Wiadomości

"Jezioro łabędzie" - znakomity spektakl w Gdynia Arenie

Zobacz naszą relację z wydarzenia

Już po raz trzeci Royal Moscow Ballet odwiedził Gdynia Arenę, prezentując "Jezioro łabędzie" - arcydzieło sztuki baletowej. Choć widzowie narzekali, że baletmistrzowie tańczyli do muzyki z płyty, do poziomu artystycznego zastrzeżeń nie mieli - spektakl wzbudził zachwyt publiczności, która nagrodziła artystów gromkimi brawami.



The Royal Moscow Ballet to jeden z najlepszych rosyjskich baletów klasycznych. Wielu jego tancerzy ukończyło prestiżowe szkoły baletowe w Rosji, niektórzy tańczyli nawet w osławionym Teatrze Bolszoj. Dzisiaj zespołem kieruje Anatoly Emelianov - dyrektor generalny i choreograf, a także rycerz Orderu Diagilewa, odznaczony "za wkład dla kultury rosyjskiej". O tym, czym moskiewski zespół zapracował sobie na taką renomę, mieliśmy okazję przekonać się w sobotni wieczór w Gdynia Arenie, gdzie Royal Moscow Ballet zaprezentował - zresztą już po raz trzeci - "Jezioro łabędzie".

Choć od lat mówi się o tym, że objazdowe spektakle baletowe (szczególnie będące powtórką tego, co już mieliśmy okazję w Trójmieście zobaczyć) się znudzą, prognozy do tej pory się jednak nie sprawdziły i nic nie zapowiada, że tak się stanie. Widzowie uwielbiają tego typu rozrywkę i chętnie w niej uczestniczą, czego potwierdzeniem była podobna frekwencja, jak w latach ubiegłych - na widowni zasiadło przeszło 1 tys. słuchaczy.

Z roku na rok widzowie stają się również bardziej wyrozumiali, jeśli chodzi o realizację spektaklu, bo mają świadomość tego, w jaki sposób takie wydarzenia się przygotowuje.

- Przyszliśmy popatrzeć na baletmistrzów, bo to właśnie ich popisy taneczne są największym atutem tego typu spektakli - mówiła po koncercie Maria, absolwentka szkoły baletowej. - Nie oczekujemy cudów w zakresie scenografii czy muzyki wykonywanej na żywo przez orkiestrę, bo byłyby to oczekiwania niemożliwe do zrealizowania. Takie spektakle są bardzo kompaktowe - robi się je w taki sposób, aby szybko móc się rozłożyć, złożyć, zapakować i ponownie ruszyć w drogę. Ja to doskonale rozumiem, bo w przeszłości sama wielokrotnie brałam udział w podobnych przedsięwzięciach.
I faktycznie, zgodnie z utartą praktyką scenografia była minimalistyczna i ograniczała się jedynie do kilku tekstylnych kotar zawieszonych wokół i z tyłu sceny. Rekompensowały to jednak widowiskowe kostiumy oraz przepiękna (choć tylko z płyty) muzyka Piotra Czajkowskiego.

Przypomnę, że "Jezioro łabędzie" to klasyczny balet w czterech aktach. Muzykę, jak wspomniałam powyżej, skomponował Piotr Czajkowski, a libretto napisali Władimir Biegiczew i Wasilij Gelcer. Autorami choreografii, która okazała się być przebojem po dziś dzień, są Marius Petipa i Lew Iwanow.

Libretto opowiada o miłości rycerza Zygfryda do pięknej Odetty. Uczucie burzy jednak podstępne działanie geniusza zła pod postacią tajemniczego rycerza. Przychodzi on na bal z Odylią - piękną dziewczyną w przebraniu czarnego łabędzia, która łudząco przypomina wybrankę Zygfryda. Ten myśląc, że jest to Odetta, ogłasza ją wybranką swojego życia.

Gdy Zygfryd zdaje sobie sprawę z fatalnej pomyłki, popada w czarną rozpacz i udaje się nad staw. Odetta wspaniałomyślnie mu jednak przebacza, a ich miłość zwycięża. W odróżnieniu do pierwowzoru adaptacja The Royal Moscow Ballet, jako jedyne przedstawienie w balecie klasycznym, kończy się happy endem - jest to "tradycja", którą w latach 30. XX wieku zainicjowali sowieci pod wodzą Józefa Stalina i której rosyjskie zespoły baletowe pozostają wierne do dziś.

W wydarzeniu wzięło udział nieco ponad tysiąc widzów.
W wydarzeniu wzięło udział nieco ponad tysiąc widzów. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Rosyjscy mistrzowie stanęli na wysokości zadania i od pierwszej chwili oczarowali publiczność, czego dowodem były gromkie owacje nie tylko po zakończeniu, ale także i spontaniczne brawa w trakcie spektaklu.

Wielu widzów skarżyło się wprawdzie, że hala sportowa nie jest odpowiednim miejscem dla prezentacji tego typu sztuki, jednak nie brakowało i takich, którzy uznali to za atut:

- Nie jestem melomanem, nie znam się na sztuce wysokiej, ale zawsze chciałem wziąć udział w takim wydarzeniu - opowiadał w przerwie koncertu Marcin z Malborka. - Gdyby spektakl odbywał się w operze czy filharmonii, nie miałbym odwagi się na niego wybrać, bo czułbym się mocno skrępowany. Halę Gdynia znam, bywam tu na meczach i koncertach, więc kiedy tylko pojawiła się informacja, że zostanie wystawiony balet, natychmiast kupiłem bilety. Oboje z żoną bawimy się znakomicie - deklarował.
Moskiewska grupa baletowa oczarowała widzów tak bardzo, że wielu z nich zapowiedziało swój udział w kolejnych tego typu wydarzeniach. Jedyne, co budziło zastrzeżenia, to nagłośnienie - chwilami było tak głośno, że solówki poszczególnych instrumentów (a Czajkowski był przecież genialnym melodystą, więc ekspozycji pięknych motywów melodycznych w "Jeziorze łabędzim" jest sporo) zamiast budzić zachwyt, wywoływały ciarki.

"Jezioro łabędzie" - słynne pas de quatre

Opinie (24) 1 zablokowana

  • Szwajcaria Kaszubska to są dopiero jeziora

    • 3 3

  • Kacze bajoro (2)

    Balet znakomity ale nagłośnienie to kacze bajoro. Przy takim nagłośnieniu nie moźna było odróżnić skrzypiec od fagotu. Taki sposób nagłaśniania muzyki klasycznej powinien być zabroniony.

    • 20 1

    • Jak nagłośnić muzykę z płyty? (1)

      Albo głośno albo cicho - taka alternatywa niestety

      • 3 2

      • Głośnikami.

        • 1 0

  • Gdyby spektakl odbywał się w operze czy filharmonii, nie miałbym odwagi się na niego wybrać, bo czułbym się mocno skrępowany (4)

    Panie Marcinie, naprawdę odwagi! Teraz na spektakle w operze przychodzi się jak sie stoi, nikt nie wyrzuca...

    • 12 5

    • Teatr Bolszoj

      Jednak przedstawienia z muzyką na żywo, w Teatrze, to jest coś innego, to jest spektakl. Teatr Bolszoj ma wielką scenę wlaśnie m.in. do takich widowisk baletowych. W Arenie w Gdyni balet ma dużo miejsca, ale to jedyny plus. Nawet przedstawienia Jeziora Łabędziego w Teatrze Muzycznym w Gdyni miały lepszą atmosferę, chociaż scena za mała. O Operze w Gdańsku nie wspominam, bo tam to tylko przedstawienia kameralne mogą być....

      • 9 1

    • chyba u was, w Polsce (2)

      • 1 4

      • Będąc w Wiedniu na wycieczce turystycznej (1)

        Wybraliśmy się do Opery Wiedeńskiej, nagłym impulsem - no wiadomo trzeba zaliczyć. W przewodnikach stało, że nie wpuszczają do Opery bez odpowiedniego stroju (wieczorowego?) jednak skoro kupiliśmy bilety na jaskółkę na ostatnią chwilę w dniu spektaklu to co tam, zobaczymy. Dziewczyny się jakoś tam szalami pozawijały ale kolegę wpuszczono jak stał - w trampkach i swetrze bez problemu.
        By the way na tym najwyższym balkonie (stojącym) byli sami tacy studenci wiedeńscy i młodzież, a miejsce rezerwowali przywiązując wstążki do barierek... :)

        • 3 0

        • Tak było. Widziałem Was.

          • 3 0

  • Kultura wysoka zmarnowana miejscem i nagłośnieniem (2)

    Chylę czoła przed tymi artystami, przed tymi ludźmi, którzy tyle pracy włożyli w osiągnięcie takiego kunsztu. Dosłownie serce ściska, że muszą występować na tle nadrukowanej szmaty, przy nagłośnieniu od piłki siatkowej (koszmar....) i na jakiejś hali sportowej.
    Szkoda, że pokazaliście tylko pierwszy akt... To co dała z siebie Odetta i Czarny Łabądź... Ogromny szacunek!

    • 19 5

    • twój mózg jest zmarnowany

      jesteś w prywatnym piekle

      • 0 8

    • Mieli zaszczyt wystąpić na tle barw wielkiej Arki!!

      • 1 5

  • (1)

    Raz przed laty byłem na "Jeziorze łabędzim" i to chyba właśnie w wykonaniu The Royal Moscow Ballet i zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Najbardziej mnie porusza zakończenie, które można różnie interpretować, że miłość jest mocniejsza od śmierci, że zakochani spotkali się w zaświatach, że pamięć o ukochanej osobie jest zawsze z nami (czy tylko tak długo jak żyjemy?). "Serce w płomieniach" taki tytuł nosiła biografia Szymanowskiego autorstwa Waldorffa albo "Miłość jak ogień" - piosenka Edyty Bartoszewicz. Miłość jest ok!

    • 4 2

    • "Kto trwa w miłości trwa w Bogu a Bóg trwa w nim"

      • 3 0

  • Piękny występ, organizacja fatalna (2)

    Spektakl był naprawdę piękny, popisy tancerzy godne najwyższego podziwu. Jednak nie spodziewałam się, że na takie wydarzenie może zejść się takie buractwo. Zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie teatr, a hala sportowa, ale mimo wszystko - przychodzić na balet z popcornem, nachosami albo goframi? Siedzieć przez pół spektaklu w telefonie albo rozmawiać z koleżanką? Zabierać biegające między rzędami dzieci? Czy ludzie przyszli na występ baletowy, czy do cyrku? Skoro ludzie nie potrafią zachowywać się odpowiednio do rangi wydarzenia, to chociaż organizator mógł zadbać o to, aby nie było w tym czasie sprzedawane jakieś jarmarczne jedzenie. Wydawałoby się, że są jakieś granice i nikomu nie przyjdzie do głowy jedzenie popcornu na balecie. Niestety, okazuje się, że jednak takich wydarzeń nie można organizować w hali sportowej. Podsumowując - spektakl piękny, ale nie można się nim było w pełni nacieszyć przez panującą na widowni atmosferę.

    • 31 3

    • Dlatego trzeba było kupić bilet do Teatru Muzycznego a nie na Arenę.

      • 2 1

    • Kobieta dwa miejsca dalej jadła z dzieckiem bigos.

      • 2 0

  • Opinia do filmu

    Zobacz film "Jezioro łabędzie" w Gdynia Arenie

    Tak to niestety wygląda na Arenach sportowo - widowiskowych

    Klasyczny balet się do tego nie nadaje, no chyba że rewia on ice z muzyką z płyty... Na takich Arenach i obyczaje buraczeją łatwo, wiadomo pieniądz gorszy wypiera lepszy (prawo Kopernika).
    Szkoda wykonawców, ale oni się na to godzą dla podreperowania budżetów.
    Nie wiem ile zarabiają tancerze klasyczni w Rosji i w ogóle jaka jest średnia pensja w tym kraju w porównaniu do złotówki polskiej

    • 5 0

  • Frekwencja żenada

    • 3 0

  • Pamiętam jak na zajęciach z teorii baletu w szkole baletowej prof. Prądzyński zadał nam pytanie: Czy balet jest sztuką dla każdego?
    Odpowiedź zostawiam Wam.

    • 8 1

  • Fajni są ci kolesie w bialych rajstopkach...

    • 4 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

Ile rejsów odbył w swojej "karierze" parowiec Sołdek?

 

Najczęściej czytane