Wiadomości

stat

Włodzimierz Łajming: starszy człowiek więcej mówi szeptem

"Kiedy człowiek jest starszy, to szuka nowych środków wyrazu, młodzi używają dużo czerwieni, zieleni, są dynamiczni, a kiedy człowiek jest starszy, to coraz więcej mówi szeptem. Szeptem też można powiedzieć ważne rzeczy."
"Kiedy człowiek jest starszy, to szuka nowych środków wyrazu, młodzi używają dużo czerwieni, zieleni, są dynamiczni, a kiedy człowiek jest starszy, to coraz więcej mówi szeptem. Szeptem też można powiedzieć ważne rzeczy." fot. Lucyna Pęsik / Trójmiasto.pl

Jest znany z tego, że na swoich płótnach potrafił wyczarować wszystkie odcienie szarości i błękitu, powtarza, że kolor jest jedną z rzeczy najważniejszych, a jednak od kilku miesięcy maluje jedynie na biało. Wzrok stracił z dnia na dzień, sam przyznaje, że dla malarza jest to dramat, jednak ten właśnie dramat pomógł mu znaleźć nowy środek wyrazu. "Teraz mówię szeptem" tłumaczy. W kolejnym odcinku cyklu "Pracownie artystów" przedstawiamy Włodzimierza Łajminga.



Malowanie szeptem

Włodzimierz Łajming mieszka na poddaszu jednej z uroczych kamieniczek Głównego Miasta. Jego pracownia sąsiaduje drzwi w drzwi z jego mieszkaniem. Gości mnie wraz ze swoją żoną, Jagodą. Czuję, jakbym była kimś z rodziny, dopiero kiedy napiję się herbaty i poczęstuję ciastkiem, pan Włodzimierz zaczyna swoją opowieść. Bije od niego ciepło i życiowa mądrość. Dwa lata temu zaczęły się jego problemy ze wzrokiem.

- Pamiętam, jak stanąłem przed obrazem w mojej pracowni. Obok bieli chciałem położyć czerń, taki pion, ale nie mogłem go zobaczyć. Poszedłem do Jagody, mówię: "Chcę położyć pion na szerokość tego pędzla i nie mogę trafić, pomóż mi". To stało się z dnia na dzień. Jeden z moich kolegów powiedział mi, że może to znak, że namalowałem już wszystkie swoje obrazy, ale ja od czasu do czasu chciałbym jeszcze coś powiedzieć.
Obraz pozostał niedokończony, jednak rok temu, wiosną, Włodzimierz Łajming wrócił do swojej pracowni. Wtedy właśnie zaczął powstawać cykl obrazów "Biel do bieli", które nie różnią się kolorem, a fakturą.

- Pomyślałem, że w końcu jeszcze jestem młody i ciągle mam coś do powiedzenia. To najważniejsze, żeby mieć coś do powiedzenia, bo jeśli się nie ma, to się bełkocze, a bełkot nie jest nikomu potrzebny. Kiedy człowiek jest starszy, to szuka nowych środków wyrazu, młodzi używają dużo czerwieni, zieleni, są dynamiczni, a kiedy człowiek jest starszy, to coraz więcej mówi szeptem. Szeptem też można powiedzieć ważne rzeczy, tym właśnie jest biały obraz, tajemnicą. Do tego dochodzą fakturowe historie, mieszam farbę z piaskiem, cukrem, solą... tylko nie z kaszą. Na kaszy się przejechałem, bo maluję akrylem, a akryl miesza się z wodą, nagle okazało się, że mój obraz pęcznieje i się rusza.
Zobacz więcej pracowni trójmiejskich artystów

Kolor jest najważniejszy

W poprzednich pracach Włodzimierza Łajminga dominowały szarości i błękity. W jednym z wywiadów powiedział nawet: "Gdyby nie było w naturze błękitu i niebieskiego, to trzeba by go było stworzyć". Malarz był uczniem jednego z najbardziej znanych kolorystów, prof. Juliusza Studnickiego.

- Nie umiem dokładnie powiedzieć, czym dla mnie był niebieski, na pewno był szalenie ważny. Kiedyś każdy mój obraz był jakimś błękitem. Później, pomyślałem sobie, że można też mówić szarością i że szarość nie musi być czernią z bielą. Moja szarość to czerwień wymieszana z zielenią, dzięki temu może być zimna lub ciepła. Według niektórych moich kolegów, moje szarości są bardziej szlachetne, wyszukane. Kiedyś ten kolor był dla mnie niezwykle ważny, ale to się zmienia. Teraz chcę wyrażać się skromnie, tak jak wspominałem, szeptem.

Technika malowania nie jest ważna. Wiele razy pytano mnie o to, jak coś robię, ale ja tego zwyczajnie nie wiem, nie wiem w jakich proporcjach mieszałem farby, nie liczyłem tego, robiłem to na czuja i zawsze efekt był dla mnie niespodzianką. Najgorsze, kiedy człowiek myśli, że "już coś umie". Nie wolno umieć! Trzeba stale szukać, bo jak człowiek założy sobie, że czegoś się nauczy, to nie nauczy się nigdy. Jest taka anegdota o malarzu, Styce, który malował Matkę Boską klęcząc na kolanach, pewnego dnia objawiła mu się Maryja i mówi: "Ty mnie na kolanach nie maluj, Ty mnie dobrze maluj!"

Każdy malarz ma fioła

Włodzimierz Łajming pracował w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Sam był uczniem prof. Juliusza Studnickiego. Śmieje się, że jego studenci przechwalali się: "Jestem uczniem Łajminga, Łajming był uczniem Studnickiego, Studnicki był uczniem Mehoffera, a Mehoffer był uczniem Matejki". Trzech z jego studentów to już profesorowie, wraz z innymi studentami, co roku odwiedzają go w dniu jego urodzin, żeby wspólnie świętować. Sam swoje studenckie czasy wspomina z rozrzewnieniem:

- Trzeba kochać swojego profesora, trzeba mieć do niego zaufanie, trzeba być w nim zakochanym. Pamiętam jak prof. Studnicki mówił mi: "Włodziu, pamiętaj, kolor jest najważniejszy". Jak mówił o tym kolorze, to aż mu ślinka ciekła, tak to czuł!
Zapytany, czy malarstwa można kogoś nauczyć, odpowiada:

- Sztuka nie jest nauką. W sztuce dwa razy dwa nie zawsze wynosi cztery i to właśnie dlatego mamy taki wentyl, nie musimy na siłę szukać czegoś co pasuje. Szukamy, aż nie będzie pasowało na tyle, że podpasuje nam. Studenci z Niemiec wciąż domagają się, żeby odwiedził ich "Ten Polak, który otworzył im oczy", ale jak ja im coś pokażę, skoro mojego własnego, kolorowego obrazu nie mogę już skończyć... Jak byłem mody zachwycałem się Modiglianim, byłem nawet w Paryżu oglądać galerię, w której wystawiał. Był dla mnie ważnym twórcą, a w końcu odebrał sobie życie. Widocznie niektórzy nie wytrzymują. To znaczy, że nie malował obojętnie, że był zaangażowany. Ktoś mówił mi, że każdy malarz ma fioła, niektórzy mniejszego, niektórzy większego...
Zobacz także: Mikołaj Harmoza: pracownia z widokiem na stocznię

Tajemnicza góra

Na każdym z obrazów Włodzimierza Łajminga powtarza się motyw góry. Okazuje się, że nie jest to góra przez niego wymyślona. Znajduje się w Chmielnie i całkiem niedawno, ku oburzeniu malarza, ktoś postanowił na niej zamieszkać.

- Od trzydziestu lat maluję tę górę i wciąż jest dla mnie tajemnicą. Znajduje się w Chmielnie, zawsze widziałem ją przez jezioro, od strony mostku. Bałem się na nią wejść, bo mógłbym zobaczyć, że nie ma za nią nic ciekawego, a tak do tej pory jest ona dla mnie tajemnicą. Myślę, że nigdy na nią nie wejdę. Zrobiłem za to awanturę w Urzędzie Gminnym, bo na tej górze ktoś chciał postawić domek. Jak by to wyglądało?! Właściciel domku odpowiedział jedynie: "Niech Łajming sobie tę górę kupi."
W tym momencie rozmowy pani Jagoda podchodzi do kredensu i wraca z niego z pocztówką. Znajduje się na niej zdjęcie góry i podpis: "Najpiękniejszy krajobraz nad jeziorem Białym". Pocztówka została przygotowana specjalnie z okazji protestu przeciw budowie domku. Zdjęcie jest autorstwa pani Jagody.

Pocztówka wykonana specjalnie z okazji protestu przeciw postawieniu domu rodzinnego na szczycie góry. Zdjęcie przestawia górę w Chmielnie, która od lat pojawia się na każdym obrazie pana Włodzimierza Łajminga.
Pocztówka wykonana specjalnie z okazji protestu przeciw postawieniu domu rodzinnego na szczycie góry. Zdjęcie przestawia górę w Chmielnie, która od lat pojawia się na każdym obrazie pana Włodzimierza Łajminga. mat. prasowe / Jagoda Łajming
- Górę zobaczyłem pierwszy raz podczas pleneru, na który zabrał nas prof. Studnicki. Pięknie opowiadał o tym, jak rozkładają się linie jeziora, nieba i horyzontu. Trzeba mieć świadomość tego, gdzie znajduje się w tym człowiek, że wszystko jest ważne, ale z tego wszystkiego należy umieć wybrać najważniejsze rzeczy. Myślę, że każdy malarz ma swoją górę, jakąś tajemnicę, bo kiedy wszystko jest jasne, to tak naprawdę nic nie jest jasne. Nie wszystko musi być dopowiedziane.
"On to tylko do PGR-u, ziemniaki zbierać!"

Jak zaczęła się jego przygoda z malarstwem? Mały Włodzimierz Łajming chodził do szkoły powszechnej w Słupsku, jak wspomina, dobre oceny miał tylko z rysunku i sprawowania:

- Kiedy rodzice przyjechali odebrać moje świadectwo ukończenia siódmej klasy, nauczyciel powiedział im, że nadaję się tylko do zbierania ziemniaków w PGR. Mój ojciec uniósł się wtedy dumą, spojrzał na moje świadectwo i oznajmił, że pójdę do liceum. "Do jakiego liceum?" kpił nauczyciel. "Do Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni, czytałem o nim w gazecie" odpowiedział ojciec. Jak powiedział, tak zrobił, przywiózł mnie do Gdyni, opłacił stancję, zostawił pieniądze. Zdałem egzaminy wstępne i odżyłem, nareszcie byłem u siebie. W życiu trzeba jednak znaleźć swoje miejsce.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 13)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Kalendarz kulturalny

kalendarz

Najczęściej czytane

Najczęściej czytane