Po premierze "Cyrulika sewilskiego" Opery Bałtyckiej

Cyrulik Sewilski - próba:

Kilkuminutową owacją na stojąco zakończyła się w piątkowy wieczór premiera "Cyrulika sewilskiego" - jednej z najsłynniejszych oper Gioacchina Rossiniego w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Kierownictwo muzyczne nad dziełem objął Maestro José Maria Florêncio, a reżyserii podjął się Paweł Szkotak. Wydawać by się mogło, że w tak znakomitym gronie sukces jest gwarantowany...



I faktycznie wiele osób i czynników na ten sukces pracowało. Przyciąga już oczywiście sam tytuł - można powiedzieć, że to wręcz operowy szlagier. "Cyrulik sewilski" należy wszak do czołówki najpopularniejszych oper świata i jest jednym z najczęściej wystawianych dzieł tego gatunku.

Ta włoska opera buffa napisana w dwóch aktach w 1816 roku miała swoją prapremierę w rzymskim Teatro Argentina. Libretto, napisane przez Cesarego Sterbiniego, oparte jest na znanej sztuce teatralnej Pierre'a Beaumarchais'go pod tym samym tytułem. Od tamtej pory "Cyrulika..." wystawia się rokrocznie na największych scenach operowych całego świata. Warto tu przypomnieć, że "Cyrulik..." pojawił się już na deskach gdańskiej opery w 1999 roku w reżyserii Zbigniewa Marka Hassa.

Dzieło to, zaliczane do oper komicznych, zawdzięcza swą sławę pełnemu humoru librettu, zawierającemu szybkie tempo akcji, a w połączeniu z piękną, choć prostą muzyką, pełną wspaniałych arii, które dają możliwość wykazania się śpiewającym aktorom, stanowią wybitną całość, tak chętnie podejmowaną w realizacji przez twórców na całym świecie. Cóż jednak jest tak pociągającego poza tym w dziele Rossiniego, że sięgają po niego wciąż kolejni twórcy? Jaki jest współczesny klucz interpretacyjny do odczytania tej opery?

Edyta Piasecka - Rozyna oraz Dariusz Machej - Don Bartolo w "Cyruliku sewilskim" Opery Bałtyckiej w reż. P. Szkotaka.
Edyta Piasecka - Rozyna oraz Dariusz Machej - Don Bartolo w "Cyruliku sewilskim" Opery Bałtyckiej w reż. P. Szkotaka. fot. Krzysztof Mystkowski KFP
Szczerze mówiąc, zawsze można zadawać sobie pytanie, po co realizować po raz kolejny tak często grany tytuł, ale to tak samo, jakby pytać o to, po co wystawiać po raz wtóry np. "Komedię omyłek" Szekspira czy inne dzieła tego twórcy. Odpowiedź zawsze jest taka sama: poza chęcią zmierzenia się z wielkim dziełem, artystom powinna przyświecać chęć przynajmniej próby nowego odczytania albo nadania dziełu jakiejś ciekawej interpretacji. Czy tak się stało w przypadku gdańskiego "Cyrulika"? Jaki pomysł znalazł na niego reżyser?

Zobacz też: Paweł Szkotak: 'Cyrulik sewilski' współcześnie w amerykańskim Nowym Meksyku

Paweł Szkotak trójmiejskim widzom znany jest z realizacji "Sądu ostatecznego", którego reżyserii podjął się rok temu także w Operze Bałtyckiej. Twórca ten jest aktorem, reżyserem, psychologiem, a także założycielem i dyrektorem słynnego poznańskiego Teatru Biuro Podróży, laureatem wielu nagród (w tym Złotego Krzyża Zasługi), był również dyrektorem Teatru Polskiego w Poznaniu (w latach 2003-2015). Od jakiegoś czasu reżyseruje także w operze. Realizował swoje spektakle m.in w Teatrze Wielkim w  Łodzi, Gliwickim Teatrze Muzycznym w Gliwicach oraz w Teatrze Wielkim w Poznaniu.

Zobacz naszą recenzję z "Sądu ostatecznego".


Mówię o tym nie bez kozery, ponieważ od artysty tego pokroju, z jego doświadczeniem i wiedzą, wymagać można więcej niż od zkogoś mniej doświadczonego. Reżyser w przypadku "Cyrulika..." zdecydował się na przeniesienie akcji sztuki do współczesności, a dokładnie do Nowego Meksyku - stanu na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, o czym informuje nas nie tylko wyświetlany w tle scenografii na projekcji napis, ale i wcześniej wprowadza do tego zamysłu plakat do spektaklu z kaktusem zamiast głowy u tytułowego bohatera. Swoją drogą, plakat przyciąga uwagę, choć jest w moim odczuciu plastycznie nieudany.

Dlaczego akcja przenosi się za ocean? Reżyser tłumaczy to tym, że bohaterowie zaczerpnięci są z commedii dell'arte, dziś już mało znanej, więc zarówno postaci, jak i rodzaj komizmu sytuacyjnego mogłyby być nieczytelne dla współczesnego widza. Dlatego też szukał on odpowiednika, który byłby jasny i zrozumiały dla wszystkich, i tym samym wpadł na to, by skorzystać z postaci najpotężniejszego polityka świata, czyli Donalda Trumpa - na niego właśnie został wystylizowany jeden z bohaterów, czyli Don Bartolo (grany z dużym powodzeniem przez Dariusza Macheja).

Pomysł wydaje się z jednej strony oryginalny, zwłaszcza że Bartolo Macheja jest dopracowany w każdym szczególe: zadbano zarówno o kwestie wyglądu (brawa dla charakteryzacji - peruka z grzywką, opalenizna), kostiumów (garnitur z zza długim czerwonym krawatem, strój do golfa czy przykrótki szlafroczek), jak i gry aktorskiej (stylizowane, charakterystyczne dla polityka gesty) oraz partii śpiewanych - Bartolo pokazany jest jako najbardziej komiczna postać, więc aktor żongluje głosem, od tonów niskich po wysokie, nie ogranicza się jedynie do basu, pozwala sobie również na różne wygłupy, co rzecz jasna zyskuje aplauz publiczności.

Osobiście jednak uważam, że było tego za dużo, pewne żarty były niesmaczne, a inne po prostu szyte zbyt grubymi nićmi. Ponadto dowcip jest śmieszny, gdy go słyszymy po raz pierwszy, a gdy ponownie jest wypowiadany, traci na sile i o tym zdaje się zapomnieli twórcy "Cyrulika" przy budowaniu postaci Bartola. Zbyt duża dosłowność, dosadność i dopowiedzenia, brak miejsca na własną interpretację widza oraz niewiara w jego inteligencję zgubiły twórców, którzy chyba zbyt uwierzyli w to, że spektakl można zbudować na jednej postaci.

Właśnie na tym polega problem, że nie jest to możliwe. Nie da się stworzyć całego świata na jednym elemencie czy nawet wokół niego, jeśli nie niesie to za sobą poza komizmem większego sensu. A w tym przypadku tak niestety jest. Bartolo-Trump oczywiście może być symbolem współczesnego mężczyzny, który posiada władzę i pieniądze, jednak Nowy Meksyk jako metafora świata, gdzie rządzi amerykański blichtr, szowinizm i pieniądze nie wydaje się celna. To trochę tak, jakby powiedzieć, że nasz świat wygląda dokładnie tak, jak w serialu "Świat według Kiepskich" - oczywiście poniekąd tak jest, ale nie do końca. Fragment świata tak, ale nie jego całość.

Dlatego właśnie "Cerulika sewilskiego" nie można nazwać sukcesem, bo interpretacyjnie jest zbyt płaski. Po prostu pokazuje nam pewien fragment zamiast całości, nawet się nie sili, by pogłębić ten obraz. Zatrzymuje się na powierzchni i nie wnika głębiej. Co gorsza, trudno odnaleźć również choćby cień krytyki tego ukazanego świata. Ponadto dosłowność zabija nawet najlepsze dzieła - w tym przypadku mnożą się te dopowiedzenia w kolejnych scenach, jakby reżyser nie chciał zachęcić publiczności do wysiłku intelektualnego. Najgorsza jest chyba scena, gdy panie lekkich obyczajów pojawiają się w jeżdżących różowych klatkach - zupełnie nie wiem, po co, skoro wcześniejsze dwuznaczności były już i tak jednoznaczne.

Reżyser co prawda zapowiadał, że weźmie pod uwagę w realizacji "pojawiający się feminizm w debacie społecznej" - ubolewam, że tego nie dostrzegłam - w żadnej ze scen nie widziałam ani krzty feminizmu, wręcz przeciwnie - pokazany został świat, którym rządzą w stu procentach mężczyźni (choćby patrząc na ich przewagę liczebną), gdzie kobiety pełnią jedynie role żon lub dwuznaczne role protegowanych czy pokojówek.

Jest raczej za to szowinizmu co niemiara - kobieta (Rozyna, w tej roli Edyta Piasecka) przechodzi z rąk do rąk, jest tylko księżniczką zamkniętą pod kluczem w swej "wieży" (balkonik jako okno na świat), molestowana wciąż przez swego "opiekuna", a w kusej spódniczce i kozaczkach, z długimi blond włosami może faktycznie uosabiać pewien rodzaj współczesnych kobiet, ale raczej nie feministek...

Niestety, scenograficznie willa w Nowym Meksyku, która miała symbolizować ten wielki świat, nie udźwignęła ciężaru gatunkowego. Scenografia (za dekoracje i kostiumy odpowiada Anna Chadaj) pozostawia wiele do życzenia. Są co prawda sztuczne palmy, jest fikuśne ogrodzenie, wystylizowany na nowobogacki salonik, a nawet białe posągowe figury psów, a także pokaźny żyrandol, ale całość pozostawia niedosyt. Dekoracje - najogólniej mówiąc - powstały w stylu eklektycznym, podobnie zresztą jak widowisko.

Dobrym pomysłem była otwarta zmiana scenografii - choć i tutaj, jakby zachowawczo - zatrzymano się w pół kroku. Dekoracje zmieniają się przy otwartej kurtynie, ale z opuszczonym "tiulowym" ekranem - coś widać, ale nie do końca. Choreograficznie za to panowie wynoszący dywany i wyrywający drzewo dostają zasłużone brawa. Koncepcja, by włączyć to w akcję, była ciekawa, jednak szkoda, że niekonsekwentnie przeprowadzona.

Największe wrażenie robi zaś wejście Figara - a dokładnie jego wjazd różowym cadillakiem. I wcale nie dlatego, że wóz prezentuje się całkiem okazale, choć oczywiście robi wrażenie, mimo że ten zabieg już w teatrze się opatrzył (podobnie jak otwarte zmiany dekoracji). W tym przypadku chodzi o rolę Łukasza Motkowicza jako Figara. W mojej opinii Figaro jako ni to raper, ni to dresiarz, ni to mafioso, ni to alfons - jest rewelacyjny i bardzo autentyczny.

Motkowicz chyba jako jedyny w zespole odnalazł się w swojej roli perfekcyjnie. Widać, że sprawia mu przyjemność taka stylizacja i nie wyczuwa się w niej fałszu. Jednocześnie zadziwiająco pasuje do tradycji Figara i wokalnie - mimo "raperskiego" chodu - daje sobie świetnie radę. Wielkie brawa.

Jeśli chodzi o muzyczną stronę widowiska, to trzeba przyznać, że jest to największy jego atut. Śpiewacy-aktorzy, zarówno soliści, jak i chór, prezentują się wspaniale. W głównych partiach słyszymy, poza wspomnianymi wyżej aktorami, Dawida Kwiecińskiego jako Hrabiego Almaviva, Piotra Nowackiego jako Don Basilio, Jana Szurgota jako Fiorello, Marzannę Rudnicką w roli Berty (choć bardzo słabo wypadła solowa partia, jakby aktorka nie czuła tej roli "ponętnej" pokojówki) oraz Leszek Kruk jako Ambroży.

Chapeau bas dla muzyków pod kierownictwem José Maria Florêncio - opera wybrzmiała naprawdę dobrze, zagrana została, zgodnie z zapowiedzią, w całości, bez skrótów, w odpowiednim tempie i dawała solistom możliwość pokazania swoich możliwości. Mimo że niektóre fragmenty muzyczne zagłuszały solistów, to i tak świetnie wypadły w większości i partie solowe, i duety, i partie zbiorowe. Dało się poczuć moc orkiestry, co nie zdarza się zbyt często.

Opinie (90) 6 zablokowanych

  • Kilkunasto -minutowa owacja publiczności (8)

    Reszta rzecz gustu pani nowej recenzentki. Publiczność piała z zachwytu.

    • 13 23

    • Średnio (2)

      Inscenizacyjne dno, albo jeszcze niżej. Śpiew, orkiestra - OK. W sumie: Nie piałem z zachwytu.

      • 14 11

      • Precyzyjniej-inscenizacyjna bieda.

        • 11 7

      • Mniej niż średnio.

        Śpiew? Kto - poza Rozyną - śpiewał w tym spektaklu?

        • 2 2

    • Niepiejący (1)

      Bez przesady:) nie słyszałem, żeby ktoś piał z zachwytu. Owacja trwała jakieś 5 minut. Patrzyłem, mierzyłem:) Byłem, widziałem i słyszałem. A nawet tego pana na Z.,który bezczelnie podnosił gestem (nieznoszącym sprzeciwu) publikę za sobą też widziałem:) To dopiero była przesada. I autentyczny brak kultury, choć pan od kultury.

      • 11 6

      • Spojrzałem na to zdjęcie pod tytułem i myślałem ,że to fotka Trumpa z pobytu w Gdańsku.

        • 8 1

    • gdańscy nowi mieszczanie i ich gusty

      • 5 1

    • pustynia

      • 1 2

    • "Publiczność piała z zachwytu"

      kukuuuuuuuuuryku !!!!!!!!!!!!!!!!!

      • 1 1

  • Do recenzentki (3)

    Droga Pani

    Calkowicie pominela Pani jak zaspiewali solisci. Opera to przede wszystkim bel canto, potem orkiestra, gra aktorska, scenografia i cala reszta. Taka tj kolejnosc. Jesli sie tego nuw wie, po co pisac o czyms czego sie nie wie, nie rozumie, badz nawet sie nie chce poznac.

    • 27 12

    • Tak jest...

      .....chociaż czego możemy wymagać od Pani, która o operze wie tyle, co ja o współczesnych celebrytach z tewuenu. Poziom solistów i orkiestry w OB jest taki jakie są w Gdańsku finanse. Czyli bardzo średnie. Ale cieszmy się, że jeszcze jeszcze coś jest w OB.
      Cieszmy się, że na naszej stronie trójmiasto.pl Pani napisała o Operze. Dziękujemy mimo wszystko i za wszystko Redaktorom piszacym o tym co najpiękniejsze .

      • 3 14

    • (1)

      Opera jest od czasów Wagnera uważana za syntezę sztuk. Nie tylko muzyką, nie ma ważniejszych i mniej ważnych elementów. Szkotak zresztą sam się o tym tak wypowiadał: opera jest dla mnie syntezą sztuk. I dokładnie tak ją sam potraktował.

      • 9 1

      • Od czasówWagnera??? :D

        • 1 1

  • wreszcie recenzja, a nie relacja. (3)

    Nie byłem jeszcze na tym przedstawieniu, ale wiem jedno - nareszcie ktoś odważył się napisać recenzję. Jest to oczywiście subiektywna, ale jednak konkretna opinia na temat spektaklu. Można się z nią nie zgadzać, ale trzeba przyznać, że P. Raczek nie powiela informacji biograficznych o wykonawcach, tylko wyraża swoje zdanie. Nareszcie ktoś w Gdańsku (od czasów Wandy Obniskiej) napisał recenzję !!!! Już tylko za to BRAWO !!!!

