Wiadomości

Zabawa teatrem. O spektaklu "Cud albo krakowiaki i górale"

Od 14 września w repertuarze Teatru Muzycznego jest "Cud albo krakowiaki i górale".

Jubileuszowa premiera, uświetniająca 60-lecie Teatru Muzycznego w Gdyni zobacz na mapie Gdyni, nie może być grana za bardzo serio - z takiego założenia wyszedł reżyser Michał Zadara, przygotowując "Cud albo krakowiaki i górale". Wprawdzie poziomem humoru i konstrukcją inscenizacja ta nie odbiega od dowcipu corocznych Koncertów Sylwestrowych, ale wnosi do repertuaru Muzycznego powiew świeżości i kilka zupełnie nowych pomysłów.



"Cud mniemany, czyli krakowiacy i górale" - jak w oryginale nazywa się dzieło Jana Stefaniego z librettem Wojciecha Bogusławskiego, powstało przeszło 220 lat temu i do dziś traktowane jest jako pierwsza polska opera narodowa. Trudno ją jednak jednoznacznie sklasyfikować, bo poziom dowcipu libretta Wojciecha Bogusławskiego i muzyka Stefaniego sugerują inspirację francuskim wodewilem i niemieckim singspielem, czyli formą komediową z tekstem mówionym, uzupełnionym piosenkami i niekomplikowanymi ariami, znaną u nas jako śpiewogra.

Karolina Trębacz błyszczy w roli temperamentnej Doroty uganiającej się za ukochanym pasierbicy.
Karolina Trębacz błyszczy w roli temperamentnej Doroty uganiającej się za ukochanym pasierbicy. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Tak też potraktował materię spektaklu Michał Zadara prowadząc spektakl w stronę dowcipnej komedii, momentami uzupełnioną o farsowe wręcz gagi, jednak główną zasadą inscenizacyjną jest przeprowadzenie akcji dramatu nieustająco wybebeszając teatralne szwy, by na wesoło ukazać życie teatru wraz z jego blaskami i cieniami. Znajdziemy więc w losach kochających się Basi i Stacha (którym nie sprzyja młoda macocha Basi, Dorota, chcąca oddać Basię góralowi Bryndasowi, bo sama ma ochotę na ukochanego swojej pasierbicy) wiele prawd o teatrze.

Jest w gdyńskim "Cudzie albo krakowiakach i góralach" zawzięta rywalizacja o rolę i wejście dublerki w trakcie spektaklu czy spóźniona ekipa techniczna zastanawiająca się gdzie przestawić elementy scenografii, skutecznie utrudniająca tancerzom poruszanie się po scenie. Jest też charakterystyczna budka suflera w kształcie muszelki, "wyjęta" wprost z teatru sprzed kilkudziesięciu lat, wraz ze sfrustrowaną suflerką, buntującą się oczywiście z powodu pracy w trudnych warunkach. Długie debaty brygadzistów sceny co i jak zrobić, by działało, oczywiście wspiera kierowniczka produkcji, chodząca ze słuchawką przy uchu, krótkofalówką i wiecznie poganiająca mało rozgarnięte towarzystwo.

Basia (podczas premiery Ewa Walczak, po prawej) i Dublerka Basi (podczas premiery Maja Gadzińska, po lewej) mają w spektaklu Michała Zadary pełne ręce roboty.
Basia (podczas premiery Ewa Walczak, po prawej) i Dublerka Basi (podczas premiery Maja Gadzińska, po lewej) mają w spektaklu Michała Zadary pełne ręce roboty. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Cały czas w spektaklu coś dzieje się "nie tak, jak powinno". Oprócz opowieści o konflikcie krakowiaków i górali, mamy do czynienia z festiwalem pomyłek, kłopotów i przeróżnych lapsusów. Jak to w takich sytuacjach bywa, scenografia się rozpada w najmniej spodziewanym momencie. Nie zabraknie też awarii, która nie osłabia ducha dzielnych aktorów, gotowych zagrać choćby i po ciemku. Jakby tego było mało, reżyser przenosi część spektaklu na foyer podczas przerwy, gdzie aktorka grająca Basię wyjaśnia widzom, że nie zaplanowano dla niej arii "Jestem dobra jak baranek", więc wykona ją na korytarzu. Jednak i tutaj następuje niespodziewany zwrot akcji.

