• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Zabawa tekstem - o "Epitafium dla władzy" Teatru Gdynia Główna

Łukasz Rudziński
8 marca 2014 (artykuł sprzed 8 lat) 
Opinie (39)

Nikt nie opisał najbardziej niebezpiecznych i bezwzględnych przywódców XX wieku i wielu konfliktów zbrojnych tak dokładnie, jak Ryszard Kapuściński. Pierwsza "dorosła" premiera Teatru Gdynia Główna, oparta o "Cesarza" tego autora, pozostawia jednak duży niedosyt.



Aktorzy grają w "Epitafium dla władzy" niemal przez cały czas bardzo blisko widzów. Na zdjęciu, w centrum, nieformalny sceniczny lider - Piotr Srebrowski. Aktorzy grają w "Epitafium dla władzy" niemal przez cały czas bardzo blisko widzów. Na zdjęciu, w centrum, nieformalny sceniczny lider - Piotr Srebrowski.
Wojciech Jaworski podczas spektaklu wyróżnia się nie tylko silną ekspresją. Wojciech Jaworski podczas spektaklu wyróżnia się nie tylko silną ekspresją.
Łukasz Dobrowolski, choć jest amatorem bez dyplomu zawodowego aktora, radzi sobie na scenie bardzo dobrze. Cała trójka aktorów na scenie prezentuje się okazale, tym większa szkoda, że przez większość spektaklu po prostu deklamują tekst. Łukasz Dobrowolski, choć jest amatorem bez dyplomu zawodowego aktora, radzi sobie na scenie bardzo dobrze. Cała trójka aktorów na scenie prezentuje się okazale, tym większa szkoda, że przez większość spektaklu po prostu deklamują tekst.
Ryszard Kapuściński dla polskiego i światowego reportażu był tym, kim Michael Jackson dla muzyki pop. Z łatwością przybliżał odległe konflikty zbrojne i złożoną sytuację polityczno-gospodarczą państw z różnych zakątków świata w czasach, gdy najpopularniejszym źródłem kontaktu na duże odległości był telegraf. Jego reportaże z Afryki, Ameryki Łacińskiej czy Azji zachwycały dokładnością i precyzją spostrzeżeń i pozwalały zbudować szeroki kontekst dla bardzo szczegółowych opisów tyranów, ludobójców i ludzi powszechnie uważanych za bestie w ludzkiej skórze, z którymi Kapuściński utrzymywał osobiste, niekiedy quasi-przyjacielskie relacje, by poznać ich jak najlepiej.

Jedną z najpełniejszych relacji przedstawił w książce "Cesarz", gdzie bezwzględnego władcę Etiopii, Haile Selassie I-go, przedstawił z perspektywy jego pałacowych sług, budując jego wizerunek poprzez relacje ludzi jego najbliższego otoczenia. I właśnie ta, najbardziej znana z jego książek, zainspirowała reżyserkę Ewę Ignaczak, by na jej podstawie w Teatrze Gdynia Główna wystawić spektakl.

Przedstawienie czerpie przede wszystkim z barwnie przekazanych przez Kapuścińskiego relacji służby pałacowej Selassiego, z wyraźnie zarysowanym podziałem na "tych" i "tamtych", czyli swoich i obcych. I chociaż tytuł spektaklu - "Epitafium dla władzy" - sugeruje, że obnażone zostaną mechanizmy władzy (totalitarnej?, a może każdej?), to poza oddaną przez narratorów spektaklu nieufnością i poczuciem zagrożenia ze strony "obcych", oglądamy po prostu barwny opis zwyczajów i zachowań cesarza, opowiedzianych przez jego poddanych. O jakiejś uniwersalnej prawdzie na temat dyktatorów nie ma mowy.

Cesarza symbolizuje puste, ozdobne krzesło, imitujące zarówno tron władcy, jak i jego prywatny sedes. Trójka aktorów - Piotr Srebrowski, Wojciech Jaworski i Łukasz Dobrowolski - przybliża prozę Kapuścińskiego wcielając się w rolę narratora, komentatora, rozpisaną na trzy głosy. Oprócz opowiadania o zwyczajach panujących na dworze cesarza i o tym, jak traktuje on swoich poddanych, aktorzy wcielają się czasem w jego poddanych, starających się usługiwać swojemu władcy najlepiej jak potrafią.

Humor (tych momentów spektaklu) i aktorskie szarże (Jaworski i Dobrowolski nadużywają ekspresji i głosu, by zwrócić na siebie uwagę i po prostu się przekrzykują) sprawdza się w tej formule przez kwadrans. Potem już nie ma złudzeń - spektakl Ewy Ignaczak jest de facto strumieniem myśli, którego scenariusz ułożony został jak monodramy rozpisane równolegle dla trzech aktorów. Aktorzy praktycznie nie wchodzą ze sobą w interakcje - deklamują tekst, inspirowany bezpośrednio "Cesarzem" i językiem Kapuścińskiego, ale z wieloma aktualnymi wtrętami (np. "sorry, taki mamy klimat").

Ponieważ Ewa Ignaczak znana jest z owocnej pracy z aktorami, cała trójka radzi sobie na scenie dobrze (najciekawiej prezentuje się Wojciech Jaworski), jednak spektakl jest po prostu przegadany. Za mało tu chwil wstrzymania i momentów wytchnienia od tekstu, za mało gry nawet w formie krótkich humorystycznych scenek z krzesłem cesarza lub innymi rekwizytami. Za dużo deklamacji, opowiadania w bardzo szybkim tempie, gdzieś na granicy zrozumienia przez widzów sensu wypowiedzi. Nie ma w tym winy aktorów, którzy sprostali niełatwemu tekstowi i przekazują go pewnie najlepiej jak potrafią. W spektaklu, pomimo dobrego prowadzenia aktorów, dramatycznie jednak brakuje inscenizacji.

Z "Cesarza" wybrano najbardziej efektowne fragmenty. Scenariusz Ewy Ignaczak to wręcz wersja pop książki Kapuścińskiego. Jednak przez klasyczną formę deklamowania tekstu wprost do widzów (znajdujących się dookoła aktorów), otrzymujemy tradycyjny, dość staroświecki, przegadany spektakl, który niewiele powie nam o mechanizmach władzy. Pozwoli jednak posłuchać obszernych fragmentów "Cesarza", dzięki czemu doskonale nadaje się na urozmaicenie szkolnych lekcji poświęconych lekturze książki Kapuścińskiego i odświeżenie sobie jednej z najlepszych prób literackich tego autora.

Spektakl

8.5
82 oceny

Epitafium dla władzy

spektakl dramatyczny

Miejsca

Opinie (39) 1 zablokowana

  • moja opinia (3)

    To oglądają tylko ci, którzy tam grają.
    Dno!

    • 14 36

    • (1)

      dno i niepotrzebnie wywalone pieniądze - dofinansujcie lepiej działalność zespołów muzycznych !!!

      • 2 9

      • ja się uśmiałam ze znajomymi, bardzo do ludzi było i polecam.

        • 7 0

    • Sugerujesz, że widzowie to klony aktorów? Już widzę, te rzędy Dobrowolskich, Jaworskich i Srebrowskich... Ale zaraz, klonowanie to przestępstwo. Dzwonię na milicję.

      • 5 0

  • "Władza jest głupia" ale teatr dość schludny (1)

    I oto zaistniał sobie nowy teatr w Gdyni, pierwsza premiera (dla widzów dorosłych) i w tym kontekście można by zapytać czemu właśnie taki spektakl? Dlaczego właśnie taki dobór tematyki czy autora? Jak widać twórcy tworząc coś dla widza dorosłego nie chcieli popadać w infantylizm czy brnąć w jakieś niezbyt poważne i mało gustowne farsy. Co jednak może dorosłego widza zainteresować? Jeśli nie seks to co? ... Najlepiej zrobić coś na temat władzy. Ale jak trafić do szerszego grona tak by salę zapełnić widzami? Lepiej unikać bełkotu artystycznego i nie brnąć w przeintelektualizowane filozoficzne treści. Do tego warto dorzucić jakieś znane nazwisko - jak nie ma znanych nazwisk aktorów to przynajmniej jakieś znane nazwisko autora tesktu. Najlepiej rodzimego a nie obcego, znanego nie tylko intelektualistom, szanowanego przez szerszą publikę (szczególnie tą, która w jakichś formach kultury literackiej uczestniczy). Widocznie w ten sposób na warsztat nowo powstałego Teatru Gdynia Główna trafił Cesarz Kapuścińskiego.

