Wiadomości

stat

"Zatrutka" Ewy Przydrygi: ciekawy thriller z Gdynią w tle

Zatrutka - zwiastun książki:

Są takie książki, które po przeczytaniu wzbudzają u czytelnika dysonans poznawczy - z jednej strony ma się poczucie obcowania z ciekawą lekturą, intrygującą fabułą i interesującymi bohaterami, a z drugiej - pojawia się wrażenie niedosytu i jakiegoś braku czy nawet zawodu, które wywołuje w czytającym dojmujące przekonanie, że ta książka mogła być lepsza. Tak właśnie dzieje się w przypadku "Zatrutki" Ewy Przydrygi. Powieść została wydana przez gdyńską oficynę Novae Res, a jej premiera odbyła się 20 września, zaś 4 października odbędzie się spotkanie autorskie z Ewą PrzydrygąBibliotece Manhattan.



Recenzje książek z Trójmiasta


Ewa Przydryga to poznanianka, absolwentka filologii angielskiej, pracująca jako nauczycielka i tłumaczka języka angielskiego. Jej pasją są podróże. W jedną z takich wędrówek, biegnącą przez metropolie, zapomniane wioski i świat wyobraźni oraz miejsca, takie jak: Paryż, Prowansja, Indonezja i Poznań, zabrała czytelników za sprawą swojego debiutu literackiego pt. "Motyle i ćmy". Była to powieść kryminalna, wydana również przez gdyńskie wydawnictwo, w 2016 roku.

Bohaterką debiutanckiej książki Przydrygi jest młoda projektantka Julia, do której wraca tragiczna przeszłość. Śledzimy jej mroczne tajemnice i podążamy za bohaterką, która próbuje odkryć, kto i dlaczego usiłuje zrujnować jej obecne życie. Miłość, tragiczna śmierć przyjaciółki sprzed lat, poszukiwanie zaginionej córeczki, siostrzana więź, a także intryga kryminalna - te wątki pojawiły się w pierwszej powieści Przydrygi.

"Zatrutka" to druga książka Ewy Przydrygi. Pierwszą była wydana w 2016 roku "Motyle i ćmy".
"Zatrutka" to druga książka Ewy Przydrygi. Pierwszą była wydana w 2016 roku "Motyle i ćmy". mat.promocyjne/ wyd. Novae Res
Mówię o tym nie bez kozery, bo w drugiej, zatytułowanej "Zatrutka", mamy do czynienia z zadziwiająco podobnymi motywami: bohaterką jest młoda artystka Ania (dawniej aktorka, teraz plastyczka), której tajemnice z przeszłości odkrywa jej mąż Piotr. Znowu mamy miłość, śmierć przyjaciółki sprzed lat, siostrzaną relację, małą córeczkę, tajemnicze zaginięcie bohaterki i zagadkę kryminalną, którą próbują równolegle rozwikłać detektyw Senny oraz mąż Anny.

Może to przypadek, a może to właśnie w tych klimatach najlepiej czuje się autorka, co zresztą sugeruje wydawca w notce zamieszczonej na skrzydełkach okładki i mówiącej, że są to "thrillery psychologiczne w stylu domestic drama". Faktycznie, "Zatrutkę" można zaliczyć do tego gatunku - mamy tu sporo wątków spod znaku thrillera (zaginięcie lub samobójstwo, mroczna przeszłość bohaterki, wypadek dziecka, śmierć przyjaciółki, morderstwo i inne), a "domestic drama", czyli dosłownie "dramat domowy" - czy lepiej powiedzieć "rodzinny" - odbywa się tu na wielu płaszczyznach.

Notabene cała problematyka rodzinna, wokół której zbudowana jest intryga, zdecydowanie dominuje w powieści. Na pierwszym planie jest małżeństwo z kilkuletnim stażem Piotra i Anny i ich kilkumiesięczna córka Basia, a na drugim ich rodziny: wspominane przez Piotra jego matka i siostra, które zginęły w wypadku oraz jego szwagier Michał, dawny przyjaciel, a także rodzina Anny - siostra Joanna i nastoletnia siostrzenica Matylda, a także domyślnie jej zmarła mama, do której bohaterka pisze listy w formie pamiętnika.

Listy, które są zaznaczone kursywą, stanowią ważną część książki. Dzięki nim poznajemy lepiej bohaterkę, jej motywacje i wnętrze, które jednak dość mocno odstaje od "zewnętrza". Te skomplikowane i z gruntu niełatwe relacje rodzinne pokazane są tutaj wyjątkowo obrazowo i udanie, choć niektóre wątki wydają się mało prawdopodobne np. nagromadzenie śmierci, nieszczęśliwych wypadków czy też to, że Piotr nie wiedział o istnieniu rodziny żony.

