• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

"Pułapka" Różewicza z wojną w Ukrainie w tle

Grzegorz Wolf w roli głowy rodziny, Hermanna (po lewej), kreuje postać surowego ojca, który jego dzieciom jawi się jako tyran i despota.
Grzegorz Wolf w roli głowy rodziny, Hermanna (po lewej), kreuje postać surowego ojca, który jego dzieciom jawi się jako tyran i despota. fot. Roman Jocher / Teatr Miejski w Gdyni

Dramat Tadeusza Różewicza "Pułapka", wystawiony premierowo w Teatrze Miejskim w Gdyni, jest bardzo pojemny - pozwala wejrzeć w rozedrgane "ja" artysty, tytułowego Franza Kafki, przyjrzeć się trudnym relacjom ojciec-syn, a zarazem poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego życie osobiste artysty i jego najbliższych może być udręką bez śladu ukojenia. Jednak Krzysztof Babicki w swoim spektaklu najmocniej uwypukla kontekst wojenny, wyraźnie nawiązując do wydarzeń w Ukrainie. Daje też przestrzeń aktorom, umożliwiając im stworzenie ciekawych, pełnowymiarowych ról.



Na co pójść do teatru?


Sztuka Różewicza jest w dużej mierze biograficzna. Osoba Franza Kafki od zawsze intrygowała dramatopisarza, a "Pułapka" jest próbą syntezy tej fascynacji po kilkudziesięciu latach pracy nad życiem i twórczością tego niemieckojęzycznego autora pochodzenia żydowskiego, przez całe życie związanego z Pragą. Bohaterami są tutaj, oprócz Franza, także jego najbliżsi - ojciec Hermann, matka Julia, trójka sióstr oraz przyjaciel Maks.

Historia bohatera wpisana została w życiorys Franza Kafki, który posłużył Różewiczowi do zawarcia wielu problemów obecnych także w innych jego sztukach - to choćby problem klas społecznych i fundamentalnych różnic między inteligentem a prostym chłopem, które muszą prowadzić do katastrofy czy skomplikowane, naznaczone traumą i niespełnieniem relacje rodzinne. Sam Franz służy Różewiczowi za lustro, by w nieco szyderczym, zabarwionym autokrytycyzmem obrazie przyjrzeć się kondycji artysty XX wieku, często zajmującego się kwestiami oderwanymi od rzeczywistości, która nas otacza.

Głównym bohaterem sztuki Różewicza i spektaklu Krzysztofa Babickiego jest Franz Kafka, którego gra Piotr Michalski.
Głównym bohaterem sztuki Różewicza i spektaklu Krzysztofa Babickiego jest Franz Kafka, którego gra Piotr Michalski. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Reżyser spektaklu Krzysztof Babicki do "Pułapki" również wraca przez całe swoje zawodowe życie. Tytuł ten towarzyszył mu już na początku kariery (w 1984 roku wystawił go w Teatrze Wybrzeże, z Krzysztofem Gordonem w głównej roli). Później były inscenizacje w Poznaniu, Katowicach i Krakowie, które - jak donosili ich recenzenci - niespecjalnie się od siebie różniły. Gdyński spektakl (zrealizowany przy udziale stałych towarzyszy drogi artystycznej reżysera - scenografa Marka Brauna i autora muzyki Marka Kuczyńskiego, z którymi pracował również przy poprzednich realizacjach tego tytułu) jest do nich bardzo podobny.

W umownej scenografii Brauna występują dwa plany - na scenie obserwujemy m.in. rodzinę przy stole, a w ostatniej scenie znaczącą dla wydźwięku całości szafę. W tym planie towarzyszymy Franzowi i jego licznym zmaganiom ze światem. Z tyłu, w półmroku, na platformie często skrywanej za zasłoną, obserwujemy intymne obrazki rodzinne z udziałem jego rodziców i niego samego oraz zwiastun wojny - wysokie buty maszerujących żołnierzy. Przez cały spektakl towarzyszy nam ilustracyjna, stylizowana na filmową, przeważnie agresywna, atakująca zmysły i jednoznacznie podkreślająca nastroje muzyka.

Wraz z historią Franza poznajemy kilka kobiet, z którymi pisarz usiłuje ułożyć sobie życie (na zdjęciu Greta, grana przez Monikę Babicką). Jednak pomimo deklaracji, Franz nie potrafi podjąć ostatecznych decyzji i zmienić swojego życia.
Wraz z historią Franza poznajemy kilka kobiet, z którymi pisarz usiłuje ułożyć sobie życie (na zdjęciu Greta, grana przez Monikę Babicką). Jednak pomimo deklaracji, Franz nie potrafi podjąć ostatecznych decyzji i zmienić swojego życia. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Kluczową kwestią spektaklu jest tytułowa pułapka. Chodzi zarówno o "pułapkę Biologii", która przeraża Franza wraz z demonizowanym przez niego małżeństwem i napawającym go lękiem rodzicielstwem oraz "pułapka Historii". O tej pierwszej sam mówi: "jestem pułapką, moje ciało jest pułapką, w którą wpadłem zaraz po urodzeniu". Jednak dużo dobitniej wybrzmiewa "pułapka Historii", powiązana z nadejściem oprawcy, agresora, zła. Dla Krzysztofa Babickiego to memento - przestroga przed tyranią i brutalnością wojny.

W sztuce Różewicza rzecz dotyczy I wojny światowej, chociaż przekaz i nawiązania do II wojny światowej wydają się oczywiste. Dlatego Babicki w spektaklu Teatru Miejskiego (tak jak w poprzednich inscenizacjach) sięga po metaforykę Holokaustu. Wprowadza postać kilkuletniego chłopca - niewinną duszyczkę, z którym pozostawi widzów w ostatniej scenie, gdy chłopiec jest wpatrzony w rozżarzony komin. Reżyser jednoznacznie wprowadza w te zwiastuny wojny kontekst ukraiński. Dziecko zagrał Nikita Matsiuk, mały uchodźca z Ukrainy, zmuszony opuścić swój kraj w związku z rosyjską inwazją. Na scenie pozostawione zostaną też klocki w barwach narodowych Ukrainy. Totalitaryzm, który przerażał Różewicza, okazał się wielogłową hydrą i po raz kolejny musimy się z nim mierzyć.

W spektaklu roi się od znakomitych scen i udanych epizodów. Tak jest m.in. podczas wizyty Maksa (Dariusz Szymaniak, na pierwszym planie) w domu szewca. Na zdjęciu Jacek Bała i Elżbieta Mrozińska.
W spektaklu roi się od znakomitych scen i udanych epizodów. Tak jest m.in. podczas wizyty Maksa (Dariusz Szymaniak, na pierwszym planie) w domu szewca. Na zdjęciu Jacek Bała i Elżbieta Mrozińska. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Spektakl Krzysztofa Babickiego opiera się na aktorach, którzy w zdecydowanej większości znakomicie wywiązują się ze swoich zadań. Piotr Michalski jako Franz Kafka gra mrocznego introwertyka, jakby otoczonego niewidzialną ścianą, kokonem, przez który zwyczajne życie nie może się przedrzeć. Franz to egocentryk, niepotrafiący pokonać granicy zwyczajnego życia, przeraża i przerasta go codzienność w postaci zakupu szafy czy małżeństwa.

Jednak gdyńskie przedstawienie jest przede wszystkim popisem Grzegorza Wolfa, grającego ojca Franza, Hermanna. Od pierwszych chwil aktor kreśli tę postać jako władczego rodzinnego despotę, człowieka niepotrafiącego zbudować z dziećmi bliskości, co jednocześnie rani i uzależnia od niego wszystkich domowników. Tylko sceny Hermanna z matką Franza - Julią (cichą, zbolałą matkę gra Beata Buczek-Żarnecka) ukazują wprost to, co Grzegorz Wolf konsekwentnie proponuje od pierwszej chwili - stłumioną czułość i emocje, które w kontakcie z dziećmi nie mają szans się zmaterializować. Finałowe spotkanie Hermanna z synem to kulminacja głęboko skrywanych uczuć i frustracji oraz prawdziwy aktorski popis Wolfa, który w tym starciu nie dał Michalskiemu żadnych szans.

Franza oczarowują kobiety każdego stanu i wykształcenia. Na zdjęciu z pomywaczką Janą (Olga Barbara Długońska).
Franza oczarowują kobiety każdego stanu i wykształcenia. Na zdjęciu z pomywaczką Janą (Olga Barbara Długońska). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Aktorską perełką jest wizyta przyjaciela Franza, Maksa (Dariusz Szymaniak) u rodziny Jany Słowik (Olga Barbara Długońska), jednej z narzeczonych Franza. Znakomity w epizodzie głupawego brata dziewczyny jest Jacek Bała (szkoda, że tak rzadko gra w przedstawieniach Miejskiego), a tę przezabawną rodzinkę uzupełniają równie świetni w rolach charakterystycznych rodzice Jany, w których wcielają się Rafał KowalElżbieta Mrozińska. Z kolei wizyta Maksa u Grety pozwala postaci granej przez Monikę Babicką wygłosić manifest nieszczęśliwej kobiety, traktowanej przez mężczyznę instrumentalnie. Jeśli dodamy do tego rozmowę Franza z Maksem na temat ich relacji i spuścizny po Franzu Kafce, mamy całkiem dużo świetnie zagranych, ciekawych scen. Poziomu kolegów i koleżanek nie osiąga jedynie emfatyczna, nadużywająca krzyku Agnieszka Bała w roli Felicji.

Teatralne przesądy nie umarły...



