Wiadomości

stat

Krzysztof Kuczkowski: poeci są jak ostatni Mohikanie

Krzysztof Kuczkowski obchodzi w 2018 roku 40-lecie pracy twórczej. Podczas obchodów jubileuszu 25-lecia prowadzonego przez niego czasopisma "Topos" otrzymał Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".
Krzysztof Kuczkowski obchodzi w 2018 roku 40-lecie pracy twórczej. Podczas obchodów jubileuszu 25-lecia prowadzonego przez niego czasopisma "Topos" otrzymał Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". fot. archiwum TPS

W zasadzie nic więcej nie jest potrzebne, tylko drugi człowiek oraz relacja, która się między nim a odbiorcą nawiąże albo i nie nawiąże. I to, co jest między nimi, czyli słowo - mówi Krzysztof Kuczkowski, poeta obchodzący 40-lecie pracy twórczej i redaktor naczelny dwumiesięcznika literackiego "Topos", który świętuje w tym roku swoje 25-lecie.



Łukasz Rudziński: Jak popularna jest w Polsce poezja?

Krzysztof Kuczkowski: Cóż, sprzedaż książek poetyckich jest bardzo nikła. My, poeci, czujemy się jak ostatni Mohikanie. Zajmujemy się czymś, co nie ma przełożenia na praktykę społeczną. Jednak mam głębokie przekonanie, że dopóki będę mógł, to powinienem wkładać kijek w szprychy i sypać piasek w tryby popkultury, żeby nie kręciła się zbyt szybko. Chciałoby się kulturę popularną, zwaną też masową, chociaż trochę ograniczyć, żeby spowolnić lawinowy proces wchłaniania wszystkich obszarów sztuki wysokiej przez zjawiska mało wartościowe lub w ogóle pozbawione wartości. Jeśli nie obejmie się sztuki wysokiej szczególnym mecenatem państwa czy samorządu to ona po prostu zniknie. Zostaną tylko wariaci, którzy i tak będą robili to, co dotychczas, bo inaczej żyć nie mogą - sam siebie zaliczam do tej fanatycznej grupy. Jesteśmy w olbrzymiej niszy, w zdecydowanej mniejszości. Właściwie wszyscy jesteśmy autsajderami, którzy zajmują się rzeczami niepopularnymi. Ale czy niepotrzebnymi?

Zobacz wszystkie nadchodzące wydarzenia w Dworku Sierakowskich.



Sądzi pan, że poezja powinna być popularna?

Pisanie wierszy traktuję jako - jakkolwiek to zabrzmi - rodzaj pracy duchowej. Jeśli nie czuję, że coś mnie porusza, karmi duchowo, to nie widzę powodu, żeby zapisywać własną nijakość, czy po prostu fantazjować.
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo naprawdę nie wiem, czy rzeczywiście powinna taka być, chociaż redaguję ogólnopolskie czasopismo drukujące wiersze. Jako poeta lubię zajmować miejsce w drugim lub trzecim szeregu. Wtedy nie muszę wchodzić w rozmaite alianse - zachowuję autonomię, a przynajmniej jej pozory, co pozwala mi mieć satysfakcję z tego kim jestem i co robię. Wynika to też z faktu, że pisanie wierszy traktuję jako - jakkolwiek to zabrzmi - rodzaj pracy duchowej. Jeśli nie czuję, że coś mnie porusza, karmi duchowo, to nie widzę powodu, żeby zapisywać własną nijakość, czy po prostu fantazjować.

Powtórzę jeszcze raz, pisanie to przede wszystkim praca wewnętrzna - jeśli coś się we mnie zmienia, coś we mnie rośnie i domaga się uzewnętrznienia, staram się uchwycić to doświadczenie w wierszu. Jeśli ma to jakiś związek z tym, co nazywamy postawą społeczną, to dobrze. A zdarza się tak wcale często, bo wszyscy, choć na różny sposób, jesteśmy w relacji z tym, co zewnętrzne. Poeci ze szczególną wrażliwością reagują na to, co się dzieje, na poruszenia rzeczywistości.

Są jednak takie formy jak slam poetycki i różne hybrydy poetyckie z innymi dziedzinami sztuki, które ocierają się o popkulturę.

Nie mam nic przeciwko eksperymentom poetyckim, wręcz przeciwnie - uważam, że potrafią być bardzo inspirujące. Wiem jednak, że przychodzi taki moment, że nic więcej oprócz słowa nie jest potrzebne, żadne zewnętrzne "pomoce naukowe", żadna teatralizacja kontaktu z czytelnikiem. Ważna jest sama relacja. Takie przekonanie pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy poeci mają duże doświadczenie życiowe, gdy napisali na tyle ważne teksty, że już nikogo nie muszą przekonywać o własnej wartości, niczego nie muszą udowadniać, nikogo nie muszą udawać. Pamiętam czytania Miłosza, Herberta czy Różewicza. Słuchało się. Patrzyło się. I chciało się wtedy zrozumieć, po co ten człowiek pisze, jakie są jego najgłębsze intencje, przyjrzeć mu się, zobaczyć jaki on jest, jak reaguje na słuchających, jaki ma tembr głosu, jakim posługuje się gestem. W zasadzie nic więcej nie jest potrzebne, tylko drugi człowiek oraz relacja, która się między nim a odbiorcą nawiąże albo i nie nawiąże. I to, co jest między nimi - słowo. Jeżeli słowo jest mocno osadzone w rzeczywistości, wtedy to w zupełności wystarczy.

Przeczytaj także: Sztuka uważnego podróżowania. Rozmowa z Arturem Nowaczewskim

Jedną z największych przedsięwzięć organizowanych przez "Topos" jest Festiwal Poezji w Sopocie. Na zdjęciu grupa autorów "Toposu", od lewej: Wojciech Kudyba, Wojciech Kass, Karol Alichnowicz, Przemysław Dakowicz, Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Gawłowski.
Jedną z największych przedsięwzięć organizowanych przez "Topos" jest Festiwal Poezji w Sopocie. Na zdjęciu grupa autorów "Toposu", od lewej: Wojciech Kudyba, Wojciech Kass, Karol Alichnowicz, Przemysław Dakowicz, Krzysztof Kuczkowski i Wojciech Gawłowski. Fot. archiwum TPS
Na sile słowa polega pan też w dwumiesięczniku "Topos". Jak doszło do tego, że "Topos" w ogóle powstał i możemy się nim cieszyć już 25 lat?

"Topos" powstał z potrzeby serca. Wiem, że to brzmi naiwnie, ale trudno nazwać to inaczej. Przyjechałem na Wybrzeże w 1980 roku. Za chwilę przyszedł grudzień i stan wojenny. Nie znałem tu nikogo oprócz mojej żony. Jakoś te lata przeszły i dopiero po stanie wojennym, na początku lat 90., zdecydowaliśmy się z żoną dołączyć do Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" w Sopocie. Tam współredagowałem pierwszy dodatek trójmiejski do "Gazety Wyborczej" pod nazwą "Gazeta Morska". Jak zostałem z "Gazety Morskiej" wyrzucony, zacząłem redagować pierwszą gazetę miejską - "Tygodnik Sopot".

Przeczytaj także: Pomorskie Nagrody Literackie "Wiatr od morza" rozdane

Po jakimś czasie okazało się, że każdy z nas, współwłaścicieli i redaktorów tygodnika, chciał zająć się czymś innym, a mi się marzyło pismo literackie. Poszedłem z tym pomysłem do ówczesnego prezydenta Sopotu Jana Kozłowskiego, którego zresztą poznałem w tym KOS-ie. Powiedział: "rób". Zaczęliśmy z niewielkimi środkami na wydawanie czasopisma od miasta w maju 1993 roku. I tak działamy nieprzerwanie od 25 lat. Bez wsparcia miejskiego i bez mecenatu ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, nie moglibyśmy wydawać "Toposu".

Ale przecież prowadzi pan nie tylko "Topos"...

Już przeszło 20 lat organizujemy festiwale w cyklu dwuletnim. Rzeczą jeszcze ważniejszą jest seria książek Biblioteka "Toposu", która już przekroczyła 160 pozycji.
Rzeczywiście jest cały szereg instytucji życia kulturalnego, które powstały przy "Toposie". Najpierw - w 1997 roku - powstał Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Rainera Marii Rilkego. Ponieważ nie mieliśmy zbyt dużego budżetu, od początku organizowaliśmy go co dwa lata, aby utrzymać ciągłość. Od 2001 roku też co dwa lata organizujemy Festiwal Poezji w Sopocie i chociaż dopiero w przyszłym roku odbędzie się dziesiąta edycja festiwalu, to łącznie już przeszło 20 lat organizujemy festiwale w cyklu dwuletnim. Rzeczą jeszcze ważniejszą jest seria książek Biblioteka "Toposu", która już przekroczyła 160 pozycji. To głównie biblioteka krytyki i poezji. Do tego dochodzi seria kilkudziesięciu plakatów/arkuszy poetyckich dodawanych do czasopisma. Jednak najważniejsze co udało się stworzyć to wyraziste środowisko "Toposu".

Z "Toposem" współpracują od lat m.in. Wojciech Kass, Tadeusz Dąbrowski, Artur Nowaczewski, a także np. Teresa Ferenc, Zbigniew Jankowski czy Kazimierz Nowosielski. Jednak "rodzina" czasopisma jest dużo, dużo większa.

Nasze środowisko w większości składa się z osób spoza Trójmiasta. Z Wojciechem Kassem przed laty spotkaliśmy się w "Tygodniku Sopot". Artur Nowaczewski wykłada na Uniwersytecie Gdańskim, ale są też prof. Wojciech Kudyba, który wykłada na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, prof. Adrian Gleń z Uniwersytetu Opolskiego, dr Przemysław Dakowicz z Uniwersytetu Łódzkiego, Wojciech Gawłowski z Ostrowa Wielkopolskiego, czy Jarosław Jakubowski - znany dramaturg i poeta z Bydgoszczy. To krąg osób, z którymi współpracuję od lat i które utożsamiają się z linią czasopisma, bo ono jest "jakieś".

Przeczytaj także: Znamy laureatów 13. Nagrody Literackiej Gdynia

"Topos" to dwumiesięcznik literacki, wydawany (w Sopocie) od maja 1993 roku. Na zdjęciu okładka najnowszego numeru.
"Topos" to dwumiesięcznik literacki, wydawany (w Sopocie) od maja 1993 roku. Na zdjęciu okładka najnowszego numeru. mat. prasowe
Jakieś czyli jakie?

To nie jest czasopismo o charakterze magazynowym, w którym pisze się o wszystkim. Zajmujemy się przede wszystkim poezją i eseistyką. Mamy też swój sposób widzenia świata, który nazwałbym konserwatywnym. W tym określeniu zawiera się przywiązanie do tradycji, bo uważam, że nie można odbić się w przyszłość bez wiedzy o swoich korzeniach, o tym, co było przed nami, zanim myśmy się pojawili. Jeśli ktoś myśli, że może zacząć od zera, to jest w błędzie. W sztuce jest wymagana uważność zarówno wobec tego, co było wcześniej, wobec tego, co jest, jak i ciekawość tego, co będzie. Jak człowiek nie chce dowiedzieć się, skąd się wywodzi, to nie jest w stanie z tym, co było, podjąć dialogu. Skazuje się na monolog, a to prowadzi do postaw narcystycznych.

Mam wrażenie, że pan nawet jako redaktor naczelny nie do końca mieści się w ramach czasopisma poetyckiego.

Literatura to forma otwarta. Jedyna rzecz, która mi przyświeca, to szukanie rzeczy najlepszych, a więc takich, które mnie zaciekawią, zafascynują. Od początku istnienia czasopisma prowadziłem cykl "Rzeczy najważniejsze", w którym pytałem różnych twórców o to, co jest dla nich jako poetów najważniejsze. To zagadnienie wróciło jako hasło zeszłorocznego Festiwalu Poezji i niedawno zakończonych obchodów jubileuszu 25-lecia istnienia "Toposu". W tym roku obchodzę też jubileusz 40-lecia pracy pisarskiej, a rzeczy najważniejsze nadal mnie frapują. Z drugiej strony po co rozmawiać o rzeczach nieciekawych, nieistotnych? Czasu jest mało, coraz mniej, szukajmy więc rzeczy najważniejszych - tego, co konstytuuje nas jako poetów, twórców, ale też jako po prostu ludzi.

Ciekawi mnie to, co mnie żywi i karmi w literaturze, bo to też jest zadanie literatury - jeśli jest we mnie pustka, to trzeba usiłować tę pustkę zapełnić albo chociażby nazwać ją. W poezji jest coś podobnego jak w religii. Zawsze chodziło mi o to, aby poprzez wiersze człowiek rozmawiał z drugim człowiekiem.
Komuś może się to wydawać nudne, bo woli kreację, wizję artystyczną. Istotne może się wydawać tylko to, co zmienne i migotliwe. I faktycznie, dla mnie też ma to swój urok. Jednak po jakimś czasie, chce się poznawać głębiej, ważny staje się system wartości, sposób postrzegania świata itp. Ciekawi mnie to, co mnie żywi i karmi w literaturze, bo to też jest zadanie literatury - jeśli jest we mnie pustka, to trzeba usiłować tę pustkę zapełnić albo chociażby nazwać ją. W poezji jest coś podobnego jak w religii. Zawsze chodziło mi o to, aby poprzez wiersze człowiek rozmawiał z drugim człowiekiem, a nie tylko słowo ze słowem, stąd bliższa jest mi literatura egzystencjalna niż lingwistyczna.

O czym z pana perspektywy - poety i redaktora naczelnego czasopisma literackiego - warto mówić, co "żywi i karmi"?

Przede wszystkim o ludziach - jacy są? jak myślą? - chociaż to czasami wejście do piekła. Najpierw więc są ludzie, a potem świat, w którym żyjemy i jego porządek. Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Dlaczego uważamy, że to, co przemija, jest ważniejsze od tego, co jest wieczne? Skąd to się bierze? Przez ileś stuleci ludzie byli przekonani, że to, co wieczne, jest ważniejsze od rzeczy przygodnych, a teraz jest odwrotnie. Dlaczego tak się dzieje? To mnie ciekawi. Interesuje mnie człowiek w kontekście Nieskończonego. Usiłuję odpowiedzieć na pytanie, kim sam jestem.

Przeczytaj także: Sopot literaturą stoi. Po Literackim Sopocie

Jakie plany związane z "Toposem" ma pan na najbliższe miesiące?

Mamy już propozycje książek do każdego z przyszłorocznych numerów "Toposu". Z kolei na przełomie września i października 2019 roku czeka nas jubileuszowa 10. edycja Festiwalu Poezji w Sopocie, o której już teraz myślę. Wcześniej, już w połowie listopada tego roku, odbędzie się konferencja naukowa organizowana przez Uniwersytet w Białymstoku i Książnicę Podlaską. Zaplanowano ponad 20 wystąpień badaczy literatury z różnych ośrodków uniwersyteckich, które koncentrować się będą wokół "Toposu" - jego idei, środowiska, autorów. To materiał na publikację pokonferencyjną, której nam bardzo brakowało. W pierwszym dniu tej konferencji odbieram bardzo dla mnie ważną Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Franciszka Karpińskiego. Teksty Franciszka Karpińskiego - np. kolędę "Bóg się rodzi" czy modlitwę "Wszystkie nasze dzienne sprawy..." - znają wszyscy Polacy. Marzy mi się pójście w ślady patrona nagrody, którą odbiorę.

W jakim sensie?

Czułbym się spełniony, gdyby chociaż jeden związek językowy z moich wierszy wszedł na stałe do języka mówionego i wzbogacił polszczyznę. A Karpińskim nie tylko mówimy, ale i modlimy się. Czy to nie wspaniałe?

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

07

grudnia

Czworo do poprawki Gdańsk, Scena Teatralna NOT

13

grudnia

Remcon 2019 Gdynia, SP 31

16

grudnia

Dziadek do Orzechów - Narod... Gdynia, Gdynia Arena

Rozrywka

Sylwester w Gdyni. Ania Rusowicz, Mrozu i pokaz fajerwerków
Sylwester w Gdyni. Mrozu i fajerwerki

Kulinaria

Jemy na mieście: restauracja Deska - smak i duże porcje
Jemy na mieście: Deska - duże porcje
Wykluczeni społecznie poprowadzą food trucka
Food truck, który pomaga wykluczonym

Planuj z nami tydzień

Sprawdź się

Ile placówek liczy Muzeum Narodowe w Gdańsku?