• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Dramat w czasach PRL-u - o "Marii" Opery Bałtyckiej

Łukasz Rudziński
26 sierpnia 2013 (artykuł sprzed 9 lat) 
Opinie (15)
Nieufny wobec władz opozycjonista, ale kochający ojciec - Miecznik w kreacji Leszka Skrli, to jedna z najciekawszych postaci "Marii" w reż. Michaela Gielety. Nieufny wobec władz opozycjonista, ale kochający ojciec - Miecznik w kreacji Leszka Skrli, to jedna z najciekawszych postaci "Marii" w reż. Michaela Gielety.

Kolejny mariaż Opery Bałtyckiej i festiwalu Solidarity Of Arts skutkuje spektaklem operowym, włożonym w kostiumy PRL-u i Solidarności. "Maria" Romana Statkowskiego to piękna muzyka, przeciętne libretto i taka też inscenizacja Michaela Gielety.



Spektakl, który 25 sierpnia zaprezentowano podczas premierowego pokazu w Gdańsku, powstał de facto w 2011 roku na zlecenie Festiwalu Operowego w Wexford w Irlandii. Przygotowany był więc inscenizacyjnie i koncepcyjnie z myślą o zachodniej publiczności, która nie zna dokładnie historii Polski. Wprawdzie libretto Romana Statkowskiego inspirowane opowiadaniem "Maria" Antoniego Malczewskiego, rozgrywa się w XVII wieku (Malczewski zbrodnię na Gertrudzie Komorowskiej z 1771 roku "cofnął" o wiek i przeniósł z Wołynia na Ukrainę) i jego przekaz jest uniwersalny. Jednak reżyser Michael Gieleta "Marię" przedstawia w czasach późnego PRL-u i Solidarności, więc posługuje się emblematami (dźwigi stoczniowe, koksowniki, marsz oddziału ZOMO z pleksiglasowymi tarczami), które powinny być zrozumiałe dla każdego.

Spektakl otwiera prezentacja slajdów na zasuniętej kurtynie, ukazujących w fotograficznym skrócie realia PRL-u podczas uwertury do "Marii". Niekiedy kurtyna lekko unosi się i oczom widzów ukazuje się w żywym planie wierna kopia obrazka ze zdjęcia. Od pierwszego taktu zaskakuje bogactwo i żywiołowość muzyki Statkowskiego, którą lekko i efektownie wykonuje orkiestra Opery Bałtyckiej (prowadzona z werwą przez odkrywcę i pomysłodawcę wystawienia "Marii" - Łukasza Borowicza).

Pomysł, by oś konfliktu między Wojewodą a Miecznikiem, których dzieci wzięły potajemnie ślub, przenieść na relacje: komunistyczny aparatczyk - opozycjonista-stoczniowiec, brzmi w kontekście tekstu libretta anachronicznie (np. "idę na ustronie"), choć intrygująco.

Mocnym punktem spektaklu (obok muzyki Statkowskiego) jest scenografia Jamesa Macnamary i oprawa multimedialna, przygotowana przez Andrzeja Gouldinga. Gabinet Wojewody dzięki projekcji przestronnego korytarza z tyłu sceny wydaje się niemal studnią bez dna, zaś towarzystwo opozycyjne spotyka się przy stróżówce na terenie stoczni. Za pomocą kilku rekwizytów udaje się nakreślić realia PRL-u, wzbogacone materiałami archiwalnymi (katowanie Marii pałkami milicyjnymi).

Niestety, reżyser Gieleta swoich dobrych pomysłów często nie potrafi odpowiednio wykorzystać. Kuriozalnie wygląda pierwsza scena, gdy Wojewoda pisze list przez kilka minut czekając na koniec utworu muzycznego, by wręczyć go asystentowi. Dramaturgia spektaklu szwankuje w wielu miejscach, emocje śpiewaków (Maria, Wojewoda) niekiedy pozostają papierowe. Wiele do życzenia pozostawia również dykcja Krzysztofa Szumańskiego (Wojewoda), obdarzonego ciepłej barwy basem, którego jednak w wielu momentach spektaklu zupełnie nie słychać.

Na scenie najlepiej wypada dwójka artystów od lat związanych z Operą Bałtycką. Paweł Skałuba jako zakochany w Marii Wacław wypełnia scenę tak pożądaną tu dramaturgią, zaś Leszek Skrla, jako nieufny opozycjonista, a zarazem kochający ojciec, tworzy pełnowymiarową kreację, wzbogaconą o spokojny, majestatyczny baryton. Uwagę zwraca też kasandryczne Pacholę (bardzo ciekawa kreacja kontratenora Jana Jakuba Monowida). Zdecydowanie w ich cieniu znajduje się wokalnie i przede wszystkim aktorsko Izabela Matuła (Maria).

Reżyserowi udało się wpisać tę klasycznie prowadzoną inscenizację w lata 80. minionego wieku. W transparentny, czytelny sposób pokazano tragiczną historię opozycjonistów i "politycznych" mezaliansów, jakich w tych czasach nie brakowało. Szkoda, że spektakl, który od irlandzkiej premiery wyróżnia zaledwie część prezentowanych podczas niego zdjęć archiwalnych, obsada i osoba Łukasza Borowicza na stanowisku dyrygenta, jest tak ubogi teatralnie.

Muzyka Romana Statkowskiego zaskakuje różnorodnością barw i motywów. I właśnie tego brakuje zarówno w libretcie i w warstwie teatralnej przedstawienia.

Spektakl

6.5
15 ocen

Maria

opera / operetka

Miejsca

Spektakle

Opinie (15) 2 zablokowane

  • temat uniwersalny (2)

    a oni na siłę wkładają kufajkę i buty .... polityki

    • 10 4

    • cóż, dzisiaj za rządów PO wszystko zostało upartyjnione w III RP

      • 2 5

    • to nie chodzi o PO

      tylko o tzw solidarność

      • 5 0

  • Mieszane uczucia - uwaga mogą być "spoilery" (1)

    Statkowski to niestety nie jest Szymanowski. Nie rozumiem takiego wielkiego zachwytu nad tą operą. Muzyka nie jest w niej porażająca, jest raczej przyzwoita, trochę anachroniczna jak na dzieło z początku XX w. Mimo to słucha się tego dobrze.
    Izabela Matuła jest wg mnie potężnym sopranem, świetnie oddającym swoją partię (jedyna kobieca nota bene). Wyśmienity jest za to Jan Monowid w roli Pacholi (Jakub to jego drugie imię tak przy okazji). Panowie Skrla i Skałuba wydobyli ze swoich partii to co najważniejsze - prawdziwość przekazu w świetnej formie. Ich postaci są po prostu prawdziwe i to się czuje, nie ma w nich maniery i nie wychodzą ze swojej roli nawet na chwile.
    Inscenizacyjnie jest dobrze, ale wciskanie na siłę stocznowych elementów, jak słynny "zajączek" wolności - czyli victoria, czy postać księdza mająca nam kojarzyć się z Jankowskim, to zbyt duża ingerencja w historię i mieszanie fikcji z prawdą. Poza tym identyczny gest zwycięstwa mieliśmy w Makbecie, więc dla mnnie brak nowości. Libretto jest zwyczajnie długie i mało ciekawe.
    Na szczególną uwagę zasługuje aria w wykonaniu duetu Matuła/Skałuba w akcie drugim. Wolałbym, by w ramach festiwalu SoA wystawiono zwyczajnie dobrą operę, nie jakieś półśrodki.
    Balet jest jak zwykle obecny. W pierwszym akcie ma swoje uzasadnienie i jest jak najbardziej w punkt, natomiast akt trzeci z kaskaderami milicyjnymi to przesada (jeżeli jest to aluzja do pewnego filu o tańczącym ZOMO - to jest niepotrzebna).
    Nie mogę powiedzieć, że zmarnowałem czas, jednak czuję niedosyt. Nie wciągnęła mnie historia, nie zaciekawiła. Pan siedzący obok zasnął, co wydało mi się właściwym komentarzem do całości. Wokalnie pięknie, ale ostatecznie czegoś brakuje.

    • 12 7

    • "aria w wykonaniu duetu"...

      • 5 0

  • mieszane uczucia

    Negatywnie jestem zaskoczony wmawianiem, że byliśmy pijakami. Pokazywanie balu, gdzie wszyscy piją, kobiety słaniają się na nogach. Czy naprawdę tacy byliśmy, czy też chce się tylko pokazać, ze tacy byliśmy. Za mały wręcz skandal uważam ohydne przedstawienie zespołu ŚLĄSK. Przedstawiono ten zespół nie jako zespół, który odnosił sukcesy w owym czasie na świecie, lecz jako prawie że prostytutki. Scena, w której żołnierz Wojska Polskiego z głową pod spódnicą tancerki tego zespołu robił, to co robił jest obraźliwa dla tego Zespołu, dla Wojska Polskiego, dla nas. Druga część, na szczęście była bardziej normalna. Piękny śpiew Marii, Wacława, Leska Skrli pozwalał zapomnieć o ww nieprawdziwych scenach z 1. części. Bogu Rodzica zaś w wykonaniu artystów zabrzmiała przepięknie. Proszę Pana Weissa, aby miał więcej szacunku wobec naszej przeszłości. Być może wówczas na premierze będą wszystkie miejsca wykupione, a nie że ca 20-30% było miejsc wolnych!. Tak przedstawionym widowiskiem chyba zniechęca Pan widzów do zakupu biletów na kolejne premiery. Pozdrawiam

    • 16 4

  • ?

    Czyli lepiej iść do jakiegoś teatru niż do opery?

    • 3 2

  • Łukasz Rudziński (5)

    coz za zbieg okolicznosci, ze pozytywnie u Pana zawsze wypadaja solisci z opery baltyckiej, a nie goscinni.... ja siedzialem w 6 rzedzie i dzieki Bogu wszystko slyszalem :-) A propos tych "pijakow" i "ohydnego" baletu, choc ohydny to co najwyzej moze byc hamburger, to opera ukazuje lata 80., gdzie demoralizacja wladzy byla conajmniej dyskusyjna. A wiadomo, ze czesc tego spoleczenstwa ktore do tej pory mieszka wsrod nas bedzie bronic swego do konca...

    • 10 6

    • cd. mieszanych uczuć (4)

      Panie Andrzeju, czy naprawdę podobała się Panu scena, kiedy żołnierz WP pod spódnicą artystki robił to co robił? Być może to tylko poczucie wrażliwości, estetyki, elegancji. Napisał Pan, że ta opera ukazuje lata 80. Zapewniam Pana, że zarówno w tych latach, jak i wcześniej społeczeństwo to było bardzie wrażliwe wobec siebie i mniej wyrachowane. Zdecydowanie mniej zdemoralizowane, jak dzisiaj i bardziej filantropijne. Potrafiło cieszyć się i dzielić bezinteresownie tym, co miało. Jeżeli jest Pan 30 latkiem proszę zapytać swoich rodziców o te lata. Czy oni byli zdemoralizowani, upijali się tak, jak to pokazano w 1. części.? Zapewne nie. W ludziach z lat 80. I wcześniejszego okresu jakby więcej było szlachetności. Niestety w pierwszej części opery pokazano jakieś inne społeczeństwo, nie-polskie. Szkoda tylko, że przebrano je w polskie mundury, polskie stroje ludowe, pokazano nie-polskie zwyczaje.

      • 10 3

      • Mam tego pecha,... (2)

        ...że mój ojciec był w latach 80 Naczelnikiem (małej) Gminy. Funkcja o milion pięter niższa, niż pokazywane w spektaklu, ale jednak funkcja.

        I to, co pamiętam z czasów dzieciństwa, to odwiecznie zakrapiane spotkania. Czy to u nas, bo ktoś przyjechał i koniecznie musiał coś z Panem Naczelnikiem "omówić", czy to ojciec musiał "omówić" sprawy z kimś z zewnątrz.
        A był wtedy naprawdę dobrym człowiekiem, pomógł bardzo wielu, którzy dzięki niemu z totalnej biedy do tej pory mają dach nad głową.
        Był dobrym człowiekiem, ale wódka lała się na umór.

        Szanowny "Zwykły" - dlaczego Pan nie widział tego rozbuchanego i zdemoralizowanego społeczeństwa? Prawdopodobnie po prostu nie miał Pan możliwości go zobaczyć. Owszem, reżyser przesadził. Ale czy może Pan z ręką na sercu powiedzieć, że POLACY w czasach PRL byli tylko i wyłącznie biali i z aureolkami? Z własnego doświadczenia, wiem, że nie.

        • 5 2

        • Mam odmienne wspomnienia

          Jestem z rocznika 1980, ojciec był oficerem LWP: różne rzeczy dałoby się o nim powiedzieć, ale nigdy nie widziałam go pijanego. Alkohol pijał, i owszem, ale "zalanie się" - nie.

          • 3 2

        • kim jesteśmy?

          Witam Panią. Widziałem dużo. Jestem sześćdziesiąt latkiem. Społeczeństwo tak, jak i dzisiaj było różne. Widziałem negatywne cechy, ale dostrzegałem o wiele więcej pozytywnych. W życiu staram się dostrzegać to, co dobre, piękne. Staram się być wrażliwym. Nie ekscytować się złem. Tak mnie wychowali moi rodzice, którzy byli częścią tego, jak Pani bezpodstawnie napisała zdemoralizowanego społeczeństwa. Oni bardzo kochali swój Kraj. Nauczyli mnie też kochać swój Kraj i nie mówić o Nim źle. Nie pokazywać Go, jako jakiś koszmar rozbuchany, zdemoralizowany. Miarą naszej wartości jest także to, jak się odnosimy do naszej przeszłości i jak ją pokazujemy. Pokazujmy więcej tego, co nas łączy, a nie dzieli. A już nigdy więcej w tak prymitywny sposób, jak w 1. części tej opery. Jak Pani zauważyła, po przerwie widzów jakby ubyło. Pozdrawiam Panią i życzę tylko pięknych dni.

          • 5 2

      • popieram opinię

        Rocznik 1971 :).Nie przypominam sobie pijackich libacji w domu, także na ulicy. Rodzice spotykali się ze znajomymi, zapraszali nawzajem liczną paczką, wspólnie robili wypady za miasto, bawili się świetnie. Bardzo fajnie wspominam tamte czasy, miałam tylu wujków i cioć aż miło. Wszyscy życzliwi dla siebie pomagali sobie nawzajem,szanowali się, czułam się bardzo bezpiecznie. Nie to co teraz. Dzikie wyścigi w pogoni za pieniądzem, chora rywalizacja, dążenie po trupach do celu, zakłamanie, zawiść, manipulacja. Czy nie lepiej by nam się żyło w tych nie łatwych czasach uśmiechając się nawzajem do siebie, pomagając bezinteresownie -czy to tak wiele? Żyjmy piękniej to i życie będzie lepsze-to działa:). Na spektaklu nie byłam ,nie żałuję i na pewno nie pójdę. Skoro tak przedstawiono rzeczywistość lat 80-tych jak opisuje Zwykły widz to bardzo dziękuję. Małe jedno do dyrekcji opery . Życzyłabym sobie aby pokazywać, wystawiać spektakle ,sztuki, opery zgodnie z ich epoką. Proszę nie przenosić faktów z danego okresu o kilka wieków bo to nie jest fajne. Proszę pozwolić wczuć się w klimat takich czasów jakie one były faktycznie ,rzeczywiste, oparte na autentyczności ,bez pokazywania wulgaryzmów, łajdactwa, pijaństwa, upadłych kobiet-to niesmaczne i zniechęcające do miejsca jaką jest Opera. A kojarzy mi się ona z czymś pięknym, miejscem gdzie na moment mogę zapomnieć o codzienności,posłuchać pieknej muzyki,śpiewu .../w tym miejscu kłaniam się nisko Panu Leszkowi Skrle-w dużej mierze dzięki Panu chce się odwiedzać operę /. W pełni popieram opinię Pana "Zwykłego", dla mnie jest Pan "Niezwykły". Pozdrawiam.

        • 4 2

  • czy te półgłówki

    o solidarnościowych korzeniach nie są w stanie przejść na poziom co najmniej średniej sztuki? Pomieszało się im kompletnie w zakutych łbach ???
    Wszędzie jedno i jedno jak mówią studenci po .... im się do końca ...

    • 6 1

  • ciekawa premiera

    Uważam, ze to interesujące przedstawienie. Szlachetna muzyka, romantyczne dzieło, choć w PRL-owskiej stylizacji. Podobała mi się scenografia, ale przede wszystkim piekne głosy solistów. Aksamitny, piekny glos Pawla Skałuby byl ozdobą spektaklu. Na drugim miejscu pani Matuła w roli Marii. Brzmiała bardzo pieknie. Pan Skrla nie powalil mnie, ale trzymal swoj dobry poziom. Wojewoda mial niezłą dykcję, ale nie byl nośny. Mial problemy z dolami i górami. Świetny był Jan Monowid jako Upiór. orkiestra grala nieźle, chor świetny. Myslę, że z przyjemnością wybralabym się jeszcze raz na to dzieło.

    • 8 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Festiwal Książki Psychologicznej

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Co to są Baby Pruskie?