Wiadomości

Dużo pytań, mało odpowiedzi - o premierze "Resetu" w Teatrze Wybrzeże

"Reset"  jest na pewno warty uwagi ze względu na ciekawą tematykę, która nie została przesadzona w żadną ze stron. I za to należą się brawa, bo bardzo łatwo można było zrobić z tego farsę, która kompletnie wypaczyłaby clue całości.
"Reset" jest na pewno warty uwagi ze względu na ciekawą tematykę, która nie została przesadzona w żadną ze stron. I za to należą się brawa, bo bardzo łatwo można było zrobić z tego farsę, która kompletnie wypaczyłaby clue całości. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Sobotnia premiera na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże nie była może wybitna, ale "Reset" dość zgrabnie porusza tematy, które od dłuższego czasu są na afiszu. Spektakl Anny Gryszkówny jest ciekawym mariażem komedii z dramatem, gdzie feminizm i patriarchat są jedynie punktem wyjścia całej opowieści.



Sztuka autorstwa Almy De Groen to historia czterech bliskich koleżanek z uczelni. Każda z nich poszła inną drogą i nie spodziewały się, że ich losy zostaną połączone przez jedną osobę. Mężczyznę, dzięki któremu spotkały się ponownie, aby po jego śmierci wspierać wdowę. Jest to początek wspomnień, prania brudów i wywlekania głęboko skrywanych sekretów. Czy przyjaźń i miłość mogą istnieć? Czy mamy duszę? Czy też jesteśmy tylko zlepkiem definiujących nas historii? Na te wszystkie pytania "Reset" próbuje odpowiedzieć. Nie próbuje przy tym wybielać czy gloryfikować którejkolwiek ze stron, pozostawiając pole do interpretacji widzowi.

Anna Gryszkówna, która podkreśla, że uwielbia opowiadać o kobietach, gdyż są niezbadanym kosmosem, przedstawia nam cztery kompletnie różne bohaterki. Wdowę, Meridee Hobbes, kobietę sukcesu, Judith More, zagubioną we własnym życiu Lydię Renfrew oraz niespełnioną badaczkę Hester Sherwood. Kiedy patrzymy na nie, trudno uwierzyć, że tak różni ludzie mogli zostać przyjaciółmi. A jednak. Ale wszystko spaja jedna postać - zmarły mąż Meridee.

Człowiek będący kotwicą każdej z bohaterek, ale w zupełnie innych życiowych sytuacjach. Nieboszczyk, którego duch (swoisty deus ex machina) wciąż nie daje o sobie zapomnieć i nawet po śmierci jego naukowe dokonania są istotne dla - być może - przyszłości ludzkości, jest kluczem do tej historii. Bo podważa wszystkie ideały, których trzymają się bohaterki, jest także powodem dlaczego tak a nie inaczej potoczyły się ich losy.

Początkowo wszystko wydaje się w porządku. Cała czwórka siedzi w pokoju, wspomina, rozmawia o obecnym życiu. Jednak im więcej wina, tym więcej prawd wychodzi na jaw. Prym w wywlekaniu brudów, w bardzo podstępny i inteligentny sposób, wiedzie Hester. Czy to ona straciła najwięcej? Być może. Trudno mówić, aby szukała zemsty, skłócając ze sobą trzy pozostałe kobiety. Bardziej tu chodzi o sprawiedliwość, w jej rozumieniu. Bo dzięki swojej wiedzy o życiu pozostałych, potrafi nie tylko zmusić do powiedzenia prawdy, ale też przekuć to w swój własny sukces.

Akcja rozgrywa się w bardzo skromnej scenografii. Szary pokój w willi, jakby zrobiony z kartonu, pokazuje jak kruche są życiowe fundamenty każdej z przyjaciółek. Wisząca nad nim klatka, która w końcu je w tym pokoju zamyka, symbolizuje niejako więzienie, w którym umieścił je zmarły mąż Meridee. Człowiek bez empatii, manipulujący ludźmi w imię swoich naukowych teorii, które uważał za podwaliny wszelkiego życia.

Jednak ten bardzo ciekawy koncept walki płci został przedstawiony w sposób trochę za mało angażujący. "Reset" nie porywa. Ma swoje momenty, które kradnie przede wszystkim Ewa Jendrzejewska, bezbłędna i naturalna w roli Judith More, ale pozostałe kreacje są albo zbyt przerysowane (Anna Kociarz jako Hester Sherwood i Małgorzata Oracz jako Lydia Renfrew), albo za mało wyraziste (Joanna Kreft-Baka w roli Meridee Hobbes).

Szkoda, bo sztuka ma naprawdę dobry punkt zaczepienia do zrobienia porywającego aktorskiego widowiska od początku do końca. Na plus na pewno tragikomiczne dialogi, jednak kiedy patrzymy na całość, czegoś zdecydowanie brakuje. Są w tym przedstawieniu fragmenty, w których widz może odpłynąć myślami w inne miejsce. Później trudno wrócić do skupienia.

Sztuka Anny Gryszkówny jest na pewno warta uwagi ze względu na ciekawą tematykę, która nie została przesadzona w żadną ze stron. I za to należą się brawa, bo bardzo łatwo można było zrobić z tego farsę, która kompletnie wypaczyłaby clue całości. Dzięki temu widz może sam odpowiedzieć sobie na wiele pytań, bo reżyserka pozostawiła całkiem spore pole do interpretacji całości. Bo czy można winić którąkolwiek z kobiet za to, co zrobiła ze swoim życiem? Albo męża, który żył w swoim własnym świecie głęboko do tego stopnia, że postanowił wciągnąć doń innych ludzi? Kto tu jest zły, a kto dobry - każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Opinie (10)

  • Marność

    Raczej każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, ile jeszcze powstanie tak marnych produkcji nim zobaczymy coś naprawdę interesującego. Dowcipy zaprezentowane w spektaklu przypominały poziomem te z niesławnego "Klimakterium", a gra aktorska była równie mało porywająca.
    Jedynym plusem "Resetu" jest brak nagości i wulgaryzmów, co w TW zdarza się niezwykle rzadko.

    • 25 20

  • Tematyka nie została przesadzona?

    No nie, bo pan "recenzent" nie był na polu.

    • 9 4

  • cos wam powiem

    sztuka moze sie podobac albo nie - ok. ale po co jest to gadanie ze "kobieta jest niezbadanym kosmosem"?? o co wam chodzi? o mezczyznach nikt nie mowi ze sa tajemniczy, ze sa niezbadaną rzeką, obcym lądem, mroczną tajemnicą :) nie rozumiem tej jednoplciowej egzaltacji. kolezanki feministki - mozecie to jakos wyjasnic? tylko nie piszcie ze "faceci sa prosci", bo statystyczna Grazyna z mięsnego i jej niezbadany kosmos tez pewnie sa schematyczne.

    • 30 7

  • Świetna sztuka, świetnie zagrana- i zabawnie, i gorzko

    jak w życiu. Brawa dla Aktorek!

    • 21 16

  • nie zgadzam się z recenzją (2)

    Sztuka świetna! Cztery aktorki doskonale zagrały swoje role. To tak naprawdę cztery osobowości na scenie. Ale żadna nie przesłania pozostałych. Rewelacyjny temat, wspaniale pokazany. Uważam, iż to jeden z najlepszych spektakli Teatru Wybrzeże.

    • 28 17

    • Anno! (1)

      Zobacz inne spektakle nim zaczniesz wypisywać takie bzdury.

      • 4 3

      • zobaczyłam

        Tak się składa, iż w ciągu ostatnich 5 lat widziałam ponad 80% spektakli zaprezentowanych przez Teatr Wybrzeżem zatem mam porównanie.

        • 2 1

  • No oczywiście, to Wybrzeże

    Nie obyło się bez łopatologicznego "feminizmu"

    • 4 18

  • Palenie papierosów (1)

    Niech mi ktoś odpowie jaki sens ma palenie papierosów na scenie przez aktorów, aktorki, praktykowane w większości sztuk w teatrze Wybrzeże.

    • 2 1

    • Dokładnie taki sam jak poza sceną, dokładnie taki sam jak wszystko inne na scenie.

      • 0 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Naukowiec z Gdyni w nowej edycji "Top Model"
Gdynianin walczy o sławę w "Top Model"
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest

Kulinaria

Co warto mieć w domowej spiżarce? Mądre zakupy
Co warto mieć w domowej spiżarce?
Od soboty jedzenie tylko na wynos. Nowe obostrzenia dla gastronomii
Nowe obostrzenia: jedzenie tylko na wynos

Sprawdź się

Hans Castorp, bohater jednej z książek Pawła Huelle, został "pożyczony" z powieści...