Ukłonem w stronę tradycji jest utrzymana w odcieniach szarości scenografia Roberta Rumasa, umieszczona na ruchomych płaskich zastawkach, przypomina scenografię sprzed kilkudziesięciu lat. Wielkiej urody scenę przybycia górali na łodzi także utrzymane w konwencji dawnego teatru, co bawi i zachwyca prostotą czy efektem "fali". "Gra" w tym spektaklu również kanał orkiestrowy.

Spektakl Michała Zadary urozmaica ciekawy ruch sceniczny krakowiaków i układy taneczne, w których choreograf Ewelina Adamska-Porczyk dopuszcza ogromną różnorodność (także podczas tańców zbiorowych niektóre postaci tańczą po swojemu (na przykład Basia prezentuje dyskotekowe rytmy). Wszystko to dobarwiono zgrabnym dowcipem (sceny w dziupli, chór w szlafrokach). Świetnie, żywo i w dobrym rytmie Orkiestrę Teatru Muzycznego prowadzi Paweł Kapuła.

W drugim akcie do "akcji" wchodzi również ekipa techniczna, usiłująca pomóc aktorom i tancerzom na scenie...
W drugim akcie do "akcji" wchodzi również ekipa techniczna, usiłująca pomóc aktorom i tancerzom na scenie... fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Prawdziwy karnawał kolorów serwuje kostiumograf Henriette Müller (wspólnie z Aleksandrą Dzióbek) szczególnie w strojach krakowiaków, w których znajdziemy echo przeróżnych motywów ludowych oraz wpływy latynoamerykańskie czy wyraźne nawiązania do popkultury (np. kostiumami wykorzystywanymi przez takie artystki jak Sia). Stroje górali w dużo większym stopniu są wariacją na temat tradycyjnych strojów góralskich.

O ile w pierwszym akcie akcja skupiona jest na losach bohaterów, w drugim rozwiązanie akcji między Basią, Stachem, Dorotą (z inspiracji studenta-przybłędy Bardosa tak, aby dać nauczkę skłonnej do zdrady Dorocie) staje się sprawą drugorzędną wobec nieustających problemów technicznych. Większość zabiegów reżyserskich upodabnia spektakl do Koncertów Sylwestrowych Teatru Muzycznego, przeważnie właśnie zabawę materią teatru traktujących jako podstawę części widowiska.

Świetne wejście górali podkreśla przezabawny w roli Bryndasa Krzysztof Kowalski.
Świetne wejście górali podkreśla przezabawny w roli Bryndasa Krzysztof Kowalski. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
W tych warunkach trudno o pełnoprawne role, ale jako Dorota błyszczy Karolina Trębacz, wyróżniająca się sceniczną charyzmą. Bardzo zgrabnie wypada duet: Basia i dublerka Basi (Ewa Walczak bardzo dobrze gra, a Maja Gadzińska oprócz dobrej gry aktorskiej, imponuje również świetnym wokalem). Wręcz brawurowe jest nadejście Bryndasa w wykonaniu Krzysztofa Kowalskiego, wspieranego przez całą góralską społeczność. Ciekawą, kolejną po Jaskrze z "Wiedźmina" rolę przewodnika (i rozjemcy konfliktu między krakowiakami a góralami), czyli Bardosa zagrał Jakub Brucheiser.

Wokalnie i aktorsko dobrą rolę przyjaciela Stacha, Jonka, ma Maciej Podgórzak. Stach w wykonaniu Pawła Czajki bardzo dobrze prezentuje się w pierwszym akcie, ale w drugim znika w tłumie pozostałych bohaterów. Zabawne epizody mają też Paweł Bernaciak (Świstos) i Aleksy Perski (Bartłomiej).

Scenografia spektaklu ma być ukłonem wobec tradycji. Stąd m.in. płaskie ruchome zastawki, obecne w teatrze już przeszło 100 lat temu.
Scenografia spektaklu ma być ukłonem wobec tradycji. Stąd m.in. płaskie ruchome zastawki, obecne w teatrze już przeszło 100 lat temu. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
"Cud albo krakowiaki i górale" pozostaje jednak zgrabną, zabawną krotochwilą, odległą od produkcji musicalowych, które widzowie Teatru Muzycznego oglądają na co dzień. Ta zabawa teatrem niczym szczególnym się nie wyróżnia, większość gagów widzowie Muzycznego znają, a reżyser kilka z nich niepotrzebnie powtarza osłabiając ich wymowę. Szkoda, że zrezygnowano z charakterystycznego mazurzenia, językowo nieco uwspółcześniając libretto.

Zadary nie interesowało, na szczęście, wpisywanie spektaklu w kontekst bieżącej polityki - krakowiaki i górale to dwie społeczności uczące się razem koegzystować, a nie stronnictwa polityczne, do czego często konflikt między nimi jest sprowadzany, choć pojawia się (za Bogusławskim) "duda", wywołując gromkie brawa. Nie ma tu ani jednego hitu, który zapadałby w pamięć. Dlatego ten spektakl muzyczny potraktować można po prostu jako zgrabny dowcip sceniczny, po którym pozostanie uśmiech na ustach.

Opinie (41) 4 zablokowane

  • Braki warsztatowe

    Nie uważało się panie Rudziński na zajęciach z historii teatru, hę? To nie są nawiązania do teatru sprzed "kilkudziesięciu" lat i teatru "dawnego" (cokolwiek to jest).
    No i brakuje panu recenzentowi "hitu". Dlatego to zaledwie spektakl na jeden uśmiech...
    Śmiać się czy płakać, sama nie wiem.

    A spektakl jest bardzo zaskakujący, ale spojny, przezabawny, a momentami i wzruszający. Pierwszy akt to majstersztyk, drugi ciekawa lekcja teatru. Po pierwszym szoku stwierdzam, a właściwie dlaczego nie?
    Gratulacje dla całego zespołu. Świetna robota!

    • 39 25

  • Obawiałem się tych krakowiakow

    Ale jak to tak jest zrobione to idę dziś spokojny :-)

    • 20 7

  • Brawo (1)

    Brawooo wyjątkowi aktorzy cudowny teatr i cudowna atmosfera

    • 17 18

    • Brednie

      Odradzam , bardzo slaby spektakl

      • 3 1

  • no niestety nie (1)

    Pierwszy spektakl TM , który mi się nie podobał.
    Zespół bardzo ale to bardzo się starał ale z archaicznego tekstu niewiele można zrobić.
    Mało co zrozumiałem z piosenek - dykcja czy nagłośnienie zawiniło?
    Konwencja kabaretu Olgi Lipińskiej zupełnie mnie nie porwała.
    Jedyne co wyniosłem to... kochajmy się .

    • 32 15

    • Dpektakl słaby . Porównanie do Kabareto Olgi Lipińskiej to opinia nawyrost . Gagi lapsusy na poziomie większości polskich kabaretu.

      • 9 0

  • Niech ktoś inny zajmie się recenzjami na tym portalu

    Przez porównanie reżyserii Zadary do "rezyseri" koncertów sylwestrowych Bernarda Szyca, widac, że autor recenzji nie zna się na swojej pracy i woli oglądać pióra w d*pie, a nie inteligentne spektakle...

