Wiadomości

Depresja aktora. O "Garderobianym" w Teatrze Muzycznym

"Garderobiany" to spektakl-pojedynek dwóch wielkich aktorskich osobowości: Jana Englerta (po lewej) i Janusza Gajosa (po prawej).
"Garderobiany" to spektakl-pojedynek dwóch wielkich aktorskich osobowości: Jana Englerta (po lewej) i Janusza Gajosa (po prawej). fot. Tomasz Urbanek / East News / Teatr Narodowy

Spektakl za moment, a główny aktor przechodzi kryzys. O tym, że nie ma sytuacji bez wyjścia, niepozorny garderobiany przekonuje się co chwila. Spektakl Teatru Narodowego z Warszawy, pokazywany gościnnie w Teatrze Muzycznym w Gdyni 18 i 19 lutego, ujmuje świetnym aktorstwem Jana Englerta i Janusza Gajosa.



"Garderobiany" Ronalda Harwooda w reżyserii Adama Sajnuka to opowieść o dwóch osobach: aktorze i dyrektorze podrzędnego londyńskiego teatru w jednym (Jan Englert) oraz jego słudze, garderobianym Normanie (Janusz Gajos), gotowym na każde skinienie tego pierwszego. Cała sztuka zbudowana jest wokół relacji zmęczonego życiem, humorzastego Sira (jak sam każe się tytułować) i jego relacji z traktowanymi przedmiotowo, niczym pionki na szachownicy, podwładnymi.

Spektakle dramatyczne w trójmiejskich teatrach


Norman to sługa, doradca, asystent, kiedy trzeba też powiernik sekretów, skarg i zażaleń swojego pana. Potrafi zmobilizować szefa do wysiłku, stabilizuje sytuację w teatrze - ma się wrażenie, że tylko dzięki niemu wszystko tu jeszcze jest w stanie funkcjonować. A o to niełatwo, bo Sir nie chce dłużej grać i najchętniej zszedłby ze sceny raz na zawsze. Sama myśl o zagraniu "Króla Leara" po raz dwieście dwudziesty siódmy jest dla niego prawdziwą męką. Norman jednak nie wyobraża sobie świata bez teatru - przypilnuje, ubierze, doradzi, połechce, zrobi wszystko, by Sir stanął ostatecznie przed widzami, oczarowując ich jak co wieczór.

By poradzić sobie z niedyspozycją dyrektora wszyscy muszą spełniać jego zachcianki. To teatralny "dzień jak co dzień" w lekko groteskowej karykaturze.
By poradzić sobie z niedyspozycją dyrektora wszyscy muszą spełniać jego zachcianki. To teatralny "dzień jak co dzień" w lekko groteskowej karykaturze. fot. Tomasz Urbanek / East News / Teatr Narodowy
Sztuka Harwooda przenosi nas więc w kulisy i pozwala podglądać artystów przed i w trakcie przedstawienia, z perspektywy garderoby dyrektora. Tutaj proszeni i nieproszeni pojawiają się kolejni współpracownicy. Przy okazji, autor sztuki kreśli z wyczuciem wciąż aktualną hierarchiczność teatru, w którym wre jak w ulu. Młoda aktoreczka Irene (Michalina Łabacz) stara się uwieść dyrektora, którego z upodobaniem nazywa mistrzem. On sam nie chce dłużej grać ze swoją wieloletnią partnerką Lady (Beata Ścibakówna), oczywiście pierwszą aktorzycą teatru. Gdzieś w tle ciągle przemyka inspicjentka Madge (Edyta Olszówka), cicha wielbicielka swojego szefa, spełniająca dla niego tak samo praktyczną i użytkową rolą co garderobiany.

Oglądamy artystę w twórczym kryzysie oraz teatr w kryzysie, co widać w scenografii Katarzyny Adamczyk. Obserwujemy odrapane ściany garderoby, popękane lustra, niekompletne futryny - to rudera przywodząca na myśl czas wojny i bombardowań, biedę i plajtę, która nieuchronnie wisi nad teatrem. To również swego rodzaju bankructwo ideałów, marzeń oderwanych od rzeczywistości, w których tkwi przekonany o swojej wielkości Artysta.

Kryzys, z jakim mierzy się Sir to nie tylko jego dyspozycja i chwiejna osobowość. Garderoba dyrektora to rudera, przywodząca na myśl budynek po nalotach w czasie wojny.
Kryzys, z jakim mierzy się Sir to nie tylko jego dyspozycja i chwiejna osobowość. Garderoba dyrektora to rudera, przywodząca na myśl budynek po nalotach w czasie wojny. fot. Tomasz Urbanek / East News / Teatr Narodowy
Englert z Gajosem tworzą wyśmienitą parę - ich utarczki słowne, zniuansowana gra aktorska, docinki i przekomarzania są ozdobą spektaklu. Reżyser prostymi środkami - zestawiając dwie wybitne aktorskie osobowości - osiąga zamierzony efekt. Obaj tworzą wyraziste, zapadające w pamięć kreacje, nie ustępując drugiemu ani na krok. Gorzka puenta w naturalny sposób prowokuje pytanie o granice poświęcenia i możliwą za to zapłatę.

Szkoda tylko, że odbiór przedstawienia zakłóciły problemy z mikroportem Englerta, którego przez kwadrans słyszały tylko osoby siedzące blisko sceny (potem wymieniono sprzęt na inny). W Warszawie spektakl grany jest na Scenie przy Wierzbowej, w której widzowie znajdują się dużo bliżej aktorów, więc dodatkowe nagłośnienie nie jest potrzebne.

Spektakle gościnne w lutym


W Teatrze Muzycznym słusznie zdecydowano się na wzmocnienie głosu, ale problem techniczny doprowadził do kuriozalnej sytuacji - widzowie okrzykami "mikroport", "nic nie słuchać" oraz koledzy Jana Englerta z kulis w sposób słyszalny dla wszystkich informowali go o tym, że jego mikroport nie działa. Na szczęście, gdy mikroport wymieniono, można było już bez przeszkód podziwiać kunszt obu wybitnych aktorów w sztuce z mądrym przesłaniem.

Opinie (28)

  • Przyjeżdża Teatr Narodowy i aktor grający główną rolę dostaje niesprawny mikrofon/mikroport, takie rzeczy tylko w Gdyni (1)

    śmiesznie jak Edyta Olszówka szeptała o niesprawnym mikroporcie, robiła to do sprawnego mikrofonu i wszyscy to słyszeli:)

    • 31 0

    • Z mikroportami jest w TM coś nie tak...

      ... niedawno byliśmy na "Gorączce sobotniej nocy" i w trakcie jednej ze scen Tony musiał pójść za kulisy, by naprawiono jego trzeszczący mikrofon. Na szczęście wyszło to naturalnie i pewnie duża część widzów nawet się nie zorientowała, że coś jest nie tak.

      • 4 0

  • drugi raz widzę Pana Jana Englerta na scenie w trójmiejskim teatrze i drugi raz umiera na scenie (2)

    W Szekspirowskim był z "Dowód na istnienie drugiego"

    • 12 0

    • Niesamowite życie masz. Dziękuję że się nim z nami dzielisz. To bardzo mnie ubogaca

      • 4 12

    • To jest dowod Englert ze z martwego powstal.

      • 2 1

  • Sztukę i kunszt aktorski tych wybitnycj aktorów lepiej podziwiać w mniejszym gmachu,

    tu z dalszych rzędów nie widać mimiki aktorów, zdarzają się problemy techniczne.
    Pan Englert ma taki głos, że siedząc na balkonie w większości słyszałem co mówił.

    • 22 0

  • Moja subiektywna opinia (9)

    Byłem na tym przedstawieniu i wyszedłem rozczarowany. Sztuka świetna - tylko dwóch wielkich aktorów grających koło siebie i nie na siebie. Zagrali tak jakby się nie widzieli. Co do Pana Gajosa to nie czułem się oszukany jego grą, bo jako mistrz zagrał poprawnie, ale to ocena bardziej obiektywna, gdyż lubię Go jako aktora... Pani Olszówka zmarginalizowana, a szkoda bo ma wielki charakter. Co do Pana Englerta to wielki aktor ale nie zachwycił... Powiem więcej odczułem to jako chałturkę zrobiona w Gdyni, dla kasy po prostu i żeby uraczyć maluczkich... Bo Gdynia wstała zachwycona i klaskała na stojąco... Ale w Warszawie i Krakowie takiego aplauzu by nie było. I nie ze względu na bufonadę tych miast. My po prostu jesteśmy spragnieni tej wielkiej sztuki dlatego cieszymy się jak dzieci z każdej możliwości. Wiem, ze możecie ze mną się nie zgadzać, ale to trudna sztuka i Sir i Norman idąc tym szlakiem, zagrani przez Zapasiewicza, Holoubka, Pszoniaka to inny wymiar. Nie na pewno dlatego, ze dzisiejszym aktorom brak kunsztu... Może to wina reżysera, ze nie wykrzesał z nich radości grania, może to wina zaangażowania. To było dziwne przeżycie... Szykowałem się na ucztę, a wyszedł bar mleczny. smaczny, super poprawny, ale bez błysku...

