Wiadomości

Dobre i złe książki. Czy ten podział ma sens?

Czasem do szczęścia nie potrzeba wiele: książka (bez względu jaka, ważne, by nam się podobała), kubek dobrej herbaty, koc i wygodna kanapa. Przepis na idealny wieczór?
Czasem do szczęścia nie potrzeba wiele: książka (bez względu jaka, ważne, by nam się podobała), kubek dobrej herbaty, koc i wygodna kanapa. Przepis na idealny wieczór? fotolia.pl/contrastwerkstatt

Czy literatura, która należy do kasowych przebojów może być dobra? Czy literatura, którą czytają miliony jest kiczowata? Czy literatura popularna to produkt gorszego typu? Kto lub co o tym decyduje i czy te podziały są jeszcze sensowne? I czy w kraju, w którym właściwie się nie czyta, takie pytania w ogóle mają rację bytu? 



Sprzedaż i prawa rynku dyktują nam, co czytamy?



Najlepsze, najpoczytniejsze, najważniejsze. Musisz je znać, musisz je mieć, musisz je kupić. Złota setka, top 10, ścisła czołówka. Bestseller, dzieło wszech czasów, superhit.  Znamy wszyscy dobrze tego typu hasła krzyczące do nas z rankingów, podsumowań i rekomendacji dużych sieciówek. Sprzedaż i prawa rynku dyktują dziś mody kulturowe, zarówno te filmowe, jak i te czytelnicze. Patrząc na przepełnione półki księgarń, wielkie kosze z książkami w supermarketach, codziennie mijane billboardy z reklamami kolejnych hitów wydawniczych i nagłówki w prasie informujące o następnych wydarzeniach literackich  - aż trudno uwierzyć, że z polskim czytelnictwem jest tak źle, jak pokazują to badania...

Witamy w kraju nieczytania



Wykres "Czytanie książek w latach 2000-2016". Źródło: Biblioteka Narodowa.
Wykres "Czytanie książek w latach 2000-2016". Źródło: Biblioteka Narodowa. BN
Według rankingu sporządzonego przez Bibliotekę Narodową, w poprzednim roku ani jednej książki nie przeczytało 63,50 proc. Polaków. Niewiele ponad 10 proc. tej grupy stanowią czytelnicy, którzy mają na koncie siedem i większą liczbę książek rocznie. Pozostali to w głównej mierze czytelnicy jednej lektury albo tacy, którzy przeczytali tekst nie dłuższy niż trzy strony. Polskich domów bez własnej biblioteczki, czyli bez żadnej książki (poza podręcznikami) jest obecnie 41 proc.

Nie czytamy, ale kupujemy i wydajemy



Jak często czytasz książki?

staram się codziennie, to moja pasja 55%
raz, dwa razy w tygodniu 20%
kilka razy w miesiącu 11%
kilka razy w roku 11%
raz na kilka lat 1%
nie pamiętam już, kiedy czytałe(a)m książkę 1%
od książek wolę prasę lub internet 1%
zakończona Łącznie głosów: 567
Paradoksalnie jednak, im mniej czytamy, tym więcej książek kupujemy, a liczba wydawanych pozycji wcale nie maleje - od 2011 roku publikowanych jest powyżej 30 tysięcy tytułów rocznie, a na rynek księgarski wchodzą każdego dnia 74 nowe tytuły. Rynek wydawniczy również specjalnie nie cierpi na polskim nieczytaniu, skoro ciągle powstają nowe wydawnictwa, a te stare, jeśli przetrwały zmianę systemu i odnalazły się na kapitalistycznym gruncie, mają się całkiem nieźle. Do tego typu wydawnictw należą najbardziej dochodowe oficyny w Polsce, wydające bestsellery, m.in. Sonia Draga (wydawca Dana Browna i "Pięćdziesięciu twarzy Greya" E.L. James), Czarna Owca (wydawca szwedzkich kryminałów, w tym serii "Millenium"), Wielka Litera (publikująca m.in. książki Janusza L. Wiśniewskiego).

Sienkiewicz i Brown



Wspomniany już raport BN, z którego dowiedzieć się możemy, jaką lekturę wybierają rodacy, potwierdza zasadę, że hity sprzedaży są z reguły hitami czytelniczymi. Najpoczytniejszymi autorami, utrzymującymi swoją popularność w rankingach w latach 2000-2016, a także najczęściej wybieranymi przez czytelników są m.in.: Henryk Sienkiewicz, Dan Brown, E. L. James, Stephen King, Adam Mickiewicz, J. K. Rowling, Joanna Chmielewska, Danielle Steel, Paulo Coelho, Katarzyna Grochola, Stephenie Meyer, Andrzej Sapkowski. Już po tym samym zestawieniu nazwisk możemy zauważyć, że Polacy najchętniej czytają literaturę popularną, nie umniejszając Sienkiewiczowi i Mickiewiczowi, którzy najpewniej znaleźli się na tej liście nie tylko jako najbardziej znani polscy pisarze lektur szkolnych.

Pierwszorzędny pisarz drugorzędny



Notabene, naszego noblistę świetnie swego czasu podsumował inny pisarz, Witold Gombrowicz, który pisał tak oto w swoim "Dzienniku":

Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha - i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera! i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni. Potężny geniusz! - i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej kategorii, to Dumas Ojciec pierwszej klasy. Trudno też w dziejach literatury o przykład podobnego oczarowania narodu, bardziej magicznego wpływu na wyobraźnię mas.
Czy dziś tego samego nie powiedzielibyśmy o Danie Brownie albo J.K. Rowling?

Jak uwieść odbiorcę i trafić w jego gust



Gombrowicz nazywa Sinkiewicza "uwodzicielem" i "magikiem", który potrafił trafić w gust odbiorcy, a co ciekawsze, nadal trafia. Pamiętajmy, że jego powieści drukowane były w prasie, autor więc pisał, biorąc pod uwagę opinie czytelników. Była to na tamte czasy po prostu literatura popularna, a nawet jak dziś byśmy to określili - masowa.

Bez względu na to, czy należymy do wielbicieli pióra autora "Trylogii", czy uważamy go za grafomana, to jednak popularności jego książkom i ich ekranizacjom nie sposób odmówić. Twórczość Sienkiewicza jest zresztą świetnym przykładem na funkcjonowanie w dwóch obiegach: kultury wysokiej i tzw. kultury popularnej, choć dziś trudno mówić o jakimś ścisłym podziale w sztuce na niskie i wysokie. To, co jedni uznają za tanie, niskich lotów czy kiczowate, inni równie dobrze mogą uważać za genialne, godne uwagi i lektury. I każdy będzie mieć rację.


Kiczowaty znaczy popularny?



Jak zresztą podaje definicja zamieszczona w Wikipedii - kicz to "utwór o miernej wartości, schlebiający popularnym gustom, który w opinii krytyków sztuki i innych artystów nie posiada wartości artystycznej." I być może w tym tkwi sedno problemu - wszak krytycy i artyści to nie to samo, co ogólnie rzecz biorąc "odbiorcy", a czytelnik czytelnikowi nie równy. Dlatego właśnie popularne gusta, czyli miliony czytelników, wybierają Dana Browna czy Jamesa Pattersona, a nie laureatów Nagrody Bookera, tj. J.M. Coetzee czy Eleanor Catton. Pamiętać jednak trzeba, że nie brak również czytelników tzw. wszystkożernych, którzy równie chętnie sięgają tak po książki noblistów, jak i autorów popularnych.

Raj dla mas



Według Abrahama Molesa kicz to "społeczne przyzwolenie na przyjemność" oraz "raj dla mało wymagających". Czegóż chcieć więcej? W historii literatury nigdy nie brakowało produktów spełniających te kryteria, które nazywało się onegdaj powieściami dla służących albo czytadłami dla pensjonarek, a dziś są to po prostu hity sprzedaży. Oczywiście, to, co kiedyś opisywała literatura (wielkie romanse, powieści obyczajowe i historyczne) w pewnym momencie przejęło kino, a potem telewizja - dziś zaś seriale. Łatwo zauważyć wciąż żywe związki między nimi, wszak ekranizacje poczytnych dzieł czy tworzenie seriali na podstawie książek to znany i nadal praktykowany zwyczaj, przywołując tu choćby słynną "Grę o Tron".

Dziś trudno odpowiedzieć na pytanie, co komu bardziej nakręca popularność - książki ekranizacjom czy odwrotnie. W każdym razie nie sposób oddzielić bestsellerów od ich życia w kulturze masowej (gadżety, reklamy, seriale, programy, hity kinowe itd.). Tak było w przypadku serii "Millenium" (dwie wersje kinowe: szwedzka i amerykańska), książek Dana Browna czy przykład z naszego rynku - sukces Katarzyny Grocholi i filmu "Nigdy w życiu" na podstawie jej książki.

Kobiety rządzą



Okładka książki
Okładka książki
Warto w tym miejscu wspomnieć, że wedle statystyk około 70 proc. kupujących książki to kobiety. Nic więc dziwnego, że rynek schlebia ich gustom, dlatego też wydaje się dużo literatury kobiecej - wciąż poczytne są romanse, zarówno te ze stajni Harlequina, jak i te z nieco wyższej półki, pióra Danielle Steel, Nory Roberts czy wspomnianej Katarzyny Grocholi. W samej Polsce Harlequin wydaje rocznie około 280 tytułów.

Jak podaje "Business of Consumer Book Publishing", w 2009 roku romanse przyniosły wydawcom około miliarda i 360 milionów dolarów zysku. Kiedyś poczytne były romansidła i melodramaty typu "Trędowata" i "Przeminęło z wiatrem", dziś za ich odpowiednik można przyjąć "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Innymi słowy - zapotrzebowanie na rozrywkę na poziomie (lub nie) istniało zawsze, tak w literaturze, jak i kulturze w ogóle.  


Polska Skandynawia



Nie sposób nie powiedzieć jeszcze o tym, że w rankingu najlepiej sprzedających się gatunków literackich w Polsce pierwsze miejsce zajmują kryminały. Po sukcesie literatury skandynawskiej, polski rynek zaczęli dominować nasi rodzimi autorzy, tj. Katarzyna Bonda (nazywana królową kryminału), Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski i inni.

O tym się mówi



Czytanie jest praktyką społeczną, często więc sugerujemy się opiniami znajomych, pożyczamy książki od siebie nawzajem, polecamy, inspirujemy się recenzjami (choć raczej jak coś jest chwalone przez krytyków, to nie znajduje sympatii u zwykłych zjadaczy chleba; podobne zjawisko występuje zresztą w kinie i teatrze). Poczta pantoflowa w przypadku rynku wydawniczego to nadal jeden z uznawanych chwytów marketingowych. Im więcej o jakimś dziele "mówi się na mieście", tym większa szansa na jego lepsze wyniki sprzedaży.

Słowo pisane w cenie



Słowo pisane bowiem, mimo kryzysu czytelnictwa, dominacji obrazu i zalewu audiobooków, nadal jest w cenie, o czym świadczy odnotowane przez "Forbesa" 269 milionów dolarów, które w ciągu ostatniego roku zarobiło 14 najbardziej dochodowych pisarzy na świecie. Wśród nich znaleźli się również ulubieńcy polskich czytelników. Pierwsza piątka to: J.K. Rowling (autorka sagi o Harrym Potterze), James Patterson (twórca sagi o detektywie Aleksie Crossie), Jeff Kinney (autor cyklu "Dziennik cwaniaczka"), Dan Brown (m.in. "Anioły i Demony", "Kod Leonarda Da Vinci", "Początek") oraz Stephen King (m.in. "Lśnienie", "Zielona mila").

W krainie literackiego fast foodu



Swoją drogą King nazwał onegdaj swoje dzieła "literackim odpowiednikiem big maca z dużymi frytkami"... Z kolei Salman Rushdie stwierdził kiedyś publicznie, że "Kod Leonarda" to powieść napisana tak źle, że obraża źle napisane powieści. No cóż... Nie każdy może lubi fast food, ale któż z nas od czasu do czasu nie skusi się na małe frytki z odrobiną keczupu?

