Wiadomości

Taneczny duet nie do pary. "Sen" i "Święto wiosny" w Operze Bałtyckiej

"Święto wiosny" Izadory Weiss porusza problem relacji kobiet i mężczyzn jednowymiarowo, jednak zadziwiająco konsekwentnie. Kobiety są permanentnie wykorzystywane i poniżane - przekazuje nam choreograf Bałtyckiego Teatru Tańca.
"Święto wiosny" Izadory Weiss porusza problem relacji kobiet i mężczyzn jednowymiarowo, jednak zadziwiająco konsekwentnie. Kobiety są permanentnie wykorzystywane i poniżane - przekazuje nam choreograf Bałtyckiego Teatru Tańca. fot. K. Mystkowski / KFP

Wydawało się, że to się nie może udać. Dwie kompletnie różne stylistyki, dwie krańcowo różne filozofie tańca, ale ten sam zespół artystyczny. A jednak oba spektakle, osobno, stanowią bardzo ciekawe studium dotychczasowej pracy Wojciecha Misiury i Izadory Weiss.



W "Śnie" Wojciecha Misiury wszystko jest możliwe. Np. zstąpienie z nieba anioła z pawimi piórami...
W "Śnie" Wojciecha Misiury wszystko jest możliwe. Np. zstąpienie z nieba anioła z pawimi piórami... fot. K. Mystkowski / KFP
Prostytutka, marynarz, czy grecki heros we wschodnim stroju koegzystują tu na równych prawach.
Prostytutka, marynarz, czy grecki heros we wschodnim stroju koegzystują tu na równych prawach. fot. K. Mystkowski / KFP
Jak w "De Aegypto", niektóre obrazy przypominają ścienne freski z grobowców Faraonów. Obsesja wędrówki towarzyszy Wojciechowi Misiurze od czasów słynnego Teatru Ekspresji.
Jak w "De Aegypto", niektóre obrazy przypominają ścienne freski z grobowców Faraonów. Obsesja wędrówki towarzyszy Wojciechowi Misiurze od czasów słynnego Teatru Ekspresji. fot. K. Mystkowski / KFP
"Święto wiosny" pomyślane jest jako nieustająca, męsko-damska konfrontacja.
"Święto wiosny" pomyślane jest jako nieustająca, męsko-damska konfrontacja. fot. K. Mystkowski / KFP
Kobiety w spektaklu Izadory Weiss są obnażane, poniżane, bite, wykorzystywane i porzucane (na zdjęciu Zuzanna Marszał w rękach Marka Szczygła i Radosława Palutkiewicza).
Kobiety w spektaklu Izadory Weiss są obnażane, poniżane, bite, wykorzystywane i porzucane (na zdjęciu Zuzanna Marszał w rękach Marka Szczygła i Radosława Palutkiewicza). fot. K. Mystkowski / KFP
Niektóre wydają się być pogodzone z taki losem, inne się buntują. Ale wszystkie są nieszczęśliwe.
Niektóre wydają się być pogodzone z taki losem, inne się buntują. Ale wszystkie są nieszczęśliwe. fot. K. Mystkowski / KFP
O ile po "Tamashii", jednej trzeciej tanecznego wieczoru "Men's dance", miałem jeszcze wątpliwości, o tyle po "Śnie" jestem pewien, że Wojciech Misiuro usiłuje w Operze Bałtyckiej wskrzesić dawny Teatr Ekspresji. Sięga po te same tropy - kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni, odgłosy otaczającego nas świata (tym razem nie są to odgłosy przyrody, jak w "Tamashii", ale cywilizacji - klaksony, pisk opon, gwar uliczny) i motyw nieustającej wędrówki (cytat z "The Aegypto" Teatru Ekspresji). Podobnie jak w "Tamashii", centralną postacią spektaklu jest Jacek Krawczyk, były aktor Teatru Ekspresji, ogniowo łączące tamten teatr Misiury z dzisiejszym.

Gdański choreograf, debiutujący zresztą na deskach Opery Bałtyckiej przeszło 40 lat temu, tym razem kreuje bezpieczną przestrzeń snu. Tu możliwe są wszelkie wizje, nawet te najbardziej absurdalne (rowerzysta przejeżdżający przez scenę czy Indianin w imponującym pióropuszu, w którego wciela się Mariusz Rychalski, na co dzień maszynista sceny w Operze Bałtyckiej). W ciekawej, nieprzesadzonej scenografii Katarzyny Zawistowskiej znajdziemy m.in. rzeźbę symbolizującą Hypnosa - bóstwo snu.

W tej przestrzeni snują się przeróżne postaci - marynarze, prostytutki, cudzoziemcy. Ich sekwencje są gęste od napięć, precyzyjnie wykonane, świetnie zatańczone (perfekcyjny duet "ksero" - Marta Śrama i Elżbieta Czajkowska-Kłos, zwiewna, bardzo seksowna Beata Giza w duecie z ustępującym jej techniką Filipem Michalakiem). Misiuro dołącza do tancerzy Bałtyckiego Teatru Tańca ludzi spoza Opery - kaskadera Andrzeja Słomińskiego, który jako anioł z pawimi piórami staje się bohaterem pięknej metaforycznej sceny zejścia na ziemię, byłą mistrzynię świata fitness Aleksandrę Kobielak (współpracującą z Misiurą w Teatrze Ekspresji) i wreszcie Jacka Krawczyka.

