• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Tak kiedyś brzmiała (i pachniała) Gdynia. Wspomnienia legendy jazzu

22 maja 2024, godz. 07:00 
Opinie (17)
Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski. Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski.

- Gdynia miała najprężniej działający port. To było nasze prawdziwe okno na świat, przemycano tu alkohole, amerykańskie papierosy, a Bojki - bo tak nazywano marynarzy - przywozili płyty z muzyką na handel. Trzeba było mieć dobre znajomości, żeby coś zdobyć, sprzedawało się dosłownie wszystko co przywieźli - wspomina po latach znakomity muzyk, organizator niezliczonych koncertów, przyjaciel i promotor wielu muzyków, animator kultury Przemek Dyakowski.



Koncerty jazzowe w Trójmieście

Każda, nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pamiętasz swój pierwszy krok w stronę tej pięknej muzycznej wyprawy?

Przemek Dyakowski: Ojej, muzyka towarzyszyła mi w domu rodzinnym od najmłodszych lat. Mama miała duszę artystyczną i pięknie grała na pianinie, a ja słuchałem. W wieku około czterech lat zacząłem grać na skrzypcach i pianinie. Saksofon pojawił się u mnie wiele lat później, w Piwnicy Pod Baranami w Krakowie. Wojciech Karolak zasugerował, abym dał sobie spokój z fortepianem i zaprzyjaźnił się z saksofonem. W młodości z wielką przyjemnością grałem na akordeonie. Dostałem od Taty "Hohnera" i dużo grałem z lokalnymi muzykantami oraz występowałem na rodzinnych uroczystościach. Oczywiście jako młodzieniec oprócz tradycyjnych melodii znałem wszystkie niecenzuralne przyśpiewki ludowe. Na akordeonie grałem jeszcze w technikum sportowym, które rozpocząłem w Katowicach, a ukończyłem w Stalinogrodzie.

Gdzie? Przepraszam, gdzie się przeprowadziłeś?

To nie ja się przeprowadziłem, a nas przeprowadzili. Jednego dnia w okienku chciałem kupić bilet na pociąg do Katowic, a się okazało, że nie ma takiego miasta w Polsce. Pani kasjerka musiała powiedzieć to głośno i wyraźnie, żeby ktoś na nią nie doniósł, że nie ma takiego miasta, jest Satlinogród. I to nie było do śmiechu. To było zaraz po śmierci Stalina. Żeby przypodobać się władzy, zmienili nazwę Katowic na Stalinogród.

Niewiarygodne, ile głupot w komunizmie wymyślono i takich bzdur panujących w tamtych czasach była niesłychana ilość. "Niech nam żyje towarzysz Stalin co usta słodsze ma od malin" - taka była piosenka bo UB-owcy siedzieli w knajpach i w tamtych czasach notowali, czy przypadkiem orkiestry nie ośmielają się zagrać muzyki jazzowej, która wówczas była wyklęta jako amerykański styl życia. Tych Amerykanów, co to przecież nam stonkę na spadochronach zrzucali. Wtedy muzycy zapowiadali taki utwór, a siedzący z tyłu pan Ubek zapisywał przy takim zespole PLUS. Przecież on nawet nie rozróżniał czy to jest jazz, samba czy taniec ludowy, tytuł musiał się zgadzać.

Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół. Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół.
Chciałbym skupić się na innej twojej przeprowadzce - mianowicie do Trójmiasta. My poznaliśmy się w Radio Plus w Gdańsku, ja przyszedłem jako nowicjusz na dyżur i realizowałem za konsoletą, kiedy z Mariem Nowaczyńskim nagrywaliście ABECADŁO Dyakowskiego, tego dnia była literka C, jak Chyła.

Ja właśnie do Trójmiasta przyjechałem w latach 60. grać w zespole współpracującym z kabaretem Tadeusza Chyły. Tadziu był wówczas już bardzo znaną postacią. Występowaliśmy wówczas w klubie Żak, który był prawdziwą kuźnią talentów. To tam miała próby Pięciolinia, kapela, która przekształciła się przecież w Czerwone Gitary. W Żaku występował pan Czesław Wydrzycki - znany większości jako Niemen. To tam jazz miksował się z rock'n'rollem, a gdzie w tamtych latach, pamiętajmy, władza ludowa nadal zwalczała zachodnią kulturę.



Wtedy Franciszek Walicki ograł władzę po mistrzowsku wprowadzając nazwę BIG-BEAT będącą kamuflażem roc'n'rolla przed władzą komunistyczną, a później, odpierając zarzuty cenzury o promowanie zgniłego Zachodu, wprowadził hasło "Polska młodzież śpiewa polskie piosenki" i to był ogromny sukces, a muzykę Niebiesko-Czarnych, Czerwono-Czarnych, Ady Rusowicz, Wojtka Kordy, Karin Stanek czy Kasi Sobczyk znał cały kraj. My z kabaretem Tadzia Chyły pojechaliśmy do Opola na II Krajowy Przegląd Piosenki Polskiej, gdzie otrzymaliśmy nagrodę specjalną za "Sen psa" do tekstu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Natomiast w 1965 roku pomógł nam szef Żaka Andrzej Cybulski otworzyć jazzową Piwnicę u Kuzynów, która, mimo że działała tylko dwa lata, była naszym miejscem, o którym zaczęła mówić cała Polska. Spotykaliśmy się tam na jammsessions, prelekcjach i wernisażach, a na scenie grali u nas wówczas ci najsławniejsi w kraju: Michał Urbaniak, Krzysiek Komeda, Zbyszek Namysłowski, wpadał do nas Krzysiek Klenczon i cała czołówka polskiego jazzu.

Ale przecież "Dwaj Kuzyni to w mieście Gdyni, urządzili sobie bal. Jedli pili i tańczyli, a tym w Gdańsku było żal".

Ha, ha, ha to w oryginale brzmiało odrobinę inaczej i śpiewała to niejednokrotnie publicznie przy wielu okazjach ówczesna prezydent Gdyni Franciszka Cegielska, której akompaniowaliśmy często razem z Jurkiem Detką.



Bo "W Gdyni gra Muzyka" - jesteś autorem tego hasła i jak ta Gdynia wówczas brzmiała, pachniała i smakowała.

No przecież cytrusami. Wychodziło się na bulwar spojrzeć czy stoją statki na redzie i czy cytrusy będą na Święta Bożego Narodzenia. Gdynia miała najprężniej działający port. To było nasze prawdziwe okno na świat, przemycano tu alkohole, amerykańskie papierosy, a Bojki - bo tak nazywano marynarzy - przywozili płyty z muzyką na handel. Trzeba było mieć dobre znajomości, żeby coś zdobyć, sprzedawało się dosłownie wszystko co przywieźli.

Ulica też wyglądała zupełnie inaczej niż w innych miastach. Tu, gdzie każdy w rodzinie miał marynarza, można było łatwiej o fajne ciuchy. To rzucało się w oczy. PRL był zamknięty na kulturę zza żelaznej kurtyny, a tu młodzież nosiła się jak na Zachodzie.

Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół. Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół.
Wyobraź sobie, że wiosną 1964 roku kiedy wracaliśmy z zespołem po próbach w Nowej Hucie, zwinęła nas nieoznakowana milicyjna Nysa i zawiozła do aresztu. Zatrzymali nas jako podejrzany obcy element, odróżnialiśmy się jako muzycy od mody panującej wówczas we wzorcowym socjalistycznym mieście, czyli nie mieliśmy na sobie gumiaków, kufajki i berecików z antenką. Jak się okazało później, milicja miała obowiązek oczyszczenia ulic z "chuliganów", bo miał się tam pojawić jakiś wysoki rangą aparatczyk z ważnymi gośćmi. I tak siedzieliśmy głodni w celi, aż zapukałem w drzwi i wytłumaczyłem jednemu z milicjantów, że jest taka sprawa: "Dziś w klubie Pod Jaszczurami pojawi się na spotkaniu nie kto inny, a sam towarzysz I sekretarz. I będzie potrzebny mikrofon. A tylko ja wiem, gdzie on jest schowany i my tam jedziemy nagłośnić to ważne wydarzenie". Milicjant tak się przestraszył, że nas do Krakowa zawieźli na sygnale.

W Gdyni było inaczej, była bardziej tolerancyjna w stosunku do obcych i brzmiała wówczas też inaczej niż reszta Polski. Tu mieliśmy kontakt z amerykańskimi muzykami, później, pływając i grając na statkach, graliśmy z amerykańskimi Big Bandami. To byli nasi koledzy, wyśmienici artyści z Brodway'u.

Gdynia i całe Trójmiasto od zawsze mogło się pochwalić wysokim poziomem muzyków. Czuliśmy się tu spadkobiercami tego wszystkiego, co w polskim jazzie było najlepsze, wybitnych sopockich festiwali jazzowych z lat 50. Tu również mieliśmy wybitnych pedagogów. Na przykład Maciek Sikała. Wielki talent! Jeden z największych talentów saksofonu w Polsce i w Europie, który wychował wielu świetnych muzyków.

Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół. Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Na zdjęciu: Przemek Dyakowski, Joanna Knitter i zespół.
To w Gdyni właśnie Karol Hebanowski, wielbiciel dobrej muzyki, wpadł na pomysł, by w Cyganerii zagościł jazz na żywo. Później znany tobie Pan Bulczak, prowadził kawiarnię we foyer Teatru Miejskiego i po kilku rozmowach pojawił się pomysł na Sax Club w Gdyni. Właśnie tam grali wszyscy ci, którzy mieli coś ciekawego do zaoferowania, cała trójmiejska czołówka, ale i młodzi debiutanci. Natomiast raz w miesiącu można było tam zorganizować zdecydowanie większy koncert. Sax Club gościł największych, m.in. Jerzego Dudusia Matuszkiewicza, Tomka Stańkę, Jasia Muniaka, Wojtka Karolaka, Ptaszyna, Włodka Nahornego, Jarka Śmietanę, Zbyszka Namysłowskiego czy Hanię Banaszak. Miałem wtedy pomysł, aby właśnie ci znani, topowi soliści przyjeżdżali bez swojego zespołu i grali tu z młodymi lokalnymi muzykami.



Twój pomysł został świetnie przyjęty przez środowisko, ale często te wyjątkowe koncerty potrafiły przerodzić się długoletnią współpracę i mam tu na myśli tak ważne nazwiska jak Zbyszek NamysłowskiLeszek Możdżer.

Zbyszek Namysłowski to wielkie nazwisko, niesamowicie wymagający wobec siebie i swoich partnerów na scenie. Bardzo ostrożny, gdy kogoś nie znał i trochę sceptycznie podchodził do mojego pomysłu, by grał z nieznanymi sobie muzykami. Poprosiłem, żeby mi zaufał. A już w przerwie próby spotkaliśmy się na papierosie, gdzie Zbyszek podniósł w górę kciuk i powiedział mi, że mamy tu superskład. Po występie w Sax Clubie Zbyszek zaprosił na kolejne koncerty naszych muzyków, Janusza Mackiewicza, Leszka Możdżera i Jacka Oltera. Później grał też u niego Olo Walicki na kontrabasie, a Leszek Modżdżer trafił na kilka ładnych lat do zespołu Zbyszka.

Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia. Zdjęcia z koncertu The best of Przemek Dyakowski & Take It Easy. Sala Koncertowa Portu Gdynia.
Jan Ptaszyn Wróblewski określał cię często jako Capo Di Tutti Capi jazzu na Wybrzeżu. I jako Ojciec Chrzestny już od czasów kawalerki przy skwerze Kościuszki prowadzisz słynny salon towarzysko-muzyczny.

Od zawsze lubiłem towarzystwo, to zostało mi pewnie jeszcze z czasów Krakowa i zdarzało się, rzeczywiście, że na skwerze odwiedzali nas czasami licznie znajomi, a nasze "rozmowy" potrafiły trwać nieraz do rana. Zdarzało się też obudzić pół bloku, jak wtedy, gdy Tomek Szukalski pewnej nocy zaczął próbować ustnik do saksofonu.

Raz przyszedł do nas kiedyś wybitny pianista Mietek Kosz i mi powiedział: "Przemku, teraz widzę, że masz tu naprawdę przepiękny widok z okna" - sęk w tym, że Kosz stracił wzrok jak miał bodajże 12 lat.

Melodia ulotna. Recenzja filmu Melodia ulotna. Recenzja filmu "Ikar. Legenda Mietka Kosza"

Ach, to był szał, gdy Duduś grał na saksofonie - to drugi utwór na twojej najnowszej płycie "The Best Of - Przemek Dyakowski&Take It Easy".

Tak, to jest Młynarski. Pamiętam jak u Dudusia w mieszkaniu często przebywał Wojtek. On bardzo szybko pisał teksty utworów, miał niesamowitą zdolność, a Duduś tak samo szybko komponował muzykę. Jerzy Duduś Matuszkiewicz jest przecież autorem muzyki do około dwustu filmów fabularnych, reklamowych i seriali TV. A jego najprawdziwszej próby rock'n'roll, czyli "Nie bądź taki szybki Bill" pokochali widzowie "Wojny Domowej". To był hit, zarówno serialowy i muzyczny. A ja tu mam, zobacz, ciekawą rzecz, list od Wojtka, który oprawiłem.



Pozwól, że przeczytam: "Warszawa w maju 2015 roku. Kochany Przemku, z okazji twojego osiemdziesięciolecia (w co nie wierzę) przyjmij moje najlepsze życzenia. Jak mawiał Jurek Derfel: Życzę Ci zdrowia, jeszcze raz zdrowia, a resztę kombinuj sobie sam".

I to właśnie Wojtek Młynarski, typówka, a kombinuj sobie sam, bo ja kombinuję tak całe życie, on właśnie tak uważał.

Rozmawiał: Aleksander Wicka

Opracowanie Trojmiasto.pl

Konkurs zakończony

Płytę "The Best Of - Przemek Dyakowski&Take It Easy" Płytę "The Best Of - Przemek Dyakowski&Take It Easy"
pytanie zamknięte

zakończony 23.05

Płytę "The Best Of - Przemek Dyakowski&Take It Easy"

Rozdaliśmy

6 nagród

Czas trwania konkursu

22.05.2024 g. 16:00 - 23.05.2024 g. 10:00

Nadesłano 61 odpowiedzi

Pytanie konkursowe

Kogo Jan Ptaszyn Wróblewski określał jako Capo Di Tutti Capi jazzu na Wybrzeżu? (podpowiedź w artykule)

Odpowiedź

Przemka Dyakowskiego

Zwyciezcy

Maja S., Agata D., Małgorzata W., Jarek K., Marcin W., Marzena M.

Zobacz nagrodzone odpowiedzi

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (17)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki (1 opinia)

(1 opinia)
20 zł
spotkanie, wystawa, warsztaty

Kultura ludowa Pomorza Gdańskiego

wystawa

Wystawa "Kajko, Kokosz i inni"

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdzie mieści się Teatr BOTO?

 

Najczęściej czytane