Wiadomości

stat

Boleśnie aktualna "Paria" przegrała ze słońcem. O Operze na Targu Węglowym

Po raz pierwszy Operą na Targu Węglowym była polska inscenizacja. Z okazji Roku Moniuszkowskiego zdecydowano się na transmisję "Parii" z Teatru Wielkiego w Poznaniu.
Po raz pierwszy Operą na Targu Węglowym była polska inscenizacja. Z okazji Roku Moniuszkowskiego zdecydowano się na transmisję "Parii" z Teatru Wielkiego w Poznaniu. fot. Krzysztof Mystkowski

Zazwyczaj plenerowym pokazom grozi deszcz lub wieczorny chłód, tym razem było inaczej. Transmitowana na żywo z Poznania opera "Paria" tamtejszego Teatru Wielkiego miała najniższą od kilku lat frekwencję spośród spektakli prezentowanych "pod chmurką" w cyklu "Opera na Targu Węglowym". Pełne słońce i upał skłoniły do wizyty na Targu Węglowym mniej osób niż dotąd, a szkoda, bo spektakl okazał się wyjątkowo współczesny i aktualny.



Powodów niższej frekwencji zapewne było kilka. Imprezę Instytut Kultury Miejskiej zorganizował dwa tygodnie wcześniej niż dotąd (przez ostatnie lata odbywała się w połowie lipca) ze względu na planowane w wakacje prace drogowe. Z racji tego, że tym razem dzięki platformie OperaVision zdecydowano się transmitować spektakl bezpośrednio z Poznania, wydarzenie rozpoczęło się dość wcześnie, bo już o godz. 18, co w połączeniu z bardzo dobrą tego dnia, słoneczną pogodą, nie zachęcało do oglądania projekcji na świeżym powietrzu.

Najbliższe imprezy plenerowe w Trójmieście


Poza tym na tegoroczną edycję imprezy powiększono wydzielony dla publiczności teren i dodano więcej ławek, w których razem z leżakami rozłożonymi najbliżej ekranu ledowego pomieścić się mogło w sumie aż 900 osób, o 300 więcej niż w poprzednich latach. Dlatego widownia zapełniona może przez 500 osób sprawiała wrażenie pustawej. Wreszcie jakość transmisji, w obliczu standardów spektakli prezentowanych w ramach Opery na Targu Węglowym, była bardzo kiepska, o co zresztą trudno winić jej organizatorów - oświetlenie i nagłośnienie spektaklu granego w Hali Widowiskowo-Sportowej Arena w Poznaniu pomiędzy widzami jest zadaniem ekstremalnie trudnym, ale o tym więcej za chwilę. Wszystko to złożyło się fakt, że tegoroczna Opera na Targu Węglowym nie robiła takiego wrażenia, jak w ubiegłych latach i nie przyciągnęła kompletu publiczności.

Fragment "Parii" Stanisława Moniuszki na Targu Węglowym.

Wybór po raz pierwszy od 10 lat (od kiedy raz w roku obejrzeć można w centrum Gdańska projekcję opery) dzieła polskich twórców - rzadko grywanej "Parii" Stanisława Moniuszki - nie dziwi w obliczu trwającego Roku Moniuszkowskiego i obchodów 200. rocznicy urodzin twórcy. Libretto Jana Chęcińskiego stworzone zostało na bazie tragedii Casimira Delavigne'a i przenosi akcję w nietypowe dla Moniuszki, orientalne realia (ściślej rzecz ujmując, do Indii). "Paria" w zamyśle twórcy jest dziełem uniwersalnym, które miało podbić europejskie salony.

Zakochany w Neali, córce kapłana Akebara, wódz Idomor skrywa wstydliwą przeszłość - był pariasem, więc pochodzi z najniższej kasty społecznej. Jego nieprawdopodobny awans społeczny możliwy był tylko za cenę wyrzeczenia się przeszłości i rodziny. Jednak porzucony przez Idomora ojciec, Dżares, szuka syna i znajduje go chwilę przed zaślubinami Idomora z Nealą, co skończy się tragicznie. Akebar dowiadując się, że jego niedoszły zięć jest z pochodzenia pariasem, zabija go, a jego zrozpaczona córka Neala decyduje się wyrzec się swojego stanu i zostać pariaską, by zastąpić Dżaresowi dopiero co odnalezionego i ponownie utraconego syna.

Organizatorzy wydarzenia z Instytutu Kultury Miejskiej przygotowali w tym roku aż 900 miejsc siedzących. Jednak część z nich pozostała pusta.
Organizatorzy wydarzenia z Instytutu Kultury Miejskiej przygotowali w tym roku aż 900 miejsc siedzących. Jednak część z nich pozostała pusta. fot. Krzysztof Mystkowski
Reżyser spektaklu, Graham Vick przygotował swoją inscenizację w Hali Widowisko-Sportowej Arena w Poznaniu, odrzucając podział: scena - widownia. Widzowie znajdują się pomiędzy solistami, artystami Chóru czy Baletu, swobodnie przemieszczając się po hali od sceny do sceny. Oprócz solistów obserwujemy stojących na krzesłach i podwyższeniach, patrzących podejrzliwie statystów z piętnującymi hasłami na tekturowych tablicach, typu "menda", "odstępca", "zdrajca", "uciekinier", "bluźnierca", "fanatyk", "wariatka", "furiatka", "egoistka". W kilku punktach sceno-widowni znajdują się przeszklone "klatki", w których ktoś coś szyje, tworzy jakąś pracę plastyczną lub mozolnie czyści brudny sedes. Pomiędzy nimi i widzami, czasem na krzesełkach widowni, czasem na specjalnych ruchomych platformach, występują soliści.

W tak trudnych warunkach doskonale poradził sobie Mikołaj Zalasiński, wspaniale kreując zbolałego Dżaresa - wokalnie i aktorsko stworzył z niewielkiego, ale znaczącego epizodu rolę wybitną. Trudną technicznie partię Neali bardzo dobrze kreuje Monika Mych-Nowicka. Nieźle brzmi tenor Dominika Sutowicza w roli Idomora. Niestety, większość partii Chóru była na tyle słabo nagłośniona, że trudno docenić jego klasę. Na drugim biegunie znalazła się Orkiestra pod batutą maestro Gabriela Chmury, którą nagłośniono bardzo dobrze, momentami zbyt mocno.

Zresztą, realizacja telewizyjna - także z racji bardzo trudnych warunków rejestracji - pozostawiała sporo do życzenia. Potężne problemy z odpowiednim oświetleniem, wchodzący notorycznie w kadr operatorzy kamer, niefortunne, chaotyczne ujęcia, źle nagłośnione sceny i soliści (szczególnie Szymon Kobyliński w roli Akebara) zagłuszani przez Orkiestrę Teatru Wielkiego utrudniały odbiór spektaklu.

Jednym z powodów nie najwyższej frekwencji była pogoda - tym razem widzom Opery na Targu Węglowym dokuczało słońce.
Jednym z powodów nie najwyższej frekwencji była pogoda - tym razem widzom Opery na Targu Węglowym dokuczało słońce. fot. Krzysztof Mystkowski
Tym większa szkoda, bo spektakl poświęcony "wykluczonym" i odmieńcom w faszystowskiej, pseudoreligijnej społeczności okazał się nie tylko bardzo aktualny, ale też bardzo sprawnie przez reżysera skonstruowany. Wszystkie piętnujące, stygmatyzujące hasła znajdują uzasadnienie w finale spektaklu - to niemy hejt pod adresem pariasów, tych gorszych, wyrzutków społeczeństwa, na których pozostali patrzą z nienawiścią i pogardą. Droga Idomora od bohatera do zera trwa tyle, co przyznanie się do swojego pochodzenia. Nawet córka kapłana spotyka się z potępieniem i ostracyzmem, gdy tylko stanie po drugiej stronie barykady. Podziały tkwiące w społeczeństwie, niechęć i nienawiść do tego, co obce, czyni z "Parii" Teatru Wielkiego w Poznaniu dzieło zaskakująco współczesne w formie i treści.

Ubiegłoroczna Opera na Targu Węglowym: Don Giovanni


Transmisję z Poznania poprzedziły minirecitale na gdańskich przedprożach. W repertuarze moniuszkowskim (i nie tylko) zaprezentowali się Karolina Sikora, Leszek SkrlaKatarzyna Hołysz, która później wspólnie z Jerzym Snakowskim poprowadziła wieczór Opery na Targu Węglowym. Na szczęście każdy, kto chce obejrzeć rejestrację "Parii" a z jakichś względów nie mógł być obecny na Targu Węglowym, ma taką okazję na platformie OperaVision. Nagranie jest dostępne do 29 grudnia.

20

lipca

Kino Letnie w Orłowie 2019 Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

20

lipca

Sopot Film Festival 2019 Sopot, Multikino / Scena Kameralna Teatru Wybrzeże / Państwowa...

28

lipca

9. NDI Sopot Classic Sopot, Opera Leśna / Kościół św. Jerzego / Sala koncertowa PFK /...

Rozrywka

Jarmark św. Dominika 2019. Program i nowości na ten rok
Jarmark św. Dominika 2019. Program
Nowe kluby w Trójmieście. Dokąd na imprezę?
Nowe kluby. Dokąd na imprezę?

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Sprawdź się

Jak nazywał się zorganizowany w 1984 roku przegląd filmowy organizowany przez klub Żak, podczas którego zaistniał dziś znany reżyser Krzysztof Krauze?