Wiadomości

Szkolna przemoc wierzchołkiem góry lodowej. O "Little Pony" Teatru Wybrzeże

Problem Agaty (Katarzyna Kaźmierczak) i Daniela (Grzegorz Gzyl) z sytuacją syna w szkole obnaża braki w ich związku, z którego dawno wyparowały uczucia i namiętność.
Problem Agaty (Katarzyna Kaźmierczak) i Daniela (Grzegorz Gzyl) z sytuacją syna w szkole obnaża braki w ich związku, z którego dawno wyparowały uczucia i namiętność. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl

Jak reagować, gdy dziecko jest szykanowane w szkole, a nauczyciele dystansują się od problemu, obwiniając o niego rodziców? Sztuka Paco Bezerry jest próbą ukazania kwestii budzącej emocje z punktu widzenia rodziców szkolnej ofiary. Niestety, reżyser spektaklu nie znalazł dla niego adekwatnej do wagi problemu formy, tworząc płytką, trudną w odbiorze psychodramę.



Każdy ze szkolnych czasów pamięta sytuację, gdy jakiś kolega lub koleżanka stawali się ofiarą innych dzieci - nie od dziś wiadomo, że dzieciaki potrafią być bezwzględne i okrutne wobec jednostki, która nie potrafi przeciwstawić się grupie. Taka osoba bywa często ofiarą niewybrednych żartów, złośliwych uwag, wyzwisk, niekiedy także fizycznej agresji. Przecież gdy ma się kilka czy kilkanaście lat, trudno o asertywność i odpowiednią reakcję na agresję rówieśników. Niezwykle ważna wobec przejawów szkolnej przemocy jest reakcja dorosłych. I właśnie tej przygląda się Paco Bezerra, autor sztuki "Little Pony" inspirowanej traumatycznymi przeżyciami dwóch chłopców.

Przeczytaj także: "Little Pony" ostatnią premierą roku w Teatrze Wybrzeże

Rodzice Tomka muszą zmierzyć się z brakiem akceptacji ich syna przez szkolnych kolegów oraz z niechęcią nauczycieli, usiłujących bagatelizować problem i obwiniać ich za sytuację ich dziecka w szkole. Dzieje się tak dlatego, że Tomka wyróżnia z tłumu kolorowy plecak z postaciami kucyków Pony z popularnej kreskówki "My Little Pony", co stanowi pretekst do wyrażanej na różne sposoby agresji rówieśników. Fascynacja 10-letniego chłopca kucykami Pony traktowana jest jako przejaw jego dziwactwa i słabości, a noszony przez niego plecak z bohaterami kreskówki uznawany zostaje za prowokację i manifestację jego inności. Reakcje dzieci łatwo przewidzieć. Nikt nie siada z nim w ławce, nikt z nim nie rozmawia. Tomek stale jest obiektem drwin, wyzwisk i agresji, prowadzącej w pewnym momencie do sytuacji skrajnej.

W umownej, symbolicznej przestrzeni salonu mieszkania bohaterowie czują się jak zwierzęta w klatce. Niestety, uboga forma spektaklu wyczerpuje się bardzo szybko, a aktorzy nie zawsze wypadają przekonująco.
W umownej, symbolicznej przestrzeni salonu mieszkania bohaterowie czują się jak zwierzęta w klatce. Niestety, uboga forma spektaklu wyczerpuje się bardzo szybko, a aktorzy nie zawsze wypadają przekonująco. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl
Agata i Daniel to małżeństwo w średnim wieku, którzy wobec problemów dziecka przyjmują całkowicie odmienne postawy. Ojciec stanowczo angażuje się w obronę syna, na sugestię dyrektora szkoły, by złagodzić konflikt, przekonując dziecko do rezygnacji z drażniącego grupę plecaka, reaguje furią i agresją. Matka opowiada się za rozwiązaniem polubownym, uważając, że ich dziecko nie powinno wyróżniać się z tłumu i być narażone na ataki innych, nawet za cenę utraty swobody wyboru. W tej sytuacji próba zajęcia wspólnego stanowiska przez rodziców Tomka okazuje się zadaniem bardzo karkołomnym.

Zobacz repertuar Starej Apteki Teatru Wybrzeże


Reżyser spektaklu Teatru Wybrzeże, Rudolf Zioło, umieszcza bohaterów sztuki w symbolicznie nakreślonym za pomocą kilku ścian salonie ich mieszkania, w którego centralnej części znajduje się stolik z trzema krzesłami (wyróżnia się z nich to z fioletowym obiciem, należące do nieobecnego fizycznie na scenie syna) oraz fotel. Tę minimalistyczną scenografię przygotowała Katarzyna Stochalska. Pod stolikiem i z tyłu sceny pogłos wzmacniają dodatkowe mikrofony.

Relacja Agaty i Daniela od początku naznaczona zostaje pewną dysfunkcją - brak między nimi bliskości i emocjonalnego zaangażowania. Problem, któremu muszą stawić czoła, tylko pogłębia dystans, jaki ich dzieli. To wszystko nakreślone zostaje właściwie już na początku, gdy para droczy się między sobą o buziaka. Potem, gdy przyjdzie zmierzyć się z problemami dziecka, po takich gestach nie będzie już śladu. Ciężką, gęstą od emocji ciszę między bohaterami potęgują pojedyncze dźwięki, towarzyszące aktorom przez dłuższą część spektaklu, dopiero w końcówce przedstawienia staną się ciągiem niespokojnych, ilustrujących sytuacje sceniczne brzmień (autorem muzyki jest Marcin Nenko).

Grę aktorską uzupełniają od czasu do czasu projekcje będące komentarzem do sytuacji chłopca. Jednak tylko w momencie, gdy widzimy twarze jego rówieśników - oprawców (na zdjęciu) - robi to wrażenie.
Grę aktorską uzupełniają od czasu do czasu projekcje będące komentarzem do sytuacji chłopca. Jednak tylko w momencie, gdy widzimy twarze jego rówieśników - oprawców (na zdjęciu) - robi to wrażenie. fot. Dominik Werner / Teatr Wybrzeże
W tak kameralnej, rozpisanej na dwie postaci sztuce kluczowi są aktorzy, którzy muszą unieść ciężar tematu, co w gdańskim przedstawieniu udaje się tylko połowicznie. Silną osobowość sceniczną Daniela kreuje Grzegorz Gzyl. To w jego interpretacji z jednej strony impulsywny, zadeklarowany obrońca syna, z drugiej bezradny, nieodpowiedzialny duży dzieciak, usiłujący zaleczyć własne kompleksy. Katarzyna Kaźmierczak w roli jego żony Agaty gra apatyczną, defensywną i uległą kobietę, obwiniającą się o los dziecka. Z tej dwójki na scenie znacznie lepiej prezentuje się Gzyl, w postaci miotającego się we własnej niemocy ojca bardziej wiarygodny niż początkowo nijaka, później oferująca powierzchowne serialowe emocje Kaźmierczak, co zmienia się dopiero w finale spektaklu, gdy to Agata jest znacznie lepiej zagraną postacią niż Daniel, na którego wtedy ani aktor, ani reżyser zdają się nie mieć pomysłu.

Oboje aktorzy są jednak bezradni wobec formy spektaklu. Agata i Daniel chodzą nerwowo od ściany do ściany, unikają dotyku, spojrzenia, często znajdują się po przeciwległych stronach sceny, przypominając zwierzęta w klatce, co jest jedną z wielu niewerbalnych aluzji reżysera na temat sytuacji bohaterów. Jednak to, co stanowi trafną metaforę ich sytuacji, po kilkunastu minutach nuży, a z czasem staje się nieznośną manierą. Podobnie jak zastyganie aktorów w oczekiwaniu na akcent muzyczny. Wraz z czasem trwania spektaklu pomysły na zachowanie bohaterów stają się coraz bardziej dziwaczne. Gzyl ma na przykład za zadanie obsiąść każdą z poręczy fotela zanim na nim usiądzie albo stać się bezwolnym, pogrążonym w apatii, manekinem.

Rysy na związku Daniela i Agaty w obliczu kłopotów ich syna szybko okazują się prawdziwą przepaścią, jaka dzieli ich postawy i zachowanie, dlatego małżonkowie nie potrafią się porozumieć.
Rysy na związku Daniela i Agaty w obliczu kłopotów ich syna szybko okazują się prawdziwą przepaścią, jaka dzieli ich postawy i zachowanie, dlatego małżonkowie nie potrafią się porozumieć. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl
Bardzo ważnym kontrapunktem do sytuacji na scenie są projekcje wizerunku nastoletniego chłopaka, w różny sposób komentujące sytuację Tomka. Te przez dłuższą część spektaklu wyglądają niczym praca początkującego grafika (jedynie moment, gdy pojawiają się nieostre wizerunki innych dzieci, opatrzone napisami "agresor", "oprawca", "prowokator", wypada przejmująco). Z czasem nabierają one złowrogiego, upiornego kształtu.

Całość broni przede wszystkim niezwykle ważny temat, chociaż sztuka Bezerry jest bardzo przewidywalna, a jej autor na każdym kroku sugeruje prawdziwe podłoże problemów Tomka, czyli sytuację w jego domu rodzinnym. Jednak o pozbawionych jakiegokolwiek wsparcia wobec agresji rówieśników dzieciach i bezradności osamotnionych w walce o ich dobro rodzicach wciąż mówi się o wiele za mało. Dobrze więc, że Teatr Wybrzeże zabrał głos w tej sprawie, przygotowując spektakl skłaniający do refleksji nad losem szkolnych ofiar. Trzeba jednak zaznaczyć, że z racji swojej bardzo trudnej w odbiorze formy i brutalności (także pełnego wulgaryzmów języka) skierowany jest on tylko do rodziców.

Opinie (19)

  • Sztuki Pana Rudolfa są zazwyczaj trudne w odbiorze.

    • 6 0

  • Katarzyna Kaźmierczak - świetna aktorka

    Widziałem ją pierwszy raz w "Mary Page Marowe" - pozamiatała.

    • 9 1

  • gdzie się podziali scenarzyści? (2)

    Tęsknię za teatrem, który miał bogatą scenografię. Ja wiem, że najbardziej liczy się treść w spektaklu i nie wątpię, że sztuka jest dobra, ale warto czasem pobudzić widza bodźcami wzrokowymi. Ten minimalizm nie jest raczej podyktowaniem estetyką, a pójściem na łatwiznę. Będzie taniej i prościej :-( Czy zawód scenarzysty/scenarzystki już wyginął?

    • 15 8

    • Tęsknię za ludźmi, którzy odróżniali scenarzystę od scenografa

      • 46 0

    • Scenarzyści czy scenografowie

      ?????

      • 2 0

  • (2)

    sztuka dobra i ważna...nie zgadzam się że tylko dla rodziców wszystkie szkoły od 6kl w górę powinny obowiązkowo iść na ten spektakl...a wulgaryzmy nastolatki znają o wiele gorsze:)

    • 6 2

    • (1)

      0wszem znają, ale należy z tym walczyć, a teatr je nobilituje.

      • 3 4

      • nic bardziej mylnego wulgaryzmy w sztuce są podkreśleniem przeżywanych emocji to nie promowanie ordynarności tylko zabieg stylistyczny mający na celu zwiększenie wiarygodności sztuki do młodych jej przekaz dzięki temu łatwiej trafi

        • 7 2

  • Bez przesady z tymi wulgaryznami...

    Tylko kilka razy, akurat one wypadają wiarygodnie... Poza tym, dzieciaki wszystkie je znają. Tyle że to nie jest sztuką dla uczniów, tylko dorosłych.

    • 6 0

  • dobre (4)

    1. czuję się nieswojo - nikt się nie rozebrał!
    2. gra światłem mnie ujęła, nie potrzeba innej scenografii, naprawdę ciekawie pomyślane
    3. Daniel ekstra - naturalnie, przekonująco, Agata - sztywno, wystudiowanie, z wielkim spęciem, szkoda
    4. rodzice dzieci w szkolnym wieku - warto zobaczyć

    • 6 0

    • (3)

      Ad. 1 - niesamowite, Teatr Wybrzeże i brak gołych pup albo piersi... Czyżby coś się zmieniało?

