Wiadomości

Teatr umarł przy okazji. O "Zabójstwie króla (Affabulazione)" Teatru Miejskiego

Ojciec (Dariusz Szymaniak) przerażony widmem utraty władzy jedyne "ukojenie" znajduje w rozmowach z wyimaginowanym Cieniem Sofoklesa (Grzegorz Wolf, po prawej).
Ojciec (Dariusz Szymaniak) przerażony widmem utraty władzy jedyne "ukojenie" znajduje w rozmowach z wyimaginowanym Cieniem Sofoklesa (Grzegorz Wolf, po prawej). fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Teatr Miejski w Gdyni kończy sezon artystyczny w swoim gmachu premierą "Zabójstwa króla (Affabulazione)" Piera Paola Pasoliniego. Jednak ta przewrotna, prowokacyjna i pełna metafizyki sztuka nie sprawdza się w zaproponowanej przez reżysera Krzysztofa Babickiego konwencji.



Symboliczne ojcobójstwo jako archetypowy krok ku dojrzałości, kryzys wartości, kryzys wieku średniego, połączone ze znanym hasłem "umarł król, niech żyje król" (które posłużyło za podstawę polskiej wersji tytułu) - to wszystko stanowi podbudowę sztuki Piera Paola Pasoliniego, którą Krzysztof Babicki wystawił we foyer Teatru Miejskiego w Gdyni. Sam tekst napisanego pół wieku temu dramatu zawiera wiele do dziś szokujących wątków, z toksyczną, pełną homoerotycznego podtekstu, relacją ojca i syna.

Relacja przechodzącego kryzys wieku średniego Ojca i jego skupionego na sobie Syna stanowi oś spektaklu. Ten pierwszy chce być demiurgiem świata, który zaczyna wymykać mu się spod kontroli. Poznajemy go podczas majaków sennych, gdy śni o swoim synu na dworcu kolejowym, w czym w oczywisty sposób przejawiają się jego lęki o utracie ojcowskiego wpływu na dziecko, a co za tym idzie na cały świat sprowadzony tutaj do ram rodzinnych. Lęk przed utratą pozycji doprowadza go do coraz bardziej desperackich prób kontroli nad swoim dzieckiem, także w dziedzinie objętej w naszej kulturze silnym tabu, czyli nad seksualnością Syna, którą Ojciec zamierza poznać i kontrolować. Prowokuje więc Syna na różne sposoby, między innymi obrażając jego Dziewczynę i włączając ją do gry między sobą a nim. Irytuje go, ale też podnieca fakt, że ona dobrze zna jego Syna od tej, nieznanej przecież ojcom strony. Zresztą, w perwersyjnej rywalizacji z Synem zyskuje w niej sojuszniczkę.

Ojciec stara się wejść w relację między Synem (Maciej Wizner) a jego Dziewczyną (Agnieszka Bała), by sprowokować Syna i zbliżyć się do niego.
Ojciec stara się wejść w relację między Synem (Maciej Wizner) a jego Dziewczyną (Agnieszka Bała), by sprowokować Syna i zbliżyć się do niego. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Świat Ojca dopełnia Matka, jego żona, traktująca go z tkliwą, podszytą czułością uprzejmością, właściwą zgodnym parom z wieloletnim stażem. To też nie stanowi odpowiednio silnego bodźca dla czującego zagrożenie dla swojej męskości Ojca. W jego pojmowaniu Matka spełnia funkcje pomocnicze, niemal dekoracyjne. Gdy na moment sprzeciwia się jego woli, ten przez chwilę dostrzega w niej rywalkę, co mu przyniesie tylko rozczarowanie, a jej cierpienie. Jest też Cień Sofoklesa, czyli wyimaginowany, dla Ojca jedyny poważny partner do dysput na temat kondycji ducha i kondycji świata.

Ku rozpaczy Ojca, Syn nie przejawia skłonności do ojcobójstwa. Co więcej, nie ma ochoty konfrontować się z ojcem na żadnym poziomie, wycofuje się, ucieka wręcz od niego, czym jeszcze mocniej go rozjusza.

Trudny, nieoczywisty, momentami bełkotliwy tekst sztuki Pasoliniego pełen jest rozmaitych odniesień, skojarzeń i asocjacji, które w gdyńskim przedstawieniu podano zaskakująco płasko i jednowymiarowo. Reżyser całość prezentuje na tle potężnej zasłony (posłuży ona za ekran projekcyjny dla defilad nazistów oraz malunków Francisco Goyi, poświęconych okrucieństwu wojny - zbliżającego się widma zagłady dotychczasowego świata) z niewielkim podestem poprowadzonym przez całą widownię, po którym poruszają się aktorzy (minimalistyczną, właściwie pozbawioną rekwizytów scenografię stworzył Marek Braun).

Efektowny (w dużej mierze dzięki kostiumowi Wróżki autorstwa Jolanty Łagowskiej) jest epizod spotkania Ojca z Wróżką, wiele mówiący o lękach głowy rodziny.
Efektowny (w dużej mierze dzięki kostiumowi Wróżki autorstwa Jolanty Łagowskiej) jest epizod spotkania Ojca z Wróżką, wiele mówiący o lękach głowy rodziny. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Taka konstrukcja przestrzeni wymusza pełną koncentrację publiczności na aktorach, którzy... nie mają tu zbyt wiele do zagrania. Dostają za to do potężne połacie tekstu do wypowiedzenia, co sprowadza się długimi momentami do recytacji ogromnych partii tekstu, sprawiających wręcz wrażenie monologów, szczególnie w przypadku głównego bohatera. Grający Ojca Dariusz Szymaniak opanował imponujący tekst, a jego bohater wyraża lęki i obawy mężczyzny w średnim wieku. Problem w tym, że wraża je głównie słowami, nadużywając ekspresji, czy sięgając po krzyk. Szaleństwo, ogarniające jego bohatera, pozostaje mało wiarygodne, w jakiś sposób sztuczne, narzucone z góry. Jedynie podczas spotkania z Wróżką nabiera on cech ludzkich. Choć nie sposób odmówić aktorowi ogromnego zaangażowania i wysiłku, jaki wkłada w granie Ojca, jego rola nie wstrząsa, a energia bohatera szybko się wyczerpuje. Później Ojciec już tylko szokuje, przełamując kolejne granice obyczajowe.

Także Maciej Wizner, który przyzwyczaił widzów Teatru Miejskiego do ciekawych kreacji, tym razem gra postać bezbarwną, właściwie zamkniętą w kilku postawach i wyrazach twarzy. Głównym pomysłem na Dziewczynę Agnieszki Bały jest uporczywe, groteskowe wręcz wpatrywanie się w Ojca. Dużo lepiej na tym tle wypada Beata Buczek-Żarnecka, która jako jedyna buduje swoją rolę poza tekstem. Jej Matka precyzyjnie oddaje stany emocjonalne bohaterki, nawet jeśli momentami jest nieco przesadzona. Zgrabny epizod ma Olga Barbara Długońska w roli Wróżki. Najlepsze wrażenie pozostawia po sobie Grzegorz Wolf. Jego Cień Sofoklesa, jak i pozostali epizodyczni bohaterowie grani przez Wolfa, najlepiej wpisują się w tekst sztuki.

Relacja z żoną, czyli Matką (Beata Buczek-Żarnecka) nie daje przechodzącemu kryzys wartości Ojcowi odpowiednich bodźców. Szuka ich więc w różnych formach przełamywania konwenansu.
Relacja z żoną, czyli Matką (Beata Buczek-Żarnecka) nie daje przechodzącemu kryzys wartości Ojcowi odpowiednich bodźców. Szuka ich więc w różnych formach przełamywania konwenansu. fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl
Podstawowym problemem spektaklu jest jego hermetyczność. Trudny tekst Pasoliniego w zaproponowanej przez Teatr Miejski wersji nie rezonuje na widownię. Spektakl okazuje się bardzo przegadany. Brakuje tu przede wszystkim pomysłu na przedstawienie tekstu w nieco bardziej atrakcyjnej formie, momentów wyciszenia, gry detalem, które dobrze funkcjonują np. w wątku Ojca i Matki.

Warunki narzucone przez Babickiego - czyli szybkie tempo i gra aktorska sprowadzana momentami wręcz do recytacji tekstu - czynią prezentowaną treść mało przekonującą, a część kwestii aktorskich wydaje się ledwie naszkicowana, niczym podczas czytania performatywnego. Może dlatego "Zabójstwo króla (Affabulazione)" łatwo traci uwagę widzów, którym dużą trudność sprawia przedarcie się przez surową formę spektaklu, z którego niełatwo wyłowić jakikolwiek sens. Inna rzecz, że umieszczenie niektórych scen w parterze uniemożliwia śledzenie ich w tej źle zaprojektowanej widowni spektaklu osobom z dalszych rzędów.

Bardzo ciekawe kostiumy Jolanty Łagowskiej, czy nastrojowa muzyka Marka Kuczyńskiego, z której reżyser dość oszczędnie korzysta, nie są w stanie przykryć mankamentów spektaklu. Sami aktorzy wydają się być w nim zagubieni i momentami bezradni. Pewnie dlatego tak trudno im tym razem uwierzyć.

Opinie (25) 2 zablokowane

  • Interesująca recenzja (2)

    Idę dziś na spektakl aby móc samej go ocenić.

    • 21 6

    • No to poszłam i zobaczyłam... (1)

      ... i żałuję. Tytuł recenzji w samo sedno.

      • 8 8

      • Absolutna zgoda. Dobra recenzja.

        • 6 4

  • chała wszechczasow (2)

    jak nisko mozna upasc? dno i 10 metrow mułu. przerobcie budynek na toalety, bedzie jakis pozytek dla ludnosci.

    • 9 43

    • byłam, widziałam

      Jedno z lepszych przedstawień jakie było w TMWG w Gdyni. Pan Szymaniak - kapelusze z głów. Oby tak dalej.

      • 6 0

    • A co?

      A co? Chcesz dorabiać jako pisuardessa? Ha!Ha!ha!

      • 0 0

  • Gdynia

    Teatr Miejski w Gdyni jest od zawsze na poziomie koła gospodyń wiejskich.

    Dlaczego gdyńscy podatnicy finansują taką chałę?

    • 14 30

  • Ale ciężki klimat (1)

    Aż szkoda dobrych aktorów, którzy muszą w tym grać. Wiele tygodni prób i nauki tekstu, a ten gniot i tak zejdzie z afisza po kilkunastu przedstawieniach.
    Wychodząc z teatru doceniłem pracę recenzenta, który musi zachować skupienie przez cały spektakl i do tego trafnie zinterpretować co autor i reżyser mieli na myśli. Trudna robota. Szanuję Pana, Panie Rudziński.

    • 20 11

    • Chyba szybciej niż po kilkunastu

      To dopiero drugi spektakl, a już było sporo pustych miejsc. Zagrają te siedem razy, które zaplanowali na najbliższe dwa tygodnie i na tym się skończy. W nowym sezonie nikt tego nie wznowi, bo i po co?

      • 5 2

  • Teatr miejski w Gdyni jest już chyba na dnie.

    • 12 18

  • jakie dno? przecież to szczyt możliwości tego teatru

    • 8 16

  • I jak zwykle połowa recenzji to streszczenie sztuki. PO CO? (2)

    • 10 13

    • (1)

      Może po to, żebyś wiedział o co chodzi w tym spektaklu? Wolisz po prostu techniczne uwagi kto jak zagrał i tak dalej? Ja szczególnie cenię właśnie takie opisowe wprowadzenie w tematykę sztuki, bo dzięki temu wiem czego się spodziewać, a opisy spektakli na stronach teatrów bywają tak skąpe i enigmatyczne, że nic z nich często nie wynika.

      • 7 4

      • Wolę recenzję, a nie streszczenie. Chyba że nie wiesz, jakie są reguły tego gatunku.

        • 1 4

  • znakomity spektakl! (1)

    • 22 7

    • W końcu wypoiwiedział się ktoś, kto ma pojecie o teatrze.

      Czytam wcześniejsze komentarze i niedowierzam.. Czy ludzie nie maja za grosz wiedzy..?

      • 7 1

  • Jestem pełna podziwu dla Pana Dariusza Szymaniaka. (3)

    To niebywale trudna rola. Widać na końcu, jak bardzo jest zmęczony. Spektakl bardzo ciężki i nie do końca czytelny. Myślę jednak, że warto go zoobaczyć zanim zacznie się krytykować.

    • 24 1

    • (2)

      Zgadzam się że Pan Szymaniak znakomicie grał. Wielki szacunek dla niego. Natomiast sztuka fatalna, okropna. Aż nie chce mi się wchodzić w szczegóły żeby opisywać co widziałem i czułem.

      • 4 6

      • Bardzo cenię Krzysztofa Babickiego jako reżysera. Co to podpisało? (1)

        • 0 2

        • Podkusiło.

          • 1 1

  • Affabulazione

    Tak, zgoda zbyt wiele scen w parterze = zerowa widoczność z tyłu (płaskiej) widowni i tak - tekst Pasoliniego nie jest łatwy, jest obrazoburczy, porusza niełatwe kwestie, a tu podany trochę zbyt płytko, pobieżnie, nie sposób się wczuć. Aktorzy fajni.

    • 5 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

W którym roku trafił do Gdańska obraz "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga?

 

Najczęściej czytane