Krzysztof Babicki w niezwykle gęstym od znaczeń, trudnym tekście Różewicza porusza się z dużą swobodą. Jednak podkreślanie wszystkich obecnych w nim wątków nieco przytłacza (właściwie osobno śledzić można dramat zagubionego artysty, dramat ojca, dramat matki, dramat odrzuconego syna oraz brutalność wojny wraz z torturami, upadlaniem ofiar i spodziewaną eskalacją zła). Płynna struktura tekstu czasem zbyt dosłownie przeniesiona zostaje na scenę, przez co niektóre epizody (np. z udziałem wyrostka Józka, granego przez Szymona Sędrowskiego) są nie do końca czytelne w kontekście pozostałych. Jednak spektakl Teatru Miejskiego ma dobre tempo i dramaturgię, ogląda się go naprawdę dobrze. To mocny, przemyślany sprzeciw wobec agresji, złu i totalitaryzmowi.

Opinie (15) 1 zablokowana

  • (1)

    *na a nie w.

    • 12 5

    • i**otyzmy naszych czasów ... w Łotwie pewnie jest pięknie, Polaków wywożono w Syberie, obecnie latamy w Maltę i w Madere a najbliższy reżim mamy w Białorusi.

      • 3 4

  • Plagiat z Kafki, sciagniete z Rozewicza, polatane I wojna swiatowa udajaca te druga. I co wyszlo: gniot i knot. (1)

    • 6 16

    • To iść czy nie iść,o to jest pytanie?

      • 0 0

  • Pułapka to ustawa z 15 marca nt. pomocy osobom goszczącym uchodźców. (1)

    Póki co nie weszła w życie. UE nie chce finansować i okazuje się, że rząd planuje utworzyć ... fundusz na ten cel. Pieniędzy nie ma. A ludzie się pozadłużali, choć w szczytnym celu.

    • 6 2

    • co pleciesz? Rząd rzetelnie się wywiązuje ze zobowiązań i płaci osobom goszczącym Ukraińców.

      • 3 3

  • Nie do końca

    Pan Łukasz, czasami na siłę stara się widzieć to czego nie ma. To nie jest dobre przedstawienie. To przedstawienie słabe, z dobrymi momentami. Niestety nie ma ich zbyt wiele. Nie wiem w czym tkwi według Pana Łukasza znakomitość epizodu pana Jacka Bały. Zgadzam się, że Felicja jest nie do strawienia. Zastanawiam się czemu reżyser do tej roli, obsadził właśnie ją? Nie będę tu opisywał wszystkich ról. Pani Monika Babicka, jak zwykle nie "zawiodła". Bardzo dobra rola Grzegorza Wolfa. Strasznie nudna scena w salonie fryzjerskim. Mogłoby jej nie być. Drugi akt nudny i przegadany. Uważam też, że pierwszy akt, powinien się skończyć sceną przemarszu wojsk. Nie wiem dlaczego reżyser postanowił jeszcze do tego dodać łopatologiczne gadanie, przeciągnięte do granic wytrzymałości. Jeszcze łyżka dziegciu do muzyki i scenografii. Ta pierwsza - za głośna i w zasadzie nie uzupełnia nic w spektaklu. A scenografia? No cóż, więcej się po tym scenografie nie można spodziewać. A no i jeszcze jedna bezsensowna scena. Nagle nie wiadomo dlaczego, pojawia się współczesna dziewczyna i odczytuje nam opis Holocaustu. Widocznie reżyser bał się, że ludzie nie odnajdą tych konotacji w spektaklu.

    • 3 10

  • Czy teraz wszystko musi mieć stempel Ukrainy? Nawet sztuka?

    To się robi już niesmaczne.

    • 8 8

  • Żenujący poziom (2)

    Prowincjonalny teatrzyk.

    • 7 18

    • Bez przesady

      Panowie Wolf i Michalski dali rade. Natomiast ten drugi powinien dokonac szybkiej rewizji swojego najblizszego otoczenia, bo ktos tam zle doradza albo celowo ciagnie w dol. Z takimi predyspozycjami robi sie z reguly wieksze kariery.

      • 3 0

    • To po co do tego teatru przyłazisz? Może budka z piwem bądzie odpowiedniejsza!!!!!!!!!!!!!

      • 0 0

  • Świetna!

    Wspaniałe aktorstwo i wspaniała sztuka, która mimo swojej złożoności nie mozwala ani na moment nudy.

    • 8 6

  • Świetny reżyser

    Krzysztof Babicki jest świetnym reżyserem, zna się na tym co robi.

    • 5 4

  • Pułapka (1)

    Znów Krzysztof Babicki? W tym mieszczańskim teatrze nie ma innych reżyserów. Chcę w tym miejscu czegoś innego!

    • 0 0

    • A

      A spektakl został obejrzany czy nos wsadzony w smartwona?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
wystawa
lut'21 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
15 zł
ulgowy 10 zł
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
wystawa
maj'21 15-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Muzeum Narodowe
Zajęcia musicalowe
warsztaty
Gdynia, Virtuo
280 zł
ulgowy 180 zł

Sprawdź się

Sprawdź się

Którą z powieści Pawła Huellego wyreżyserował Wojciech Marczewski?