i wprowadzić. A póki co każdy przez "taniec" rozumie co innego i chyba przez to tyle zdenerwowania (mam wrażenie największego tych, którzy za profesjonalistów jakiejś formy tańca się uważają czy z takiej działalności żyją). Inna sprawa, że faktycznie jedni tworzą dzieła wielkie a inni tylko bezmyślnie biegają po scenie (tu jakoś dziwnie na myśl przychodzi mi sztampowa nieodległa opera "weissowska" ze swoim bałtyckim teatrem tańca ?). A jeśli chodzi o festiwal to impreza super. Moje wskazania? Najbardziej pamiętne: Orobroy, Stop! (za twórcze i niezwykle ekspresyjne nawiązania do "psychologi ewolucyjnej" w wydaniu artystycznym i przypomnienie, że kolebka ludzkiego gatunku bierze swój początek z Afryki) i Somewhere, close (za pokazanie, że duża dawka ekstremalnej fizyczności czyli akrobatyka nie musi kojarzyć się jedynie ze sportem czy prymitywnym i tandetnym estetycznie cyrkiem). Generalnie nie oceniam technicznie "jak w sporcie" - po prostu liczy się ogólne wrażenie i tyle. Po za tym poziom może nie równy ale przecież to jest festiwal i każdy pokazuje co innego, czasami bardziej lub mniej udanego ale jednak oryginalnego. Jeszcze raz gratuluję organizatorom wspaniałej międzynarodowej imprezy na bardzo wysokim poziomie! Oby za rok było jeszcze lepiej.

    • 2 0

    • Ciało psa, twarz świni i ...umysł redaktora

      "Pojawił się też głos za mniejszościami seksualnymi - grupa "Freaks", szwajcarskiego Pink Mama Theatre." - znowu wtopa redaktorska bo to raczej zupełnie nie prawda, po pierwsze ten zespół jest tak szwajcarski jak tylżycki jest ser robiony dajmy na to w Poznaniu. Po drugie nie bardzo wiem o jakie mniejszości seksualne redaktorowi tu chodzi bo spektakl dyskutował tu raczej kwestie "gender" w ogólności a nie w kontekście jakichś tam mniejszości (bardziej nawiązywał do zagadnienia tożsamości płciowej, akceptacji siebie i swojego ciała i relacji w tym kontekście z otoczeniem) a więc mniejszości tu faktycznie nie były większością. Marek Wieczorek w roli Pandory ciekawy bo rzadko się widuje by aktorowi męskiemu tak udanie udało się wcielić w rolę kobiecą a raczej w pewną formę kobiecości. Po za tym pare chwytów jako żywo przypominających niedawne spektakle w Teatrze Wybrzeże: chłopca z kaczką widzieliśmy na Lubiewie, o kulach kuśtykał Dawid Ogrodnik na Nietoperzu, w szpilkach biega ciągle po scenie queerowy Piotr Biedroń w "Życie jest snem" a co do psa jaki widzimy na zdjęciach do Freaks to kojarzy się to z Pawiem Królowej Masłowskiej, która tako rzecze "posłuchajcie o brzydkiej dziewczynie, która miała ciało psa i twarz świni...". No to tyle. Kto nie widział albo widział i nic nie skumał - niech żałuje.

      • 2 0

  • Szersze spojrzenie na taniec należy odróżniać od spojrzenia węższego

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Autostopem przez apokalipsę. Recenzja filmu "Greenland"
Recenzja filmu "Greenland"

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

Sprawdź się

Jakie wydarzenie artystyczne zainaugurowało działanie Ergo Areny na granicy Gdańska i Sopotu?