      • 4 3

      • (2)

        Boć nie gra :)

        • 3 0

        • (1)

          Yenefer, chyba dawno nie byłaś w Wybrzeżu, bo od czasów rozbieranek Boć zdążyła rozebrać się już większość zespołu.

          • 1 0

          • Bylam wczoraj

            • 0 0

  • fatalna sztuka (3)

    Gratuluję autorowi recenzji cierpliwości w szukaniu sensu w sztuce, która jest go pozbawiona. Zgadzam się całkowicie co do oceny gry aktorskiej i opinii na temat kreowania postaci. Mam jednak wrażenie, że to niestety sztuka jest słaba i po prostu nie zasługuje na wystawianie.
    Rzeczywiście mowa o odmienności dziecka, ale bardzo szybko zgubiłam się w rozumieniu jakiego rodzaju jest to odmienność. Wskutek tego nie wiadomo co autor chciał powiedzieć. Nie mam pewności czy to głos w obronie nękanych w szkole dzieci, bitych dorosłych homoseksualistów, czy każdego z nas - wszyscy przecież mamy swoje odmienności, wszyscy boimy się odrzucenia.
    Tomek prezentuje coraz to nowe objawy, chce sfeminizowany plecaczek (może gej?), zmienia imię w zeszytach (może transseksualista?), na koniec zasypia i zapada w śpiączkę (próba samobójcza? objawy dysocjacyjne?). Ostatecznie kiedy leży bez świadomości, rodzice faktycznie szukają kompromisów, matka otwiera się na zapoznawanie się z postaciami, które syn tak polubił. Ale to już było, bardziej przekonywał mnie dialog Capuletich i Montecchich po śmierci kochanków z Werony. To, że rodzina Tomka jest dysfunkcyjna, widać faktycznie od samego początku. Nic nowego w tym, że dzieciak z takiego systemu rodzinnego produkuje coraz bardziej dziwaczne objawy.
    Odnoszę wrażenie, że autor sztuki chciał powiedzieć coś ważnego, ponadczasowego, przełomowego i tak się nadął, że wyszło wielkie nic.

    • 3 6

    • Hahahahahahaha

      • 0 2

    • Sztuka została oparta na autentycznej historii chłopca pochodzącego z Północnej Karoliny. Prześladowany w szkole jedenastolatek próbował powiesić się w swoim pokoju w skutek czego zapadł w śpiączkę. Chłopak był fanem serii Little Pony. Warto byłołby zapoznać się z tym faktem zanim skrytykuje się wydumany tekst, ponieważ najlepsze scenariusze pisze samo życie.

      • 5 0

    • Little pony

      nie zgadzam się ze jest to zła sztuka. Rodzice mogą być kochający ale też maja prawo do rożnego zdania. To że rodzina jet dysfunkcyjna nie oznacza że rodzice maja odmienne zdanie. Oboje chcą mu pomoc, a oboje nie wiedza jak, w takiej sytuacji jak ta przedstawiona w sztuce nie jest łatwo pomóc. Bo co? zmienisz plecak i to załatwi sprawę? Tłum chce kozła ofiarnego.... Tak jet w szkołach często własnie. Albo jak twierdzi ojciec, wyrzucić ze szkoły tych ponad 200 uczniów którzy szykanują tomka? niby sensowne, ale jak twierdzi matka przecież nierealne. Dobra sztuka, zapada w pamięci. Wulgaryzmy nieliczne i konieczne bo nadają wyrazu. Warte zobaczenia, polecam.

      • 1 0

  • Little Pony po polsku.

    Świetny spektakl. Dobra gra aktorów. Spektakl trzyma tempo. Gra aktorów bardzo dobra. Polecam. Spektakl trwa 1h i 15 min. Szybko mija czas.

    • 6 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni
Śmiechem w marne czasy. Felietoniści wykpili miniony rok
Felietoniści wykpili miniony rok

Kulinaria

Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Ostry Cień Mgły i Forfiter. Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali

Sprawdź się

Cenioną w środowisku Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius w 2010 roku otrzymał trójmiejski poeta...

 

Najczęściej czytane