    Kapuściński wszak to swoisty trawelbryta czasów PRL-u. Nie wiele rozumiał z tego o czym pisał, tworząc swoje literackie wizje na podstawie zbieranych relacji nie szczególnie trzymał się faktografii. W ten sposób powstawały różnego rodzaju quazi-dokumenty z różnych miejsc na świecie. W ten sposób powstał też "Cesarz". W wydaniu scenicznym Teatru Gdynia Główna pojawia się jego wersja nieco zaadaptowana (bo to w końcu był niby-to reportaż a nie tekst sceniczny). Twórcy wypowiadając się o władzy uciekają od oryginalnej lokalizacji (Etiopia) i próbują raczej mówić o władzy w kontekście znanym bardziej widzowi lokalnemu - osadzając to w realiach władzy politycznej w Polsce (biało-czerwone barwy na plakacie). Wszystko nie jest jednak jakąś tam analizą zjawisk władzy politycznej ani tym bardziej władzy w ogóle. Artyści odgrywają na scenie teatralnej spektakl władzy, który każdemu widzowi i tak znany jest doskonale z autopsji, z własnych codziennych doświadczeń. Można by powiedzieć, że jest to spojrzenie na władzę niejako z punktu widzenia "ludu" czy przedstawiciela ludu. Może twórcy właśnie w ten sposób chcieli trafić do szerszego grona odbiorców. Na scenach teatralnych trójmiasta temat władzy jest wszak też "dyskutowany" w spektaklach zrobionych z dużo większym rozmachem np. "Życie jest snem" (postać Segismunda) czy "Orgia" (tu władza niekoniecznie polityczna potraktraktowana całkiem wnikliwie) Teatru Wybrzeże albo "Joanna Szalona. Królowa" i klasyczna "Antygona" w Teatrze Miejskim w Gdyni. W adaptacji "quasi-reportażu" Kapuścińskiego nie da się raczej zobaczyć więcej niż to co i tak widzi się w "spektaklu władzy" jaki cały czas odbywa się na oczach wszystkich. Jest to po prostu nieco ponad godzinny portret teatralny wycinka teatru świata wszelakiego - tego wycinka, który dotyczy władzy politycznej. Wykorzystując dostępną przestrzeń dobitnie ukazano dystans władzy - tron cesarski (który w wymowny sposób pełni też funkcje miski klozetowej) ustawiono w pewnym odddaleniu od widzów. Aktorzy natomiast przeciwnie - są na początku jakby częścią widowni, później wypowiadając swoje polifoniczne jakby-monodramy (bo rozpisane na trzy głosy) nadal pozostają blisko widzów. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Teatr Gdynia chyly się jakby ku "teatrowi popularnemu", co by nie powiedzieć plebejskiemu, w którym to widz mocno jest zaangażowany i pozbawiony dystansu i krytyki do przebiegającego spektaklu. Łatwiej wszak podpisać się pod wymową tego dzieła (zatutyłowanego "Epitafium dla władzy") niż odnieść się do niego krytycznie. To tak jakaby wykształciuchowi dać do podpisania slogan "telewizja jest głupia". Wykształciuch bardzo chętnie się pod nim podpiszę i pewnie się z tego powodu nawet lepiej poczuje, gdy powróci do swojego świata, w którym z powodu zapracowania czy zaczytania się w czymś nie starczyło mu już czasu na to by włączyć telewizję. Tak samo można napotkanemu na ulicy "widzowi teatralnemu" dać do podpisania slogan "władza jest głupia" i ten bardzo się chętnie pod tym podpisze i nawet poczuje się lepiej powracając do swojego własnego świata, w którym władzy ma faktycznie niewiele albo nie ma jej w ogóle. Ten podpisujący się wszak nie był by tak chętny do podpisania się pod powyższym gdyby nie wiedział, że faktycznie "władza nie jest wcale taka głupia". Mimo proroków wieszczących jej upadek (czy jak kto woli utopienie jej dajmy na to w anarchistycznej cyberprzestzreni) jakoś społeczeństwa się do tej pory władzy politycznej nie pozbyły choć by mogły, a nawet gdyby się pozbyły politycznej to i tak pozostały by jej inne formy. Być może "lud" faktycznie woli władzę choćby złą ale jednak pewną niż niepewność wynikającą z jej braku. Tym niemniej spektakl takich rzeczy nie dyskutuje - tu się po prostu z władzy kpi - "cesarz na tronie" to "stękający na klozecie" . Kpi się z otoczenia cesarza - dworzan, urzędników itd. Ostatecznie to władza "impotentna", która w końcu musi paść ofiarą rewolucji lub przewrotu (tu pojawia się niespodziewanie trochę fizyczności na scenie). "Lud" zobaczy więc w tym spektaklu wszystko to co widzi na co dzień i gdyby tylko mógł to narysować to pewnie by narysował. Wszystko to wydaje się bardzo autentyczne (ten dystans władzy i męska obsada aktorów) - faktycznie to są jednak tylko tutejsze (i pewnie też w oryginale Etiopskie) stereotypy władzy. Bo władza wcale nie musi być związana z dużym dystansem i nie musi sposczywać wyłącznie w męskich rękach. Przykładowo w Skandynawii wysoko dystyngowany władca pewnie by się nie czuł wcale zakłopotany tym, że został publicznie wyśmiany przez swoich podwładnych tym bardziej, że mogła to by być kobieta (wszak skandynawskie parlamenty w niemal 50 procentach opanowane są przez kobiety).

    Ogólnie całość realizacji bardzo czysta i przejrzysta ale też i bardzo skromna, lakoniczna, niemal brak scenografii (choć kostiumy dla aktorów jednak są), nic też nie dźwięczy (poza głosami aktorów). Czy warto to zobaczyć? Powiedziałbym, że ten spektakl nie budzi złych odczuć estetycznych. Można poświęcić chwilę uwagi jeśli chce się zobaczyć jak w teatrze sportretowano spojrzenie "ludu" na władzę. Więc jest to jeszcze jeden skromny głos w tym temacie tyle, że niezbyt wnikliwy, bardzo ograniczony, zrealizowany skromnie, bez rozmachu.

    Przy okazji warto by zauważyć, że to pierwszy spektakl dla dorosłych w Teatrze Gdynia Główna, dla większości pewnie pierwsza wizyta w tym miejscu. Dość ciekawe zjawisko gdy podróżnych zamiast rozkładu jazdy pociągu na dzwiach frontowych dworca wita repertuar teatralny a w kasie (choć tej w podziemiach) zamiast biletów na pociąg można nabyć bilety do teatru. No jakieś podobieństwo jest - wszak pociągi też ruszają w miarę dokładnie i sprzedaje się na nie miejscówki... A powaźniej zastanawia mnie lokalizacja bo wszak teatr to jednak miejsce dość szczególne. A tu na dworcu. Wszak instytucje kulturalne w mieście-ogrodzie są jak kwiaty, które zasadza się by ten ogród zbobiły. Tym bardziej, że takie miasto-ogród jednak służy głównie celom gospodarskim. Inna sprawa, że niektóre tak zasadzone kwiatki choć pielęgnowane to zakwitają czasami tylko raz w roku, dwa razy w roku, no może trzy. Inne znów jak na złość w ogóle kwitnąć nie chcą, co najwyżej od czasu do czasu puszczają pąki. Tym razem poćciwy gospodarz zasadził kwiatek w samym środku miasta. Tak po prostu na dworcu. I czy to dobry pomysł? No w sumie blisko od kolejki, łatwo dojechać. Tylko czy to nie pozbawia teatru pewnej aury, pewnego ducha. Wszak ośrodki kultury wyższej zwykle lokalizowane są w nobliwych gmachach. Wynika to po trochu z tego, że klasy średnie kulturę wyższą odziedziczyły w spadku po arystokracji. Gmachy filharmonii, galerii plastycznych no i teatrów musiały więc przypominać gmachy dawnych możnowładców i tak to pozostało w wielu miejscach do dziś. Co do arystokratycznego rodowodu muzyki poważnej czy sztuk malarskich raczej wątpliwości mieć nie można. Co do teatru to tu jednak takiej oczywistości nie ma. Tym niemniej dziś teatry do sztuki wyższej zwykle się zalicza. I czy teatr ulokowany w miejscu, które łatwo pomylić z dworcowym szaletem (bo wejście jest tuż obok) na pewno można traktować poważnie? Jak taka lokalizacja przybytku kultury w przestrzeni fizycznej wływa na jego własną "tożsamość", na odbiorców sztuki? W nieco bogatszych krajach, gdzie ludzie nieco też są bardziej wykształceni - np. w Danii ponoć popularne stają się tzw. kombajny czyli kompleksy. No dajmy na to filharmonia plus galeria i plus biblioteka. Można by taki kombajn osadzić w jakimś nobliwym gmachu. Wyobrazić sobie można inne kombinacje np. kino kameralne plus scena muzyczna i gastronomia z kuchnią orientalną. Albo biblioteka z domem kulktury i niedużym basenem? Powiedziałbym, że to ciekawe. W Polsce raczej się takich dużych kombajnów nie spotyka - chyba, że w małej skali np. w klubie Żak w Gdańsku jest trochę łączenia, w Filharmonii są też wernisarze i wystawy. Raczej zamiast łączenia pojawia się częśćiej