Jednak na tym zasadza się cała oś fabularna - na pomyśle, że mało o sobie wiemy, słabo się interesujemy swoimi bliskimi, wiele tajemnic przed sobą nawzajem skrywamy. Losy bohaterów są powikłane przez zdarzenia z przeszłości, do głosu dochodzą dawne urazy, wieloletnie zaniedbania, niewyjaśnione sprawy i kolejne kłamstwa, które tylko pogarszają sytuację i oddalają nas od siebie. Taka jest właśnie główna bohaterka, Anna, która wybrała swój sposób na życie, czyli zakładanie kolejnych masek i udawanie kogoś, kim nie jest.

Motywacja bohaterki wyjaśnia się z czasem, odnosząc się także do tajemniczego słowa tytułowego, nieistniejącego w języku polskim, ale funkcjonującego już w sferze kultury popularnej. Wyraz "zatrutka" odnosi się bowiem do słów piosenki polskiej wokalistki o pseudonimie scenicznym Sarsa (Marta Markiewicz), a dokładnie do drugiego singla, promującego jej album "Pióropusze", zatytułowanego "Volta", napisanego specjalnie do filmu Juliusza Machulskiego o tym samym tytule. Tekst u Sarsy brzmi: "Zatrutka w moich żyłach nostalgia się nazywa. Po drugiej stronie lustra szukaj ty mnie szukaj".

U Przydrygi natomiast nawiązanie do tego utworu i swoiste wytłumaczenie tak samego tytułu, jak i motywacji bohaterki, brzmi tak: "(...) miliony myśli - zatrutki fermentujące w jej głowie. Rozrastający się wyrzut sumienia i świadomość, że im dalej brnie w życie w poczuciu kłamstwa i winy, jakiej nie da się odkupić, tym bardziej niszczy życie sobie i innym".

Swoją drogą, Sarsa obecna jest w tej książce jeszcze na dwójnasób. Po pierwsze jej nazwisko pojawia się już na okładce przy rekomendacji, co oczywiście z punktu widzenia marketingowego może i jest dobrym pomysłem, ale czy tak samo pozytywnie zostanie odebrane przez wymagających czytelników? Abstrahując od twórczości muzycznej tej piosenkarki, trzeba mieć na uwadze raczej to, że nie jest ona autorytetem w dziedzinie literatury. Zabieg ten jest zatem dość ryzykowny, pomijając animozje związane z byciem fanem jej twórczości czy niebycie nim.

Druga kwestia to przewijające się motywy związane z słuchaniem muzyki tej wokalistki. Opisy szczerze zachęcają do sięgnięcia po tę muzykę, a utwór "Chill" staje się w jakimś sensie leitmotivem i łącznikiem między pokoleniami (jest on śpiewany i lubiany przez Annę i przez jej siostrzenicę Matyldę). Sęk w tym, że raczej jest to niemożliwe, by 5-letniej dziewczynce mogła go śpiewać bohaterka w 2007 roku, bo piosenka powstała dużo później...

Niestety w książce jest więcej takich nieścisłości, które wprawne oko redaktora powinno i mogło wyłapać. Razi to niedopracowanie i pewnego rodzaju redaktorska nonszalancja zwłaszcza w miejscach, gdzie pojawiają się zgrzyty np. raz mamy Teatr Wybrzeże (faktycznie istniejący), innym razem Teatr Nadbrzeże (wymyślony przez autorkę). Mowa jest o działalności Gdyńskiego Klubu Eksploracji Podziemnej, do której przynależał nauczyciel Piotra - ale klub istnieje od 2007 roku, gdy teoretycznie bohater już nie mógł być "dzieciakiem" (Anna jest już wtedy dorosła). Należało zatem zdecydować - czy realia świata przedstawionego pozostaną realistycznie przedstawione (trzymanie się faktów), czy też zostaną ukazane fikcyjnie.

Wieczory literackie w Trójmieście


W powieści bardzo dużo się dzieje, akcja trzyma tempo i utrzymuje czytelnika w napięciu, to zdecydowany walor tej książki. Jednak pojawia się w niektórych przypadkach też wiele nieprawdopodobnych sytuacji, np. w przypadku motywu środowiska teatralnego i wątku z przeszłości Anny związanego z działalnością artystyczną czarnego teatru "Perseidy", którego główna bohaterka była liderką, kiedy to jeden z artystów zabija dla sławy. Może jest to możliwe w jakichś hollywoodzkich realiach, ale wątpliwe, że w trójmiejskich...

Jednak to nie jedyne zgrzyty i niedociągnięcia. Kolejne można by mnożyć. Na przykład - Piotr zostaje sam z malutkim dzieckiem, którego istnienia w zasadzie nie odczuwamy. Niemowlę ani nie płacze, ani nie sprawia żadnych kłopotów, jest to wręcz niemożliwe, by Piotr mógł zająć się sprawą Ani w takim stopniu, w jakim to robi, musząc przy tym samodzielnie (do czasu pojawienie się niani) opiekować się córką. Kolejna wpadka autorki to 1 września 2007 roku - gdy Matylda miała mieć rzekomo pierwszy dzień w przedszkolu. Akurat tego roku pierwszy dzień szkoły wypadał 3 września... Z kolei scena kolacji jedzonej po godzinie 22 i zabawy o tak późnej porze przez tak małe dziecko jest też mało prawdopodobna. Takie drobiazgi, niby nic nieznaczące, a jednak rażą czytelnika.

Nie jest też pociągnięty wystarczająco wątek tajemniczej staruszki Niny, do której przychodzi Anna: dlaczego akurat jej się zwierza i z nią zaprzyjaźnia? Jak to możliwe, że bohaterka jest wolontariuszką w hospicjum, a jej mąż nic o tym nie wie? W dodatku chodzi tam w zaawansowanej ciąży? To tylko przykłady nagromadzonych wątków, które albo nie zostały odpowiednio rozwinięte albo poprowadzone w sposób obniżający prawdopodobieństwo zdarzeń. Chyba nie na tym zależało autorce.

Zwłaszcza, ze realia i budowana oś fabularna wskazują na to, że Przydryga chciała pokazać świat zupełnie nam bliski, realistyczny i taki, w którym każdy z nas się odnajdzie. Szczególnie, że akcja rozgrywa się w głównej mierze w Gdyni (a także w pobliskiej Rewie, i Rutkach koło Żukowa oraz na cmentarzu wejherowskim), co pozwala śledzić wręcz krok po kroku poczynania bohaterów w bardzo autentycznej przestrzeni.

Swoją drogą, to właśnie jest największy atut książki - odmalowanie lokacji, jakie pojawiają się w fabule: Torpedownia, Babie Doły, Oksywie, gdyńskie plaże, Orłowo, Osada Rybacka, Grabówek, Leszczynki itd. Bardzo szczegółowe opisy miejsc, drobiazgowe wręcz skupienie na przestrzeni powoduje, że czytelnik czuje się przeniesiony w te lokalizacje. Gdynia chyba jeszcze nigdy nie była tak mroczna, choć autorka przedstawia ją jednocześnie jako najlepsze miejsce do życia.

Z równą pieczołowitością autorka opisuje także stany bohaterów, zmieniając punkt widzenia 3-osobowego narratora na poszczególne postaci, co daje nam możliwość poznania każdego z nich dość dokładnie. Wyjątkowo przejmującą sceną jest scena morderstwa Agaty - narrator dokładnie opisuje jej powrót do domu od jej wyjścia z pracy aż do ostatniego tchu.

Styl powieści jest jednak generalnie być może nieco zbyt poetycki jak na thriller, w niektórych sytuacjach się on sprawdzał (zwłaszcza przy opisach stanów psychicznych postaci), ale w innych przeszkadzał. Pojawiają się sformułowania typu: "roztopiony wosk w odcieniach zieleni i fioletu wzorem ściekających łez, zastygł na tej i kolejnej karcie" czy przy refleksji nad związkami, że są one "odkrywaniem wzajemnych blizn i wykoślawień" albo banały typu: "Na pewno trzeba wytyczać nowe cele i iść dalej, żeby nie zwariować. Wszystkich jednak obowiązują jakieś normy moralne".

Właśnie te potknięcia i niedoróbki, a także trochę nazbyt poetycka stylistyka powodują, że wartość "Zatrutki" maleje. Ma świetnie wymyśloną fabułę, trzymającą w napięciu akcję, ciekawych bohaterów, i naprawdę duży potencjał, ale - jak wspomniałam na początku - pozostawia niedosyt, że nie jest lepsza. Być może kolejna książka taka będzie, na co szczerze liczę, bo czuję, że Ewa Przydryga nie powiedziała (napisała) jeszcze ostatniego słowa i potrafi opowiadać historie. Czekam i daję kredyt zaufania.

Opinie (4) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

stycznia

Alicja Majewska - Żyć się chce Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Zbite psy. Recenzja filmu "Psy 3. W imię zasad"
Recenzja filmu "Psy 3. W imię zasad"
Powstaje film o ks. Kaczkowskim. Duchownego zagra Dawid Ogrodnik
Powstaje film o ks. Kaczkowskim

Kulinaria

Z własnym pojemnikiem na zakupy spożywcze? Kiedy sprzedawca może odmówić
Z własnym pojemnikiem na zakupy
Święto Porteru Bałtyckiego w Trójmieście
Święto Porteru Bałtyckiego w Trójmieście

Planuj z nami tydzień

Cugowski, Szpak i Kwiatkowski, Grupa MoCarta i Betlejem w Gdyni. Planuj tydzień
Planuj tydzień: dużo ciekawych imprez

Sprawdź się

W którym roku odbył się pierwszy pokaz "Pierścienia Nibelunga" w Gdańsku?