    • 36 15

    • Lepiej milczec (1)

      Lepiej milczeć, niż pisać brednie.

      • 9 5

      • To proszę pomilczeć:)

        • 10 2

    • szkoda że napisała recenzje z wszystkiego oprócz warstwy muzycznej. W tym ograniczyła się do wymienienia solistów i napisania jak aktorsko wypadł Pan Łukasz Motkowicz oraz że rola Pani Edyty Piaseckiej nie jest feministyczna . . . . . myślałem że gorzej od rudzińskiego pisać nie można :-(((

      • 5 4

  • Muzyka jest zbędna.

    • 0 12

  • Polecam (14)

    Polecam wszystkim Operę Bałtycką to artyści na najwyższym światowym poziomie, a my nie potrafimy ich docenić. We wrześniu byliśmy na Traviacie w Operze Wiedeńskiej ,a potem tak dla przekory pojechaliśmy do Gdańska . No i jak myślicie , które wykonanie zrobiło na nas większe wrażenie ? Gdańska ! Scenografia ,reżyseria i przede wszystkim wykonanie przyprawiało o dreszcze ! Karina Skrzeszewska w roli Violetty po prostu zachwyca i trudno się dziwić Alfredowi ,że ją pokochał ! Łukasz Załeski w roli Alfreda powala głosem ,ale podobał się mojej żonie... Chór w cygankach porywał tak ,że chciało sie wejść na scenę , a widzowie siedzieli nieruchomo ... Japończycy w Wiedniu wstawali i klaskali ,a u nas byłby chyba orgazm . Jedyne czego mi brakowało u nas to właśnie spontanicznych reakcji publiczności i kwiatów dla solistki... oraz telebimu przed operą jak w Austrii . Tam ludzie siedzą sobie na ławeczkach i jak ich nie stać lub nie chcą to oglądają na zewnątrz i też jest fajnie. A kiedyś kupią bilet i wejdą do środka ! Kochani nie bójcie się opery i spróbujcie ! Nie musimy jeździć do Wiednia - możemy jeździć i się nie wstydzić !

    • 33 12

    • Tak (1)

      Opera Narodowa w Wiedniu to najcudowniejsze miejsce, w którym byłam. We Wrocławiu bardzo kiepska. My może w Gdańsku doczekamy się gmachu na miarę współczesności. Oby...

      • 13 1

      • Najważniejszy jest architekt, ale w Gdańsku to już przesądzone, projekt dostanie Kozikowski.

        • 1 0

    • (8)

      Miły jest taki lokalny patriotyzm, ale nieco naiwny i wprowadzający w błąd. Parę tygodni temu też byłem w Wiedniu, ale na trzech operach, potem byłem na dwóch operach w Dortmundzie, wcześniej na kilku festiwalach we Włoszech i Niemczech. Niestety nasza opera w Gdańsku odstaje mocno od oper europejskich, czemu nie należy się dziwić, bo opera to niestety pieniądze. Pieniądze od sponsorów, od państwa , od gminy, ale i z biletów. W dobrej operze, dobre miejsce kosztuje około 800 do 1200 zł i nie musi to być miejsce najlepsze np w Covent Garden jeden bilet w loży kosztuje 700 funtów a w Baden Baden w ogóle nie jest do kupienia bo otrzymują go sponsorzy. Jedyna w Polsce operą na wysokim poziomie, światowym poziomie, to nasza Opera Narodowa w Warszawie. Porównywanie opery Wiedeńskiej, jedną z najlepszych na świecie, z naszą operą jest kompletnym nieporozumieniem i naiwnością. Przemawia za tym wiele argumentów, ale choćby jeden, jak mocny musi być głos by zabrzmiał w sali która jest kubaturowo wielokrotnie większa od naszej opery. Cyrulik Sewilski ogólnie mi się podobał, zwłaszcza cała kompozycja, pomysł z Nowym Meksykiem i z Trampem. Trudno wymyślić coś ciekawego gdy opera miała kilkadziesiąt tysięcy inscenizacji. Głosy na miarę naszej opery, nie powalały, ale też nie raziły, aczkolwiek Dawid Kwieciński jako Hrabia Almaviva moim zdaniem w pierwszy akcie miał nie rozgrzany głos by móc śpiewać na scenie.

      • 9 2

      • Buahahahahahahahahahahahahahahaha

        800-1200 chyba denominacją

        • 0 3

      • Tak?????? (1)

        Negatywną postać doktora przyrównywac do Pana Prezydenta jest nietaktowne łagodnie rzecz ujmując. Cała scenografia to istny kicz. Tragedia i żenada. Natomiast Pani Edyta Piasecka i Pan Dariusz Machej są wspaniali, ale to wiemy nie od dzisiaj. W Gdańsku jest tak mało sztuki, to niech w operze ta Prawdziwa Sztuka zostanie a nie jakiś nowy Meksyk i naśmiewanie się z Pana Prezydenta. Wystarczy, że robi to już lewica niemiecka i polska na czele z gazeta.pl

        • 3 7

        • Myślisz, że projektujący scenografię nie mają poczucia gustu i nie dostrzegają kiczu? Jeżeli mają, a mimo to kicz pojawia się na scenie - jest w tym jakiś cel. Zadanie dla widza: zinterpretować po co pojawił się kicz, a nie trwanie w poczuciu interpretacyjnego święta, bo dostrzegło się kicz w "Cyruliku..." Szkotaka...

          • 2 0

      • Ciągle wydaje mi się, że o jakości wykonania decyduje szata. (4)

        Ta sama opera wykonana w pięknym wnętrzu będzie pozwalać, a w starej ujeżdżalni już nie. Kiedyś Joshua Bell dał koncert na dworcu - ponieważ był za darmo nie wzbudził zainteresowania
        O przewrotna publiczności....

        • 1 0

        • Opera (3)

          Scenografia, wystrój wnętrza, kostiumy są ważne, kluczowe z szacunku do Muzyki. Tak jak na ślub nie idzie się w dresie, do pracy w stroju kąpielowym. Opera to Teatr, to też elegancja. J. Bell może sobie grać nawet pod mostem przy SKM Orłowo. To jego sprawa.

          • 2 2

          • (2)

            Czyli jednak szata zdobi - co za małostkowość

            • 0 1

            • Tak? (1)

              Z szacunku dla drugiego człowieka. Chyba, że ty chodzisz po dworze na golasa

              • 0 0

              • Chodzi o skromną szatę. W czystej i "że starszego brata" najpiękniejsze arie będą miałkie.

                Innego piękna nie jest Pan w stanie dostrzec

                • 0 0

    • Niewiele słyszałeś,niewiele widziałeś. Dlatego jesteś usprawiedliwiony Radziu.

      • 3 2

    • To czemu nie przyniosłeś kwiatów a masz pretensje do innych?

      • 0 0

    • Tak?????

      Porównywanie naszej biednej choć kochanej Opery Bałtyckiej z Narodową Operą Wiedeńską jest co najmniej nietaktowme

      • 11 0

  • Opinia Pani autorki w swej istocie mocno subiektywna jednocześnie jeszcze mocniej niekompetentna, wręcz żenująca.

    • 22 19

  • Pani recenzentko, proszę się nauczyć poprawnej odmiany słowa "libretto". To elementarz. (3)

    • 19 3

    • Panie Czepialski może coś merytorycznie.

      • 2 3

    • czyli jakiej?

