Wiadomości

stat

Gdański Festiwal Tańca wizytówką i hegemonem

Piękny taniec w najczystszej postaci, gracja i wdzięk to domeny najcieplej przyjętego spektaklu festiwalu - "Dreams of replay" fińskiej Susanna Leinonen Company.
Piękny taniec w najczystszej postaci, gracja i wdzięk to domeny najcieplej przyjętego spektaklu festiwalu - "Dreams of replay" fińskiej Susanna Leinonen Company. fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak

Klub Żak poprzez Gdański Festiwal Tańca z niespotykaną w Trójmieście regularnością promuje i stymuluje teatr tańca w Trójmieście. Jubileuszowa edycja nie była może najbardziej okazała, ale potwierdza, że taka impreza po prostu jest potrzebna.



Dziesięć lat trwania imprezy, obchodzonej w tym roku pod szyldem jubileuszu, jest nieco mylące. Impreza o nazwie Gdański Festiwal Tańca faktycznie zorganizowana została po raz dziesiąty. Jednak w Klubie Żak przeglądy spektakli teatru tańca organizowane są od 2002 roku - najpierw pod nazwą Trójmiejska Korporacja Tańca, później jako Gdańska Korporacja Tańca. Przy okazji zakończonej w niedzielę edycji festiwalu można zastanowić się nad samą ideą GFT i jego znaczenia dla teatru tańca w regionie.

Brak konkurencji - plusy i minusy



Gdański Festiwal Tańca ma na trójmiejskim rynku tanecznym charakter hegemona. Teatr tańca, z chętnie przypisywaną mu łatką teatru offowego czy alternatywy wobec głównego nurtu, funkcjonuje obecnie w Trójmieście w silnym rozproszeniu. Właściwie poza Ogólnokształcącą Szkołą Baletową im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku, kształcącą dyplomowanych tancerzy baletu, rolę mentorów i opiekunów młodych tancerzy zainteresowanych teatrem sprawują artyści związani z Teatrem Dada von Bzdülöw i Sopockim Teatrem Tańca. Oni jednak nie mają środków ani możliwości, by doprowadzić do konfrontacji trójmiejskich tancerzy z artystami z zagranicy, choć kilkukrotnie już, na mniejszą skalę, takie próby były podejmowane (wyjściem z sytuacji, na przykład dla Teatru Amareya, są koprodukcje także o zasięgu międzynarodowym). Warto w tym kontekście wspomnieć o niedawno założonej fundacji Polka.dot, która zorganizuje w Gdańsku w 2019 roku Polską Platformę Tańca, czyli cały szereg działań o zasięgu ogólnopolskim, promującym polski teatr tańca. To jednak impreza wędrująca, jednorazowo organizowana w Trójmieście.

Bardzo ciekawy spektakl przygotowali tancerze Opery Bałtyckiej. "Poniżej poziomu morza" to przejmująca, budowana na kontraście i inteligentnie skonstruowana opowieść o depresji.
Bardzo ciekawy spektakl przygotowali tancerze Opery Bałtyckiej. "Poniżej poziomu morza" to przejmująca, budowana na kontraście i inteligentnie skonstruowana opowieść o depresji. fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak
Gdański Festiwal Tańca od wielu lat konfrontuje polskich artystów z zagranicznymi, stanowiąc jedyną taką imprezę cykliczną w regionie. Jednak siłą GFT jest nie tylko bogaty i różnorodny program (w tym warsztaty skierowane do różnych grup - od zaawansowanych po początkujących), ale też rola producenta. Projekt "rezydencja/premiera" opatrzony kolejnymi datami rocznymi, wyznacza szlak, którym podąża niewiele festiwali tanecznych w Polsce. Dzięki temu powstają spektakle, prezentowane w Gdańsku przynajmniej premierowo. Często zaś goszczące w Żaku kilkakrotnie i umożliwiające tancerzom najlepszą możliwą edukację - poprzez praktykę na scenie, pod opieką artystyczną doświadczonych choreografów, sprowadzonych przez Klub Żak. Efekty tej pracy bywają różne, ale o wartości takiej pracy przesądza zainteresowanie udziałem w nim artystów z całej Polski (w skali roku powstaje od czterech do sześciu takich spektakli). Gotowe spektakle często grane są później poza Klubem Żak lub Trójmiastem.

Ponieważ GFT nie ma konkurencji, nie ma też odpowiedniej skali odniesień do tego, co dzieje się poza Trójmiastem. Nawet kiedy dobór zespołów na festiwal jest mało miarodajny dla ogółu działań tanecznych w Polsce, to GFT jest właściwie jedyną okazją do obejrzenia takich spektakli w promieniu przynajmniej 200 kilometrów. Co ważne, publiczność, stworzona z trójmiejskiego środowiska tanecznego, niezbyt licznego, ale wiernego grona "zwyczajnych" widzów i tancerzy występujących na Solo Dance Contest wypełnia każdego dnia festiwalowych pokazów widownię Sceny Teatralnej w całości lub prawie w komplecie.

Dwie premiery festiwalowe na przeciwnych biegunach



Organizatorzy starają się sprowadzać na festiwal nowości - niemal każdy ze spektakli opatrzony jest dopiskiem "premiera polska" (w przypadku produkcji zagranicznych). Bardzo ważne i szczególnie chętnie obserwowane przez widownię są jednak owoce programów rezydencyjnych, czyli spektakle stworzone w ramach projektu "rezydencja/premiera 2018". Oba zaprezentowane premierowo na Gdańskim Festiwalu Tańca przedstawienia okazały się bardzo różnymi formalnie i koncepcyjnie przedsięwzięciami.

Premierę miał także polsko-węgierski spektakl "Drużyna B" - spektakl dowcipny i imponujący przygotowaniem fizycznym tancerzy, ale mocno chaotyczny i przeładowany pomysłami na kolejne gagi.
Premierę miał także polsko-węgierski spektakl "Drużyna B" - spektakl dowcipny i imponujący przygotowaniem fizycznym tancerzy, ale mocno chaotyczny i przeładowany pomysłami na kolejne gagi. fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak
Sukcesem okazało się przedstawienie tancerzy związanych na co dzień z Operą Bałtycką - Sayaki Haruny-Kondrackiej, Bartosza Kondrackiego i Agnieszki Wojciechowskiej - "Poniżej poziomu morza". Spektakl poświęcono depresji, ukazanej na zasadzie kontrastu, na przykładzie ubranej na biało tancerki - dziewczyny w masce (Sayaka Haruna-Kondracka) oraz dwóch ubranych od stóp do głów na czarno postaci uosabiających czarne myśli, opanowujące chorego. Ta dwójka traktuje dziewczynę jak marionetkę, początkowo, dzięki odpowiedniemu podświetleniu sceny pozostaje zupełnie w mroku, subtelnie zagarniając przestrzeń dziewczyny, z czasem całkowicie panując nad jej ciałem. W kolejnej odsłonie obserwujemy pełen niepokoju taniec obojga w punktowym świetle oślepiających widzów latarek-czołówek. Jest też scena religijna (szukanie ratunku?) i samotność, nieodłączna towarzyszka depresji. Całe przestawienie jest bardzo mroczne, jego warstwę brzmieniową stanowią szepty i poetyckie frazy o bezdennej rozpaczy. Całość ma oczywiście charakter mocno ilustracyjny, ale rozpaczliwy i desperacki charakter tańca Sayaki Haruny-Kondrackiej porusza. Dodatkowym atutem spektaklu jest gęsta dramaturgia, utrzymująca napięcie.

Druga premierowa propozycja - "Drużyna B" - w wykonaniu Łukasza Czapskiego, Hygina Delimata, Marcina Denkiewicza i Volanda Székely`ego nawiązuje do znanego w latach 80. i 90. serialu "Drużyna A". Czwórka bohaterów wykonuje skomplikowane gimnastyczne ewolucje z wykorzystaniem kilkudziesięciu drewnianych palet w takt nieco przetworzonego motywu muzycznego, znanego z serialu. Jest w przedstawieniu kilka dowcipnych i zabawnych momentów - gra perkusyjna na wszystkim, co jest pod ręką w wykonaniu Volanda Székely`ego czy obrazek, gdy panowie budują z palet samochód pancerny. Jednak w morze gagów wkrada się wiele niepotrzebnego chaosu i rozprężenia, wytrącającego widza z rytmu przedstawienia. Panowie nie do końca opanowali zaproponowaną przez siebie przestrzeń i chociaż ich przygotowanie fizyczne imponuje, spektakl pozostawia wrażenie przeładowania pomysłami.

Dla każdego coś miłego



Dobór propozycji festiwalowych - być może wynikający faktu, że każda propozycja będzie przyjęta życzliwie, bo GFT nie ma konkurencji - sprawia wrażenie dość przypadkowego. Spektakle te nie układają się w jakąś szerszą całość, stanowią raczej kompromis pomiędzy dostępnością artystów a możliwościami finansowymi organizatora. Stworzono z nich podgrupy, jak "Powroty" (spektakle "Solo for two voices" związanej przed laty z Trójmiastem Magdaleny Reiter oraz "We_Selle" jeszcze mocniej związanego z Trójmiastem Wojciecha Mochnieja).


Interesujący i niebanalny "Kokoro" Lali Ayguadé Company opowiedział o naturze i instynktach człowieka, o tym, co pierwotne i nie do opanowania pomimo prób ubrania tego w ramy cywilizacyjne.
Interesujący i niebanalny "Kokoro" Lali Ayguadé Company opowiedział o naturze i instynktach człowieka, o tym, co pierwotne i nie do opanowania pomimo prób ubrania tego w ramy cywilizacyjne. fot. Paweł Wyszomirski / Klub Żak
Inną podgrupę stanowi "Polska Scena Tańca". Pod tym pojęciem kryją się z kolei Krakowski Teatr Tańca z komentującym aktualną rzeczywistość polityczną, dowcipnym przedstawieniem "MyIWy", zestawionym z wieloletnim rezydentem Klubu Żak - Teatrem Dada von Bzdülöw i jego najnowszym spektaklem "Dzisiaj, Wszystko", czyli powrotem tej formacji do tańca i ruchu bez dodatków i politycznych wypowiedzi.

Przeczytaj recenzję spektaklu "Dzisiaj, Wszystko"

Kolejną grupę stanowią spektakle zagraniczne. Tę zamykają trzy propozycje taneczne dla dorosłych i jedna dla dzieci. I znów - każdy mógł zostać usatysfakcjonowany. Piękno, grację i estetykę zamknięte w tańcu uosabia pięć fińskich tancerek z onirycznego "Dreams of replay" w choreografii Susanny Leinonen. Z kolei zwolenników intelektualnej treści zadowolić powinno "Kokoro" Lali Ayguadé Company, czyli może nieco przesadnie rozbudowane, ale bardzo plastyczne, interesujące spostrzeżenia na temat natury człowieka, jego pierwotnego instynktu (m.in. stadnego) i zwierzęcości, które pomimo cywilizacyjnego rozwoju silnie tkwią w każdym z nas.

Obraz propozycji z zagranicy uzupełnia "Waiting for Schrödinger" węgierskiego zespołu Timothy and the Things - komedii tanecznej, pełnej wielu mniej lub bardziej wyszukanych gagów, ze świetną sceną gry na trąbce przez dwoje tańczących. Zestaw ten uzupełniał spektakl dla najmłodszych "Akari" hiszpańskiego zespołu Da.Te Danza.

Solo Dance Contest klinem w programie



To bezpieczna formuła programu festiwalowego, rozbudowanego o wartościowy międzynarodowy konkurs Solo Dance Contest, z którym organizatorzy od lat mają pewien kłopot. Festiwal jest imprezą wielodniową, tym razem program spektakli zbudowano wokół dwóch weekendów, czas od poniedziałku do czwartku 11-14 czerwca przeznaczając na pokazy konkursowe spektakli solowych (będących dla widzów, poza bezpośrednio zainteresowanymi konkursem, dużo mniej atrakcyjnymi niż zaproszone przedstawienia). O ile wielkim powodzeniem cieszy się przegląd finałowych (w tym roku siedmiu) występów, o tyle solowe konkursowe miniprzedstawienia w liczbie około 30 w wykonaniu artystów z całego świata bywają niekiedy bardzo nieudane, nieczytelne i hermetyczne.

Organizacja konkursu przed lub po wszystkich pokazach festiwalowych skazuje występujących na silną marginalizację i występy przed garstką widzów, z kolei umieszczenie konkursu w środku festiwalu podnosi frekwencję na widowni (również pozostałych spektakli), ale właściwy program teatralny imprezy dzieli na dwie, oddzielone kilkudniową przerwą części. W tym roku konkurs wygrała Francuzka Leila Ka, tańcząca solo "Poder Ser". Kolejne miejsca zajęli Benjamin Behrends (solo "Oh Boy!") i Armenka Rima Pipoyan ("Woman before decision making") i YI-En Chen z Tajwanu (solo "Shame"). Jednak ten konkurs o zasięgu międzynarodowym, cieszący się dużym zainteresowaniem artystów z Europy i nie tylko, przynosi Klubowi Żak głównie prestiż.

Ani razu w tej imprezie nie wygrał przedstawiciel Trójmiasta, Polacy w ogóle rzadko docierają do finału konkursu, zaś laureaci poza odebraniem kolejnej nagrody nie mają żadnych kontaktów z Trójmiastem. Z pewnością, gdyby laureat był zobligowany wrócić ze swoim nowym projektem na kolejną edycję festiwalu, wartość konkursu dla trójmiejskiego tańca byłaby większa.

Cały Gdański Festiwal Tańca to kameralne w założeniu, ale bardzo wartościowe spotkanie z tańcem i różnymi jego wymiarami. I chociaż impreza ma formułę bezpieczną i bardzo szeroką, to ze świecą szukać drugiej takiej imprezy w Trójmieście, spełniającej funkcję teatralnego festiwalu, wymiany doświadczeń pomiędzy artystami, konkursu o międzynarodowym zasięgu i producenta.

Opinie (6) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

października

26

października

Gdynia meets Broadway - Edy... Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

27

października

Artur Andrus i Dorota Miśki... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Nietypowa konstrukcja na bulwarze w Gdyni udaje torpedownię
Makieta na bulwarze udaje torpedownię
Piknik historyczny w Parku Oruńskim
Piknik historyczny w Parku Oruńskim

Kulinaria

Okiem dietetyka: białko w diecie
Okiem dietetyka: białko w diecie
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

Sprawdź się

Najlepszy film Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni otrzymuje: