Wiadomości

stat

Ile można znieść dla pracy? Recenzja "Poniżej pasa"

Kontrola w anonimowym zakładzie może przybrać niecodzienny obrót, podobnie jak z trudem budowane relacje pomiędzy pracownikami. Na zdjęciu od lewej: Adam Machalica, Waldemar Cudzik i Michał Kula.
Kontrola w anonimowym zakładzie może przybrać niecodzienny obrót, podobnie jak z trudem budowane relacje pomiędzy pracownikami. Na zdjęciu od lewej: Adam Machalica, Waldemar Cudzik i Michał Kula. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

W kameralnej, trzyosobowej sztuce Richarda Dressera "Poniżej pasa" znajdziemy skupione w soczewce problemy pracowników korporacji: pełne nieczystych zagrań relacje podwładny - przełożony, rywalizację o względy szefa i pozycję w firmie czy ułudę bycia "po właściwej stronie" konfliktu. Jednak reżyser niepotrzebnie wyolbrzymia zawarte w tekście absurdy, brnąc w grubą groteskę i proponując przerysowaną grę aktorską.



Trafne opisanie tego, co na pozór wydaje się oczywiste i tym samym stanowi łatwy temat do obśmiania i wyszydzenia, wcale nie jest prostym zadaniem. Amerykański dramatopisarz Richard Dresser chętnie podejmuje tematykę społeczną, umiejętnie godząc jedno i drugie. w "Poniżej pasa" przygląda się relacjom pracowniczym typowej korporacji. W tym przypadku poznajemy trójkę bohaterów z działu audytu: doświadczonego pracownika Hanrahana, nowicjusza Dobka oraz ich przełożonego Merkina. Cała trójka znajduje się gdzieś daleko, odizolowana od społeczeństwa, w tajemniczej firmie, produkującej nienazwane produkty. Muszą radzić sobie z oderwaniem od rodzin i bliskich, z którymi mogą utrzymywać jedynie kontakt listowny.

Siłą rzeczy relacje między kolegami z pracy i przełożonym znajdują się w centrum uwagi. Kontakty między nimi podszyte są naturalnymi obawami i lękami pracowników korporacji, kłopoty rosną w ich oczach odwrotnie proporcjonalnie do rzeczywistej skali problemu, a ich odbiór związany jest z pozycją w firmie, walką o szczeble kariery i próbą zrozumienia intencji szefa oraz chęcią zaskarbienia sobie jego sympatii. Znajdziemy tu paranoje wywiedzione niemal wprost z twórczości Franza Kafki, echa gorzkiego dowcipu George`a Orwella i absurd w stylu Eugène`a Ionesco.

Hanrahan (Michał Kula) podejmuje grę z nowym Dobkiem (Adam Machalica), prowokując go na szereg sposobów. Ich niełatwa relacja zostanie wystawiona na próbę.
Hanrahan (Michał Kula) podejmuje grę z nowym Dobkiem (Adam Machalica), prowokując go na szereg sposobów. Ich niełatwa relacja zostanie wystawiona na próbę. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Funkcjonowanie jednostek w systemie ubrano w szereg absurdalnych dialogów, począwszy od przyjścia "nowego", na którego dotychczasowy jedyny specjalista reaguje alergicznie. Panowie nie tylko pracują razem, ale też dzielą pokój, co jest przyczyną licznych spięć i ambicjonalnych potyczek. Najdobitniej ukazuje je scena rywalizacji o dzwonek, którym szef ma wzywać jednego lub drugiego. Hanrahan histeryzuje przeczuwając, że spadł w wewnętrznej hierarchii i nadając wielkie znacznie z pozoru mało istotnemu gestowi, jakim jest przydzielenie pojedynczego dzwonka Dobkowi. Absurdalna awantura zakończy się oczywiście w typowy dla tego typu zdarzeń sposób.

Scenografia przygotowana przez André Ochodlo imponuje rozmachem, jak na niewielką scenę Teatru Atelier. Znalazło się miejsce na biuro pracowników z wnęką mieszkalną, gabinet ich szefa oraz imponujący, długi korytarz, wybudowany częściowo na widowni za pomocą metalowej konstrukcji. Szczególnie ten ostatni - doskonale oddaje dosłownie i w przenośni dystans, jaki muszą pokonać podwładni do swojego szefa, który fizycznie znajduje się tuż obok nich. Bohaterom "Poniżej pasa" towarzyszy niemal przez cały czas industrialno-elektroniczna warstwa brzmieniowa, przygotowana przez Adama Żuchowskiego, która podobnie jak scenografia świetnie współgra z klimatem sztuki (poza nielicznymi momentami, gdy w typowo filmowy sposób staje się zbyt ilustracyjna).

Zaskakuje wyjątkowo rozbudowana, jak na Teatr Atelier, scenografia spektaklu, przygotowana przez André Ochodlo.
Zaskakuje wyjątkowo rozbudowana, jak na Teatr Atelier, scenografia spektaklu, przygotowana przez André Ochodlo. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Ochodlo reżyserując spektakl postanowił podkreślić absurd i komizm wielu sytuacji poprzez groteskę i bardzo przerysowane, niemal komiksowe granie - bohaterowie zachowują się niekonwencjonalnie, czasem ujadają jak psy napotykające intruza, wykonują dziwaczne gesty, a ich emocjonalność wydaje się być z gumy, bo przeżywają skrajnie odmienne stany w kilka chwil. Takie rozbijanie iluzji i dystansowanie się do roli w wielu wypadkach nie ma jednak uzasadnienia, a przy okazji wyraźnie utrudnia aktorom skupienie się na interpretacji tekstu i momentami przypomina po prostu pracę na zadany temat. Z czasem jednak udziwnionych zadań aktorskich jest mniej, przez co lepiej wybrzmiewa tekst dramatu.

Trójka Adam Machalica (Dobek), Michał Kula (Hanrahan) i Waldemar Cudzik (Merkin) ma niełatwe zadanie. Gęsty od znaczeń i emocji tekst muszą podać w olbrzymim tempie, skacząc z emocji w emocję, z afektu w afekt. Nie ma tu za wiele miejsca na niuanse i detale, ale w tej gimnastyce każdy z czasem znajduje sobie miejsce.

Waldemar Cudzik z wprawą gra ekscentrycznego, zdziecinniałego wręcz szefa, potrafiąc uwiarygodnić swojego bohatera.
Waldemar Cudzik z wprawą gra ekscentrycznego, zdziecinniałego wręcz szefa, potrafiąc uwiarygodnić swojego bohatera. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Machalica gra przestraszonego, spolegliwego i niekonfliktowego nowego pracownika, który stara się w nowym środowisku zachować dawne ideały. Kula postać opryskliwego, zazdrosnego i wystraszonego obecnością rywala w zawodowej hierarchii Hanrahana buduje silną, często przerysowaną ekspresją, początkowo nadużywając krzyku, z czasem malując tę postać w coraz to innych odcieniach. Wreszcie ich szefa Merkina Waldemar Cudzik kreuje na zimnego cynika i karierowicza, nie dając sobie jednak taryfy ulgowej i nie bawiąc się stereotypem szefa. To postać wyrachowana, ekscentryczna, na swój sposób bardziej żałosna niż pozostałe, a przy tym przejmująco samotna, celnie oddająca perspektywę, intencje i motywacje przełożonego.

Tekst Dressera pod płaszczykiem zasad korporacyjnych ukazuje oczywiście przede wszystkim zniewolenie, czy też - jak pada w tekście - więzienie, tyle że nie ciała, a duszy. Porusza kwestię współczesnego niewolnictwa, jakim jest wyzysk i całkowita dyspozycyjność, narzucona pracownikowi w zawodowej społeczności. Reżyser uważnie podąża za autorem, serwując widząc ciekawy komediodramat. Szkoda tylko, że narzucona przez niego, sztuczna forma, osłabia nieco jego wymowę. Podobnie jak niepotrzebne głosy "z offu" czy laser zastosowany stanowczo zbyt wiele razy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (33)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

24

września

Wystawa malarstwa Mieczysła... Gdańsk, Stacja Orunia GAK Dworek Artura

30

września

II. Muzyka Austriacka - Muz... Gdańsk, Kościół Chrystusa Króla

30

września

Wystawa czasowa: Marco Godi... Gdynia, Muzeum Emigracji

Rozrywka

Złote Lwy dla filmu "Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego
Złote Lwy dla filmu "Zimna wojna"
Przerwany hip hopowy wieczór w Protokulturze
Przerwany koncert hip hopu

Kulinaria

Nowe lokale: kuchnia z Mauritiusa, gry, piwo i chleb
Nowe lokale: kuchnia z Mauritiusa, gry i chleb
Oktoberfest w Trójmieście. Gdzie uczcić bawarskie święto piwa?
Oktoberfest. Dokąd na święto piwa?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: będzie różnorodnie
Planuj tydzień: będzie różnorodnie