Filcowe myszy wnoszą element bajki do dorosłego życia. Zobacz nietypowe hobby gdynianki

Gdynianka Aneta Rychert jest pasjonatką fotografii i różnych form rękodzieła. Tworzy "Mysie opowieści" - bajkowy świat Myszogrodu, krainy zamieszkiwanej przez filcowe myszki. Na stronie internetowej publikuje opowiadania o przygodach tych stworzonek, adresowane do dzieci - zarówno tych metrykalnych, jak i drzemiących w każdym z nas oraz klimatyczne fotografie swojego autorstwa. Wkrótce ukaże się jej książka o tych małych gryzoniach.



Tutaj znajdziesz rękodzieło i biżuterię artystyczną



Aneta Rychert jest pasjonatką rękodzieła, marzycielką, idealistką i rodowitą gdynianką. Odkąd tworzy mysie opowieści, nazywana jest też "mysią mamą". W wolnych chwilach spełnia się artystycznie, tworząc postacie myszek, miniaturowe scenografie i fotografie. Dodaje do nich krótkie opowiadania, którymi dzieli się z innymi z nadzieją, że wywoła na ich twarzach uśmiech i otuli pozytywną energią.
Aneta Rychert jest pasjonatką rękodzieła, marzycielką, idealistką i rodowitą gdynianką. Odkąd tworzy mysie opowieści, nazywana jest też "mysią mamą". W wolnych chwilach spełnia się artystycznie, tworząc postacie myszek, miniaturowe scenografie i fotografie. Dodaje do nich krótkie opowiadania, którymi dzieli się z innymi z nadzieją, że wywoła na ich twarzach uśmiech i otuli pozytywną energią. fot. Aneta Rychert
Magda Mielke: Pani przygoda z rękodziełem rozpoczęła się od filcowania?

Aneta Rychert: Odkąd pamiętam, bardzo lubiłam rękodzieło i próbowałam różnych metod. W 2019 roku zaczęłam uczyć się wyplatania łapaczy snów i makram. Wymyśliłam sobie dekorację ścienną ze sznurka z postacią nimfy wodnej. Zaczęłam szukać metody, jaką mogłabym ją wykonać, i tak trafiłam na filcowanie. Było to więc kolejne wyzwanie do nauki. Miało skończyć się na tej jednej figurce, ale spodobało mi się to na tyle, że później prawie codziennie tworzyłam coś nowego.

Na czym właściwie polega ta metoda?

Są dwa typy filcowania - na mokro i na sucho. Ja posługuję się filcowaniem na sucho, które polega na formowaniu wełny czesankowej za pomocą specjalnej igły. Przypomina to trochę rzeźbienie. Potrzebujemy igieł do filcowania, wełny czesankowej oraz specjalnej podkładki z gąbki. Jest to bardzo pracochłonna metoda, ale pozwala na stworzenie dowolnego kształtu. Ja do moich prac używam również drucików kreatywnych. Wykorzystuję je do stworzenia szkieletu postaci. Dzięki temu są one ruchome.

Tworzy pani głównie myszki czy są też inne figurki?

Na początku były proste lalki, w końcu stworzyłam śpiącą myszkę. Po niej zaczęłam tworzyć kolejne. To one skradły moje serce. Zrobiłam kilka fotografii, którymi podzieliłam się na forach internetowych. Dostałam pozytywny feedback po publikacji prac, co utwierdziło mnie w tym, żeby zostać przy tych postaciach. Skupiłam się na tym, co wychodziło mi najlepiej i w czym najlepiej się czułam.

Wszystko to zbiegło się w czasie z wybuchem pandemii. Filcowanie stało się przy okazji idealnym zajęciem, żeby na chwilę odpocząć od tego, co dzieje się dookoła. Podczas majówki w 2020 roku powstał Ernest - główny bohater mysich opowieści. Jedną z pierwszych postaci, jakie stworzyłam, była właśnie myszka.

Skąd pomysł, żeby były to akurat myszki?

Od dziecka lubię te stworzenia. Jest to zapewne zasługa myszki Mickey. Chciałam spróbować swoich sił w sprzedaży rękodzieła i zaczęłam dzielić się w internecie zdjęciami moich prac. Okazało się, że fotografie i dopisane do nich krótkie historyjki myszek zostały przyjęte z dużym entuzjazmem. Zaczęłam dostawać wiadomości, że jest to idealny materiał do powstania książki dla dzieci. Lubię wyzwania, polubiłam też moich mysich bohaterów, więc zapisałam to do listy marzeń.

To precyzyjne zajęcie i na pewno bardzo czasochłonne. Ile mniej więcej trwa stworzenie jednej postaci?

Około czterech godzin.

Do tego dochodzi jeszcze szycie ubranek, budowanie domku, tworzenie miniaturowych mebelków. Jak znajduje pani na to czas?

Tak, to bardzo pracochłonne hobby, którym zajmuję się w niemalże każdej wolnej chwili, głównie wieczorami, po pracy i w weekendy. Czasem zdarza się, że robię coś do późnej nocy. Niedawno wzięłam trzy dni urlopu i cały ten czas poświęciłam na mysie opowieści. Udało się w tym czasie "wyremontować" dwa pomieszczenia w mysim domku i zbudować od zera trzecie. Powstały też cztery małe myszki, które powitaliśmy w bajce podczas majówki.

Czytaj także: Małe galerie sztuki, czyli sklepy z rękodziełem

Wszystko tworzy pani sama?

Prawie wszystko. Jedynie małe przedmioty typu gramofon czy filiżanki to rzeczy, które kupuję. Inspiracji do opowieści szukam w codziennym życiu. Bazuję na dziecięcych marzeniach i wyobrażeniach o dorosłym życiu. Skupiam się na tym, co dobre, na wartościach, które są dla mnie ważne.

Nie myślała pani o tym, żeby zajmować się tym zawodowo? Czy to wyłącznie hobby?

Bardzo chciałabym robić to zawodowo. Ciągle przychodzą mi do głowy nowe pomysły. Mam zapisane całe notesy, w torebkach noszę całą masę karteczek z nowymi projektami, pomysłami na opowiadania. Do realizacji tego wszystkiego brakuje mi głównie czasu. Jednak na razie jest za wcześnie, żeby myśleć o mysich opowieściach jako o pomyśle na życie. Zwłaszcza że w tej chwili jest to projekt, na którym nie zarabiam. Chociaż nie wykluczam, że w przyszłości moje marzenie może się spełnić. Utwierdza mnie w tym fakt, że rozwinęło się to dużo bardziej, niż myślałam, a to dopiero początek.

To prawda, "Mysie opowieści" to nie tylko figurki, ubranka, mebelki i domki, ale i opowiadania. Tworzenie takiego świata od podstaw przypomina pracę pisarza, który również wymyśla bohaterów, zdarzenia, fabułę. Czy w pani przypadku tak się to odbywa - myśli pani o tworzonych myszkach jak o bohaterach literackich/filmowych, nadaje im cechy charakteru, upodobania?

Tworzenie postaci zaczynam od wymyślenia cech charakteru. Kiedy mam już gotowego bohatera, wybieram pasujące do niego imię. Postacie Ernesta i Florentyny stworzyłam z myślą o książce dla dzieci. Założyłam konto na Instagramie i stronę, na której chciałam dzielić się opowiadaniami skierowanymi do małych czytelników. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że odbiorcami mysich opowieści stali się... dorośli.

Czytaj także: Płyty winylowe to więcej niż muzyka

Jak pani myśli, dlaczego tak się stało?

Miała być książka dla dzieci, ale projekt sam poszedł w innym kierunku. Myszki wybrały inną drogę. Trafiły do dzieci, ale tych, które mamy cały czas w sobie. Florentyna i Ernest wiodą spokojne życie, pełne ciepła i miłości. Skupiam się tylko na pozytywnych emocjach. Chcę, aby mój profil na Instagramie był miejscem, w którym można odpocząć od codziennej gonitwy. Przypomnieć sobie beztroskie chwile, uśmiechnąć się i wzruszyć. Mam nadzieję, że czasem też skłaniamy do refleksji. Dostaję wiadomości z podziękowaniami za to, co robię. Czytam komentarze, że myszki codziennie poprawiają humor, wywołują uśmiech na twarzy i wzruszają. Daje mi to poczucie spełnienia i niezwykle motywuje. Uznałam, że to właśnie będzie "misją" moich myszek. Chcę, aby wnosiły element bajki do dorosłego życia. Opowiadania są uniwersalne w odbiorze, więc dla dzieci również będą odpowiednie. Jednak aktualnie kieruję je głównie do dorosłych odbiorców.

Również do dorosłych odbiorców skierowana będzie książka, nad którą pani obecnie pracuje?

Myślę, że będzie ona uniwersalna w odbiorze. Chciałabym, aby małym czytelnikom pokazywała, co jest ważne, a tym starszym służyła jako przypomnienie o istotnych w życiu wartościach.

Myszki z filcu, scenografia, opowiadania, praca nad książką i jakby tego było mało tworzy pani też niezwykle klimatyczne fotografie z figurkami w roli głównej. Nie są to przypadkowe kompozycje, jest pani fotograficznym samoukiem?

Fotografia towarzyszy mi od nastoletnich lat. Przez chwilę miałam swoją pracownię, w której tworzyłam portrety kobiet. Mam też na swoim koncie dwie samodzielne wystawy. Przed myszkami miałam dłuższą przerwę od robienia zdjęć. Zwyczajnie nie czułam natchnienia. Myszki skłoniły mnie do odkurzenia aparatu. Cieszę się, że w tym projekcie mogę połączyć kilka zainteresowań w jedną, spójną całość.

Gdzie zwykle powstają fotografie z myszkami?

Głównie w domu - scenografią wtedy jest miniaturowy domek myszek. Plenerowe zdjęcia wykonuję w moim rodzinnym mieście, czyli w Gdyni. Zdjęcia do pierwszego opowiadania powstały na podwórku jednej z kamienic na Kamiennej Górze. Fotografie ukazujące przeprawę myszek przez rzekę robiłam w zeszłym roku w Orłowie. To było największe fotograficzne wyzwanie dotychczas. Robiłam te zdjęcia po pracy, więc miałam niewiele czasu do zachodu słońca. Pierwszego dnia okazało się, że tratwa po kilku sekundach ląduje pod wodą, więc musiałam wrócić do domu z niczym i myśleć nad nową konstrukcją. W efekcie końcowym tratwa została zamocowana do styropianu i przewiązana sznurkiem do kamienia, który leżał na dnie rzeki. Myszki również przymocowałam sznurkiem do tratwy i tak udało się zrobić kilka zdjęć bez utraty głównych bohaterów opowiadania. Zdjęcia powstają też podczas wyjazdów i spacerów. Ja już trochę dzielę życie z Ernestem i Florentyną.


Wróćmy jeszcze na chwilę do samych myszek. Inspiracją do powstania niektórych z nich były znane postacie. To zapowiedź jakiegoś nowego projektu?

Jeszcze przed wybuchem pandemii pracowałam nad wystawą fotografii, której bohaterami były myszki inspirowane moimi ulubionymi filmowymi bohaterami. Niestety do wystawy nie doszło z powodu obecnej sytuacji. Chciałam stworzyć ją w wersji online. Jednak miałam nadzieję, że pandemia szybko się skończy. Ciągle ją mam, dlatego cały czas czekam.

Wcześniej wspomniała pani o tym, że myślała o tym, aby zająć się sprzedażą rękodzieła. Zainteresowanie projektem na pewno sprzyjałoby takim działaniom. Nie chce pani wrócić do tego pomysłu?

Chciałabym tworzyć myszki na zamówienie, bo co jakiś czas dostaję o to zapytanie. Niestety, aktualnie nie znalazłabym na to czasu. Nie wykluczam, że za jakiś czas ogłoszę, że można u mnie zamówić takie myszki. Jednak na razie skupiam się na opowiadaniach. Mam w planach książkę, wystawę i cały notes innych ciekawych pomysłów. Dopiero rozwinęłam żagle i jestem pozytywnie nastawiona do działania. W końcu mieszkam nad morzem, więc nie powinno być problemu ze złapaniem wiatru.

Opowiadania, zdjęcia i inne materiały powstające w ramach projektu publikowane są na stronie internetowejinstagramowym profilu "Mysich opowieści, czyli bajkowego azylu od rzeczywistości".

Opinie wybrane


wszystkie opinie (26)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym roku ukończono budowę gmachu Opery Bałtyckiej?