• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Czarna miłość i białe ambicje - o "Pannie Tutli-Putli" w Teatrze na Plaży

Łukasz Rudziński
5 grudnia 2015 (artykuł sprzed 6 lat) 
Opinie (16)
Tytułowa Panna Tutli-Putli (Paulina Wójtowicz) postanowiła być księżniczką i nie chce patrzeć na kręcących się wokół niej adoratorów (na zdjęciu z Działaczem Społecznym - w tej roli Mateusz Kaczanowski). Tytułowa Panna Tutli-Putli (Paulina Wójtowicz) postanowiła być księżniczką i nie chce patrzeć na kręcących się wokół niej adoratorów (na zdjęciu z Działaczem Społecznym - w tej roli Mateusz Kaczanowski).

Typowo witkacowski humor w jednym z jego mniej udanych dzieł, efektowne piosenki i zaskakująco przeciętna reżyseria momentów pomiędzy nimi składają się na "Pannę Tutli-Putli". To kolejny spektakl przygotowany przez Piotra Kosewskiego w Teatrze na Plaży.



Nieprzypadkowo Stanisław Ignacy Witkiewicz nie umieścił "Panny Tutli-Putli" w szczegółowym spisie swoich dzieł. Nie traktował tego libretta operetki poważnie. To raczej błahostka, luźna wprawka i chwilowy kaprys, by pośmiać się formy tak popularnej w realiach Międzywojnia. Tekst "Panny..." odkryto przypadkiem ponad 30 lat po śmierci artysty i od tego momentu na polskich scenach pojawił się kilkanaście razy, w tym na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni w 1982 roku (w reżyserii Zbigniewa Micha).

Piotr Kosewski odnalazł go i wystawił w Teatrze na Plaży, słusznie zauważając podobieństwa do zrealizowanych przez siebie z dużym wyczuciem spektakli muzycznych, opartych o muzykały Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Tu, podobnie jak w tamtych spektaklach, najbardziej znaczące są dowcipne i przewrotne piosenki, które popychają akcję do przodu. Jednak "Pannie Tutli-Putli" nie brakuje dowcipu politycznego - widma szalonego kapitalizmu i milionerów chętnych pieniędzmi uporządkować świat, zapowiedzi bezwzględnej krwawej rewolucji, która tutaj żartem zapowiada późniejszych, dużo bardziej serio potraktowanych przez Witkacego "Szewców". Jak na lekarstwo tu z kolei tego, co najlepiej buduje przedstawienia Kosewskiego - absurdu umieszczonego w wartkim kabarecie.

Kawaler d'Esparges (Paweł Pochyluk) na wyspie Tua-Tua znalazł to, czego szukał - (czarną) miłość i wódkę ryżową. Na zdjęciu z Królową wyspy Tua-Tua (Karolina Arczewska). Kawaler d'Esparges (Paweł Pochyluk) na wyspie Tua-Tua znalazł to, czego szukał - (czarną) miłość i wódkę ryżową. Na zdjęciu z Królową wyspy Tua-Tua (Karolina Arczewska).
Oczywiście już sama fabuła jest żartem. Zblazowana, próżna tytułowa Panna Tutli-Putli stroi fochy i kręci nosem na umizgi przeróżnych adoratorów. Nieważne czy mają miliony w gotówce czy potrafią uwodzić tłumy. Ona chce za męża tego, który zdobędzie dla niej królestwo i uczyni ją księżniczką. Najlepiej nadaje się do tego pełen orderów na piersi oficer marynarki Kawaler d'Esparges - gładki, elokwentny, choć z wyraźną skłonnością do flaszki z wódką, co z pewnością jest stanem przejściowym. Panna Tutli-Putli obiecuje mu małżeństwo za przyrzeczenie porzucenia nałogu i zdobycia królestwa.

Kawaler d'Esparges chętnie przystaje na te warunki, a gdy z pomocą Przekupnia serwującego towarzystwu narkotyczne liście, trafia na wyspę Tua-Tua, równie chętnie zapomina o przyrzeczeniu. Woli spędzać czas z namiętną, władczą ciemnoskórą dzikuską - Królową wyspy Tua-Tua, która z miejsca zakochuje się w białym wychudzonym marynarzu i postanawia, że odtąd uprawiać będzie biało-czarną miłość, mieć dzieci w kratkę i przejmie władzę na wyspie, strącając swojego upasionego męża do lochu. Kawaler d'Esparges ma tu pod dostatkiem i miłości, i wódki. Pewnie wszystko tak właśnie by się skończyło, gdyby Przekupień z wyspy Tua-Tua nie przyprowadził na nią zaniepokojonej brakiem wybranka Panny Tutli-Putli i całej reszty jej towarzystwa.

Mieszkanki wyspy Tua-Tua, Królowa (najlepsza w spektaklu Karolina Arczewska, w środku) i Dziczki (Anna Wicka i Paulina Wilczyńska) należą do najciekawszych postaci spektaklu Piotra Kosewskiego. Mieszkanki wyspy Tua-Tua, Królowa (najlepsza w spektaklu Karolina Arczewska, w środku) i Dziczki (Anna Wicka i Paulina Wilczyńska) należą do najciekawszych postaci spektaklu Piotra Kosewskiego.
Ta muzyczna komedia (ze scenografią Aleksandry Szumskiej, przywodzącą na myśl malarstwo Witkacego i jego narkotyczne wizje) przypomina długimi fragmentami bardziej zgrabną produkcję szkolną niż spektakl sprawnego i pomysłowego inscenizatora. Kosewski dysponuje dobrymi i bardzo dobrymi śpiewakami, którzy w większości słabo wypadają aktorsko. Oprócz braku dramaturgii w momentach mówionych, właśnie ich gra aktorska bardzo mocno obniża jakość spektaklu niemal w każdym nieśpiewanym momencie przedstawienia. Dlatego przedstawienie faluje i przypomina składankę piosenek z niezbyt efektownym wypełnieniem pomiędzy.

Wokalnie wyróżnia się Paulina Wójtowicz, grająca Pannę Tutli-Putli, jednak zdecydowanie najbardziej udana jest rola Karoliny Arczewskiej - odważnej, rozerotyzowanej Królowej wyspy Tua-Tua (jej scena łóżkowa z Kawalerem d'Esparges to najlepszy moment spektaklu). Zarówno królowa, jak i jej Dziczki (Anna WickaPaulina Wilczyńska) oraz Przekupień (Piotr Kosewski) wyróżniają nie tylko niezwykle efektowne, obcisłe kostiumy, ale też najzgrabniejsza gra aktorska. Poprawnie wypada Paweł Pochyluk jako wspomniany d'Esparges, zaś Dawid Krupej (Król wyspy Tua-Tua) wyróżnia się głębokim, czystym głosem. Zabawny w pierwszej scenie "dyrygowania" muzyką jest Piotr Lewicki jako transseksualna Duenia.

Spektakl Kosewskiego nie ma tym razem pazura, do jakiego twórca ten przyzwyczaił w poprzednich inscenizacjach. Mało tu płynności, za to dużo wesołej, pogodnej piosenki i niepozbawionej humoru scenicznej zabawy. To propozycja na lekki wieczór bez specjalnie rozbudowanych oczekiwań.

Spektakl

7.0
31 ocen

Panna Tutli-Putli

spektakl muzyczny

Miejsca

Spektakle

Opinie (16) 1 zablokowana

  • (1)

    Było super.

    Świetnie się bawiłam, wprawdzie Przybora i Waowski śmieszniejsi, ale w końcu to Witkacy.

    Gorąco polecam

    • 9 1

    • brzmi ciekawie

      • 3 0

  • Moja opinia (3)

    Spektakl udany. Najbardziej porwała aktorka grająca tytułową Tutli Putli, świetnie śpiewał Desparż, Milionerzy zabawni. Pozostali niespecjalnie zapadli mi w pamięci.

    • 3 0

    • Super Milionerzy

      Nie rozumiem dlaczego nie wspomniał Pan o milionerach, którzy akurat mnie przekonali najbardziej... Byli mocnym punktem tego spektaklu.

      • 3 2

    • Opinia

      Znakomicie się bawiłem.bardzo zdolni ludzie.pozdrawiam pana przebranego za kobietę i środkowego milionera.jesteście.super.

      • 3 0

    • Brawa

      Jesten świeżo po spektaklu. Wszyscy mi się podobali.jest tylko jeden problem.Środkowy Milioner niezwykle energetyczny.super gra twarzą i bardzo dobrze się ruszał.Trochę przycmil pozostałych którzy byli bardzo drętwi. Na przyszłość radziłbym równiej dobrać obsadę.

      • 1 0

  • Polecam

    Świetny spektakl, Panna tutli putli i kawaler desparże obledni!

    • 4 1

  • paulinka daje radę

    mega ciałko

    • 3 2

  • Gorąco polecam!

    Idealny spektakl na te pochmurne dni. Świetnie się bawiłam. Aktorzy zachwycają i niejednokrotnie rozsmieszaja. Spektakl godny polecenia.

    • 4 0

  • wigry 3 (1)

    tylko by mogli widelec przekręcić w dobrą stronę ;)

    • 5 1

    • też mi to

      przeszkadzało :)

      • 2 0

  • Przeciętna jest ta recenzja

    • 8 1

  • nie zachwycił

    Jakoś mnie szczerze mówiąc ten teatr nie zachwycił. Było widać wiele niedociągnięć, muzyka dość dziwna, gra aktorska niezbyt wysublimowana.

    • 3 7

  • Witkacy w wersji lightcore (2)

    Tracące nieco myszką muzykały a'la "Przybora i Wasowski" pojawiające się w sopockim Teatrze na Plaży łatwo zignorować. Tym razem jednak do zobaczenia przedstawienia zachęciło mnie widniejące na plakacie nazwisko Witkacego.

    Wrażenia niestety dość słabe. Nawet zważywszy, że na sztuki off-owe małych scen patrzy się przez palce, bardzo ulgowo. Akurat chyba najlepiej trzyma się warstwa śpiewno-muzyczna (a z tym właśnie na scenach stricte teatralnych bywa najczęściej najgorzej). Z aktorstwem czy scenografią jest już dużo gorzej. Najgorsze jest jednak to, że nad widowiskiem unosi się jakiś nieznośny klimat kabaretu, który twórcy chyba przyciągnęli za sobą z innych swoich realizacji. Pomysł z rowerkiem dla Panny Tutli-Putli ciekawy choć nie wiadomo w końcu czy to rowerek uliczny czy stacjonarny z siłowni (nawiasem mówiąc ktoś kiedyś chyba napisał książkę o estetyce związanej z bicyklistami, może faktycznie rowery są seksowne - szczególnie takie różowe z malutkimi kołami, jak dla dziewczynki). Natomiast trzej sceniczni reprezentantanci bogackich wyglądają jak średniowieczni parobkowie z lasu, którzy wpadli na wiejską dyskotekę disco-polo (na karkach futrzane kurtki, pod szyją złote łańcuchy). Akurat pomysł mocno chybiony bo nie wydaje mi się by warstwa nadzianych po uszy nawet w Polsce jawiła się aż tak ostentacyjnie. Wbrew przeciwnie - największe zdobienia ubiorów to dziś już cechy chyba tylko najniższych warstw społecznych (podobnie jak i najbardziej zdobione są najczęściej złomkowate auta tych najuboższych). Przedstawiciel klasy politycznej (to ten społecznik co żeruje na boleściach ludu) nie wiadomo dlaczego na scenie jawi się jak porucznik Colombo (w przydługim pomiętym płaszczu) a może bardziej jak jakiś tajemniczy Don Pedro (szpieg z krainy deszczowców). Karramba! Wszak dane mu kochać tylko lud a nie Pannę Tutili-Putli. Już lepiej na tym tle wypadły ubrane w niebieskie kostiumy dzikuski (i ich król).

    Ta fiśnięta sztuka Witkacego miały być jednak chyba romantyczna (wszak Pannę Tutli-Putli nie ciągnie ani do bogackich ani do władczego polityka - raczej do dzielnego, odważnego, mężnego kawalera d'Esparges). Ten by zaimponować pannie (jak nakazują scenariusze wszelkich bajek dla dzieci a szczególnie te dla małych dziewczynek) wyrusza by zdobyć dla niej królestwo (nieważne, że małe, zamorskie i na wyspie z jedną prymitywną wioską). Mimo, że cel swój osiąga to okoliczności przybierają nieoczekiwanie kształt bardzo odległy od tego jaki wyobrażała by sobie panna Tutli-Putli. Nieszczególnie to jednak rzadki przypadek, że mężczyźni zmęczeni adoracją niedostępnych "księżniczek" odnajdują sobie szybko słodkie życie obok wyuzdanych, wyemancypowanych dzikusek. Przedstawienie dyskutuje przy okazji cały wachlarz obyczajowości między-płciowej, pojawiają się więc i takie opcje jak wielożeństwo i wielomęstwo (które wszak zakonserwowana w sobie kultura zachodnia zna tylko z za-morskich opowieści). A także cały wachlarz dostępnych opcji mieszania między-etnicznego (czarna matka + biały ojciec = dzieci w czarno-białą kratkę).

    Jak to zwykle bywa w melodramatach porządek społeczny na koniec wraca na swoje stare miejsce. Król dzikich odzyskuje patriarchalną władzę na swojej wyspie (którą przejęła jego dzika - a raczej wykazująca wszelkie pretensjonalne cechy feministek - żona, wprowadzając na jakiś czas rządy swego rodzaju matriarchatu). Kawaler d'Esparges goli zarost i wraca do swojego świata a pannie Tutli-Putli nie pozostaje nic innego jak zaakceptować swojego wybranka (mimo, że wcześniej miał już tyle kobiet co ma włosów na głowie).

    Widownia przybyła do teatru raczej nieco starsza wiekiem (niż np. ta jaka przychodzi do tego teatru oglądać występy sopockich tancerzy), może ta sama co widziała tu wcześniej muzykały a'la "Przybora i Wasowski". Szczerze mówiąc oczekiwałem chyba czegoś więcej, czegoś mniej kabaretowego, bardziej witkiewiczowego, bardziej estetycznego. Zobaczyłem obróconą w muzyczny kabaret, fiśniętą softcorową bajkę dla dorosłych zrealizowaną w scenicznym standardzie przedstawień dla starszych dzieci.

    • 3 13

    • Starsza, nie gorsza

      Komuś musiał ten człowiek stanąć na odcisk, skoro ktoś aż tak się wysilił.... Szkoda tylko, że dyskredytuje "starszą wiekiem" publiczność....Wydaje mi się, że przychodzą ludzie, którzy chcą, a wiek nie ma znaczenia... Mam wrażenie, że publiczności w znacznej większości się podobało. Mnie się podobało, niesamowita energia, super kostiumy i muzyka.

      • 5 0

    • soft - corowa

      Mnie podoba się ta ocena, a już szczególnie ,ogryzek'' w bieliźnie, z zupełnie prywatnych względów. a zapytując jak B. M. , czyli dociekliwie - dlaczego tyle jest palców w dół?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Tryptyk "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga można zobaczyć w:

 

Najczęściej czytane