• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Dobre chęci to za mało. O "Sądzie Ostatecznym" w Operze Bałtyckiej

Łukasz Rudziński
9 listopada 2017 (artykuł sprzed 4 lat) 
Opinie (100)

"Sąd Ostateczny" Krzysztofa Knittla muzycznie i inscenizacyjnie jest godnym uwagi eksperymentem.

Próba stworzenia dzieła operowego od podstaw (zamówienie kompozytorskie), które będzie promować Gdańsk, jest godna uznania i warta kontynuacji. Niestety, "Sąd Ostateczny" czyli trzecia produkcja cyklu "Opera Gedanensis", cierpi na chorobę poprzednich oper z tej serii - znacznie przerastającą słabe libretto muzykę, popartą tym razem szeregiem niekonsekwencji reżyserskich.



Nim wybrzmiały pierwsze dźwięki opery Krzysztofa Knittla widzowie premierowego przedstawienia "Sądu Ostatecznego" stali się świadkami strajku pracowników Opery Bałtyckiej. Pracownicy Opery już przy wejściu rozdawali kartki z informacją o proteście w formie 15-minutowego opóźnienia rozpoczęcia spektaklu od momentu wyciemnienia widowni. Z każdym kolejnym przedstawieniem czas ten, wedle ich deklaracji, będzie wydłużał się o kolejne pięć minut, więc w czwartek 9 listopada widzów czeka 20-minutowe oczekiwanie na przedstawienie, zaś widzów ostatniego tegorocznego pokazu - w niedzielę 12 listopada - aż 35-minutowe opóźnienie.

Zmierzenie się z obrazem-arcydziełem Hansa Memlinga i symbolem Gdańska powierzono duetowi Krzysztof Knittel - Mirosław Bujko. Pierwszy stworzył bogatą brzmieniowo, pełną muzycznych odniesień do poszczególnych epok, w których rozgrywana jest akcja, muzykę. Drugi przygotował libretto składające się z dwóch, bardzo różniących się od siebie aktów, ukazujących fikcyjną genezę powstania "Sądu Ostatecznego" (akt I) i oparte na faktach losy obrazu - obiektu pożądania wielu wpływowych ludzi, pragnących mieć dzieło Memlinga u siebie (akt II).

Spektakl udanie łączy sacurm i profanum, co reżyser podkreśla m.in. grą z motywem złotej kuli, trzymanej pod stopami przywódców z różnych epok. Spektakl udanie łączy sacurm i profanum, co reżyser podkreśla m.in. grą z motywem złotej kuli, trzymanej pod stopami przywódców z różnych epok.
Opera współczesna cieszy się wielką różnorodnością formy i swobodą twórczą. Krzysztof Knittel chętnie z tego korzysta, zanurzając swoje dzieło w muzyce najnowszej. Klimat budują brzmienia elektroniczne puszczone z taśmy, w które wkomponowano Orkiestrę Opery Bałtyckiej, rozbudowaną o efektowne partie perkusyjne, instrumenty klawiszowe i gitarę elektryczną. Połączenie muzyki klasycznej z brzmieniami elektronicznymi pozwala zbudować operę wyraźnie inspirowaną realiami poszczególnych epok (usłyszymy m.in. średniowieczne chorały, muzykę renesansu, baroku, klasycyzmu - m.in. fragmenty "Marsylianki", aż po rockowe brzmienia pod koniec dzieła). Efektem jest urozmaicona i udana muzycznie opera, kompozycyjnie spójna i zaskakująco przystępna w odbiorze.

Z kolei librecista Mirosław Bujko dołożył do muzyki literacką opowieść, składającą się z dwóch niemal nieprzystających do siebie części. W pierwszej towarzyszymy załamanemu po powrocie z wojny Memlingowi, który nie wie co zrobić, by odkupić winy. Przystaje więc na propozycję ojca Arago, by wrócić do malowania i korzysta z propozycji bankiera Portinariego, który proponuje mu namalowanie obrazu religijnego, ufundowanego przez bogatą Katarzynę Tanagli. Malarz coraz bardziej uzależniony od tej dwójki traci kontrolę nad swoim dziełem. W drugim akcie obserwujemy już wędrówkę obrazu - od jego zagrabienia przez kapra Paula Benecke, przez próbę zdobycia go przez cara Piotra I, cesarza niemieckiego Fryderyka III, Napoleona Bonaparte, Adolfa Hitlera i Stalina - niekiedy pojawiających się na scenie osobiście, niekiedy usiłujących przejąć dzieło przez pośredników.

Inteligentnie w tkankę spektaklu wkomponowano Balet Opery Bałtyckiej. Na zdjęciu Filip Michalak w roli pilnującego obrazu diabła/fatum. Inteligentnie w tkankę spektaklu wkomponowano Balet Opery Bałtyckiej. Na zdjęciu Filip Michalak w roli pilnującego obrazu diabła/fatum.
O ile zamysł libretta jest oryginalny i ciekawy, o tyle jego wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Podstawowym problemem jest niedopasowanie partii solowych do instrumentalnych oraz niemiłosiernie rozwleczone konstrukcje językowe, które zarówno w śpiewie, jak i w melorecytacji wypadają sztucznie, uniemożliwiając solistom zaprezentowanie pełni swojego potencjału. Przegadane libretto utrudnia śpiew, który niektórzy soliści starają się uzupełniać szerokimi operowymi gestami i pełną patosu grą aktorską.

Najbardziej poszkodowany jest kreujący główną partię pierwszego aktu, Hansa Memlinga, Robert Gierlach, obdarzony pięknym barytonem, bezradnie usiłujący przykryć braki libretta aktorską emfazą. Nie ma możliwości do zaprezentowania swoich nieprzeciętnych możliwości wokalnych sopranistka Anna Mikołajczyk (świetna Marie Curie z "Madame Curie", pierwszej opery gdańskiego cyklu). Rola Katarzyny Tanagli to rola lalki w efektownej purpurowej sukni. Nieco więcej przestrzeni (tyle, że aktorskiej) Mikołajczyk ma w drugim akcie w roli Barona Denon.

Interesujące, niekiedy bardzo efektowne kostiumy przygotowała Anna Chadaj. Interesujące, niekiedy bardzo efektowne kostiumy przygotowała Anna Chadaj.
Najlepiej z grona solistów wypada kontratenor Jan Jakub Monowid, czyli demoniczny Portinari - przebiegły, odpychający, a jednocześnie intrygujący, co dobrze podkreślono tembrem głosu. Zestaw głównych partii uzupełnia bas Piotra Lempy, grającego Ojca Arago. W akcie drugim podziwiamy bohaterów pojedynczych scen, które również nie dają śpiewakom szans na rozwinięcie skrzydeł i skazane są na dominujący w tej części opery (nie zawsze fortunnie) groteskowo-komediowy sznyt.

Mocnym punktem spektaklu jest scenografia Damiana Styrny. W pierwszej części artystom na scenie towarzyszą ruchome konstrukcje, efektowne podświetlone i stanowiące tło projekcji przygotowanych przez Eliasza Styrnę (te zyskują za każdym razem, gdy twórcy uciekają od dosłowności i prezentowania fragmentów obrazu). W drugim akcie w centralnym punkcie jest globus nawiązujący wprost do umieszczonej na "Sądzie Ostatecznym" Memlinga złotej kuli. Jednak to nie Jezus Chrystus (jak na obrazie Memlinga), a możni tego świata mają go pod nogami.

Właśnie połączenie sacrum i profanum w drugim i trzecim planie udaje się reżyserowi Pawłowi Szkotakowi najlepiej. Towarzystwo przy złotej kuli pije wódkę, gra w karty, płynnie zamieniając się miejscami zgodnie z kolejami losów obrazu. Świetnym motywem jest też "zdjęty" wprost z dzieła Memlinga służący w akcie pierwszym (tancerz baletu Ruaidhri Maguire). W drugim akcie bohaterów z kolei konsekwentnie kompromituje brak spodni.

Pracownicy Opery Bałtyckiej już przy wejściu rozdawali ulotki z informacją, którą później powtórzył dyrektor i przedstawiciele związków zawodowych. Pracownicy Opery Bałtyckiej już przy wejściu rozdawali ulotki z informacją, którą później powtórzył dyrektor i przedstawiciele związków zawodowych.
Gra z konwencją obrazu, miniaturyzacja (karaka Peter von Danczk), czy jawny kicz niektórych scen bawią, ale tylko do czasu. Repertuar pomysłów inscenizacyjnych szybko się reżyserowi wyczerpuje, więc zaczyna je powtarzać (np. kolejny ożywiony po służącym portret z "Sądu Ostatecznego" - Archanioł Gabriel we wspaniałym kostiumie autorstwa Anny Chadaj). Groteska scen napoleońskiej i hitlerowskiej wydaje się przesadzona i niepotrzebna. Zaś sceny mówione, wbijające się klinem w kompozycję muzyczną, potraktować można jako wyraz kapitulacji wobec trudności libretta.

"Sąd Ostateczny" Opery Bałtyckiej podszyty jest ogromnymi ambicjami, które obrazuje m.in. konstrukcja chóru (ciekawie ubranego, podzielonego na głosy, mądrze wprowadzonego na scenę i uzupełnionego dziećmi z Chóru Dziecięcego Canzonetta Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Gdańsku). To chyba najciekawsze użycie tego zespołu Opery Bałtyckiej od dobrych kilku lat. Poprawnie, w dużej mierze skryta za elektroniką, wypada Orkiestra dobrze prowadzona przez Szymona Morusa. Najlepiej z zespołów Opery Bałtyckiej kolejny raz prezentuje się jednak Balet, ożywiający senny pierwszy akt.

Historia "Sądu Ostatecznego" opowiedziana w dwóch skontrastowanych ze sobą częściach (statycznej pierwszej i dynamicznej, pełnej wyrwanych z kontekstu scen w akcie drugim) nie prowokuje jednak do odpowiedzi na pytania o naturę człowieka czy kwestie dobra i zła. Pomimo kilku błyskotliwych scen (bardzo dobre wkomponowanie postaci diabła/fatum pilnującego obrazu w postaci tancerza Filipa Michalaka) spektakl nie wywołuje zbyt wielu emocji. Wspaniała symbolika dzieła Memlinga w warstwie teatralnej spłaszczona została do wymiaru kilku ciekawostek, komiksowej wręcz groteski i napuszonej tezy ujawnionej w finale. Bogata, warta odsłuchania w wersji koncertowej, muzyka Krzysztofa Knittla, pozostaje atutem, nie mającym w gdańskim spektaklu, niestety, konkurencji.

Spektakl

8.0
3 oceny

Sąd Ostateczny

opera / operetka

Miejsca

Spektakle

Opinie (100) ponad 10 zablokowanych

  • (1)

    Z tym opóźnieniem rozpoczęcia spektaklu, to chyba trochę przesadzają!

    • 42 41

    • Nic nie przesadzają. Strajk rządzi się swoimi prawami. Powinno zostać zupełnie odwołane przedstawienie, ale niestety większość pracowników OB zadecydowała o bardziej łagodnej formie strajku czyli o opóźnieniu przedstawienia.

      • 0 0

  • Pan Łukasz jak zawsze fachowo (2)

    I tak nie zamierzałam na to iść, ale recenzję przeczytałam z przyjemnością.

    • 23 38

    • ...

      Lukasz, to ty??

      • 10 4

    • Przepraszam, ale w trójmieście niestety nie ma fachowca w dziedzinie pisania rzetelnej, sensownej recenzji OPEROWEJ ...

      Może czasem warto by zerknąć np do Ruchu Muzycznego, poczytać dobrze napisane recenzje spektakli operowych i wtedy próbować coś sklecić...

      • 6 1

  • Co za laik

    Ranking, który z zespołów opery wypada najlepiej???...pisze pan pod z gory ustaloną (chyba nie zamówioną?) tezę głoszoną od licznych ostatnio artykułów. Co? Balet najlepiej zrealizował zadania? Czy według pana recenzenta MUZYKA Knittla jest po prostu słabsza od choreografii? Chyba ma pan recenzent kłopot... dla mnie wypada to tak jakby porównał pan smak zupy do muchy kelnera

    • 51 12

  • mikrofony w operze?? (20)

    Czy ktoś wie dlaczego śpiewacy szkoleni do pracy na scenie używają mikroportów? Rozumiem, że np. artyści musicalowi nie muszą dysponować siłą głosu jak ci operowi, ale skoro nawet oni używają nagłośnienia, czy oznacza to przyszły spadek jakości wykonawców? Jak to wygląda w porównaniu z scenami wysokiej klasy, La Scali itp., ktoś się orientuje?

    • 44 5

    • Mikrofony to porażka

      Wszystko psuły. WSZYSTKO.Czasami nie było wiadomo kto śpiewa. I wszystko w lewego głośnika, żadnej głębi, dynamiki. Gdy Mikolajczyk wsiadł przy rozwijani bandaży -szarf mikrofon to byla to chwila prawdziwej sztuki

      • 18 2

    • Mikroporty były używane że względu na muzykę elektroniczną Pana Knittla (12)

      orkiestra również była dogłośniona. Co nie zmiena faktu że nieciekawie się sluchało solistów :-/

      • 12 1

      • ale dlaczego niby? istnieje cos takiego jak konsola, operator/muzyk nie potrafi dostosować (8)

        głosności?

        no chyba ze jest głuchy, jak wiekszość piosenkarzy/muzyków spoza muzyki klasycznej

        • 6 0

        • zapomniałem o istotnym słowie: "GŁOŚNĄ muzykę elektroniczną Pana Knittla" (7)

          a czemu tak jest ustawiona, to chyba Pytanie do samego kompozytora

          • 5 1

          • (6)

            Warsztat, warsztat, warsztat. Kompozytorzy nie maja elementarnego wyksztalcenia muzycznego przeznaczonego dla kompozytorow. Znajomosc skali poszczegolnych instrumentow, skali glosu wokalistow-to nie wszystko. Nie wszystko dlatego ze jest cos takiego jak ,,optymalne i wygodne brzmienie,, -tak dla samego wykonawcy ale tez dla odbiorcy. Poza tym laczenie glosow tez jest wazne oprocz harmonii i to niekoniecznie klasycznej.

            • 7 0

            • (5)

              Estetyka brzmienia utworu

              • 4 0

              • Melomanka (4)

                Niedawno bylam na przedstawieniu ,,Sic itur ad Deum,,-wspolczesna opera o sw. Wojciechu. Cudowne przedstawienie, ktore zawieralo wszystko powinna posiadac wspolczesna opera. Cudowne brzmienia muzyczne, drapiezna momentami harmonia, ale przede wszystkim wspaniali wykonawcy ktorzy zmierzyli sie z materia wspolczesnosci. To byl wielki sukces Teatru Otwartego i realizatorow. Opera Baltycka ma rowniez potencjal ale przez jej organizatorow -zaprzepaszcza te mozliwisci.

                • 11 7

              • muzyka wspolczesna (3)

                ...ma swoje prawa, ale trzeba fachowcow, ktorych brakuje. ,,Wojciech,, to wykorzystal, a ,,Sad ostateczny,,- nie w pelni zrealizowal potencjal ludzi...

                • 5 0

              • (2)

                Text pana redaktora swietnie napisany ale nie ujmuje zasadniczego problemu ktory nazywa sie recenzja

                • 6 2

              • (1)

                Vox populistyczna jest również cenny

                • 2 0

              • Populi

                • 2 0

      • (2)

        TAK-pan redaktor opisujacy spektakl NIE JEST WYZNACZNIKIEM. Prawdziwi recenzenci skonczyli sie na takich nazwiskach jak Waldorff czy w Gdansku-Obniska. To co napisal szanowny pan-jest to tylko sprawozdanie. Recenzja opisuje fakty danego przedstawienia. Ogolniki opisujace lepsza lub gorsza muzyke, ewentualnie libretto to nie wszystko. Prawdziwa recenzja zawiera-oprocz opisu tresci, oceny lepszej czy gorszej muzyki lub libretta-rowniez fakty takie jak spiewa chor(czysto lub brudno, krzywo czy prosto), jak spiewaja solisci(brzmiaco lub-nie, ladnie lub brzydko, czysto,lub krzywo itp...) Jezeli w danej materii spektaklu sa braki warsztatowe realizatorow-to jednak -tych najbardziej zapracowanych nalezy podkreslic w jakis sposob optymistyczny zachecajac ich samych ale tez melomanow aby zechcieli z ewentualnymi trudnosciami danego ,,dziela,, - nadal sie zmierzac... Opis historyczny lub enigmatyczna ocena spektaklu nie jest recenzja. To gnebienie ZESPOLOW Opery. recenzent powinien tez wiedziec ze nadeszly trudne czasy dla operowego gdanska i w sposob (niekoniecznie polubowny) elegancki powinien napisac o zaslugach kazdego zapracowanego czlowieka teatru operowego. Nie widzialem spektaklu ale trzymam kciuki za wszystkich ARTYSTOW ktorzy borykaja sie z trudnymi problemami; i wszystko jedno czy to dobre czy-zle przedstawienie nalezy miec swiadomosc ze ta OPERA sie konczy. A co z ludzmi?

        • 18 5

        • (1)

          mikroporty w operze to jakas chora wspolczesna sytuacja. czegos takiego nigy nie bylo

          • 16 1

          • współczesna opera - współczesne środki

            • 1 8

    • co prawda jakiś czas temu bywałem w La Scala ale wtedy nikt nie używał mikrofonów

      • 13 0

    • (2)

      Opera Bałtycka dysponuje budynkiem, w którym akustyka występuje tylko z nazwy. Nie jest to budynek przygotowany do wystawiania jakichkolwiek dzieł operowych. Głos śpiewaka ginie w nim bezpowrotnie. Ze sceny trzeba się "drzeć" żeby było to dobrze słyszalne. Jak wówczas uzyskać przekaz emocjonalny? Na scenach takich jak La Scala akustyka jest fantastyczna i słychać tam na widowni nawet gniecioną na scenie chusteczkę. W Polsce niebywałą wręcz akustyką może pochwalić się np. sala NOSPR w Katowicach. Tam mikroporty zwyczajnie są zbędne. Pomijając fakt fatalnego przenoszenia dźwięku ze sceny na salę w OB, w operze "Sąd Ostateczny" występuje spora ilość mówionych dialogów, libretto jest w języku polskim a napisów nie ma. Tekstu zwyczajnie nie byłoby słychać. Może z tego powodu zdecydowano się zastosować wzmocnienie głosu. Nie jest to przypadek odosobniony. W wielkich europejskich teatrach często korzysta się z podobnych zdobyczy techniki, a w większości oper na świecie dookoła sceny znajdują się ukryte dla widowni mikrofony pojemnościowe, które w razie potrzeby wykorzystuje się do wzmacniania głosu solistów.

      • 2 5

      • No i fajnie

        A więc mikroporty okazały się konieczne. Brawo dyrektor

        • 0 3

      • bzdura- a warszawkę Weissa było

        słychać doskonale !

        • 5 1

    • śpiewamy po cichu

      bo strajkujem , gardeł żdzierać za grosze nie będziem

      • 3 3

    • aby publika tak jak ostatnio nie krzyczała"głośniej,głośniej!" ?

      • 3 3

  • czytając między wierszami - znowu klapa !

    p.dyrektor potrafi zawsze zwalić porażkę na innych .Weiss wracaj już zniosę Twoje garnitury ale nie zniosę mikroportów i kuncowej bylejakości

    • 42 18

  • (4)

    Weiss?
    Przecież Kunc robi dokładnie to co Weiss
    Ludzie opamiętajcie się!!!!!!

    • 18 24

    • Weiss (1)

      Weiss to był, jest artystą

      • 20 10

      • Uprzywilejowany związkowiec

        • 6 10

    • Żarty?

      To przedstawienie to jakiś jaśniejszy punkt, ale do przedstawień Weiss'a dzielą go lata świetlne jeśli chodzi o pomysły, wykonanie, przesłanie.

      • 18 7

    • Raczej nie ta liga

      • 11 2

  • (14)

    Pan Rudziński nie jest dla mnie wyznacznikiem.Widziałem i słyszałem nową jakość. Takiego spektaklu nie było od dawna w OB.To bardzo udana produkcja na każdej płaszczyźnie przypominająca najznakomitsze czasy tej sceny( Madame Curie,Gwałt na Lukrecji,Król Ubu,Czarna Maska,Salome czy Ariadna na Naxos).Mikroporty przy takiej warstwie muzycznej( elektronika,silna perkusja,gitara elektryczna i dużo kwestii mówionych,szeptanych) są nieodzowne i używa się ich na świecie we współczesnych operach.Czekam na recenzje dobrych,szanowanych w kulturze muzycznej recenzentów,czekam na merytorykę.

    • 25 30

    • Mikroporty maskują brak umiejętności (12)

      Wszystko drogi Wielbicielu, wszystko to da się osiągnąć bez mikroportów.
      Wystarczy nie iść na łatwiznę, mieć dobrych wykonawców i precyzyjnie sterować przedstawieniem.
      Ale po co, można przecież lecieć potencjometrami na konsoli.
      Tylko wstyd jest.

      • 13 5

      • Wyżej napisałem czemu zostały użyte mikroporty (11)

        • 5 3

        • Dla przykrycia braku umiejętności wykonawców (10)

          Niestety jak ktoś nie umie to nie umie, a jak ktoś nie ćwiczy, to nie umie dwa razy i to słychać.

          • 11 2

          • (9)

            To już przesada. Wykonawcy są z górnej półki, więc uzasadnij swoje zgorszenie w inny sposób

            • 6 7

            • zadowoleni (6)

              a nam sie podobalo wszystko. Bylismy cala rodzina i na ,,Sic itur ad deum,, -w sobote w kosciele sw. Jana i w operze baltyckiej na ,,sadzie ostatecznym,,. Odnosze wrazenie w tym naszy gdansku sa sami malkontenci. mamy wspaniale miasto, cudownych artystow, piekne wydarzenia. W obu przypadkach -i w janie i-operze baltyckiej- przezywalismy cudowne chwile uniesienia artystycznego. W obu przedstawieniach zagrali i zaspiewali wysokiej klasy wykoawcy. Sztuka jest dla wszystkich ludzi. Dla wszystkich ,,normalnych,, a nie dla wybrednych znawcow. Po co sie wyglupiac i analizowac szczegoly. Odbieramy sztuke w sposob ogolny i szanujemy naszych rodzimych artystow. Cieszymy sie ze zostali w gdansku i nnigdzie nie wyjechali

              • 10 7

              • akustyka sali? (4)

                za czasow jak spiewali prochacka,skulski, szymanski,itd..akustyka nie sprawiala nikomu problemu. wszyscy spiewali bez naglosnienia.

                • 15 1

              • wreszcie ktos zadowolony. Nie wiem czy pan F.Skulski jeszcze spiewa, ale pana Jacka Szymanskiego mozna niekiedy uslyszec i zobaczyc rowniez w Gdansku

                • 9 2

              • Teraz tez potrafią dobrze śpiewać. (1)

                Chorzysci pracujacy od lat nie potrzebują naglosnienia, chyba nowi maja z tym problem. Proszę nie wkładać wszystkich do jednego worka.

                • 13 4

              • prawda

                • 7 1

              • Ale zestawienie

                Skulski i ta dwójka ,przecież to nie ta liga.

                • 9 2

              • całą rodziną? akurat !

                bilety strasznie drogie więc chyba raczej "całą rodziną" nie brzmi prawdziwie

                • 3 0

            • wykonawcy z górnej półki z supermarketu (1)

              tam umieszcza się najtańsze produkty aby wzrokiem nie sięgnąć

              • 2 2

              • Tandeciarz

                • 2 0

    • To nie wystawiąć w operze

      lecz np w Centrum Św. Jana takie projekcje audio-wizualne.

