• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Kop w tyłek, trumna na scenie i śmierć aktora. Teatralne przesądy nie umarły

Magdalena Raczek
30 kwietnia 2022 (artykuł sprzed 2 lat) 
Przesądy teatralne są przekazywane z pokolenia na pokolenie i przechowuje się w nich "anonimowa, zbiorowa pamięć pierwotnych źródeł teatru, jakimi była magia, religijne rytuały, poczucie obcowania z duchami" - mówi jedna z definicji. Przesądy teatralne są przekazywane z pokolenia na pokolenie i przechowuje się w nich "anonimowa, zbiorowa pamięć pierwotnych źródeł teatru, jakimi była magia, religijne rytuały, poczucie obcowania z duchami" - mówi jedna z definicji.

Pawie pióra, które przynoszą pecha, trumna na scenie jako oznaka czyjejś śmierci, przydeptywanie egzemplarza, który upadł na podłogę, zakaz gwizdania w teatrze czy kłaniania się po próbie generalnej, remont teatru sugerujący szybką zmianę dyrektora, wchodzenie na deski sceniczne prawą nogą i nigdy w obuwiu prywatnym. Te i wiele innych zabobonów zna każdy aktor i wszyscy pracujący w teatrze. W które z nich nadal się wierzy, a których się już nie praktykuje?



Zobacz, co grają teatry w Trójmieście


Polska krajem przesądów?



W 1958 roku wybitny reżyser Erwin Axer żądał stanowczo "w imię swobód obywatelskich i wolności słowa" prawa do przestrzegania przesądów, takich jak przydeptywanie egzemplarza. Nawoływał, że "wszystkie te swobody, zabawy i nakazy powinny być kultywowane pod grozą wieczystej klapy artystycznej i finansowej".

- Na scenie nie wolno gwizdać. Nie wolno też wnosić trumny na scenę, bo ktoś z grających umrze. W niepoświęconym gmachu nic się nie udaje. Nie należy niczego na sobie przyszywać, a jeżeli to konieczne, powinno się nitkę trzymać w zębach. I tak dalej i tak dalej. Powiadają, że Polska w ogóle jest krajem przesądów. W ojczyźnie naszej "zamawia" się "odczynia", za i od "urocza", odpluwa, wykadza, urzeka. W historii narodowej wszystkie sukcesy zawdzięczamy cudom, wszelkie niepowodzenia - wyjątkowemu pechowi - pisał w "Listach ze sceny" Erwin Axer.

Teatr - miejsce magiczne



Zabobony, czyli przesądy teatralne są przekazywane z pokolenia na pokolenie i przechowuje się w nich "anonimowa, zbiorowa pamięć pierwotnych źródeł teatru, jakimi była magia, religijne rytuały, poczucie obcowania z duchami", jak twierdzi Tadeusz Nyczek w "Alfabecie teatru".

- W ogóle nie jestem przesądną osobą i przesądy zawsze traktowałam jako rodzaj egzotyki, czegoś, co sprawia, że teatr jest miejscem innym niż wszystkie pozostałe zakłady pracy. Oprócz przydeptywania egzemplarza i kopania się przed premierą - które w jakiejś kulturze chyba też jest wykorzystywane "na szczęście" - to żadne z tych przesądów mnie nigdy nie przerażały ani nie uważałam, że to może sprowadzić jakieś nieszczęście. Dzisiaj myślę, że może to być po prostu aktem przynależności do tej grupy zawodowej - mówi Marta Kalmus-Jankowska (rocznik 1969), aktorka i wykładowczyni na wydziale wokalno-aktorskim w Akademii Muzycznej w Gdańsku.
Jednym z najbardziej powszechnych przesądów jest ten dotyczący przydeptywania egzemplarza scenariusza, gdy upadnie na scenę. Jednym z najbardziej powszechnych przesądów jest ten dotyczący przydeptywania egzemplarza scenariusza, gdy upadnie na scenę.

Przydepnij egzemplarz, gdy upadnie na scenę



Z moich rozmów z aktorami, reżyserami, dyrektorami i innymi ludźmi teatru wynika, że starsze pokolenie wciąż częściowo przestrzega zakazów i nakazów płynących z przesądów, ale młodsze pokolenie już coraz mniej kultywuje te tradycje. Jednym z najbardziej powszechnych przesądów jest ten dotyczący przydeptywania egzemplarza scenariusza, gdy upadnie na scenę. W efekcie często przydeptuje się wszystko, co spadnie na podłogę...