parcelacja - jak w przypadku galerii na Starym Mieście w Gdańsku. Czasami w galeriach handlowych mamy obok biur i sklepów jakieś kino, nawet jakiś finał zawodów sportowych. A może takie łączenie kultury w większe kompleksy faktycznie ma sens (bo za jednym zamachem można wpaść tu i tam), szczególnie gdy można je umieścić jakiejś nobliwej architekturze - i raczej w miejscu nieco odległym od zgiełku centrum. Tak by wszystko nadało sztuce odpowiednią powagę, aurę i magię. Tego chyba jednak w Teatrze Gdynia Główna brakuje (choć widzów witają np. za wejściem ściany z licznymi ilustracjami). Zresztą nie tylko tam. Np. Teatr w Blokowisku jawi się bardziej jak jakaś filia "streat-artu" bardziej niż teatr. Być może "gospodarze" miejscy powinni sobie przemyśleć politykę co do lokalizacji ośrodków kultury. Bo lokowanie teatru w podziemiach dworca to trochę tak jakby ktoś na siłę chciał kulturą wyższą przyozdobić sobie "biurko". Powiedziałbym, że to trochę też pomiatanie kulturą, traktowanie jej trochę jak jakiś "deodorant", "szmatę" do "sprzątania" szaletów dworcowych. No ale powiedzmy sobie... w sumie to jednak centrum, do kolejki blisko, dziura nie zabita dechami, czysto i schludnie, więc może trzeba po prostu poczekać i się przyzwyczaić do takiego nowoczesnego podejścia do kultury.

    • 1 5

    • Krytolu

      Teatr w Blokowisku nie jest miejscem typowo teatralnym tylko działającym przy domu kultury miejscem teatralnym. Gdyby był tylko teatrem pewnie grałby częściej niż raz w tygodniu. Krytol, zastanów się piszesz opinie, recenzje, eseje czy elaboraty.

      • 0 0

  • Podział środków na kulturę jest w Gdyni tragiczny !!! (2)

    Niech ktoś mi wytłumaczy, skąd to parcie na teatr w Gdyni. Mamy muzyczny, dramatyczny, Centrum Kultury ze swoimi gorszymi i lepszymi spektaklami a teraz jeszcze Gdynia Główna. Na ten teatr o dziwo znalazło się kilka baniek a podobno ich nie ma.
    Teraz popatrzmy na drugą ważna stronę kultury - muzyczną. W Gdyni oczywiście nie ma opery czy też filharmonii (a jakoś w Sopocie czy Koszalinie działać może). Ok filharmonii nie ma, ale mamy/mieliśmy 2 orkiestry: Gdyńską Orkiestrę Symfoniczną i Gdyńską Orkiestrę Kameralną. Ta druga moim zdaniem ostatni koncert dała w 2012 roku. Symfoniczna ma się trochę lepiej i zagrała pod koniec zeszłego roku. Raz w miesiącu zaprasza się różne składy orkiestrowe w ramach cyklu "Niedziela Melomana" a bilety rozchodzą się 2 miesiące przed tymi koncertami. Koncerty filmowe Gdyńskiej Orkiestry Symfonicznej (zespołu społecznego aczkolwiek na całkiem dobrym poziomie) również sprzedawały się na pniu i ciężko było się dostać na taki koncert. Mamy również zespół "Gdynia", który kultywuje tradycje gdyńskie, który również ma problemy z bieżącą działalnością.
    Apeluję do władz tego miasta. Panie Prezydencie Szczurku, Państwo Radni, Panie Naczelniku Wydziału Kultury Grzechniku, zróbcie coś z tym aby meloman nie musiał co tydzień jeździć na ołowiankę aby posłuchać muzyki poważnej. Czy nie można dofinansować tych zespołów kwotą rzędu 100-200 tys. złotych rocznie. Wszystkie mają w nazwie magiczne słowo Gdynia. Grają dla mieszkańców miasta, ludzie chcą ich słuchać. Ale lepiej dać kilka milionów na kolejny teatr a wątpliwym zainteresowaniu.

    • 4 11

    • do melomana

      Z calym szacunkiem,przychodzę na ta stronę poczytac o tym spektaklu, a nie twoich zalosnych frustracjach o braku dofinansowań muzyków w gdyni. Piszesz o tym pod każdym postem,na boga,to sie juz robi niesmaczne. Zwróć sie z tym do jakiejs wyzszej instytucji,napisz list protestacyjny i zamieść w sieci a ludziom których interesuje teatr daj poczytac o teatrze!!!

      p.S i dla twojej wiedzy - ja naprzykład uwazam,ze teatrów w gdyni jest za malo a nie pisze o tym pod każdym postem przy wydarzeniach muzycznych w gdyni
      p.S2 i nie rozumiem również,czemu czepiasz sie bogu ducha winnej pani ewy i. Robi cos dobrego, ciekawego,jeśli cię nie interesuje - nie,chodz,a jeśli meczy cię dofinansowanie gdyni glownej,zamiast jęczeć, zacznij sie starac o,dotacje,bądź sam szukać sponsorow.

      • 2 0

    • nie jest tak dobrze

      Jesteśmy Fundacją, która realizuje projekt pn. Teatr Gdynia Główna. Nie jesteśmy instytucją miejską. Na swoje projekty zdobywamy środki z różnych źródeł, najczęściej granty z Ministewrstwa Kultury, Urzędu Marszałkowskiego, gmin różnych Miast. Podejrzenie o posiadaniu milionów jest żarem.
      W ramach naszego projektu otwieramy "Poczekalnię pozarządową" , w ramach której chcemy wspomóc inicjatywy kulturalne w pozyskiwaniu środków.
      Może jesteśmy w jakiś sposób pomóc. Prosimy o kontakt.
      Ewa I.

      • 6 5

  • do Joli B. i Anity A.

    Ja też chciałbym pójść na to, ale po co? Jolo B. i Anito A. czy naprawdę warto? Czego sie dowiem o świecie?

    • 1 8

  • Nie zgadzam się z Panem Rudzińskim

    Spektakl mocny i bardzo aktualny. Świetne trio aktorskie na scenie.
    Super wykorzystana przestrzeń.

    Polecam
    Anita

    • 14 3

  • BYĆ RZĄDZONYM (1)

    Być rządzonym to być obserwowanym, nadzorowanym, szpiegowanym, kierowanym, nastawianym, podporządkowanym ustawom, indoktrynowanym, zmuszanym do wysłuchiwania kazań, kontrolowanym, szacowanym, ocenianym, cenzurowanym, poddawanym rozkazom ludzi, którzy nie mają ani prawa, ani wiedzy, ani cnót obywatelskich. Być rządzonym oznacza przy każdej transakcji, przy każdym działaniu, przy każdym ruchu być odnotowanym, rejestrowanym, kontrolowanym, opodatkowanym, ostemplowanym, opatentowanym, licencjonowanym, autoryzowanym, aprobowanym, napominanym, krępowanym, reformowanym, strofowanym, aresztowanym. Pod pretekstem dbałości o dobro ogółu jest się opodatkowanym, drenowanym, zmuszanym do płacenia okupu, eksploatowanym, monopolizowanym, poddawanym presji, uciskanym, oszukiwanym, okradanym; wreszcie przy najsłabszych oznakach oporu, przy pierwszych słowach skargi, represjonowanym, karanym, obrażanym, nękanym, śledzonym, poniżanym, bitym, rozbrajanym, duszonym, więzionym, rozstrzeliwanym, sądzonym, skazywanym, deportowanym, chłostanym, sprzedawanym, zdradzanym, i na koniec wyśmiewanym, wyszydzanym, znieważanym, okrywanym hańbą. Taki jest rząd, taka jest jego sprawiedliwość, taka jest jego moralność.

    • 8 3

    • Pierre-Joseph Proudhon

      • 1 0

  • polecam (1)

    Poszłam ciekawa zobaczenia Kapuścińskiego na scenie - zobaczyłam i to w bardzo udanym wydaniu. Spektakl podobał mi się właśnie m.in. dlatego że bardzo nawiązywał do źródła (tak więc niestety w tym aspekcie nie mogę się zgodzić z osobą wystawiająca powyższą recenzje; fajna rada od komentatora poniżej, dla wszystkich, którzy wybierają się na spektakl - warto obejrzeć wywiad z Kapuścińskim na youtube i oczywiście przeczytać książkę, jeśli chcecie głębiej dociekać sensu spektaklu, albo pisać jego recenzje).
    Bardzo też podobało mi się wykorzystanie przestrzeni w tym spektaklu, naprawdę super efekt.
    Nie wypadałoby nie wspomnieć o aktorach, naprawdę świetna robota! Spektakl faktycznie jest gadany (ale na pewno nie powiedziałabym, że przegadany!), a Panowie rewelacyjnie z tekstem sobie radzą i powodują, że spektakl i świetnie się ogląda i słucha. Z chęcią bym ich jeszcze w czymś zobaczyła.

    • 15 6

    • autorka widac nadal nie daje xa wygrana. a brznadzieja to niesamowIta

      • 3 9

  • Polecam!!!

    Byłam i widziałam interesujący spektakl. Przyjemność obcowania z dobrym tekstem, klarownym przekazem, bardzo dobre aktorstwo zwłaszcza Wojciecha Jaworskiego i Łukasza Dobrowolskiego. Bardzo udana i ciekawa adaptacja. Brawo!
    Polecam wszystkim, którzy szukają sensownych propozycji teatralnych.

    • 15 6

  • redaktor podpadł-cd

    Sopot miał już dość OFF'u w wersji : Stacja "Sz" oraz Stajnia "P". Teraz ten spektakl objedzie wszelkie gdyńskie biblioteki. Bibliotekarki strzeżcie się , tym razem nie Pani "I" lecz MĘŻCZYŹNI" nadchodzą !

    • 6 9

  • sztuka opowiadania (1)

    Przeczytałam wszystkie wpisy. Wczoraj byłam na spektaklu i nie zgadzam się z opi8niami. Sztuka gadania, sztuka opowiadania jest najstarszą formą porozumiewania się ludzi, tak powstawała historia, normy, legendy, mity - wzorce. Jeżeli realizatorzy spektaklu decydują się na taką formę, zadanie tekstu to coś oznacza. Jedyną osobą która nie mówi, tylko słucha jest cesarz, władca.
    To dworacy ciągle mówią, kreują świat dworu pełen głupoty, zawiści, korupcji. Pomaga im w tym język groteski rodem z Gombrowicza. A Cesarz ciągle nic nie mówi, milczy. Jeżeli męczy nas słowo i ciągłe opowiadanie aktorów- bohaterów, to dobrze.Taki jest inteligentny zabieg twórców. To znaczy, że powstaje pierwsza krytyka, mały bunt - może dlatego, że świat polityki jest pełen bajek, kłamliwych słów, nieuczciwości itd.. Zrobliliśmy pierwszy krok. Zacznijmy krytykę w świecie rzeczywistym.
    Spektakl pełen taktu i subtelności. Świetne mówienie i świetna gra aktorska.
    Polecam. Gratuluję.
    wzruszona gdynianka

    • 17 11

    • To może wyłączmy światła, postawmy niemego Cesarza (doświetlony) i odtwarzajmy monologi w tle (np. "taśmy").
      Taki inteligentny zabieg OFF'owy i mamy ..."sztukę" i to po taniości.
      Pozdrawiam

      • 3 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Najstarszym zabytkiem w Sopocie, będącym jednocześnie oddziałem Muzeum Archeologicznego w Gdańsku jest: