Wiadomości

stat

Fractus Sextet - zespół, jakiego jeszcze nie było

- Wychowywany w duchu muzyki klasycznej i żyjąc tą muzyką przez tyle lat, nie stanę się nagle jazzmanem. Odczuwałem jednak wielkie pragnienie, żeby współtworzyć coś świeżego, co skłoni publiczność do interakcji. Stąd właśnie połączenie groovu i muzyków klasycznych - mówi dr Tomasz Jocz, pianista, pedagog gdańskiej Akademii Muzycznej, pomysłodawca Fractus Sextetu - zespołu opierającego się na synergii tria klasycznego (fortepianowego) i drugiego, inspirowanego jazzem. Z artystą spotykamy się w Studiu MTS, gdzie sekstet nagrywa debiutancką płytę.



Ewa Palińska: Doświadczeni muzycy i pedagodzy gdańskiej Akademii Muzycznej zwracają się do świeżo upieczonego absolwenta z propozycją założenia zespołu, którego to on miałby zostać liderem. To dość niezwykłe, prawda?

Tomasz Jocz: Zgoniłbym to na przypadek, ale one przecież nie istnieją. Kilka lat temu grałem, wraz z dwoma klarnecistami, jedną z kompozycji Beniamina Baczewskiego - Triple Concerto. Im bardziej wgryzałem się w to dzieło, tym bardziej chciałem poznać jego twórcę. Po naszym pierwszym spotkaniu znajomość się rozwinęła, a gdy nasze relacje zacieśniliśmy, pojawiła się myśl, bardzo egoistyczna, że ten człowiek byłby w stanie spełnić moje marzenie o graniu muzyki z groovem.

Ciebie, doświadczonego muzyka klasycznego, kształcącego przyszłych wirtuozów, ciągnęło do grania z groovem?

Oczywiście, że tak. Muzyka klasyczna to specyficzny twór, a nasze środowisko to getto. Granie utworów nieboszczyków zaczyna być formą reanimowania nieboszczyków. Wybitne talenty odnajdują tam rozmaite sfery twórcze, ale ja zacząłem się dusić.

Zobacz fragment koncertu Fractus Sextet.

Uwierała cię konwencja?

W trakcie edukacji mówi się o tym, że trzeba zmieścić się w stylistyce, że trzeba wykonywać utwory zgodnie z duchem epoki. Z każdej strony czuwają gremia profesorskie czy jurorskie, które sprawują pieczę nad prawdą wykonawczą, pilnują rzetelnego wykonywania zapisów nutowych. W zasadzie cały ten świat zaprzecza istocie muzyki. Weźmy takie konkursy - muzyka staje się narzędziem i ma służyć temu, aby zdobyć rynek. Gdy przysłuchujemy się prezentacjom konkursowym, to czy przysłuchujemy się muzyce licząc, że dostarczy nam wzruszeń? Otóż nie - to zwyczajny ranking, podczas którego śledzimy, kto zagra szybciej, równiej, czyściej, a kto na przykład ośmielił się coś zmienić we frazie, która od kilkuset lat była wykonywana w identyczny sposób. Być może są osoby, które słuchając tego samego utworu po raz tysięczny potrafią się wzruszyć, ale ja się do tego grona nie zaliczam. Dla mnie taki utwór jest po prostu nieświeży.

Nie odszedłeś jednak od klasyki, bo Fractus Sextet to kombo - synergia klasyki i szeroko pojętej muzyki rozrywkowej, z dużym naciskiem na jazz. Skąd pomysł, żeby połączyć trio klasyczne z drugim triem, nawiązującym do zespołów jazzowych?

Przyczyna jest prosta. Wychowywany w duchu muzyki klasycznej i żyjąc tą muzyką przez tyle lat, nie stanę się nagle jazzmanem. Odczuwałem jednak wielkie pragnienie, żeby współtworzyć coś świeżego, co skłoni publiczność do interakcji. Żebyśmy podczas wykonywania tej muzyki mogli liczyć na oddźwięk. Stąd właśnie połączenie groovu i muzyków klasycznych, którzy z jednej strony będą robili swoje, a z drugiej będą gotowi swoje schematy przełamywać. Chodziło mi o podejście kreatywne do wykonywanego zawodu, a nie o muzealnictwo.

Fractus Sextet tworzą: Tomasz Jocz (fortepian), Andrzej Kacprzak (skrzypce), Grzegorz Lewandowski (perkusja), Beniamin Baczewski (gitara basowa), Dawid Głowacki (klarnet, saksofon tenorowy), Karol Sokołowski (wiolonczela).
Fractus Sextet tworzą: Tomasz Jocz (fortepian), Andrzej Kacprzak (skrzypce), Grzegorz Lewandowski (perkusja), Beniamin Baczewski (gitara basowa), Dawid Głowacki (klarnet, saksofon tenorowy), Karol Sokołowski (wiolonczela). fot. Fotis - Ireneusz Skąpski
W jaki sposób Beniamin Baczewski zareagował na propozycję nie tylko napisania muzyki, ale i zostania liderem tej nietuzinkowej, pionierskiej grupy?

To jest człowiek, który w obu tych światach funkcjonuje, więc do pomysłu odniósł się bardzo entuzjastycznie. Zresztą Triple Concerto, o którym wspomniałem wcześniej, nie był jedyną jego kompozycją, którą miałem okazję wykonywać, bo zamówienia kompozytorskie składałem u niego później wielokrotnie. Napisał dla mnie np. "Discotoccatinę" na klarnet, skrzypce, wiolonczelę, fortepian i elektronikę, z potężnym bitem disco. Miałem więc okazję doświadczyć tej wszechstronności stylistycznej Baczewskiego osobiście i na własnej skórze .

Jak się gra Baczewskiego?

Znakomicie! Niedawno graliśmy jego "Mirages", które pierwotnie zostały napisane na trio, a teraz przetranskrybowane na fortepian, fagot i klarnet. Fagocista był zachwycony i już zamówił u Beniamina koncert dla siebie. Moja opinia nie jest zatem odosobniona.

Na czym polega fenomen Beniamina Baczewskiego?

Jest to odpowiedź na ogromne zapotrzebowanie ze strony wykonawców, którzy chcą grać właśnie takie rzeczy - ładne, ale nieprzesłodzone, wygodne i takie, z którymi można się emocjonalnie i wykonawczo utożsamić.

Wielu uważa, że to, co ładne, jest banalne, a wirtuozom wykształconym klasycznie nie przystoi sięgać po banalne kompozycje.

To jest właśnie wynik presji środowiska i pompowania sztucznej atmosfery. Balansowanie pomiędzy melodyjnością i piękną harmonią może prowadzić do podlizywania się gustom słuchaczy, co ma najczęściej wyraz cyniczny - zamiast zmieniać świat i zachwycać muzyką, chodzi o "trzepanie kasy".

Wy chcecie "trzepać kasę", ale z honorem?

Jeśli na starcie założymy, że chodzi nam wyłącznie o zarabianie dużych pieniędzy, wpadniemy właśnie w taki ślepy zaułek i skończymy np. na scenie disco polo. My chcemy tworzyć muzykę przyjemną dla nas, emocjonalnie i estetycznie. No i chcemy się podobać, ale nie za wszelką cenę. Na razie gramy i sondujemy, co się słuchaczom podoba, a co nie, wyciągamy wnioski i działamy dalej.

Z jakimi reakcjami słuchaczy się spotkaliście?

Odczucia są różne w zależności od tego, z jakiego środowiska wywodzą się słuchacze. Osoby niezwiązane w żaden sposób z branżą muzyczną, odbierające "serduchem", uwielbiają te bardziej melodyjne kompozycje, a trzeba przyznać, że Baczewski ma ogromny talent melodyczny.

Beniamin Baczewski - lider Fractus Sextet i kompozytor, podczas sesji nagraniowej.
Beniamin Baczewski - lider Fractus Sextet i kompozytor, podczas sesji nagraniowej. Edyta Steć/Trójmiasto.pl
Drugi Czajkowski?

To oceni historia, na razie wypada mówić "szalenie utalentowany i dobrze zapowiadający się". Innym ludziom bardziej przypadają do gustu te utwory dynamiczne, o gęstej fakturze i bogatej harmonii.

Faktura jest bardzo gęsta, ale to wcale nie oznacza chaosu.

Dokładnie - wszystko musi idealnie ze sobą współgrać. Duża w tym rola dźwiękowców, którzy muszą czuwać nad odpowiednim balansem brzmieniowym. Delikatne smyczki, skoro grają jednocześnie z saksofonem, perkusją i gitarą basową, trzeba porządnie nagłaśniać, a jednocześnie nie można przedobrzyć, bo gdy się je zbytnio podrasuje, może z tego wyjść country music.

Swój projekt nazwaliście "Piosenki bez słów". To ukłon w stronę chlubnej, romantycznej tradycji, czy po prostu nie znaleźliście nikogo, kto takie słowa by dla was napisał?

To troszeczkę taka intelektualna gra, bo przecież jak się dorzuci coś inteligentnego, to projekt jest odbierany jako bardziej ambitny. A na poważnie, to odnosząc się do cyklu Mendelssohna, chcemy podkreślić, że wyrastamy z tradycji klasycznej. Innym ważnym aspektem jest wszechobecność piosenek, a my, jak wcześniej wspomniałem, chcemy być komunikatywni. No a czym najlepiej porozumieć się z publicznością, jeśli nie piosenką? Jednocześnie nie chcieliśmy iść utartym szlakiem, dając jako wabik atrakcyjną wizualnie wokalistkę tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jesteśmy przekonani, że nasza muzyka obroni się bez takich tanich chwytów.

Skoro mowa o pieśniach, to niedawno graliście je również dla dzieci. W jaki sposób na wasze klasyczno-jazzowe kombo zareagowali mali słuchacze?

Zabawa była wspaniała! Wykonaliśmy nie tylko kompozycje Beniamina Baczewskiego, ale również piosenki Witolda Lutosławskiego do słów Brzechwy w jego aranżacjach. To było sto procent Baczewskiego w Baczewskim - mieliśmy funky, groove, pop, a nawet country.

Spotykamy się w studiu, gdzie właśnie nagrywacie debiutancki krążek. Co planujecie później?

Ta muzyka powstała po to, żeby komunikować się ze słuchaczami, więc chcemy jak najwięcej koncertować. Wiadomo, że trudno jest zbudować markę, a jeszcze trudniej przekonać słuchaczy, żeby przyszli na koncert zespołu, którego nie znają. Mamy zatem nadzieję, że płyta, nad której nagraniem właśnie pracujemy, pozwoli nam się wypromować na tyle, żeby ludzie przychodzili na koncerty. A jeśli przyjdą raz to jestem pewien, że zostaniemy dobrymi znajomymi.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 22)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

04

czerwca

70-lecie GTF. Wystawa Jubil... Gdańsk, Dom Uphagena

26

maja

14. Millennium Docs Against... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

02

czerwca

9. Gdański Festiwal Tańca Gdańsk, ŻAK Scena Teatralna

Rozrywka

Pokaz eleganckiej bielizny dla kobiet w każdym rozmiarze
Bielizna dla kobiet w każdym rozmiarze
Wyciąg do nart wodnych ruszył w Gdyni
Wyciąg do nart wodnych ruszył w Gdyni

Kulinaria

Planuj z nami tydzień