    • 27 14

  • chała

    takie jezd moje zdanie na temat ten

    • 16 11

  • Bardzo udana rzecz (2)

    Byliśmy na wczorajszej premierze i przyznaje, że ciągle wracamy dziś w rozmowach do tego spektaklu ponieważ bardzo nam się podobał. Jestem zachwycony kostiumami - szczególnie góralskimi oraz scenografią. Urzekł mnie śpiew obu aktorek grających Basię, zarówno na przedstawieniu jak i na występie w przerwie. Moim zdaniem najciekawsze wokale tego wieczoru. Natomiast zgadzam się z p. Rucińskim, że ciągłe powtarzanie gagów (potknięcia, przewracanie się, wpadanie aktorów i aktorek do miejsca gdzie gra orkiestra) nie sprawdziło się. Nie do końca uważam też za konieczne tak częste nawiązywanie do uprawiania seksu zarówno w grze aktorskiej jak i w dialogach. Dla mnie zagęszczenie tych zabawnych sytuacji jest jak ciastko z bardzo dobrej jakości kremem na którym autor bojąc się, że może nie zasmakować każdemu dorzucił jeszcze truskawkę, trochę posypki i jeszcze polewę i jeszcze raz posypkę i na koniec cukier puder. Tak czy siak bardzo polecam!

    • 21 14

    • Aha

      W dialogach to chyba do Bogusławskiego pretensje, bo to takie napisał, zbereźnik jeden!

      • 5 0

    • Beznadziejny spektakl

      Czy ta opinia jest sponsorowana przez TM , albo rezysera ?

      • 3 1

  • Ten spektakl to mało zabawna slapstickowa komedyjka o niczym. Kostiumy to jakaś porażka, są owszem atrakcyjne, ale do całej historii mają się nijak. Krakowianki jak bezy lub algierska wersja Lajkonika. Górale w kwiecistych pidżamach... Aktorsko drewnianie, zamysł reżyserki średnio strawny - dla mnie pomyłka. A etiuda z drabiną na poziomie szkolnej komedyski na koniec roku. Szkoda.

    • 28 16

  • co to miało być? (4)

    większego badziewia w życiu nie widziałem,w trakcie chciałem wyjść , co to miało być w przerwie? dno dna i zero uśmiechu,gość wisi na linie cała przerwe calkiem bezsensu,wogle było to nudne,muzyka tragiczna,koło d*py wszystko,muzyczny sięga dna,wolałbym pić piwo tego wieczoru niż wydać 110zł, napiszę podanie o zwrot biletu

    • 35 30

    • Tak Rysiu zrób

      I grilla sobie jeszcze kup

      • 7 0

    • Och Rysiu (1)

      A tak Pan machał, klaskał i głosno komentował,że aż Towarzyszka obok uspokajała i nawet mam wrażenie się za Pana wstydziła...proponuję na następną wizytę w teatrze mniej alkoholu...tak z szacunku do Aktorów

      • 8 3

      • po pierwsze zmień podpis bo ja siadam zawsze na tym miejscu,po drugie alkohol daje mi sens zycia,po trzecie jakich aktorów u nas w gdyni to marne beztalencia są obok aktora nie stali nawet,po czwarte kupilem juz dawno grila,po piate Wy marne ludziki z TM nie komentujcie mnie bo z moich podatkow zyjecie !

        • 0 5

    • gramatyka!!!

      co to jest "wogle"?

      • 0 0

  • akt I cudo :) ze tą "ciężarówkę" przerobiono na komedie to było piekne :) (1)

    w drugim akcie za dużo było spastykowania, ale żarcik o adrianie d*pie - majstersztyk :) oglnie zaskoczenie pełne :) nam sie podobało ale nie ukrywam ze to sztuka na raz choć bardzo odważna :)

    • 11 15

    • O czym ty piszesz ?

      To juz nie sztuka , to parodia sztuki , zdecydowanie nie polecam

      • 3 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Tak restauracje radzą sobie z obostrzeniami
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Sprawdź się

Aktorka Dorota Lulka debiutowała w:

 

Najczęściej czytane