kalendarz

maj»
PnWtSrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 

wiadomości kulturalne

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Wszystko o trójmiejskim jazzie. "Jazzowisko" Stanisława Danielewicza

Stanisław Danielewicz, "Jazzowisko", PWM Edition 2011.

mat. prasowe

Stanisław Danielewicz, "Jazzowisko", PWM Edition 2011.

Trójmiasto od lat 50. stanowi jedno z najważniejszych miejsc na jazzowej mapie Polski. Muzycy, organizatorzy imprez, fani jazzu, dziennikarze, publicyści - wszyscy oni tworzą tzw. jazzowisko. Taki sam tytuł ma księga autorstwa Stanisława Danielewicza opisująca historię jazzu w Trójmieście w latach 1945-2010.



"Jazzowisko" to opasły tom, w którym autor na ponad siedmiuset stronach szczegółowo opisuje, rok po roku, dzieje bohaterów trójmiejskiego jazzu. Zaczyna w sposób zaskakujący, we wstępie utyskując na fatum, które rzekomo wisi nad tutejszym środowiskiem. Według Stanisława Danielewicza wkład trójmiejskich jazzmanów w rozwój polskiej muzyki nie został dotąd należycie odnotowany. Według niego autorzy dotychczasowych publikacji na temat jazzu koncentrowali się na muzykach warszawskich, pomijając trójmiejskich. "Jazzowisko" ma te luki uzupełnić i oddać należyty hołd takim muzykom, jak Włodzimierz Nahorny, Helmut Nadolski, Eryk Kulm czy Andrzej Przybielski.

Danielewicz przywołuje także kulisy pracy organizatorów, managerów kultury i dziennikarzy. To w Sopocie za sprawą Leopolda Tyrmanda zorganizowano pierwsze powojenne polskie festiwale jazzowe. To w Gdańsku powstał miesięcznik "Jazz". W całej Polsce słynne były kluby Żak i Rudy Kot, w których w latach 50. i 60. przy jazzie można było przetańczyć całą noc.

Początki, jak to zwykle bywa z początkami, były trudne. Po I Festiwalu Jazzowym w Sopocie Jerzy Milian, który przyjechał z kwartetem Krzysztofa Komedy, wspominał: "Jakaż siła musiała być w tym festiwalu, skoro fani i my czasami też jedliśmy suchy chleb i pomidory. Wielu spało pod gołym niebem albo w koszach".

Prasa nie szczędziła wówczas słów krytyki, opisując fanów jazzu jako chuliganów, a ich zachowanie jako chamskie. Czasy to były egzotyczne, o czym może świadczyć skandal, jaki wywołali Bobek KobielaZbyszek Cybulski. Aktorzy teatrzyku "Bim-Bom" przynieśli cztery mini-transparenty, każdy z jedną tylko literą, które układały się w obraźliwy dla systemu napis DUPA. Dzisiaj żaden dziennikarz, ani polityk nie zwróciłby na nich uwagi.

To nie jest książka, którą czyta się od deski do deski. Raczej kompendium wiedzy, do którego można sięgać w razie ochoty lub potrzeby. "Jazzowisko" potrafi odstraszyć nadmiernym przywiązaniem do szczegółów. Litanie nazwisk i dat pomogą jednak tym, którzy lubią wszystko mieć poukładane. Jeśli komuś obce jest zacięcie historyczne, może takie fragmenty przeskoczyć i wybrać się śmiało na połów anegdot i ciekawostek, od których w książce aż się roi.

Dzięki Danielewiczowi możemy się na przykład dowiedzieć, jakim wyzwaniem dla Anglików z zespołu Dave'a Burmana był przyjazd do Polski w 1956 roku. Brytyjskie władze solennie ostrzegały, że za żelazną kurtyną nie mają nic do gadania i nie będą w stanie pomóc muzykom, gdyby komuniści odmówili im powrotu do kraju.

W innych rozdziałach autor opisuje reakcje przechodniów, gdy Helmut Nadolski grał w Sopocie hejnał za kwadrans dwunasta oraz z czego składały się tzw. "refreshing drinks", które Dave Liebman przyjmował podczas jam sessions po koncercie w ramach Gdynia Summer Jazz Days.

Jest też w książce oczywiście rozdział poświęcony temu, co w trójmiejskim jazzie bardziej aktualne: Tymańskiemu, Trzasce, Możdżerowi, Jaskułke, Wojtczakowi, Sikale, braciom Mazolewskim i wielu innym.

Jako że święta za pasem, chyba nie trzeba dodawać, że "Jazzowisko" to świetny kandydat na prezent pod choinkę dla fanów muzyki improwizowanej. Stanisław Danielewicz, były publicysta "Dziennika Bałtyckiego" i korespondent "New Musical Express", pisząc "Jazzowisko" wykonał pracę godną Herkulesa tej improwizowanej historii. Czapki z głów.

sortuj: rosnąco  | pokaż widok standardowy

opinie (razem: 15)

zgłoś do moderacji opinię 4083408 2011-12-21 07:58 brawo. bardzo mnie to cieszy

nareszcie sensowna pozycja na rynku

wielbiciel gatunku

popieram opinię 5 / nie zgadzam się 2
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 4083409 2011-12-21 08:36 (1)

A gdzie można to kupić ?

macias

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 3

zgłoś do moderacji opinię 4083410 2011-12-21 09:09 w mięsnym

Jadzia

popieram opinię 6 / nie zgadzam się 2

zgłoś do moderacji opinię 4083411 2011-12-21 09:52 Septet Krzysztofa Komedy, kolego

frendzel

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 4083412 2011-12-21 10:20 Przemek Dyakowski wielki szacun

Rozpoczął grę na saksofonie pod koniec lat 50-tych w zespole Zygmunta Koniecznego w słynnej Piwnicy pod Baranami w Krakowie. Debiutował jako jazzman podczas Zaduszek Jazzowych w Filharmonii Krakowskiej w 1961 r. Po przeniesieniu się na Wybrzeże przez wiele lat związany z Klubem Studentów Wybrzeża Żak w Gdańsku m.in. w zespole Włodzimierza Nahornego. Pod koniec lat 60 współtworzył zespół Rama 111, w którym gra do dzisiaj. W ciągu lat 70 - tych Rama 111 przez 10 lat była zespołem Radia Gdańsk mającym swój program na antenie, dokonując setki godzin nagrań archiwalnych z muzyką jazzową i rozrywkową. Uczestniczył w Jazz Jamboree, koncertach w cyklu „Jazz w Filharmonii” (m.in. w Filharmonii Narodowej), w festiwalach i klubach Skandynawii.

Akompaniował na koncertach takim gwiazdom jazzu i muzyki popularnej jak Cab Calloway , Shirle Jones, Steve Allen, Bobby Short… i. in. Podczas GDYNIA SUMMER JAZZ DAYS towarzyszył angielskiej wokalistce jazzowej nr 1 Elaine Delmar.

Od jedenastu lat prowadzi autorską audycję jazową na antenie Radia Plus, od dwunastu Gdyński Sax Club. Od czterech lat wraz z Wojciechem Karolakiem, Andrzejem Dąbrowskim i Januszem Kozłowskim gra w zespole „Swing Old Stars” legendarnego Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza. Na saksofonie tenorowym kontynuuje stylistyką Lestera Younga.

Od kilku lat występuje w zespole „Swing Old Stars” Jerzego Dudusia Matuszkiewicza, „Follow the Soul” Piotra Lemańczyka, słyszymy go także w młodych zespołach grających muzykę alternatywną: „Chlupot Mózgu” Jacka Staniszewskiego, reaggowym „Dreadless” i „Ikenga Drummers” Larry’ego Ok.Ugwu.

Gdynia Cię kocha Przemo

popieram opinię 15 / nie zgadzam się 4
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 4083413 2011-12-21 11:52 A ku ku (1)

Borys zgolił kędziory?!

Marika

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 4083420 2011-12-23 18:19 nie oglądałaś kolędy w wykonaniu redakcji portalu?

robił tam za metroseksualnego aniołka i batożył renifera :-P

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 4083414 2011-12-21 12:27 i żeby nie było tak och ach.... (2)

mój dżez dziś znów zionie
czosnkiem, wódą i kiełbasą (oh yeah)
twój żez nie ma jaj i thochę bhak mu łupieżu
tak czy siak, nieistotne
ludożerka nie pokuma nic
a krytyk zasnął

sorry, najebałem się
walnąłem się w temacie
septymolka mi nie wpadła
a substytut nie chce żreć
i w kij - mam w zanadrzu
bitonalny cymesik
tak czy siak, nieistotne
ludożerka nie pokuma nic
bo dżezu nikt nie kuma, man
a krytyk właśnie zesrał się (yeah)

wuja

popieram opinię 8 / nie zgadzam się 1
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 4083417 2011-12-21 16:34 (1)

wujo jesli sie cytuje klasykę wypadało by podać autora i źródło

... kazdy chciałby pisac błyskotliwie jak Tymon ;)

mła

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 4083418 2011-12-21 17:19 każdy to przecież zna jak pacierz, nie śmiałbym podszywać się pod autora

wuja

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 4083415 2011-12-21 13:38 Różnie to bywa. (1)

Szału nie ma.

Jazzman

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 4083416 2011-12-21 14:22 Doprecyzuj

Ale że z książką czy muzyką?!

Marimba

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 4083419 2011-12-21 18:44

w książce jest opisanych wiele znakomitych muzyków, jednak niektóre osoby według mnie przewiną się może raz, może dwa razy z nazwiska i na tym koniec. Niektórzy natomiast zajmują sporo miejsca w tej książce, a są tak naprawdę showman'ami, a do prawdziwego jazz'mana im daleko. To tylko i wyłącznie moja opinia. Każdy będzie ją interpretował na własny sposób więc może się ze mną nie zgodzić.

niepoprawny optymista

popieram opinię 4 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 4083421 2011-12-24 10:45 współautor

wiele miesięcy temu, gdy startowały prace nad tomem, pan Danielewicz szukał współautora książki. ciekawe, co stało się z osobą, której wkład w powstanie niniejszego dzieła był bez wątpienia ogromny (kwerenda, notatki, research). czyżby Danielewicz podziękował współautorowi za współpracę tuż przed ukończeniem prac nad książką, nie wspominając o pomocy, jaką otrzymał?

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 4083422 2012-01-05 23:12

ksiązka ciekawa , ale bardzo podoba mi się okładka . Gratulacje dla autora(-ki)

trzyminus

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0

dodaj swoją opinię