Wiadomości

"Carboland" w Muzeum Emigracji: węglowa ziemia obiecana

W piątek, 4 września, w Muzeum Emigracji w Gdyni została otwarta długo wyczekiwana wystawa "Carboland", poświęcona historii emigracji Polaków do pracy w kopalniach we Francji i Belgii w latach 1919-1939. Częścią składową tej wystawy jest również autorska instalacja artystyczna Roberta Kuśmirowskiego "m2/maison minière" oraz program dodatkowych wydarzeń, które odbędą się w zależności od sytuacji koronawirusowej. Ekspozycję będzie można oglądać do 31 stycznia 2021 roku. Wstęp wolny.



Wernisaże w Trójmieście


Spotkanie miało charakter śniadania prasowego oraz oprowadzania kuratorskiego, w trakcie których poznaliśmy kulisy powstawania tej ciekawej ekspozycji. Pierwsza część, ta mniej formalna, odbyła się w Restauracji Mondo na drugim piętrze Muzeum Emigracji, gdzie przybyli goście mogli się raczyć smakołykami przygotowanymi specjalnie na tę okoliczność. Organizatorzy zdecydowali się zamiast tradycyjnego wernisażu na taki, rzadko praktykowany w Trójmieście, choć znany i lubiany w środowisku medialnym, charakter otwarcia wystawy, głównie z powodu panującej sytuacji epidemicznej.

W związku z tym oczywiście wszystkich przybyłych obowiązywały zasady reżimu sanitarnego: maseczki w trakcie przemieszczania się po muzeum oraz w trakcie oprowadzenia kuratorskiego po wystawie i instalacji (można je było zdjąć przy stoliku w restauracji), dezynfekcja rąk przy wejściu do budynku, a także dystans społeczny. Dodatkowo do "domku", czyli w przestrzeń instalacji Roberta Kuśmirowskiego, mogą jednocześnie wejść jedynie cztery osoby. Trzeba zatem przyznać, że muzeum jest już obyte z nową rzeczywistością epidemiczną i można się tam czuć bezpiecznie.

W trakcie spotkania głos zabrali kolejno: dyrektor - Karolina Grabowicz-Matyjas, kurator wystawy - Maksymilian Bochenek, który później opowiedział szczegółowo o całej ekspozycji, a także pani dr hab. Monika Salmon-Siama, odpowiedzialna za konsultacje naukowe podczas przygotowania wystawy. Wszyscy zgodnie podkreślali, że przygotowanie wystawy było sporym wyzwaniem organizacyjnym ze względu na utrudnione kontakty zagraniczne, a bardzo duża liczba obiektów, bo aż 75 procent wyposażenia, to artefakty sprowadzone z Francji i Belgii.

Wspomniałam na początku, że wystawa była długo wyczekiwana, ponieważ jej otwarcie pierwotnie zaplanowano na kwiecień. Jednak sytuacja związana z koronawirusem pokrzyżowała te plany. Przygotowania trwały dwa lata.

- Mam wrażenie, że to jeden z trudniejszych projektów, jakie przygotowywaliśmy, choć oczywiście mieliśmy nie raz dużo większe wystawy - podkreślała dyrektor muzeum - Karolina Grabowicz-Matyjas.
- To był bardzo trudny czas, dlatego że Belgia i Francja to kraje o wyjątkowo ostrych zasadach wypożyczania obiektów, więc byliśmy przygotowani na plan "B", czyli pokazanie pustych gablot z informacją, czego nie udało się sprowadzić. Na szczęście sytuacja stała się na tyle spokojna, że w ostatnich tygodniach udało się ściągnąć obiekty - opowiadał o trudnościach kurator wystawy.
Trzeba jednak przyznać, że sama wystawa została przygotowana z pełnym profesjonalizmem i oglądając ją, owych trudności nie można już dostrzec. Organizatorzy postarali się o szeroki kontekst przedstawianego tematu, wiele ciekawych informacji oraz całe mnóstwo obiektów - ponad 350 zdjęć, dokumentów i przedmiotów codziennego użytku związanych z Polakami pracującymi w północnym rejonie Francji Nord-Pas-de-Calais oraz we wschodniej części Belgii, gdzie istniały ośrodki przemysłowe zatrudniające najwięcej naszych rodaków: ponad 600 tys. we Francji i 40 tys. w przemyśle belgijskim.

Nazwa "Carboland" odnosi się do mitu ziemi obiecanej, wyobrażonej krainy węgla i świata wiecznej pracy, gdzie wszystko miało być lepsze i piękniejsze. Rzeczywistość jednak okazywała się rozczarowująca. Polacy jechali tam z nadzieją na duży zarobek i szybki powrót do kraju, miały to być bowiem z założenia wyjazdy chwilowe, ale zła sytuacja ekonomiczna w odradzającej się ojczyźnie (60-procentowe bezrobocie) przekonywała ich raczej do pozostania za granicami i budowania życia rodzinnego w górniczych miastach i w przykopalnianych koloniach. Dla wielu rodzin ostatecznie stały się to emigracje wielopokoleniowe: zatrudnieni górnicy ściągali z kraju swoje rodziny, a wybuch kolejnej wojny uniemożliwił im powrót.

Wystawa pokazuje cały ten proces - począwszy od roku 1919, gdy Polska podpisała porozumienie dyplomatyczne z Francją, na mocy którego Polacy mogli legalnie i bezpiecznie wyjeżdżać do pracy już z kontraktami (co można porównać do współczesnej emigracji, gdy weszliśmy do UE), poprzez budowanie przez tamtejszą Polonię życia rodzinnego, społecznego i kulturalnego we francuskich i belgijskich koloniach, aż po II wojnę światową, która ten proces przerwała.

Cały wachlarz tych kwestii ujęty został w przemyślany i spójny sposób dzięki koncepcji aranżacji wystawy autorstwa architekta Macieja Siudy, który zdecydował się na pokazanie całości w kształcie odwróconego, jakby położonego w poziomie szybu kopalnianego, nawiązując tym samym do tematyki kopalni. Ponadto, jak można było się domyślić, wszystko utrzymane zostało w kolorystyce "węglowej", czyli w czerni.

Warto tu wspomnieć, że również cała oprawa plastyczna związana z promocją tego wydarzenia została utrzymana w tej barwie. Przy projekcie pracowali znakomici graficy trójmiejscy: Mariusz Waras (zaprojektował ilustracje do plakatu oraz ścieżki edukacyjnej dla dzieci, która jest częścią tej wystawy), Patryk Hardziej (szata graficzna gazety, która jest przewodnikiem i programem wystawy w jednym) oraz Julia Porańska, która składała materiały graficzne w całość.

Wystawie dodatkowo towarzyszy instalacja artystyczna "m2/maison minière" autorstwa Roberta Kuśmirowskiego - słynnego łódzkiego performera, autora instalacji, obiektów, fotografii i rysunków. Przedstawia ona dom rodziny z Belgii z lat 30. Nie jest to jednak wierne odwzorowanie, lecz wizja artystyczna. Bryła budynku nawiązuje do budownictwa mieszkalnego typowego dla kolonii robotniczych zamieszkiwanych przez rodziny górników zatrudnionych w lokalnych kopalniach węgla. Wnętrze domu, do którego można wejść, składa się z trzech pomieszczeń (łazienki, kuchni i sypialni), wyposażonych w meble, naczynia, sprzęty domowe, firanki, makatki, obrusy, narzuty i święte obrazki wiszące na ścianach. Część z nich to pamiątki przywiezione przez emigrantów z ojczyzny. Te wszystkie oryginalne przedmioty, znalezione przez artystę, wypełniające wnętrze domu, sprawiają, że z jednej strony instalacja ta stanowi ważną część składową wystawy, a jednocześnie staje się ona osobnym, kompletnym dziełem sztuki.

O całej tej ekspozycji można by długo opowiadać, składa się bowiem na nią wiele tematów, a dobór eksponatów imponuje nie tylko ilością, ale i jakością - możemy zobaczyć np. oryginalne wyposażenie górników z tamtych lat, czasopisma polonijne, maleńkie figurki patronów-świętych, jakie górnicy zabierali ze sobą pod ziemię, czy zwinięte w gazetę pieniądze - marki polskie, czyli walutę obowiązującą przed wprowadzeniem złotówki itp. Wystawa ma na pewno ogromną wartość edukacyjną i historyczną, ale również zapewne sentymentalną. Przedstawia wszak uniwersalną opowieść o poszukiwaniu przez człowieka bezpiecznego miejsca, czyli własnego domu. Bez względu na czasy, w jakich żyjemy.

Opinie (4)

  • Carboland (2)

    Niestety... bardzo słaba wystawa. To tak naprawdę kilkanaście stołów (często wypełnionych tylko po części), które ustawiono na... korytarzu muzeum (sic!)... dużo sobie obiecywałam po zapowiedziach. Brakuje też plansz z tekstami, trzeba wertować "przewodnik", który swoim rozmiarem nie pomaga... i dlaczego w gablotach prezentowane są współczesne wydruki cyfrowe zdjęć? Rozumiem, że muzeum miało negatywy? Może warto było je pokazać? Bo najwięcej jest na wystawie kopii...

    • 4 5

    • To nie jest korytarz, tylko przestrzeń, w której muzeum wystawia wszystkie swoje wystawy czasowe. Do tego cała sala boczna na instalację została przeznaczona.

      • 6 0

    • To, że coś jest prezentowane inaczej niż sobie wybrażamy, stanowi taką samę barierę, jak i zachętę do poznawania

      Tutaj zrobiono to dobrze. Zgodzę się, że cały układ muzeum jest dość dziwny. Wystawa główna zagracająca całe piętro, spycha wyobraźnię kolejnych kuratorów na jedną, konkretną, dość trudną przestrzeń. Ewentualnie na hol. Właśnie, marzy mi się żeby kiedyś cały hol stał się wystawą, a nawet z wykorzystaniem przestrzeni przed budynkiem. Parking, hałdy, betonoza, horror i jak napisał poeta - flupy z pi..dy, po drodze do muzeum - to trzeba jakoś ogarnąć, wymyślić na nowo. Sztuką i zielenią.

      • 0 0

  • To bodaj najlepsza, czasowa wystawa w Trójmieście od niewiadomo kiedy

    Zatrzęsienie doskonałych materiałów, telewizyjnych kronik, wywiadów. Odtworzony Domek Kuśmirowskiego, jest bodaj jego najlepszą pracą i wzorem dla innych: jak przy pedanterii, nie odtworzyć skansenu (czy na zdjęciu, nad łóżkiem jest Kuśmir ze swoją babcią? :)

    Zarzut mam generalnie jeden - śmierdzi malizną. Mogłaby być jeszcze bardziej rozbudowana. Także przewodnik w postaci gazetowej, ponieważ bez pewnego przygotowania merytorycznego, możemy mieć problem z interpretacją. Mimo wnikliwej analizy, pewne wątki aż proszą się o rozbudowanie. Tu dostajemy konkretny wycinek. Pewien fragment miejsca i czasu zamknięty w muzealnej kuli.

    Wielkim plusem jest właściwie programowa rezygnacja z multimediów. To co jest dziś trwałą bolączką polskiego muzealnictwa - także w dużej mierze ME! - tablety i monitory zamiast namacalnej materii - tu zostało zaprezentowane na konkrecie, a ten konkret doprawiony pracą grafików i artystów.

    Jak nie wolno tworzyć wystaw, pokazuje dziś narodowo piźnięta fanfaronada instytucji ministerialnych vide MIIWŚ, na szczęście Carboland na chwilę ocalił historię.

    • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

04

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Kolejny amerykański sukces gdańskiej aktorki
Amerykański sukces gdańskiej aktorki

Kulinaria

Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

Sprawdź się

Jedynym w Polsce przeglądem spektakli musicalowych w Polsce jest...?