    • 27 8

    • W Gdyni w Muzycznym chyba po kazdym przedstawieniu/musicalu gawiedź klaszcze na stojąco

      jeszcze bardziej żenujące są oklaski w trakcie przedstawienia

      • 13 2

    • zgadzam się z tą opinią (1)

      też tam byłem i też spektakl mnie nie zachwycił... Sama gra aktorska, jak na zawodowców przystało, bez zarzutu, ale.... i bez polotu, bez ikry, bez efektu błysku... Podejrzewam, że ten nieszczęsny mikroport i krzyki z sali spowodowały rozstrój wewnętrzny i zdenerwowanie Englerta (co pokazał przy oklaskach zrywając ostentacyjnie sobie mikrofon z twarzy).
      Przy tej akcji z mikroportem (bo nie wierzę, że Englert się nie spostrzegł, że jego mikrofon nie działa), wyglądało to na to, że aktor gra sam dla siebie i nie jest ważne, że połowa ludzi jego nie słyszy. Że to sztuka, i ma być tak, jak jest - nie można sztuki przerywać dla jakiegoś, tak głupiego, mikrofonu. Nie podobało mi się to. Sztuka jest dla ludzi, a nie dla ego aktora. Chyba że całkowicie opacznie tę sytuację widzę... Dopuszczam to. Minus, że obsługa szybko nie zareagowała - powinni takie rzeczy przewidzieć, przy takiej dynamice fizycznej postaci.
      Ponadto nie bardzo zrozumiałem Englerta w kwestii wypowiedzianej bezpośrednio do sali, było to coś na kształt: "Szanowne Panie i Panowie! My aktorzy walczymy o (coś - nie pamiętam) w tym trudnym czasie(...)" Czy to aby nie jakieś polityczne aluzje??? Jeśli tak, to bardzo, bardzo źle, że to padło ze sceny.
      Czyli ogólnie rozczarowanie. Potwierdzam.

      • 7 6

      • Englert

        Niestety wielki aktor ma problemy ze słuchem... Może dlatego był problem..

        • 3 1

    • Piotrula, dzisiaj ludzie patrza i odbieraja (3)

      spektakle teatralne w inny sposob. Takze w inny sposob aktorzy kiedys odtwarzali swoje role na scenie. Nie zobaczyz dzis scenicznych monologow dramatycznych w stylu Holoubka czy Hanuszkiewicza. Zaczynam obawiac sie ze gdyby ktoras z aktorek zastylizowala swoja gra slynnymi gwiazdami przeszlosci (Eleonora Duse i Sarah Bernhardt) to publika by je wysmiala. Dzis nikt nic nie robi sobie z tragedii scenicznych. Aktorzy wiec musza zachowywac sie na scenie jak my w prywatnym zyciu. Nasz poglad na sztuke zmienil sposob gry aktorskiej ktora nie przypomina tej z przeszlosci.

      • 5 0

      • (2)

        Święta prawda. Ale. Tragedia będzie tragedią, komedia komedią zawsze. Od starożytnej Grecji aż po dziś dzień. Chce odbierać te sztukę jak Ci dla których była ona pisana. Śmieszne śmieszy, smutne smuci, dramat to refleksja. Ale czy idąc na przestawienie teatru narodowego, oczekujemy tradycji czy nowoczesności? Ja.subiektywnie.oczekiwałem kunsztu aktorskiego. Albo chociaż zaangażowania

        • 2 0

        • (1)

          "Chce odbierać te sztukę jak Ci dla których była ona pisana."

          Ale to jest niemożliwe kompletnie. Oczywiście sztuka może być i często jest uniwersalna, na tym polega jej wartość, ale nasza kultura (w najszerszym sensie) się zmienia. Inaczej patrzymy np. na Zeusa niż patrzyli Grecy - choćby to połączenie powoduje że to co oni brali dosłownie my bierzemy alegorycznie.

          • 2 0

          • To prawda ale kontekst się nie zmienia. A bez wiedzy i kontekstu, nie zrozumiemy przesłania. Zeus jest ten sam, tylko podejście do niego nasze się zmieniło. I rozumiemy go tak samo, ale inaczej do niego podchodzimy... Czy ma być tak że rozumieć mamy na opak? Postmodernistycznie? Bez zaplecza i bez wiedzy... Przesłanie się nie zmienia, bo czasy się zmieniają ale ludzie i ich uczucia są te same. Te same mają problemy, to tylko różnica skali.

            • 1 0

    • Chyba się zgadzam (1)

      generalnie mi się podobało ale oklaski na stojąco to trochę na wyrost były...

      Tym bardziej że siedząc gdzies na balkonie to już niewiele widać...

      • 0 0

      • Bo publicznosc okazala szacunek, kulture i grzecznosc.

        Mam nadzieje ze wszystkie telefony komorkowe byly wylaczone w czasie calego spektaklu.

        • 1 0

  • Czy pan Englert, jak zwykle, pokrzykuje?

    • 1 3

  • Przedstawienie wspaniałe.

    Obsługa techniczna przedstawienia żenująca.

    • 13 0

  • A ja pamiętam garderobianą Panią Rózie. Super babeczka

    • 5 0

  • Świetny spektakl, fatalne nagłośnienie!

    Przedstawienie super, aktorzy świetni. Nie rozumiem tylko, dlaczego musiałem płacić takie pieniądze za tak fatalną stronę techniczną spektaklu!

    • 14 0

  • Kto robił dźwięk?

    • 8 0

  • Garderobiany -encore! (3)

    Sztuka cudowna, pełna treści, dająca refleksję, która trwa we mnie jeszcze teraz, choć minęła doba. W Garderobianym grają aktorzy doskonali, spełnieni, u kresu kariery. Są to jedne z ostatnich ról wielkich gwiazd. Podziwiamy ich kunszt i jednocześnie patrząc na nich wiemy i czujemy, że grają samych siebie, swoje uczucia, swoje życie. Zarówno Pan Gajos, jak i Pan Englert dali pokaz kunsztu aktorskiego, budowanych wiele lat charakterów i sposobów gry. Fragment Króla Leara w wykonaniu Pana Englerta -doskonały, wciskający w fotel. Rozważania o sukcesie i wpływie egoizmu i frustracji na innych -jakże bliskie nam wszystkim. Młoda aktoreczka jako symbol młodości, perwersyjnej bezwględności podlanej bezczelnością i lizusostwem, w kontraście z życiowym wygą jakim jest Norman (Gajos), który w tej jednej chwili brutalnie nazywa rzeczy po imieniu -dziurawy statek. Ambicje naciskających następców... Coś pięknego! Samo życie. Teatr Muzyczny nie zachęca do kameralnej gry, widownia duża i odległa, ale mi to nie przeszkadzało -jednym okiem patrzyłem na scenę), a drugą dzięki małej teatralnej lornetce podziwiałem grę mimiki twarzy aktorów -może przez to mój odbiór jest bardziej osobisty, bliższy. Problemu akustyki nie zauważyłem osobiście (ale krzyki z sali i owszem, niesmaczne i niepotrzebne, można było to zrobić subtelniej) -może skupiłem się na słuchaniu aktorów? Siedziałem na pierwszym balkonie.

    • 12 0

    • Jak wyżej (1)

      W sedno. Również korzystam z lornetki. Nie przeszkadzała mi awaria mikrofonu - słyszałam bo wsłuchałam się z II balkonu. Ufałam że w końcu go naprawią/wymienią. A Pan Jan i Pan Janusz w bardzo dobrej kondycji umysłowej i fizycznej mimo tyyylu lat na scenie. Szacun.

      • 3 0

      • też słyszałem na II balkonie, Pan Jan wiedział że mikrofon nie działa ale co miał zrobić?

        szkoda że nie miałem lornetki żeby podziwiać jak grali twarzą.

        • 1 0

    • iI balkon

      Pomimo braku mikrofonu tez było słychać, nie narzekajmy na wszystko. Gra aktorska na najwyższym poziomie, Jestem zachwycona.

      • 2 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Zdjęcia do filmu "Gierek" w Gdańsku
Zdjęcia do filmu "Gierek" w Gdańsku
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?
Okiem dietetyka: jak wybrać dobry chleb?

Sprawdź się

Co to jest Monumental Art?