Wiadomości

stat

Pasjonuje się fotografią mimo problemów ze wzrokiem

Urodzony w Gdyni Tomasz Iwaniuk obecnie mieszka w Redzie. Ojciec 12-letniego Aleksandra i 10-letniego Adriana. Chociaż przebywa na rencie inwalidzkiej, pracuje jako technolog żywności. Od 14 lat zmaga się ze stwardnieniem rozsianym i mimo kłopotów ze wzrokiem, zajmuje się fotografią. Pasję realizuje zarówno w dziczy dalekiej Afryki, jak również w Trójmieście, kiedy samotnie wybywa nocą nad morze, by dotknąć gwiazd.



Tomasz Iwaniuk to nasz kolejny rozmówca w ramach cyklu "Trójmiejscy fotografowie". Swoimi zdjęciami zainteresował nas już dawno temu, podrzucając wybrane fotki do publikacji na naszym Facebooku. Dziś uchylamy rąbka tajemnicy kim jest, czym się zajmuje i jakie pasje pozwalają mu oszukać chorobę. Przypominamy, że każdy wyróżniony fotograf otrzymuje od redakcji bon o wartości 300 zł do wykorzystania w sklepie Cyfrowe.pl.

Marta Nicgorska: Skąd wzięła się fotografia w pana życiu?

Tomasz Iwaniuk: Była w moim życiu od kiedy pamiętam. Jako dziecko często dostawałem książki i poradniki o fotografii i próbowałem swoich sił. Na początku były to kwiatki w ogrodzie mojej mamy. Dzisiaj przerodziło się to w ogromną pasję, dla której jestem w stanie wiele poświęcić. Mam tu na myśli bieganie z aparatem w trakcie burzy czy chodzenie samotnie w nocy, gdzieś w dziczy dalekiej Afryki i fotografowanie gwiazd.

Fotografuje pan tylko przyrodę?

Fotografuję najczęściej krajobrazy, ale też zjawiska pogodowe. Uwielbiam burze, sztormy i gwiazdy. Po te ostatnie wybieram się w nieskażone światłami miast miejsca. Również Trójmiasta i okolic. Na przykład kiedy jadę po gwiazdy, to wybieram okres, kiedy księżyc jest w nowiu, wtedy gwiazdy oraz Droga Mleczna są najlepiej widoczne.


Niesamowite, że robi pan zdjęcia, mimo wielokrotnych problemów ze wzrokiem.

Paradoksalnie to właśnie dzięki chorobie zaczął się mój rozwój w dziedzinie fotografii. Na przestrzeni kilkunastu lat wiele razy, w trakcie tak zwanych rzutów choroby, traciłem wzrok lub miałem z nim duże problemy. Pamiętam, jak w sierpniu 2015 roku choroba mocno dała o sobie znać. Padło na wzrok i zaburzenia równowagi. Trudno było mi rozpoznać odwiedzających mnie, stojących u progu szpitalnej sali gości. Byłem tuż przed przeszczepem szpiku komórkami macierzystymi.

Zobacz także: Trójmiejscy fotografowie: - Michał Olech o górach i morzu

To był przełomowy moment w pana życiu?

Zdecydowanie! Na prostą zacząłem wychodzić po pół roku perturbacji zdrowotnych. W końcu mogłem prowadzić samochód. Taka mała zwykła rzecz była dla mnie wielką radością. Przestałem być w końcu zależny od innych i to było najpiękniejsze uczucie w tamtym czasie.

Samodzielnie mogłem pojechać w plener na sesję, czy to po gwiazdy w nocy, czy na wschód lub zachód słońca. Zabrałem się wtedy za fotografię na poważnie. Dużo czytałem, oglądałem filmy w internecie i podpytywałem moich kolegów - trójmiejskich fotografów. W hołdzie dla losu, który mnie spotkał, kiedy wróciłem do normalnego funkcjonowania, stworzyłem stronę, którą nazwałem Afirmacja Życia. Razem z ludźmi udało mi się tam stworzyć bardzo pozytywną społeczność. Poprzez swoje zdjęcia daję ludziom siebie, a oni wspierają mnie komentarzami i pozytywną energią. Ważne, że są i wiem, że zawsze mogę na nich liczyć.

Mówi się, że choroba zmienia człowieka, otwiera mu oczy.

Choroba uczy mnie patrzenia na świat trochę inaczej, przez pryzmat tego, co przeszedłem. W trakcie choroby kilkukrotnie się poddawałem, bo trudno było pójść spać "zdrowym", a obudzić się z chorymi oczami czy niedowładem kończyn. Przez chorobę stałem się bardziej uważny i wrażliwy na piękno natury i zwierzęta. I właśnie ten piękny świat próbuję pokazywać w fotografiach.

Z pewnością podpisałby się pan pod słowami: "co cię nie zabije, to cię wzmocni..."

Incydent z 2015 roku sprawił, że stałem się tak mocny, że mało co jest mnie teraz w stanie złamać. Za wszelką cenę próbuję oszukać chorobę. Robię to poprzez spełnianie marzeń. Mam tu na myśli fotografię i podróże - te małe, i te duże. Całą energię wkładam w fotografię i planowanie kolejnych celów fotograficzno-podróżniczych. Fotografia stała się pretekstem do podróżowania.

Podróżowania w nieznane?

Nie zawsze. Chętnie wracam do już odkrytych miejsc. Pół roku po przeszczepie chciałem zrobić coś szalonego. Zdecydowałem się na spontaniczny wyjazd do Gambii i Senegalu. Od tamtej pory, raz w roku wracam na Czarny Ląd.

Zobacz także: Agata Reclaf - akt jest lepszym portretem niż twarz


Czy poza Afryką odwiedził pan jakieś ciekawe miejsca?

Oczywiście, jest ich wiele. Azja południowo-wschodnia, Islandia, Norwegia. Każde miejsce jest inne. Zachwyciła mnie Islandia i Namibia. To kraje niesamowitych kontrastów, co jest istnym rajem dla fotografa. Następny mój kierunek to piękna afrykańska wyspa Zanzibar, na którą wybieram się już wkrótce.

Pana zdjęcia krążą w mediach społecznościowych i na lokalnych stronach internetowych. Chętnie się pan nimi dzieli.

Lubię się dzielić nie tylko zdjęciami, ale wiedzą, doświadczeniem, wrażeniami. Każda publikacja napędza mnie do działania i dalszego tworzenia, ale chęć dzielenia mocno wykracza poza wirtualny świat. Równie ważne były wystawy moich prac czy spotkania w szkołach oraz bibliotekach, gdzie zapraszano mnie, abym opowiedział o ludziach, zwierzętach i miejscach, które odwiedziłem. Podczas spotkań mówię zawsze o kulisach powstawania fotografii, a często wiążą się z tym zabawne historie. Dzieciaki i młodzież przepadają za żywymi lekcjami geografii z kimś, kto nie tylko mówi o jakimś miejscu, ale je pokazuje. Podczas wizyt w szkołach czasami organizujemy zbiórki przyborów szkolnych, abym podczas kolejnego pobytu w Afryce, mógł je rozdać tamtejszym dzieciom. Dokupuję wtedy cukierki, przygotowuję paczuszki i przekazuję prezent od dzieci dla dzieci.

Zobacz także: Trójmiejscy fotografowie - Nikodem 'Projecton' Olejniczak

Dzieli się pan z ludźmi także tym, co trudne, co dla wielu osób cierpiących na stwardnienie rozsiane krępujące. Był pan twarzą kampanii społecznej SM "Walcz o siebie".

Kampania była świetną przygodą, jednocześnie niosła wspaniały przekaz. O SM mówię otwarcie. To żaden wstyd przyznać, że człowiek się nią zmaga. Choroba ma wiele twarzy, ale nie może człowieka krępować. Krępująca może być co najwyżej jakaś sytuacja, jak na przykład ta, w której się znalazłem w związku z udziałem w kampanii. W kinie podczas emisji spotu na wielkim ekranie zobaczyłem siebie. Mój młodszy syn krzyknął wtedy na całą salę "tata, to ty" i wszystkie oczy zwróciły się w naszym kierunku.

Wracając do fotografii... Czy wśród pana zdjęć, jest to jedno szczególne, które chciałby pan przybliżyć naszym czytelnikom?

W mojej kolekcji dwa zdjęcia są dla mnie wyjątkowe. Obydwa zostały zrobione w Norwegii. Jedno, kiedy wskoczyłem (dosłownie) na wielki głaz, wciśnięty pomiędzy skały, a pod którym rozciągała się ponad kilometrowa przepaść. Zdjęcie dokumentuje duży jak dla mnie wyczyn: kilkugodzinną drogę, bardzo trudną i męczącą. Byłem wówczas dziewięć miesięcy po przeszczepie, schudłem siedem kilogramów, miałem bardzo słabe nogi. Jednak udało mi się dotrzeć w to niesamowite miejsce.

Zobacz także: Fotografia kulinarna ma znaczenie. Wywiad z Joanną Ogórek


A to drugie?

Drugie zdjęcie też ma dla mnie symboliczny wymiar. Wiąże się z wyprawą na tak zwany Język Trolla w Norwegii, która trwała pięć godzin. Wspinaczka w jedną stronę była dla mnie wyzwaniem takim, jak dla niektórych wejście na Mount Everest. Wziąłem ze sobą moje kule inwalidzkie, bo wierzyłem, że tam wejdę i zrobię z nimi zdjęcie. Dzięki ogromnemu samozaparciu udało mi się zdobyć to, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało mi się mało realne. Mimo ekstremalnego zmęczenia czułem ogromną radość.

Pan jest urodzonym optymistą, który nie daje za wygraną.

Oj tak, ale to nie znaczy, że się czasami nie martwię. Na szczęście mam aparat, mogę w każdej chwili oderwać się od problemów i uciec na przykład do gwiazd. Bywam szalony, ale to właśnie w tym szaleństwie tkwi moja siła.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (34)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

27

listopada

Kuba Kornacki i zespół Kana... Gdynia, Teatr Muzyczny

29

listopada

Dwudziestolecie Sopockiego ... Sopot, Teatr Na Plaży

03

grudnia

Polita - musical 3D Live Gdynia, Teatr Muzyczny

Rozrywka

Za sukcesem filmu "Niepodległość" stoją twórcy z Trójmiasta
Trójmiejski wkład w film "Niepodległość"
Pierwsza odsłona Klif Fashion Friday Night za nami
Pierwsza odsłona Klif Fashion Friday Night

Kulinaria

Malika o wielokulturowości w kuchni
Malika o kulinarnej wielokulturowości
Kilkunastu szefów kuchni gotowało w szczytnym celu
Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Narracje i dużo koncertów
Planuj tydzień: koncerty i nie tylko