- Nie należę do pokolenia, które by w jakiś szczególny sposób pielęgnowało przesądy teatralne. Pamiętam za to, że na początku mojej pracy w teatrze, a było to w Teatrze Powszechnym w Warszawie, krążyła prawdziwa anegdota o znanym dziś, wówczas młodym aktorze, który pewnemu seniorowi teatralnemu powiedział: "Przydepnij!", kiedy temu ostatniemu podczas próby upadły na podłogę okulary. Senior, niewiele myśląc, okulary przydepnął, co dobrze ilustruje siłę teatralnych przesądów w starszych, teatralnych pokoleniach. Trochę tęsknię za tym pokoleniem, które z taką pieczołowitością pielęgnowało wszystkie te obyczaje i przesądy - mówi Radosław Paczocha (rocznik 1977), dramatopisarz, scenarzysta, dramaturg, zastępca dyrektora i kierownik literacki Teatru Wybrzeże.
  • Kopanie przed premierą "Cudownych Musicali" w 2016 roku, gdzie gościem specjalnym był Marek Piekarczyk.
  • Na pierwszym planie Kinga, która w Stowarzyszeniu wystąpiła po raz pierwszy, mając 7 lat.

Kopanie się w pośladki przed premierą



Gdy pytam o przesądy najmłodszych uczestników życia teatralnego, okazuje się, że niewiele z tych starych zabobonów jest w ich użyciu. Poza przydeptywaniem scenariusza, wciąż praktykowane jest kopanie się nawzajem przed premierą, by życzyć sobie szczęścia. Niektórzy twierdzą, że dodatkowo trzeba stać przodem do sceny, ale już niewielu się do tego stosuje.

- Z uniwersalnych przesądów teatralnych krąży u nas tylko kopanie się nawzajem w zadek na szczęście i kilka minut przed premierą przybiera to wręcz postać plagi - potwierdza to Kinga, 15-letnia aktorka, od wielu lat związana ze Stowarzyszeniem Teatralnym Ingenium.

Młodzi nieprzesądni, ale stwarzają swoje własne przesądy



Zatem żadne pawie pióra czy zakonnice siedzące na widowni nie robią na młodych wrażenia. Jednak sam zwyczaj "przesądności" jest kultywowany, a nawet stwarzane są własne przesądy.

- Nasz pierwszy projekt - "Okruchy Życia - Anioły są wśród nas..." wystawiliśmy w 2010 roku. Potem "Trudne Pytania" w 2012 roku, "Blask" w 2014, "Cudowne Musicale" w 2016... Doszliśmy do tego etapu, że kłóciliśmy się całym zespołem we wrześniu 2018, czy z uwagi na opóźnienia w produkcji, nie przełożyć premiery "Chłopców z Placu Broni" na 2019 rok - zasada "premiera co dwa lata" wygrała i "Chłopcy..." z sukcesem pokazali się światu w grudniu 2018. Tej zasady trzymamy się do dzisiaj - mówi Dominika, aktorka Stowarzyszenia Teatralnego Ingenium.
  • Nawet mała trumienka na scenie zwiastuje poważne kłopoty - może ściągnąć nawet śmierć na kogoś w zespole.
  • Krzyże przynoszą pecha, ale czasem pojawiają się na scenie jak w spektaklu pt. "Joanna Szalona; Królowa".
  • Krzyże przynoszą pecha, ale czasem pojawiają się na scenie jak w spektaklu pt. "Joanna Szalona; Królowa".
  • Szalony kondukt żałobny z prawdziwą trumną. "Pogrzeb mamy" zespołu Cie Cacahuète podczas FETY.
  • Szalony kondukt żałobny z prawdziwą trumną. "Pogrzeb mamy" zespołu Cie Cacahuète podczas FETY.

Trumna i krzyże na scenie niedozwolone?



A co na to średnie i starsze pokolenie twórców, które uczyło się jeszcze od tych całkiem przesądnych artystów? Jeden z przesądów mówi, że trumna na scenie zwiastuje poważne kłopoty - może ściągnąć nawet śmierć na kogoś w zespole. Niektórzy wierzą, że krzyż również jest pechowy. Żeby nie kusić losu, często zastępuje się te przedmioty innymi rekwizytami albo wprowadza symboliczne sceny. Ale nie wszyscy obawiają się tego zabobonu.

- Ja miałem trumnę w "Kordianie" i "Operetce" Gombrowicza i jakoś to się dobrze kończyło, podobnie z pawimi piórami. Przesądów teatralnych specjalnie się nie obawiałem i nie poniosłem żadnej kary za to, że się nie dostosowałem - twierdzi Krzysztof Babicki (rocznik 1956), reżyser i dyrektor Teatru Miejskiego w Gdyni.
Trumien na deskach teatralnych jednak jest jak na lekarstwo. Pytałam o trumny wszystkich swoich rozmówców i okazuje się, że twórcy teatralni raczej unikają tego rekwizytu "tak na wszelki wypadek".

- Staramy się unikać trumny na scenie. Jeśli w inscenizacji jest pogrzeb lub jakąś śmierć, to raczej unika się stawiania trumny na scenie ze względu na to, że to może przynieść śmierć w zespole czy jakieś nieszczęście. Zwykle wykorzystuje się wtedy jakąś symboliczną scenę np. kondukt pogrzebowy lub wieńce, jak np. ostatnio w "Czarze molekuły" - mówi Olga Barbara Długońska (rocznik 1974) aktorka Teatru Miejskiego.
Do czynienia z trumną na scenie miał jeden z aktorów Teatru Miniatura w Gdańsku.

- Przesądy związane z trumną i krzyżem są stare, ale w niektórych spektaklach krzyż jednak musi być użyty. Grałem kiedyś w spektaklu z małą trumienką. Był to "Oliver Twist". Zastąpiłem tam kolegę, który po premierze uległ wypadkowi, a po kilku dniach zmarł w szpitalu, ale nie wiem, czy to było związane z tą trumienką... Kiedy przyjechałem na próby, to kazali mi próbować w jego kostiumie, na co się stanowczo nie zgodziłem. Wyniosłem z dawniejszych lat, że gdy takie sytuacje się zdarzały, że było zastępstwo, kiedy ktoś jest chory, to nie powinno się zakładać jego kostiumu, żeby go nie wykluczać, nie zająć jego miejsca - wspomina Andrzej Żak (rocznik 1962) aktor Teatru Miniatura.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.
  • Udana generalna zwiastuje klapę na premierze. Aktorzy nie powinni wychodzić do oklasków po trzeciej generalnej.

Udana generalna zwiastuje klapę na premierze



Przed premierą odbywają się trzy próby generalne. I to z tą ostatnią - trzecią próbą związanych jest najwięcej przesądów: siadanie przed reżyserem na próbie jest zakazane, po próbie z widzami aktorzy nie wychodzą do klasków, a publiczność nie powinna bić braw.

- Zazwyczaj udana próba generalna oznacza średnio udaną premierę. Muszę powiedzieć, że to mi się kilka razy przykro sprawdziło. Po sukcesie, gdy widownia na trzeciej generalnej wstaje z krzeseł, aktorzy nie wychodzą i się nie kłaniają, powstaje takie napięcie, które powinno być na premierze. Dlatego najlepiej, gdy generalna jest bardzo średnia, wtedy jest dobra premiera. Rozmawiam często o tym z aktorami i próbuję zrozumieć ten fenomen od wielu lat, ale nie możemy pojąć, skąd to się bierze - mówi Krzysztof Babicki.
- Jeśli coś pójdzie nie tak na generalnej, jak ktoś się pomyli lub coś się nie uda, to nawet lepiej, bo to wróży dobrą premierę - potwierdza Olga Długońska.
O zwyczajach trzeciej generalnej i o tym, że to premiera powinna być świętem przekonuje również Adam Nalepa.

- Jestem przekonany, że aktorzy mogą się ukłonić po raz pierwszy dopiero po premierze, nie powinni wychodzić do oklasków po próbie generalnej, nawet jeżeli jest to otwarta próba z publicznością. Dawniej to było prostsze, bo zapraszało się znajomych, rodziny, zaprzyjaźnionych ludzi, którzy znali te zwyczaje. Teraz teatry sprzedają bilety i robi się nieprzyjemna sytuacja, gdy jest aplauz po próbie, a aktorzy nie wychodzą do publiczności, choć chcieliby podziękować - twierdzi Adam Nalepa, reżyser i dyrektor artystyczny Fundacji Teatru BOTO.
Ale są też inne zwyczaje, związane z generalnymi i z premierą, które praktykują aktorzy.

- Nigdy nie gram generalnej w świeżym stroju, dopiero na premierze mogę założyć nową bieliznę. Mam też taki swój przesąd, że jeśli tekst już wykułem na pamięć i egzemplarz leży na konsolce w mojej garderobie, to ja go odkładam do archiwum dopiero po premierze. Wcześniej nigdy nie odłożę tekstu, dlatego żeby nie uleciał z głowy, żeby się coś nie wydarzyło. Koledzy w dawnych czasach zapisywali sobie swoje partie dialogowe na karteczkach i wkładali je sobie do kieszeni, szczególnie starsi aktorzy. Niestety działało to czasem w sposób odwrotny: mój jeden kolega, bardzo dobrze umiejący tekst, zorientował się w trakcie spektaklu, że nie ma przy sobie tego tekstu i tak się zestresował, że go oczywiście zapomniał - wspomina Andrzej Żak.
Nie jest wskazane, aby sadzać swoich bliskich i znajomych bliżej niż w czwartym rzędzie, bo rozpraszają aktorów. Nie jest wskazane, aby sadzać swoich bliskich i znajomych bliżej niż w czwartym rzędzie, bo rozpraszają aktorów.

Siadanie w dalszych rzędach



Nie jest również wskazane, aby sadzać swoich bliskich i znajomych bliżej niż w czwartym rzędzie, bo rozpraszają aktorów. Niektóre przesądy mają sens praktyczny i niosą one jakąś uniwersalną mądrość pokoleniową, która jest w takiej formie przekazywana. Do takich przesądów należy m.in. to, żeby nie wchodzić na scenę w swoich butach.

- Niewchodzenie na scenę w butach prywatnych jest symbolem tego, że nie wnosimy prywatnych spraw na scenę, ale również tego, że po prostu dbamy o to miejsce. Chodzi o szacunek do miejsca pracy. Na scenie często też kładziemy się, czasami turlamy się po niej, więc chodzi o to, żeby jej nie brudzić - twierdzi Olga Długońska.
O tym szacunku do sceny pamięta również Piotr Jankowski i przekazuje tę wiedzę studentom, z którymi pracuje.

- Peszek nam kiedyś opowiadał na zajęciach, że jak był w Japonii na warsztatach, to przed każdą próbą każdy miał taką malutką miotełkę, ustawiali się w szeregu i razem zamiatali scenę przed próbowaniem. Piękne! To uczy szacunku do sceny - opowiada aktor i reżyser Piotr Jankowski.
Gwizdanie w teatrze jest zabronione, bo jak mówi przesąd - kto się tego dopuści - zostanie wygwizdany na scenie. Gwizdanie w teatrze jest zabronione, bo jak mówi przesąd - kto się tego dopuści - zostanie wygwizdany na scenie.

Nie wolno gwizdać w teatrze



W moich rozmowach z artystami przewinęło się jednak wiele innych przesądów. Niektóre z nich są już passé, inne wzbudzają uśmiech, ale niektóre wciąż są przestrzegane. W teatrze zabronione jest np. gwizdanie, bo, jak mówi przesąd - kto się tego dopuści - zostanie wygwizdany na scenie. Wymowny jest także remont w teatrze.

- Mówi się, że jeżeli jest remont w teatrze, a przede wszystkim wymiana poszycia sceny, to będzie zmiana dyrektora, więc chyba niektórzy dyrektorzy boją się tego. Niektóre przesądy są absurdalne, jak ten, że zakonnica na widowni spowoduje zapomnienie przez aktora tekstu, albo że nie powinno się wchodzić lewą nogą na scenę czy że spotkanie starych kobiet w drodze do teatru może przynieść pecha. Nie wolno też przyszywać czegoś w kostiumie na aktorze, bo zaszyje mu się usta i ten zapomni kwestii - gdy przyszłam do teatru, to jeszcze funkcjonowało. Ponadto nie siadało się w garderobie na miejscu koleżanki czy kolegi, dlatego że można zająć potem jej/jego miejsce i "wysadzić" z roli - mówi Olga Długońska.

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (13)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki (2 opinie)

(2 opinie)
20 zł
spotkanie, wystawa, warsztaty

Kultura ludowa Pomorza Gdańskiego

wystawa

Wystawa "Kajko, Kokosz i inni"

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Z jakim miastem związana jest Magdalena Grzebałkowska - specjalistka od reportaży biograficznych, laureatka wielu nagród, finalistka Nagrody Literackiej Nike?

 

Najczęściej czytane