Opinie (56) 1 zablokowana

  • ilość, ilość

    akurat nie jest najważniejszym kryterium, ale nawet czytanie modnych z czystego snobizmu nie jest złe, bo uczy zdrowej selekcji. Jak to kiedyś mawiano: czytać ze zrozumieniem, czyli książki niemądre i kłamliwe można wyrzucać w kąt

    • 33 0

  • czas pokaże (1)

    czy za 30 lat będziemy pamiętać o niektórych z tych książek, które wychodzą teraz.
    jeśli nasze dzieci, wnuki będą je czytać i zachwycać się to tak, wtedy książka jest dobra.

    • 29 1

    • To można powiedzieć, że nawet niektórzy z wymienionych w artykule autorów już się obronili.

      Bo właśnie czyta ich 2, a w jednym przypadku już 3 pokolenie. Mówię tu o Sapkowskim z jego sagą i opowiadaniami o Wiedźminie, J.K. Rowling z Harrym Potterem, Danielle Steel, już nieżyjącej Joannie Chmielewskiej, Paulo Coelho.

      O pozostałych współczesnych twórcach już czasem można powiedzieć, że zginą w mgle zapomnienia. Moda na "Zmierzch" Stephenie Meyer już dawno przeminęła i nic o niej nie słychać, a nastolatki nie sięgają po to "dzieło". To samo czeka na pewno, gdy już skończą się filmy E.L. James i jej "Greya" ... Reszta powinna mieć jakąś pozycję na rynku wydawniczym.

      • 11 3

  • masakra (7)

    Ciężko w Polsce z dostępem do wartościowej literatury. W sieciówkach nie znajdę dla siebie książki, w Internecie to samo. Jeżeli wydania są, to stare i tylko w antykwariatach. Pomijam fakt, że wiele dobrych książek nie zostało przetłumaczonych.
    Dużo czytamy, ale są to niestety mierne pozycje. Dla mnie strata czasu.

    • 20 37

    • Czyli ludzkość przestała tworzyć wartościowe dzieła literackie? Może powinieneś/aś się dokształcić, poszukać trochę i okaże się, że jednak warto czytać.

      • 18 5

    • A co to znaczy marna pozycja? Kazdy czyta co lubi, na co ma ochote w danej chwili lub co musi.
      Osobiscie nie czytuje Greya czy jak mu tam bo dla mnie to ksiazka w nie moich klimatach ale po ciezkim dniu nie wyobrażam sobie czytać czegoś cięższego i wymającego. Ostatnimi czasy muszę czytać literaturę fachową i brak mi czasu na wciągające powieści dla czystego relaksu, a nawet po wyczerupującej lekturze nie jestem w stanie patrzeć na książki.
      Lektura oprócz tego, że ma nas często czegoś nauczyć jest też formą relaksu, oderwania etc.
      Nie wiem jak można napisać "strata czasu" skoro książek jest tyle, że każdy wybiera coś dla siebie i w konkretnych celu.

      • 28 2

    • Szukaj wartościowych, ja znajduję, ale wytwale dreptam w księgarniach, empikach, szukam w necie, w bibliotece.

      • 12 0

    • Nieciekawa historia 2

      Zgadzam się z Tobą w 100%.Również w literaturze sprawdza się słynne prawo mówiące że zły pieniądz wypiera dobry. Dzisiejsze utwory literackie są jakieś przegadane, za to bez ciekawej treści. Na szczęście zawsze możemy poczytać starych Mistrzów, w tym oczywiście Czechowa.

      • 7 1

    • I właśnie dlatego zaopatruję się w literaturę niemal wyłącznie w antykwariatach. (2)

      Zarówno stacjonarnych jak i internetowych. Gdy planuję wyjazd do innego miasta - najpierw sprawdzam adresy tamtejszych antykwariatów. Często można znaleźć perełki.
      Z reklamowanych nowości niewiele mnie interesuje, a nowe wydania klasyków nie wnoszą nic nowego poza większą ilością błędów w druku i - nierzadko - kiczowatą okładką.

      • 5 0

      • A skąd bierzesz nowości? (1)

        Powstaje trochę dobrych książek na świecie. Nie wszystkie są tłumaczone na polski, niektóre są nieosiągalne w Polsce. Zakupy za granicą i ściąganie z sieci międzynarodowych nie zawsze jest proste i tanie.

        • 0 0

        • Nowości za rok, dwa też tam trafią.

          • 0 0

  • Tak ten podział na dobre i złe ma sens.

    A to że jest w swej znacznej większości czysto subiektywny to zupełnie inna sprawa.

    • 21 3

  • Dobre ? Złe ? (1)

    Wychowana zostałam w "czytającym" domu.
    Wiem, że dobre książki to te, które mnie budują, tzn.nastawiają pozytywnie do życia, do świata,
    do ludzi,
    które budzą refleksję nad losem ludzi, a nawet współczucie dla innych, rozwijają empatię.
    Nierzadko nie raz wracam do tych samych historii.

    Czytam obecnie J. Cygana "Życie jest piosenką" i mi w sercu gra :-)

    • 20 2

    • Mówi się Roma, nie Cygana :p

      • 21 2

  • te rozmaite rozenki i inne wyznania gwiazd mo (1)

    • 16 1

    • I to jest najsmutniejsze spostrzeżenie, bo te właśnie tytuły okupują najczęściej półki z szyldem "bestseller". Aż się zastanawiam, czy nie lepiej nie czytać niczego.

      • 11 0

  • Czytam bardzo dużo (3)

    A ja czytam około 8-10 książek miesięcznie. To jest moja pasja,hobby. Dzień bez książki dniem straconym. Pozdrawiam moli książkowych

    • 59 3

    • równowaga

      Co za dużo to niezdrowo.

      • 1 7

    • No chyba nie pracujesz i masz czas

      • 4 9

    • Ech Ty molu książkowy :) 8-10 to niezły wynik.

      • 2 0

  • Edzio też kiedyś przeczytał książkę (1)

    Warto czytać.

    • 3 0

    • Bądź jak Edzio.

      • 1 0

  • BZDURA ! NIE MA CZEGO TAKIEGO ! bo dla mnie dobry jest dostojewski a dla kogos innego np.sienkiewicz (1)

    tak samo jak nie ma dobrego wina itd !

    • 8 15

    • Ale zasady poprawnej pisowni są!

      • 15 0

  • Artykuł pełny zaskakujących wniosków: (4)

    "Nie czytamy, ale kupujemy i wydajemy"
    - guzik prawda po prostu czyta mniejszy odsetek społeczeństwa, ale za to większą ilość książek na osobę - stąd wzrost sprzedaży połączony ze spadkiem ogólnej liczby czytających

    i akapit niżej przeciwne stwierdzenie

    "(...) raport BN (...) potwierdza zasadę, że hity sprzedaży są z reguły hitami czytelniczymi"
    No nie możliwe - to ludzie kupują książki, które potem czytają ?
    Myślałem , że zazwyczaj podpierają nimi stoły i palą w piecu - a tu taki zaskakujący wniosek...

    Dalej już nie przebrnąłem - nie wszystko co napisane warto czytać.

    • 33 3

    • (1)

      Dokładnie. Wzrost sprzedaży wynika z tego, że czytający czytają co roku coraz więcej, to też widać w raportach z ostatnich lat. Generalnie rozwarstwienie społeczne się pogłębia.

      • 11 0

      • Podobno bardzo dobrym środkiem, likwidującym rozwarstwienie społeczne, jest wojna. Tylko czy powinniśmy dążyć za wszelką cenę do jego likwidacji?

        • 5 0

    • Oj, tak...

      Na przykład ludzi piszących z błędami...

      • 5 0

    • czytanie ze zrozumieniem to sztuka

      Przecież raport BN (Biblioteki Narodowej gdyby ktoś nie wiedział, co oznacza ten skrót) odnosi się do rankingu wypożyczeń książek - zakładając, że je ludzie czytają, to jest ranking czytelniczy, natomiast hity sprzedaży nie mówią o czytaniu, tylko o kupowaniu - nie jest to równoznaczne. Czy to takie trudne?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Iluminacje, choinki  i szlak kulinarny. Gdańsk odpala święta inaczej niż zwykle
Święta w mieście inaczej niż zwykle
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?

Kulinaria

Iluminacje, choinki  i szlak kulinarny. Gdańsk odpala święta inaczej niż zwykle
Święta w mieście inaczej niż zwykle
Kuchnia azjatycka w Trójmieście godna polecenia
Kuchnia azjatycka w Trójmieście

Sprawdź się

Studium Wokalno-Aktorskie to: