Wojna kulturowa nigdy się nie kończy. O "Lilli Wenedzie" Teatru Wybrzeże

"Lilla Weneda" Teatru Wybrzeże to konflikt dwóch niemających punktów stycznych światów wartości. Porozumienie jest niemożliwe. Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać i potrafimy ze sobą rozmawiać, sugeruje reżyser.
"Lilla Weneda" Teatru Wybrzeże to konflikt dwóch niemających punktów stycznych światów wartości. Porozumienie jest niemożliwe. Nie mamy o czym ze sobą rozmawiać i potrafimy ze sobą rozmawiać, sugeruje reżyser. fot. Teatr Wybrzeże

Konflikt między Wenedami a Lechitami opisany przez Juliusza Słowackiego w "Lilli Wenedzie" trafił na deski Sceny Kameralnej Teatru Wybrzeże. W interpretacji Grzegorza Wiśniewskiego jest to pozbawiona nadziei wojna na tle światopoglądowym, bez podziału na tych dobrych i tych złych. To dawno niewidziana w Wybrzeżu pełnowymiarowa inscenizacja, z działającą na zmysły scenografią, doskonałą muzyką oraz wyraziście nakreślonymi bohaterami.



Co znajdziemy w repertuarach teatrów?


Powstała w 2007 roku w Teatrze Wybrzeże "Lilla Weneda" była farsową wręcz karykaturą kapitalizmu, a królestwo Lechitów okazało się ośrodkiem SPA, w którym relaksowali się zblazowany król Lech i królowa Gwinona, zażywając kąpieli słonecznych i korzystając z zabiegów pielęgnacyjnych. Reżyserowi Wiktorowi Rubinowi chodziło wtedy o to, by pokazać Polskę dwóch prędkości, bogatych i biednych, uprzywilejowanych i poniżonych.

Po kilkunastu latach do tego samego tytułu wraca w Wybrzeżu Grzegorz Wiśniewski, który konfliktu dwóch zwaśnionych rodów nie traktuje jako dowcipnej szarady lub prztyczka w nos kapitalizmu. Tym razem mamy do czynienia z ponurą, niezwykle brutalną, pełną przemocy i okrucieństwa wojną, która nie ma początku ani końca, ale eskaluje i nie widać na horyzoncie jakiejkolwiek nadziei na to, że wkrótce się zakończy. Brutalność wojny i aktów terroryzmu podkreślają archiwalne fotografie, wyświetlane co jakiś czas z tyłu sceny, tak aby nie zdążyły umknąć naszej uwadze. Są na nich ciała ofiar obozów zagłady, zdjęcia masowych egzekucji, tortur, zamachów bombowych, efektów gazów bojowych - całe okropieństwo wojny w pigułce.

Lilla Weneda (Magdalena Gorzelańczyk, po lewej) i Roza Weneda (Sylwia Góra) są jak ogień i woda. Obie przyciągają wzrok i intrygują.
Lilla Weneda (Magdalena Gorzelańczyk, po lewej) i Roza Weneda (Sylwia Góra) są jak ogień i woda. Obie przyciągają wzrok i intrygują. fot. Teatr Wybrzeże
Akcja spektaklu rozgrywa się w przestrzeni rozdzielonej ażurową metalową siatką i połyskującym pleksi. Ta pierwsza dzieli scenę na dwie części - tuż przed nami jest osobliwy salon ze stołem bilardowym pozbawionym łuz. W drugiej części, za siatką, przez cały czas widzimy postać powieszonego za nogi martwego Wenedy nad zbiornikiem wodnym, służącym bohaterom w zależności od sytuacji za jezioro lub wannę. Boczna część, oddzielona ścianą pleksi, to z kolei ciemnia, w której zdjęcia ofiar wojny i okrucieństwa wywołuje kasandryczna, bezlitosna bogini wojny - Roza Weneda. Autorem tej monumentalnej, działającej na wyobraźnię scenografii jest Mirek Kaczmarek, który jeszcze jaskrawiej przerysowuje kostiumy bohaterów.

Lechici noszą gigantyczne złote łańcuchy (Lech i Lechon), diamentowe kolie (Gwinona) lub kolczyki (Krak). Wyróżnia ich przepych i bogactwo, przy którym Wenedowie wyglądają niemal jak zakon żebraczy pod przywództwem króla Derwida. Harfa, z którą Derwid nigdy się nie rozstaje, została przez reżysera sprowadzona do metrowej wielkości, fantazyjnie pomalowanej figury Maryi, dźwiganej przez Derwida na plecach. Każdy z jego rodziny ma wytatuowane ciało z większym lub mniejszym wizerunkiem Maryi i krzyża. Król Wenedów i jego córki noszą również materialne krzyżyki. W odróżnieniu od kreacji mężczyzn (półnagi tors i bielizna lub spodnie), wszystkie kostiumy kobiece to małe dzieło sztuki. Każdy z nich podkreśla seksualność bohaterki z wyraźną nutą perwersji.

Brutalność świata "Lilli Wenedy" podkreśla postać powieszonego za nogi Wenedy, która przez cały spektakl nie pozwala nam zapomnieć o okrucieństwach wojny.
Brutalność świata "Lilli Wenedy" podkreśla postać powieszonego za nogi Wenedy, która przez cały spektakl nie pozwala nam zapomnieć o okrucieństwach wojny. fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Konflikt Lechitów i Wenedów znacznie wykracza jednak poza ramy wyznaniowe czy podział na bogatych i biednych. Deklarowana religijność jednych i niereligijność drugich podkreśla przepaść światopoglądową między dwiema społecznościami, w której ciekawość i zepsucie Lechitów obrazują nieletni Krak i bardzo mocno związany z matką Lechon, a bohaterstwo i skłonność do poświęceń Wenedów nie przeszkodzi im skąpać się we krwi i metodycznie torturować wrogów. Ciekawy jest kontrast pomiędzy córkami Derwida. Lillę cechuje niezłomność i niezachwiana wiara w ocalenie ojca i braci uwięzionych przez Lechitów. Roza, niczym grecka bogini wojny Enyo, jest pogodzona ze śmiercią, a idealizm siostry traktuje jak szaleństwo.

Reżysera Grzegorza Wiśniewskiego nie interesuje czarno-biały ogląd konfliktu światopoglądowego czy militarnego. Każdy tu unurzany jest we krwi wroga, każdy jest brudny, niejednoznaczny. Przemoc rodzi przemoc, zaś dobro i miłosierdzie to puste slogany reklamowe. Ludźmi rządzą instynkty, chęć przetrwania, pragnienie zemsty czy namiętność. Znamienne, że najbardziej prawy i lojalny jest Ślaz - głupkowaty kolaborant, gotowy do popełnienia każdej niegodziwości.

Gnuśność i słabość Lecha (Marek Tynda) budzi pogardę jego żony Gwinony, bezwzględnej niczym Lady Makbet (Katarzyna Dałek).
Gnuśność i słabość Lecha (Marek Tynda) budzi pogardę jego żony Gwinony, bezwzględnej niczym Lady Makbet (Katarzyna Dałek). fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Brutalny świat spektaklu jest doskonałą okazją do stworzenia wyrazistych bohaterów, z czego aktorzy Wybrzeża skwapliwie korzystają. Całość organizuje przeciwstawienie sobie Gwinony (interesująca w tej roli drapieżna i bezwzględna Katarzyna Dałek najmocniej akcentuje rozpacz matki po stracie dziecka) i Lilli Wenedy (bardzo dobra rola Magdaleny Gorzelańczyk, której bohaterka konsekwentnie prowokuje Gwinonę, subtelnie cały czas nią i jej rodziną gardząc). Gorzelańczyk i Dałek stają na wysokości zadania, ich bohaterki to godne siebie rywalki. Sopocka "Lilla Weneda" to zdecydowanie spektakl kobiet, bo również ekscentryczna Roza Weneda w wykonaniu Sylwii Góry intryguje i przyciąga wzrok także wtedy, gdy nie uczestniczy wprost w akcji (z pewnością pomaga jej w tym perwersyjny kostium, łączący kostium kąpielowy z futrzaną kurtką).

Ciekawi są obaj synowie Gwinony. Lechon w wykonaniu Janka Napieralskiego to gotowy na każde wezwanie matki, wierny jak pies brutalny siepacz. Jego młodszego, zniewieściałego brata Kraka (Piotr Biedroń) cechuje łapczywa ciekawość dziecka, które nie jest dopuszczane do tajemnic dorosłych, a przy tym bezwzględne okrucieństwo, z jakim maltretuje pluszowego kota. Niejako po warunkach Derwida - dumnego króla - gra Krzysztof Matuszewski. Również dwulicowy Ślaz grany przez Michała Jarosa to postać warta zapamiętania, a aktor pomimo tego, że gra postać balansującą na granicy między dwoma wrogimi obozami, potrafi Ślaza uszlachetnić pomimo braków scenariuszowych przedstawienia (przydługa, brutalna scena wkupywania się w łaski Lechitów zakończona jest jego nic nie wnoszącym przebywaniem w salonie Lechitów).

Bardzo efektowne kostiumy Mirka Kaczmarka zawierają liczne elementy perwersji - najlepszym przykładem jest maska Ślaza podczas pobytu u Lechitów (Michał Jaros).
Bardzo efektowne kostiumy Mirka Kaczmarka zawierają liczne elementy perwersji - najlepszym przykładem jest maska Ślaza podczas pobytu u Lechitów (Michał Jaros). fot. Piotr Hukało / trojmiasto.pl
Lelum (Marcin Miodek) i Polelum (Jakub Nosiadek) to raczej bohaterowie jednego udanego epizodu niż pełnowymiarowe role. Jedynie Lech, król Lechitów Marka Tyndy wraz z czasem trwania spektaklu staje się coraz bardziej przezroczysty, aż w końcu niepostrzeżenie się ulatnia. Początkowo relacja Lecha z Gwinoną jest związkiem zawiedzionej mężem Lady Makbet i gnuśnego, pozbawionego realnych wpływów, nie stroniącego od używek króla, potem jednak wyraźnie na Lecha brakuje pomysłów zarówno reżyserowi, jak i aktorowi. W korowodzie bardzo malowniczych postaci król Lechitów okazuje się nijaki.

Spektakl doskonale wzbogaca niespokojna muzyka Rafała Ryterskiego, która czasem pulsuje w rytmie serca, czasem jest dźwiękiem kapiącej wody, kiedy indziej brzmi ostro i drapieżnie, uwierając jak drzazga pod paznokciem. Co charakterystyczne w spektaklach Grzegorza Wiśniewskiego, przedstawienie jest doskonale oświetlone, pełne napięć i drobnych smaczków, których nie sposób wyłowić od razu.

Propozycje teatrów na najbliższy czas



Dlatego "Lillę Wenedę" - pełną rozmaitych bodźców, brutalną, epatującą przemocą inscenizację z licznymi elementami nagości chłonie się wszystkimi zmysłami. To opowieść o wojnie, która nigdy się nie kończy, o spirali zła i braku perspektyw na lepsze jutro. Wiszący nad sopocką "Lillą Wenedą" fatalizm poraża i zachwyca w myśl hasła "jaka piękna katastrofa". Tak ponura wizja tekstu Słowackiego z pewnością nie każdemu jednak przypadnie do gustu.

Quiz - Trójmiasto z teatrem w tle

Pytanie 1 / 8

Pytanie 1 / 8
W historii Teatru Muzycznego w Gdyni "Skrzypek na dachu" zajmuje szczególne miejsce. Dwukrotnie z wielkim powodzeniem wyreżyserował go:

Opinie (15)

  • Wow. Jestem ciekaw. Szkoda tylko że nie jestem obecnie w Trójmieście!

    • 5 4

  • :( (2)

    No, rzeczywiście "wow"... Kolejna sztuka z serii " Sex shop dla aspirujących intelektualistów"... Słowacki poszedł się upić z rozpaczy...

    • 22 11

    • Słowacki w swoich czasach był uważany za niestosownego, oburzającego etc. Prowokował i był odważny. Aby to utrzymać trzeba sięgać po brutalne środki. Bardzo udana inscenizacja. Nie ma pan racji.

      • 6 4

    • A widział Pan?

      • 5 1

  • Nie bylem, nie widzialem ale sie wypowiem

    Twarz polskiego aktora nic nie wyraża. A tak serio to Kobuszewski Pokora czy Michnikowski nie bili po oczach scenografia amimo to to te dzisiejsze teatry przy nich to amatorstwo.

    • 8 6

  • Zaskakująco pozytywna opinia p. Rudzińskiego :)

    Uwaga, spojlery!
    Moim zdaniem sztuka nieczytelna dla ludzi nieznających utworu Słowackiego. Brak było odniesień do wielkiej bitwy na wzgórzu, przez co upór Derwida w odzyskaniu harfy był niezrozumiały. Darowano mu życie, a ten jeszcze chciał odzyskać instrument...
    Trochę raziło, gdy Lilla szła odwiedzić głodzonego ojca, a po powrocie mówiła, że uratowała mu życie karmiąc go liliami z wieńca, który miała mieć na głowie. No tylko, że nic na tej głowie nie miała.
    Kontrowersyjne też było przedstwienie harfy jako Matki Boskiej. Wizualnie spektakularne i mające związek z ukazaniem się Bogurodzicy na końcu utworu, ale wydaje mi się, że nie było to rozwiązane w satysfakcjonujący sposób dla nieznających oryginału.
    Rola Rozy Wenedy odegrana była klinicznie, bez szaleństwa pierwowzoru wiedźmy. To mnie trochę zawiodło.
    Natomiast kostiumy były zniewalające, scenografia też dobrze zaplanowana. Wielki plus za basen z wodą.
    Aktorzy w świetnej formie.
    Pomimo niedociągnięć scenariuszowych, oceniam spektakl bardzo dobrze. Stęskniłam się za teatrem po roku nieobecności.

    • 4 0

  • Jezu i on tak wisi przez cały spektakl?

    • 5 1

  • Pamiętam inscenizację z Martą Kalmus i A. Brykalskim. "Lilla Weneda" wiecznie żywa, wciąż inspiruje. To chyba dobrze.

    • 1 0

  • Dlaczego znowu tyle nagości? (1)

    Teatr Wybrzeże jest wyjątkowy pod względem zbędnego ekshibicjonizmu aktorów. Czy nagość jest potrzebna i tyle wnosi do sztuki, że nie da się odziać aktora chociażby w kawałek materiału?

    • 16 1

    • tak

      tak

      • 1 0

  • Słowacki coś pisał o stole bilardowym??????? (2)

    • 10 6

    • czy ty w ogole rozumiesz na czym polega teatr i inscenizacja tekstu? (1)

      • 3 2

      • Tak. Można z pani Dulskiej zrobić Magdę Gessler. A akcję umieścić na Marsie, gdzie za pana Dulskiego będzie robił łazik.

        • 3 0

  • "Wojna kulturowa nigdy się nie kończy"

    Wojenna narracja a potem zdziwienie, że ludzie wojują, bo czują się zagrożeni.
    A wojują tak jak umieją...

    "Walczymy z przemmocą słowną"?

    • 1 0

  • sztuka dla sztuki

    artyści sa sami dla siebie

    • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Carboland - wystawa
Carboland - wystawa
wystawa
wrz'20 4-30.05
g. 10:00
Gdynia, Muzeum Emigracji
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
Polskie Projekty. Polscy Projektanci
wystawa
wrz'20 19-30.05
g. 11:00 - 18:00
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni

Sprawdź się

Sprawdź się

Siedziba Muzeum Narodowego w Gdańsku przy ul. Toruńskiej 1 funkcjonuje jako muzeum od...?