Wiadomości

stat

Leszek Bzdyl bokserem?

Ikona trójmiejskiego tańca, Leszek Bzdyl, próbuje swoich sił na ringu! Jednym z rywali będzie Rzeźnik z Bostonu, innym przyzwyczajenia widzów, którzy Charliego Chaplina pamiętają przede wszystkim jako uroczego fajtłapę. O tym, czym będzie inaugurujący sopocką Scenę Kameralną Teatru Wybrzeże spektakl "Charlie bokserem" (19 września) z Leszkiem Bzdylem rozmawia Łukasz Rudziński.



W tytułowego bohatera spektaklu "Charlie bokserem" wcieli się Leszek Bzdyl.
W tytułowego bohatera spektaklu "Charlie bokserem" wcieli się Leszek Bzdyl. fot. archiwum Leszka Bdyla
Nie pierwszy raz współpracujesz z reżyserem Piotrem Cieplakiem. Jaka jest twoja rola w tym spektaklu?

Leszek Bzdyl: Pracujemy z Piotrem od 1997 roku i mamy za sobą wiele wspólnych realizacji. Przeważnie on rzuca hasło, ja robię wariację na temat, on przekłada to kolejną kartą, a potem znowu moja kolej, aż dochodzimy do oczekiwanego efektu. To partnerska praca. Bardzo się cieszę na tego rodzaju tandem - mówimy o jednym, ale używamy rożnych języków, które w którymś punkcie się mieszają. Oczywiście Piotr jest reżyserem, to on uruchamia kolejne zdarzenia. W realizacjach Piotra wszyscy zaangażowani są w kreacje w równy sposób, ale aktorzy przede wszystkim - oni są podstawowymi twórcami zdarzenia. Dla Piotra Cieplaka nie ma barier - raz wykonuje spektakl na sznurek i papieros i potem prowadzi dialog z Beckettem, a w końcu realizuje przedstawienie taneczne. Wydaje się, że "Charlie bokserem" jest kolejnym krokiem na rzecz spotkania tak zwanego teatru tańca i teatru dramatycznego.

Tym razem robicie spektakl o Charlie Chaplinie?

Oczywiście myślimy o remake'u sekwencji Chaplinowskiej z ringiem. W "Charlie bokserem" funkcjonujemy w przestrzeni, którą nie do końca da się określić jako teatr dramatyczny, burleskowy czy teatr tańca. To kolejna wariacja na temat teatru. Różne materie będą się przenikać - nie wiemy do jakiego etapu tego przenikania dojdziemy. Mnie osobiście intryguje, jak remake burleski zderzy się z improwizacjami tekstowymi. Aktorzy Teatru Wybrzeże przesunięci zostali w odmienną dla nich formę obecności scenicznej, pewnie mniej bezpieczną, bo nie popartą tylko i wyłącznie strukturą tekstu. W tym spektaklu są w pewnym sensie performerami. Czy ta swoista układanka stwarza nową jakość, to pewnie dowiemy się dopiero, kiedy skonfrontujemy ją z widownią.

Poprzeczka będzie zawieszona naprawdę wysoko. Każdy widział Charlie Chaplina, każdy jakoś go wspomina.

Jakkolwiek to jest nazywane "Charlie bokserem", my nie trzymamy się ściśle tematu. Charlie jest hasłem wywoławczym. Jako współrealizator trudno byłoby mi być non-stop na scenie. Na szczęście moja postać ma do załatwienia na scenie pewne rzeczy, raz na jakiś czas. Charliem witamy widownię. Potem jest już zupełnie o czymś innym, gdzieś ten Charlie się odezwie, potem być może zamknie przedstawienie. Dla Piotra Charlie jest punktem wyjściowym do rozmowy o sztuce. To strasznie poważnie brzmi, ale czy przypadkiem każdy kolejny spektakl nie powinien być w pewnym sensie rozmową o sztuce? Spróbujemy nie nadąć tematu i nie oszaleć w przekonaniu o tym, że my wiemy, gdzie leży prawda.

Występujesz w dwóch rolach - jesteś wewnątrz i na zewnątrz spektaklu. Jako Charlie oraz reżyser ruchu.

Albo inspirator zdarzeń... gubię się w tym trochę technologicznym nazewnictwie - ruch sceniczny, choreografia, dramaturgia ruchu scenicznego. Trudno to uchwycić. A może raczej współtwórca zdarzenia? Ale to aktor ostatecznie tworzy życie sceniczne i to on musi dotrzeć do istoty rzeczy. To aktor jest twórcą roli, a pomaga mu właśnie... inspirator, reżyser?

Widzowie przyzwyczajeni do teatru dramatycznego zobaczą spektakl "przesunięty" w inne rejony. Charlie, który się jednoznacznie kojarzy z Chaplinem, okazuje się punktem startowym. A co dalej? Odchodzicie od niego w kierunku rozmowy o sztuce. To ile będzie w "Charlie bokserem" Charliego Chaplina?

Nasz Chaplin spektakl zatytułowany jest "Charlie bokserem", a skoro Charlie jest bokserem, to nie ma laseczki w ręku, więc mamy z głowy jeden z kanonicznych rekwizytów Chaplina. Posługujemy się zapisem ze "Świateł wielkiego miasta". To tam właśnie jest scena, gdzie Charlie wchodzi na ring. To jest już późny Chaplin, jeden z ostatnich jego filmów. Rozpoznajemy tego Chaplina, ale on już nie jest tak farsowy i pełen gagów jak w jego wcześniejszych filmach. On gra swoją rolę na ringu wszystkimi możliwymi sposobami. On ma krótkie portki, a nie swoje spodnie na szelkach, ma melonik, ale za chwilę go ściąga i jest po prostu przypadkowym człowiekiem, który wszelkimi sposobami próbuje przetrwać pojedynek bokserski z Rzeźnikiem z Bostonu.

Wy też gracie...

Nie przypinamy się do Chaplina w stosunku jeden do jednego. Nie chcemy go udawać. Im szybciej ktoś zapomni, że oglądamy tutaj sytuacje z Chaplina i czy aby na pewno pozostali grają kino nieme, tym lepiej. To dość dynamiczny fragment spektaklu i mam nadzieję, że widownia będzie śledzić akcję, a nie szukać klisz chaplinowskich. Cały spektakl powinien umykać przyzwyczajeniom widowni. Wierzę, że nie da się go złapać i zamknąć w klarownej interpretacji. Mam nadzieję, że wszyscy wyjdziemy z tego przedsięwzięcia z pootwieranymi szufladkami, a przewietrzając te szufladki podejmiemy jakieś nowe lub chociażby dawno zapomniane refleksje. Marzy mi się, żeby "Charlie bokserem" był nieuchwytny, a jednocześnie bliski widzom tego spektaklu.

Opinie (15) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Jak dbać o związek, siedząc w domu?
Jak dbać o związek, siedząc w domu?
"Być jak Dobiesław". Nowy serial internetowy z Gdyni
Nowy serial internetowy z Gdyni

Kulinaria

Okiem dietetyka: czym zastąpić mięso w diecie?
Czym zastąpić mięso w diecie?

Sprawdź się

Który z trójmiejskich statków-muzeum nie jest jednostką Narodowego Muzeum Morskiego?