Wiadomości

stat

Codziennie maluje jeden obraz. Kim jest Mirek Śledź?

Mirosław Śledź od lat tworzy jeden obraz dziennie, a od mniej więcej pięciu lat każdy z tych obrazów posiada swój numer.
Mirosław Śledź od lat tworzy jeden obraz dziennie, a od mniej więcej pięciu lat każdy z tych obrazów posiada swój numer. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

"Kim do cholery jest Mirek Śledź?" - tak brzmi tytuł wystawy, którą od czwartku będziemy mogli zobaczyć w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Odpowiedzi na to pytanie postanowiłam poszukać u źródła, czyli w pracowni artysty, będącej jednocześnie jego domem.



Pracownia Mirosława Śledzia to tak naprawdę suterena domu handlowego w Gdyni Chyloni. W dwóch niewielkich pomieszczeniach mieszczą się skromna kuchnia, tapczan, miejsce do pracy i niezliczona ilość bibelotów na czele z elektrycznym monocyklem, którym pan Mirosław chętnie przemieszcza się po mieście. Od progu wita mnie też pies Amadeo, wierny towarzysz malarza, który od lat jeździ z nim na wszystkie plenery.

Początki



- Pracowałem kiedyś w zakładach odzieżowych - zaczyna opowiadać pan Mirosław. - Zakochałem się tam nieszczęśliwie w pewnej dziewczynie, a że wszystkie moje wysiłki z tym związane spełzały na niczym, musiałem jakoś to sobie zrekompensować. Zacząłem malować i to przyniosło mi duże ukojenie. Miałam już wtedy 30 lat, więc nie widziałem szansy na to, żeby edukować się w tym kierunku. Zamiast tego postanowiłem sobie, że będę malował niezależnie od tego, co będzie się działo w moim życiu. I tak zrobiłem. Mieszkałem wtedy w pokoju, który miał 9 m kw. i malowałem po 2-3 obrazy dziennie. Szybko zaczęło brakować mi miejsca.
Początkujący malarz zaczął szukać nowych znajomości w środowisku artystycznym. W ten sposób trafił do gdyńskiego Klubu Miłośników Sztuki.

Zobacz inne teksty w cyklu "Pracownie trójmiejskich artystów"
.
- Miałem ogromne szczęście, bo do klubu przychodził też pewien Belg, który przygotowywał właśnie wystawę polskiego malarstwa w Brukseli. Tak bardzo spodobały mu się moje prace, że postanowił dołączyć je do tego projektu. W ten sposób wylądowałem na jednej wystawie z Młodożeńcem, Starowieyskim, Witkacym, Kantorem i innymi sławami. Rok później galeria "Art en Marge" postanowiła zrobić mi wystawę indywidualną, podczas której sprzedało się aż siedem moich obrazów. To dało mi takiego kopa motywacji, że wystarczy jej chyba na całe życie.
Zobacz także: "Starszy człowiek więcej mówi szeptem". Wywiad z Włodzimierzem Łajmingiem

Jeden obraz dziennie



Mirosław Śledź od początku swojej przygody ze sztuką maluje codziennie jeden obraz.

- Kiedyś faktycznie przychodziło mi to łatwiej, teraz zdarza mi się siedzieć nad pustą kartką nawet pół godziny, ale nigdy nie odszedłem od niej bez namalowania obrazu. Myślę, że w ciągu mojego życia powstało ok. 10 tys. prac. Nie miałam żadnej przerwy w tworzeniu. Wiem, że na ogół artyści miewają kryzysy, ale mnie to nigdy nie dotknęło. Malowanie to mój nałóg, tak jak dla innych ludzi np. papierosy.
Pan Mirosław pomysły czerpie zarówno z własnych przeżyć, jak i z wiadomości ze świata, polityki i sportu. Na ścianie jego pracowni widać m.in. echa niedawnych Mistrzostw Świata w siatkówce.

Zobacz także: "Przez całe życie sobie nie odpuszczałam". Wywiad z Krystyną Jacobson

Kwadryzm i kolistość kwadratu



W twórczości pana Mirosława przeplatają się różne nurty, co ciekawe, wszystkie stworzone przez niego. Najbardziej znanym z nich jest kwadryzm.

- Kwadryzm to coś, co wpadło mi do głowy samo, choć muszę przyznać, że już wcześniej z uwagą przyglądałem się temu, jak malował Picasso. Wpadł mi w ręce album, w którym przedstawiono, jak powstawał kubizm. Na bazie tego stworzyłem kwadryzm, w którym kwadratowe jest wszystko. Malowałem tak przez kilka lat, ale poczułem znużenie i zacząłem szukać czegoś innego. Tak powstał strunizm inspirowany metafizyką i teorią strun, cyferkizm oraz moja najnowsza idea, czyli układ literkowy, idący chronologicznie od AAAA, AAAB, AAAC aż do ZZZZ. Jest to rodzaj hołdu dla teorii, według której świat składa się z 24 wymiarów, tak jak 24 litery znajdziemy w alfabecie. Część z kodów literkowych umieszczam na obrazach, reszta jest na ich odwrocie tak, aby po zsumowaniu każdy obraz posiadał 100 kolejnych elementów kodu.
Charakterystyczną cechą obrazów Mirosława Śledzia są też liczby. Od kilku lat malarz numeruje każdą ze swoich prac.

- Kilka lat temu wpadłem na pomysł, żeby obliczyć wzór na kolistość kwadratu. O kwadraturze koła mówi się dużo, znajdziemy ją nawet w Wikipedii, natomiast kolistość kwadratu była do tej pory zagadką. Udało mi się obliczyć ten wzór i od tamtej pory numeruję moje prace, tak powstał cyferkizm. Najnowsze obrazy mają numery od 1400 wzwyż.
Obecnie twórczość malarza stanowi połączenie wszystkich wymyślonych przez niego nurtów. Na obrazach znajdziemy zarówno liczbę, szyfr literkowy, jak i kwadratowe elementy.

Wernisaże i wystawy w naszym Kalendarzu imprez



Kariera



Jak sam Mirosław Śledź przyznaje, po wystawach w Belgii jego kariera toczyła się raczej krętymi ścieżkami. Kiedy on brał udział w licznych plenerach, dr Magdalena Tyszkiewicz (prowadząca gdyński Klub Miłośników Sztuki, reprezentantka Polski Międzynarodowego Stowarzyszenia Artoterapii) wyjeżdżając na liczne kongresy naukowe dbała o to, żeby jego prace znane były na całym świecie. Dzięki niej wystawiono je m.in. w Kioto, Yokohamie, Biarritz, Bordeaux, Chicago, Monachium i Wenecji.

Tymczasem artysta jeździł na plenery i wystawy z Polskim Związkiem Głuchych (po wypadku, któremu uległ w dzieciństwie, ma znaczny ubytek słuchu), a potem z Grupą Artystów Głuchych. Jego prace wystawiane były też m.in. w Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie, Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie czy Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku. Mimo wielu sukcesów, malarz wciąż pozostaje w cieniu, uznawany przez środowisko za "artystę nieprofesjonalnego".

- Od zawsze działałem bocznymi kanałami, z dala od głównych nurtów. Nie mam też żadnego "papieru na artystę", a może dla niektórych jest to ważne? Nie wiem, czy coś wyniknie z mojego malarstwa. Może za 100 lat? Często jest tak, że twórczość doceniana jest dopiero po śmierci jej autora. Ja czuję się artystycznie spełniony - mówi pan Mirosław.


Kim do cholery jest Mirek Śledź?



Sopocka wystawa w Państwowej Galerii Sztuki będzie miała swój wernisaż w czwartek (11 października) o godz. 18. Zobaczymy na niej ponad 130 prac z różnych okresów twórczych malarza, wybranych przez kuratorki Natalię Koralewską i Paulę Milczarczyk.

- Tytuł faktycznie jest prowokacyjny, ale mi się podoba. Przez wiele lat tworzenia miałem tyle różnych stylów i pomysłów na siebie, że przez to nikt nie wie, kim tak naprawdę jestem - mówi pan Mirosław.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (26)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12

grudnia

Actus Humanus Gdańsk,

13

grudnia

Kinohistoria | rocznica wpr... Gdańsk, Kino Muzeum

14

grudnia

Menażki - Studenckie Spotka... Gdańsk, Wydział Nauk Społecznych UG

Rozrywka

Romina Power i Al Bano wystąpili w Ergo Arenie
Romina Power i Al Bano w Ergo Arenie
Miłość i święta w powietrzu. Relacja z koncertu na Ołowiance
Relacja z koncertu Miłość jest wszystkim

Kulinaria

Jak smakują Święta? Sprawdź na Smakuj Trójmiasto
Sprawdź, jak smakują Święta

Planuj z nami tydzień