      • 2 6

  • kiedyś Seweryn dobrze ocenił używanie mikrofonów w teatrze (5)

    i miał rację - brak warsztatu nadrabiany jest właśnie środkami technicznymi

    w normalnym, profesjonalnym teatrze istnieje coś takiego jak 'szept sceniczny', który dobrze słychać nawet w ostatnim rzędzie

    • 33 5

    • Nie prawda (2)

      Nie prawda. Kiedy w grę wchodzi elektronika mikroporty są bardzo często używane i to powrzechna praktyka przy muzyce współczesnej

      • 7 6

      • nieprawda - a nie 'nie prawda' to po pierwsze (1)

        skoro tak, to po co w ogóle jakieś występy na żywo

        nowoczesna technika o wiele lepiej prezentuje się na ekranie - nagrać i z głowy

        • 3 4

        • Zgoda, że współczesna muzyka potrzebuje współczesnych środków, ale niech spektakl nie brzmi jak nagrany na kaseciaku. XXI wiek zobowiązuje

          • 6 0

    • (1)

      Trzeba mieć dobrą akustyke na sali, a nie ujezdzalnie przystosowana doopery

      • 3 6

      • Trzebe też mieć dobrego akustyka,

        który oprócz wiedzy technicznej ma też przygotowanie muzyczne, słuch, wrażliwość na barwę. tego właśnie zabrakło.

        • 6 0

  • Bardzo dobry spektakl! (5)

    Muszę przyznać że to pierwszy świetny spektakl za czasów nowej dyrekcji. Muzyka na bardzo wysokim poziomie z resztą reżyseria także. Wartościowe dzieło i wykonanie na wysokim poziomie. Soliści szczególnie główne postaci rewelacja. Brawa dla Monowida, Gierlacha, Lempy, Mikołajczyk, Godlewskiego oraz pozostałych mniejszych osadzonych partii. Orkiestra i Chór na prawdę wznieśli się na wyżyny jak za czasów Salome czy Czarnej Maski. Pogratulować!!! Nie rozumiem recenzji pana Rudzinskiego. Niestety nie jest on dla mnie żadnym wyznacznikiem a ta recenzja tylko potwierdza że nie powinien wypowiadać się w temacie muzyki bo nie ma w tym temacie nic merytorycznego do przekazania.. Gratulacje dla wszystkich twórców - artystów, to było wspaniałe Przedstawienie!

    • 40 23

    • Spektakl

      Co ty bierzesz ? Albo kto ci płaci?

      • 10 14

    • Tylko te żałosne mikroporty (1)

      To też było za czasów Salome i Czarnej Maski?

      Na miejscu solistów protestowałbym przeciwko temu poronionemu pomysłowi, przecież Gierlach, Lempa czy Mikołajczyk to głosy, które spokojnie radziły sobie bez "wokalnego dopingu".
      Co do recenzji - wystarczy obejrzeć zamieszczony filmik, by się przekonać, że p. Rudziński ma racje jeśli chodzi o tekst śpiewany., Czasem sztucznie przeciągane, czasem przyspieszane sylaby, jakby muzyka nie powstawała w parze z tekstem lub tekst był nieudolnie tłumaczony z innego języka, żadnej płynności śpiewu. Męczy to widza, przypuszczam, że solistów trochę też.
      Po polsku DA SIĘ śpiewać płynnie (vide Halka, czy Straszny Dwór).
      Natomiast zgodzić się trzeba, że w tej smutnej kadencji to najlepsze co wyprodukowano.

      • 13 3

      • Mikrofony w Salome? Czarna Maska?

        Nie było. Czasem jakas fraza dobrana i przemyślana. No cóż teraz to echo dawnych czasów

        • 6 2

    • Kogoś poniosło?

      W Salome nie ma chóru. Kompozytor tak zdecydował.

      • 3 0

    • Wazelina

      Chwalisz audiowizualne obrazki. To nie jest opera.

      • 4 1

  • Panie Łukaszu, świetny tekst. Oby więcej takich.

    • 16 28

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Co to są Baby Pruskie?