Bohater Krawczyka to postać zupełnie innego porządku - posągowy stoik, nieobecny, zatopiony w ruchu myśliciel, przywodzi na myśl greckich herosów. Postać, budowana niezwykle oszczędnymi środkami przez tancerza Sopockiego Teatru Tańca, elektryzuje, ściąga uwagę pomimo wielu innych wydarzeń oraz natłoku rozbuchanych, artystycznych wizji. To zresztą jest najpoważniejszy zarzut pod adresem Misiury - jego oniryczna wizja jest nieposkromiona, rozrasta się, nie kondensuje. Traci na tym spektakl złożony ze zbyt wielu etiud, teatrów w teatrze, ale też kilku wyśmienitych momentów.

Izadora Weiss, inaczej niż Misiuro, po raz pierwszy od kiedy pracuje w Gdańsku, dokonała syntezy swojego teatru. Jej "Święto wiosny" ze słynną choreografią Wacława Niżyńskiego ma tyle wspólnego, że w jednym z pierwszych motywów tanecznych odszukać można dalekie echa charakterystycznego ruchu tancerzy "Święta wiosny" z przedstawienia z 1913 roku. Duszą spektaklu pozostaje wspaniała, ekstatyczna muzyka Igora Strawińskiego, sercem - temat seksistowskiego wykorzystywania kobiet i uprzedmiotowienia ich w męskocentrycznym świecie.

Na podwyższeniu umieszczonym na scenie Opery rozgrywa się dramat siedmiu par. Ich historie są do siebie bliźniaczo podobne - najpierw wzajemna fascynacja, czułość, zaangażowanie, potem coraz bardziej roszczeniowa i agresywna postawa mężczyzny, aż do całkowitego poniżenia i upodlenia kobiety. Jedynie reakcje kobiet są różne - niektóre szybko podporządkowują się i pozostają bierne, inne gwałtownie sprzeciwiają się zaczepkom i atakom ze strony mężczyzn. Efekt (a zarazem drastyczna puenta przedstawienia) daje odpowiedź, czy mężczyźni są w stanie zmieć swój punkt widzenia na kobiety.

To spektakl dla szefowej Bałtyckiego Teatru Tańca z kilku powodów wyjątkowy. Wreszcie Weiss przełamała schemat ruchu, jaki towarzyszył od lat kolejnym jej spektaklom, czyniąc je niemal takimi samymi. Dramaturgia "Święta wiosny" utrzymywana jest w końcu poprzez taniec a nie efektownie dobraną muzykę. Z kolei zamiast wzniosłych, ale niekonkretnych pojęć abstrakcyjnych jak "dobro" i "zło", w które choreograf Opery Bałtyckiej ubierała dotąd swoje przedstawienia, Izadora Weiss zdecydowała się skonkretyzować tematykę na ludzkiej krzywdzie, konsekwentnie i bardzo drastycznie ją ukazując. Nieprzypadkowo Franciszka Kierc zostaje w pewnym momencie zrzucona ze sceny przez swojego partnera kopniakiem w krocze.

Wciąż brakuje synchronizacji tańca w partiach zbiorowych, jednak tym razem na usprawiedliwienie tancerzy BTT przemawia fakt, że tańczyli w kilkanaście osób na niezwykle małej przestrzeni. Spektakl Izadory Weiss rezonuje także dzięki filmowaniu twarzy i sylwetek maltretowanych tancerek, widzianych na telebimie z tyłu sceny. Szarpane, obmacywane, dotykane, popychane i poniżane dziewczyny widać przez to doskonale w odzierającym z intymności, upiornym niby-dokumencie. Nigdy dotąd Izadora Weiss nie była tak konsekwentna w werbalizowaniu swoich przekonań. "Święto wiosny" jest zdecydowanie najlepszym jej gdańskim spektaklem.

"Sen" i "Święto wiosny" przynależą do dwóch odrębnych światów. Zgodnie z zapowiedziami dyrekcji opery, niebawem powinny zostać rozdzielone. Spektakl Misiury pokazywany ma być wspólnie z "Tamashii", miniatura sceniczna Izadory Weiss razem z jej kameralnym spektaklem "A trois...". Oba tytuły z pewnością jeszcze na tym zyskają, ale już teraz, wspólnie, składają się na jedno z najciekawszych wydarzeń tanecznych na deskach Opery.

Opinie (25) 3 zablokowane

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

15

sierpnia

Jarmark św. Dominika 2020 Gdańsk, Targ Węglowy

20

sierpnia

27

sierpnia

Międzynarodowy Festiwal Moz... Gdańsk, Park Oliwski

Rozrywka

Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą

Kulinaria

Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą

Sprawdź się

Kto na początku był liderem legendarnego działającego w Gdańsku teatrzyku Bim-Bom, z którego wywodzą się m.in: Jacek Fedorowicz i Alina Afanasjew?