      • 0 3

    • hę?

      libret•to -et•ta, -et•cie; -ett (skrót: libr.) SJP

      • 5 0

  • słaba recenzja (4)

    Cóz, czytając recenzję pani Raczek, czuję zażenowanie brakiem wiedzy, kompetencji. Krytykanctwo i tyle - nic dodać nic ująć. A ja byłam na I i II premierze. Wyszłam zachwycona! Wszystkie gagi aktorskie były świetne, przemyślane i wcale nie było ich za dużo. Tyle co potrzeba! Śpiewacy świetni, wielkie osobowości wokalne i aktorskie. Gdyby było tak jak pani to opisuje, publiczność nie zareagowalaby tak spontanicznie, owacyjnie!!! Musi się pani jeszcze wiele uczyć, a przede wszystkim nabrac pokory do sztuki!!

    • 25 16

    • Do sztuki jak do kościoła tylko na kolanach!

      • 6 1

    • taaaak bardzo spontanicznie

      Warto pójść dla muzyki i wykonania wokalnego reszta to wielka żenada. Propozycja aby zapraszać jak najwięcej osób nie widomych - będą zachwyceni

      • 0 5

    • (1)

      Pokory do sztuki? No cóż. PiS przeniknął do Gdańska " tylko ja wiem co jest dobre dla narodu i każdy kto myśli inaczej na stos" To jest chore. Człowieku opamiętaj się i daj ludziom mieć swoje zdanie.

      • 2 1

      • Tak????

        Raczej post sowiecka PO.

        • 3 3

  • Cyrulik Sewilski to niewątpliwie arcydzieło Rossiniego (1)

    Na pytanie -droga Pani Redaktor - po co po raz kolejny grać "Cyrulika Sewilskiego" odpowiadam -dlatego by podziwiać to właśnie arcydzieło .
    Od kiedy w Operze Bałtyckiej zobaczyłem na przedstawieniu "Czarodziejskiego fletu " W.A.Mozarta prosektorium do którego dopisano jakąś idiotyczną wprost ideologię nie odwiedzam tego przybytku.
    Radzę Szanownej Pani................................. uczynić podobnie.
    Skąd się biorą pomysły na wystawianie oper w idiotycznej wersji współczesnej ? Z kaktusa Szanowna Pani , z... kaktusa. Łączę pozdrowienia

    • 13 7

    • Skąd się biorą pomysły na wystawianie oper w idiotycznej wersji współczesnej ?

      Z biedy. Kostiumy i scenografia z epoki kosztują, a w wersji współczesnej można grać w starych dżinsach.

      • 11 1

  • cyrulik sewilski (5)

    Brawo p. Raczek, zgadzam się z Panią na 1000% . Od wyrobionych bywalców Opery nie spodziewałam się takiej krytyki Pani recenzji. Byłam w sobotę,inna odsada?
    Figaro doskonały, Almaviva....zmilczę.
    Dziś inaczej robi się przedstawienia,ale różowy cadilac, kubły na śmieci,panieneczki w peruczkach,
    żarty rodem z karczmy - kicz i żenada. Przedstawienie skierowane - do kogo? Do miłośników
    Opery? Doświadczony PAN reżyser może winien zająć się objazdowym teatrem kukiełek 300 lat
    temu, wtedy te żarty byłyby odpowiednie.
    Szkoda. Poza tym muzycznie super

    • 23 10

    • (3)

      Chyba inna obsada faktycznie. Czy szanowna opera mogłaby podawać obsady na stronie w repertuarze skoro są dwie różne? Spektakl dla każdego czyli dla nikogo - ale miłośnicy opery posłuchają muzyki przynajmniej.

      • 2 3

      • Na stronie opery są podawane obsady na każdy spektakl. Może niektórzy mają problem z szukaniem informacji na stronie?

        • 4 0

      • Opera podaje obsady, miej pretensje do pani recenzentki i portalu że tego nie podaje

        • 3 0

      • Są obsady na stronie

        • 3 0

    • Opinia tzw recenzja Amatorka...totalna..
      Jeśli wg Pani Rossini to prosta muzyka..nie mam o czym rozmawiać..śpiewacy operowi to aktorzy..bez komentarza

      • 5 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Który znany polski pisarz zamieszkał niedawno w Brzeźnie?

 

Najczęściej czytane