Wiadomości

stat

Wielka fiesta i rozśpiewana publiczność - relacja z III Siesta Festivalu

"Tej muzyki słucha się lepiej, kiedy się stoi"- poinformował Jehro rozentuzjazmowanych fanów jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. I faktycznie, słuchając takiej mieszanki latynoskich rytmów, popowego beatu, reggae czy folku, po prostu nie dało się wysiedzieć.



Trzecia edycja Siesta Festivalu, podobnie jak dwie poprzednie, okazała się frekwencyjnym i artystycznym sukcesem. Artyści poderwali publiczność do tańca i zachęcili do wspólnego śpiewania. Nawet po kreolsku!



Melody Gardot była największą gwiazdą tegorocznej edycji Siesta Festivalu. Jej koncert był perfekcyjny pod każdym względem.
Melody Gardot była największą gwiazdą tegorocznej edycji Siesta Festivalu. Jej koncert był perfekcyjny pod każdym względem. fot. Dominik Staniszewski
Marcin Kydryński, dyrektor artystyczny Siesta Festivalu.
Marcin Kydryński, dyrektor artystyczny Siesta Festivalu. fot. Dominik Staniszewski
Lura, podobnie jak wcześniej Melody Gardot i Jehro, zachęciła publiczność do wspólnego śpiewania.

Lura, podobnie jak wcześniej Melody Gardot i Jehro, zachęciła publiczność do wspólnego śpiewania.

Muzyka prezentowana podczas Siesta Festivalu:

odpowiada moim upodobaniom muzycznym 57%
zdarza mi się jej posłuchać, ale fanem nie jestem 18%
nie znam jej i nie zamierzam poznać 25%
zakończona Łącznie głosów: 53
Największą gwiazdą tegorocznej edycji Siesta Festivalu była Melody Gardot, która zabrała publiczność w muzyczną podróż po najbardziej egzotycznych zakątkach świata. Koncert rozpoczęła pełną nostalgii piosenką "The rain". Nie było to jednak wykonanie, jakie znamy z płyty "My One And Only Thrill" - motywy melodyczne stanowiły bazę do ukazania umiejętności zarówno samej wokalistki jak i członków zespołu, popisy solowe wykonawców dalekie były od jazzowej improwizacji i urzekały swoją melodyjnością. W strugach deszczu za sprawą utworów pochodzących z płyty "The Absence", powstałej pod wpływem podróży koncertowych artystki, przenieśliśmy się m. in. do Afryki, czy Ameryki Południowej. Melody zabrała nas również na spacer po Paryżu, którego uliczki, klimat a nawet zapach mogliśmy sobie bez trudu wyobrazić dzięki nasyconej elementami onomatopeicznymi opowieści, jaką uraczyła nas Gardot. "Jestem najtańszym agentem biura podróży na świecie" - zażartowała sobie, a w jej słowach było wiele prawdy. Takiego miksu kulturowego w Trójmieście nie słyszeliśmy!

Melody Gardot śpiewała po angielsku, francusku, kreolsku, czy portugalsku. Melodyka kompozycji nawiązywała m. in. do muzyki latynoskiej, afrykańskiej arabskiej. Zamykając oczy w chwili, kiedy artystka śpiewała inspirowany fado utwór "Lisboa" można było odnieść wrażenie, że wykonuje go największa gwiazda tego gatunku. Gardot skradła serca publiczności już od pierwszej chwili. Opowiadane przez nią anegdoty, choć z pewnością były zaplanowane, sprawiały wrażenie spontanicznych. Nie narzucała się publiczności, a jednocześnie zachęcała do czynnego udziału w koncercie. "Możecie wstać, jeśli chcecie", "Zróbcie trochę hałasu", "Zaśpiewajcie ze mną" - choć mówiła te słowa niejako od niechcenia, publiczność reagowała natychmiast i spełniała każde życzenie artystki. Koncert był perfekcyjny pod każdym względem - zachwycała wokalistka, fenomenalni byli towarzyszący jej muzycy, rewelacyjnie spisał się również specjalista od nagłośnienia, który pokazał, jak wielkie możliwości akustyczne drzemią w sali koncertowej Filharmonii Bałtyckiej a także śpiewał i tańczył w rytm wykonywanej muzyki. "Soudade" i "Lemanja" śpiewała z artystką cała sala. Po zakończonym koncercie owacjom nie było końca, publiczność skandowała "Melody", dostając w nagrodę "Summertime" i "Fever" na bis oraz spotkanie z gwiazdą we foyer.

Kolejny dzień festiwalowy należał do Jehro (artysta wystąpił dwukrotnie). Urodzony w Marsylii na wpół Grek, na wpół Włoch, śpiewający po francusku, hiszpańsku i angielsku zaserwował publiczności prawdziwą fiestę. "Tej muzyki słucha się lepiej, kiedy się stoi" - poinformował rozentuzjazmowanych fanów jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. I faktycznie, słuchając takiej mieszanki latynoskich rytmów, popowego beatu, reggae czy folku, po prostu nie dało się wysiedzieć.

Jehro zaprezentował zarówno dobrze znane kompozycje, jak. np. "All I Want" z wydanej w 2006 r. płyty "Jehro", a także próbkę materiału dopiero przygotowywanego do wydania (piosenka "Almost there"). Należy również docenić niebywałą kondycję fizyczną wykonawców - po półtoragodzinnym, niezwykle energetycznym koncercie mieli raptem pół godziny na zregenerowanie sił przed kolejnym występem. Najlepszą ocenę wystawili Jehro sami słuchacze podczas koncertu tańczący i śpiewający razem z wokalistą, a w drodze do wyjścia zastanawiający się, co zrobić, żeby załapać się na kolejny występ ("legalne" środki odpadały - bilety od dawna były wyprzedane).

Podczas ostatniego festiwalowego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej wystąpiła Lura. Pochodząca z Wysp Zielonego Przylądka artystka kilkukrotnie nawiązywała do twórczości Cesarii Evory, która przed kilkoma laty zaprezentowała ją polskiej publiczności. Lura zadedykowała swojej mentorce utwór "Ponciana", wykonała również piosenkę "Moda Bô", którą wcześniej śpiewała z Evorą w duecie a także, pod koniec koncertu, wspólnie z publicznością zaśpiewała jej piosenkę "Sodade". Lura jest artystką wszechstronną - nie tylko rewelacyjnie śpiewa, ale równie dobrze gwiżdże i tańczy. Potrafiła również zachęcić publiczność do śpiewania i to po kreolsku! Nie dziwi zatem, że tak jak podczas wcześniejszych festiwalowych koncertów owacjom nie było końca.

Festiwalowe koncerty odbyły się również w dwóch gdańskich klubach. W piątek i sobotę w Mieście Aniołów wystąpiła Cuca Roseta - jedna z najlepszych artystek fado na świecie.

W niedzielę, na zakończenie festiwalu, w gdańskim Parlamencie wystąpił Bonga - artysta o życiorysie równie ciekawym, co muzyka, którą wykonuje. Koncert miał charakter nieoficjalny i dyrektor artystyczny Siesta Festivalu Marcin Kydryński zachęcał do zabawy, choć tak naprawdę nie musiał tego robić - gorące rytmy semba i kizomba, w połączeniu z latynoskim popem i portugalskim folkiem sprawiały, że nogi same rwały się do tańca.

Trzecia edycja Siesta Festivalu, podobnie jak dwie poprzednie, okazała się frekwencyjnym i artystycznym sukcesem. Publiczność była zapatrzona w swoich idoli i natychmiast spełniała każdą ich zachciankę - wstawała z miejsc, tańczyła, śpiewała. Stoisko festiwalowe z płytami występujących artystów przeżywało prawdziwe oblężenie a możliwość zdobycia autografu dodatkowo podsycała ekscytację. Czy kolejna edycja okaże się równie udana? O tym przekonamy się już za rok.


Festiwal zakończyła afrykańska fiesta w gdańskim Parlamencie. Na scenie wystąpił Bonga- artysta o życiorysie równie ciekawym, co muzyka, którą wykonuje

Opinie (10) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

sierpnia

Kino Letnie Kino Polska Gdynia, Plac Grunwaldzki

22

sierpnia

Solidarity of Arts 2019 / O... Gdańsk, Europejskie Centrum Solidarności

28

sierpnia

14. Festiwal Goldbergowski Gdańsk, Dwór Artusa, Długi Targ 43/44 / Ratusz Głównego Miasta,...

Rozrywka

Tłumy na pokazach lotniczych Aerobaltic Gdynia
Aerobaltic Gdynia: tłumy na pokazach
Oceanarium Nautilus Gdańsk. Całoroczna plaża i rekiny
Nautilus Gdańsk. Całoroczna plaża i rekiny

Kulinaria

Znika Stacja Deluxe, będzie Radiostacja
Znika Stacja Deluxe, będzie Radiostacja

Planuj z nami tydzień

Pokazy lotnicze, Mozartiana i koncerty w stoczni. Planuj tydzień
Pokazy lotnicze, Mozartiana i koncerty

Sprawdź się

Pomysłodawcą Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA jest...?