Poszukiwania obrazów na tę wystawę trwały ponad trzy lata. W końcu udało się zebrać ponad 100 prac Alberta Lipczinskiego - malarza, który bywa nazywany "sopockim Van Goghiem". Ekspozycję można oglądać w oddziale Muzeum Narodowego w Zielonej Bramie.
Czas obszedł się okrutnie z Albertem Lipczinskim. Mimo iż na początku XX wieku malarstwo tego artysty budziło żywe zainteresowanie, a jego prace prezentowane były na jednej wystawie wraz z dziełami Matisse'a, Picassa czy Gaugina, dziś jego nazwisko znane jest tylko nielicznym.
Wystawa w Zielonej Bramie ma na celu przypomnienie twórczości Lipczinskiego, artysty związanego z Sopotem, który osiedlił się tu po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Wcześniej przez wiele lat mieszkał i kształcił się w Liverpoolu, gdzie udało mu się zdobyć sławę i uznanie, głównie za sprawą niezwykłego talentu portrecisty. Również w Liverpoolu poznał swoją przyszłą żonę, śliczną Elizabeth Milne, z którą spędził resztę życia i utrwalił jej nietuzinkową urodę na wielu portretach.
W Wolnym Mieście Gdańsku Albert Lipczinski szybko zyskał popularność - bogaci mieszkańcy często zamawiali u niego swoje portrety, udawało mu się też sprzedawać prace w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Jednak po drugiej wojnie światowej los odwrócił się od malarza - Lipczinski przeżył poważne załamanie nerwowe, miał kłopoty ze zdrowiem i malował coraz mniej. W 1969 roku zmarła Elizabeth, jej mąż - pięć lat później, w wieku 98 lat.
Poszukiwanie i gromadzenie obrazów na wystawę Lipczinskiego trwało długo - krok po kroku docierano do osób, które miały kontakt z artystą i posiadały jego prace. W końcu odnaleziono ponad 100 obrazów i rysunków. Przyjechały one do Gdańska ze zbiorów prywatnych z Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Portugalii i Hiszpanii.
W ramach gdańskiej ekspozycji zobaczymy 80 prac - są tu zarówno obrazy, jak i rysunki Lipczinskiego. Większość z nich to portrety, z których sporo miejsca zajmują te poświęcone Elizabeth, ale też malowane na zamówienie, chociażby portret Dorothy Reilly - barwny, wspaniale wystylizowany, w klimacie sztuki japońskiej.
Świetnie prezentują się pejzaże, malowane z pełną ekspresji lekkością. Duże wrażenie robią widoki Głównego Miasta z jego charakterystyczną architekturą, np. nieco mroczny fragment ulicy Piwnej. Mistrzowska gra kolorów i światła to dowód na wybitny talent Lipczinskiego - nic dziwnego, że jego prace były pokazywane w towarzystwie najznamienitszych wówczas nazwisk. I wielkie brawa dla gdańskiego Muzeum Narodowego za zorganizowanie takiej wystawy - może dzięki niej choć jakaś niewielka część należnej Lipczinskiemu pamięci zostanie przywrócona.


















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.