Retro komedia z trupem w ławie. O "Arszeniku i starych koronkach"

W spektaklu "Arszenik i stare koronki" Teatru Miejskiego w Gdyni sprawczyniami całego zamieszania są dwie urocze starsze panie - Marta (Dorota Lulka, po lewej) oraz Abby (Beata Buczek-Żarnecka, po prawej). Osią dowcipu jest postać Mortimera (Szymon Sędrowski).
W spektaklu "Arszenik i stare koronki" Teatru Miejskiego w Gdyni sprawczyniami całego zamieszania są dwie urocze starsze panie - Marta (Dorota Lulka, po lewej) oraz Abby (Beata Buczek-Żarnecka, po prawej). Osią dowcipu jest postać Mortimera (Szymon Sędrowski). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Podobnie jak wiosną, tak i teraz pierwszym teatrem na Pomorzu i jednym z pierwszych w kraju, który wznawia działalność po kilkumiesięcznym zamknięciu premierą teatralną jest Teatr Miejski w Gdyni. 13 lutego publiczność Miejskiego zobaczyła przesuniętą z grudnia premierę "Arszeniku i starych koronek" - czarnej komedii, w której trup ściele się gęsto, ale i tak kibicuje się pogodnym morderczyniom i ich małym "dziwactwom".



Na co iść do teatru w najbliższym czasie


Sztuka Josepha Kesselringa "Arszenik i stare koronki" ma przeszło 80 lat. Kojarzona jest przede wszystkim ze słynnym filmem Franka Copry z 1944 roku, z wielkim gwiazdorem ówczesnego kina Carym Grantem w roli Mortimera. W Polsce tytuł obecny jest od 1957 roku, choć trafił na scenę ledwie kilkukrotnie, a najbardziej znany jest dzięki spektaklowi Teatru Telewizji, wyprodukowanemu pod szyldem Teatru Sensacji "Kobra" w reżyserii Macieja Englerta z 1975 roku.

Tragikomiczny jako niepełnosprawny intelektualnie Teddy (w środku) jest Bogdan Smagacki.
Tragikomiczny jako niepełnosprawny intelektualnie Teddy (w środku) jest Bogdan Smagacki. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Siedem lat temu do tytułu tego sięgnął Krzysztof Babicki, który wystawił go w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Teraz dyrektor Teatru Miejskiego wraca do tej uroczej komedii z dreszczykiem, ponieważ ta lekka, salonowa, mieszczańska sztuka doskonale wpisuje się w repertuar Miejskiego i z pewnością spodoba się gdyńskiej publiczności złaknionej komedii w dawnym stylu.

Poznajemy rodzinę państwa Brewster, szczególnie dwie urocze ciotki Abby i Martę, które żyją sobie przykładnie w swojej posiadłości na nowojorskim Brooklynie. Od czasu do czasu staruszki miewają lokatora. Ciepłe usposobienie starszych pań każe im nie pozostawać obojętnymi na trudną dolę innych - szczególnie, jeśli ktoś jest osobą starszą i samotną. Cioteczki z uśmiechem na ustach podadzą mu truciznę w winie porzeczkowym, by biedak dłużej już się nie męczył. Kolekcja gości zakopanych w piwnicy rośnie, ku utrapieniu niepełnosprawnego intelektualnie bratanka Teddy'ego, uważającego się za Napoleona Bonaparte. To na nim spoczywa ciężar grzebania swoich "wiarusów poległych podczas bitwy pod Berezyną".

Najzabawniejszą postacią, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach, jest Jonatan w wykonaniu Grzegorza Wolfa.
Najzabawniejszą postacią, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach, jest Jonatan w wykonaniu Grzegorza Wolfa. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Życie całej trójki płynie niezakłóconym rytmem do momentu, gdy inny bratanek, krytyk teatralny Mortimer, przypadkowo nie odkryje prawdy o "dziwactwach" cioteczek, a we wszystko nie wmiesza się ukrywający się przed policją kolejny bratanek, niebezpieczny Jonatan, zmieniający twarz dzięki operacjom plastycznym zaprzyjaźnionego lekarza Epstiena. Ta dwójka także przynosi ze sobą kłopotliwy pakunek. Do kompletu mamy jeszcze narzeczoną Mortimera Helenę, jej ojca pastora Harpera, dyrektora domu opieki "Dolina Szczęścia" oraz kilkoro, stereotypowo nierozgarniętych policjantów.

Reżyser Krzysztof Babicki koncentruje się przede wszystkim na wyraźnym dookreśleniu bohaterów. Powstało dzięki temu przedstawienie epizodów i drobnych rólek, z których wiele zapada w pamięć. Zdecydowanie najlepszy jest Grzegorz Wolf w roli Jonatana, mającego twarz, która wszystkim się "z kimś kojarzy". To rola charakterystyczna, zbudowana wokół tematu postaci, dowcipna i wysmakowana. Kolejny godny zapamiętania jest Witherspoon w wykonaniu Piotra Michalskiego, który z niewielkiej rólki tworzy perełkę, wyposażając bohatera w zestaw pociesznych zachowań. Udane, dowcipne tragikomiczne epizody buduje również Bogdan Smagacki w roli Teddy'ego.

Wątek damsko-męski zapewnia relacja Mortimera (Szymon Sędrowski) i Heleny (udana rola Moniki Babickiej).
Wątek damsko-męski zapewnia relacja Mortimera (Szymon Sędrowski) i Heleny (udana rola Moniki Babickiej). fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Komizm sytuacyjny opiera się na postaci Mortimera i jego reakcji na bieżące wydarzenia. Grający go Szymon Sędrowski od lat doskonale radzi sobie w rolach komediowych, tym razem również staje na wysokości zadania, chociaż jego bohater niewiele różni się od innych, które tworzył w mniej lub bardziej udanych komediach Miejskiego w ostatnim czasie. Pierwiastek kobiecy to zasługa Moniki Babickiej w roli Heleny, pięknie ubranej (efektowne kostiumy, nie tylko tej bohaterki, są zasługą Hanny Szymczak) i dopełniającej sztukę o wątek damsko-męski, potraktowany z przymrużeniem oka. Zabawny jest także porucznik Rooney Macieja Wiznera. Szkoda, że pozostałe postaci policjantów są przerysowane i niezbyt śmieszne.

Przeurocze wydają się obie cioteczki - Abby Beaty Buczek-Żarneckiej i Marta Doroty Lulki. Obie bardzo efektownie wyglądają na scenie, ale nie tworzą kreacji zapadających w pamięć - budują raczej klimat ciepłego domowego ogniska z wyjątkowo mrocznym sekretem. Ich salon przez scenografa Marka Brauna został zaprojektowany wokół wszechobecnych w tytule sztuki koronek, tworzących efektowne tło dla przestrzeni salonu z połowy minionego wieku.

Premierowa publiczność (która w komplecie wypełniła pandemiczny limit miejsc na widowni) owacjami na stojąco nagrodziła obchodzącego tą premierą 40-lecie pracy artystycznej reżysera spektaklu Krzysztofa Babickiego.
Premierowa publiczność (która w komplecie wypełniła pandemiczny limit miejsc na widowni) owacjami na stojąco nagrodziła obchodzącego tą premierą 40-lecie pracy artystycznej reżysera spektaklu Krzysztofa Babickiego. fot. Roman Jocher / Teatr Miejski
Brakuje jednak w spektaklu Babickiego błysku i inscenizacyjnego rozmachu. Ta pogodna komedia zawiera też kompletnie niewytłumaczalną 20-minutową przerwę między ponad godzinnym pierwszym, a półgodzinnym drugim aktem, która w czasie pandemii powinna zostać zamieniona na krótkie wyciemnienie. Publiczność w czasie przerwy i tak nie ma się gdzie podziać (bufet teatralny pozostaje zamknięty), a stateczny spektakl nie jest tak eksploatujący dla aktorów, by wymagali odpoczynku.

Kulturalna oferta. Czy mieszkańcy Trójmiasta ruszyli do kin i teatrów?



Nowa propozycja Miejskiego to poprawna komedia, poprowadzona w zgodzie z literą dramatu, momentami dość staroświecka, ale przez cały czas niepozbawiona uroku, z efektownymi epizodami. Widzowie "Arszeniku..." nie śmieją się do rozpuku, raczej cały czas uśmiechają się pod nosem, bo niemal wszyscy bohaterowie dają ku temu okazję. Po serdecznej reakcji premierowej publiczności (i ogromnym zainteresowaniu tytułem, który w lutym już jest wyprzedany), nie ma wątpliwości, że takiej propozycji (po przymusowej przerwie od teatru) oczekiwano.

Opinie (2) 1 zablokowana

  • Bilety rozeszły się w dwa dni. Nie zdążyłam wymienić tych z zeszłego roku... mam nadzieję że będzie więcej spektakli.

    • 6 2

  • Babicka to ktoś z rodziny Babickiego? Taka szczypta nepotyzmu znów?

    • 0 7

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Sprawdź się

Sprawdź się

Wydawnictwo i księgarnia z Sopotu o tej samej nazwie to: