• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Wieczór przy muzyce Cohena i Nohavicy w filharmonii

Ewa Palińska
12 grudnia 2016 (artykuł sprzed 5 lat) 
Opinie (21)
Koncert "Cohen-Nohavica" to autorski projekt Mariana Opani, który postanowił w ten sposób uczcić półwiecze działalności artystycznej. Koncert "Cohen-Nohavica" to autorski projekt Mariana Opani, który postanowił w ten sposób uczcić półwiecze działalności artystycznej.

W niedzielny wieczór w Filharmonii Bałtyckiej grupa artystów pod wodzą Mariana Opani zaprezentowała przeboje kultowych bardów - Leonarda Cohena i Jaromira Nohavicy. Publiczność, która wypełniła widownię do ostatniego miejsca, blisko dwugodzinny koncert nagrodziła gromkimi brawami i doprosiła się bisów.



Koncert "Cohen-Nohavica" to autorski projekt Mariana Opani, który postanowił w ten sposób uczcić półwiecze działalności artystycznej. Do współpracy zaprosił śpiewających aktorów, a kierownictwo muzyczne powierzył Januszowi Stokłosie, który podczas niedzielnego koncertu zasiadł również za fortepianem.

Już sam dobór repertuaru gwarantował frekwencyjny sukces - mimo dość wysokich cen biletów, sala koncertowa Filharmonii Bałtyckiej pękała w szwach. Atrakcyjna była również obsada, w której znaleźli się, oprócz Mariana Opani, m. in. Piotr Machalica, znany z serialu "Barwy szczęścia" Bartłomiej Nowosielski, czy tancerze biorący udział w programie "Taniec z gwiazdami" - Janja Lesar i Krzysztof Hulboj. Piosenki Cohena i Nohavicy zaśpiewali również przedstawiciele młodego pokolenia: Iwona Loranc, Monika Węgiel i Marcin Januszkiewicz.

Bartłomiej Nowosielski, Piotr Machalica i Monika Węgiel. Bartłomiej Nowosielski, Piotr Machalica i Monika Węgiel.
Scena została wystylizowana na klimatyczną knajpkę - jej wystrój stanowiły okrągłe stoliki, a półmrok rozświetlały znajdujące się na nich lampy z abażurami. W rolę konferansjera wcielił się inicjator wydarzenia - Marian Opania. Do publiczności przemawiał półszeptem, aby nadać wystąpieniu aury tajemniczości. Co mówił? Tego niestety nie wiem, ponieważ głos artysty zagłuszał projektor, obok którego przyszło mi siedzieć. Z reakcji publiczności i rozmów w foyer udało mi się jednak wywnioskować, że Opania opowiadał anegdoty. Chyba zabawne, ponieważ publiczność niejednokrotnie zanosiła się śmiechem, a jego kolejne wystąpienia przerywała oklaskami.

Każdy z utworów Cohena i Nohavicy to nie tylko dzieło sztuki, ale i wielkie wyzwanie dla wykonawców - zarówno wokalne, jak i aktorskie. Podczas niedzielnego koncertu wysłuchaliśmy piosenek w bardzo dobrym tłumaczeniu, dlatego dodatkowo mieliśmy możliwość delektować się tymi wspaniałymi tekstami. A że wysłuchaliśmy ich w wykonaniu śpiewających aktorów, mieliśmy również okazję podziwiać ciekawe i udane interpretacje. Przynajmniej w zdecydowanej większości.

Koncert otworzyło "Hallelujah" Leonarda Cohena, zaśpiewane w duecie przez Monikę Węgiel i Marcina Januszkiewicza. Cóż to był za dysonans estetyczny! O ile wokalistka dysponowała wyśmienitymi warunkami wokalnymi i dobrą dykcją, jej sceniczny partner stanowił przeciwieństwo - śpiewał niechlujnie, jego interpretacja była zbyt butna i zmanierowana. Eksponował siebie, a nie utwór. Niestety, piosenki wykonywane przez niego były najsłabszym ogniwem koncertu.

Zainteresowanie koncertem było ogromne, dlatego pod sceną ustawiono mnóstwo dodatkowych krzesełek. Zainteresowanie koncertem było ogromne, dlatego pod sceną ustawiono mnóstwo dodatkowych krzesełek.
Najjaśniej błyszczał natomiast Bartłomiej Nowosielski, fenomenalnie wykonując wesołe i rubaszne pieśni z repertuaru Nohavicy ("Kiedy mnie do wojska brali", "W małym domku za zadupiem" czy genialnie zaśpiewany, odegrany i zatańczony "Football").

Nie lada gratką były oczywiście interpretacje piosenek w wykonaniu Piotra Machalicy i Mariana Opani, którzy mają przecież kilkudziesięcioletni staż w śpiewaniu piosenek aktorskich. Koncert ubarwiły udane popisy wspomnianych wcześniej tancerzy. Publiczność była zachwycona i po zakończeniu koncertu natychmiast poderwała się z miejsc, nagradzając artystów owacją na stojąco. Na bis wysłuchaliśmy "Samuraja" Nohavicy (do śpiewania włączyła się publiczność) i powtórki "Hallelujah" Cohena.

Zachwyt publiczności mógł wydawać się uzasadniony: przez blisko dwie godziny słuchaliśmy przecież kultowych piosenek w wykonaniu znanych i zdolnych artystów. Konferansjer, jak mniemam, czarował słuchaczy zabawnymi anegdotami, więc niedzielne wyjście do filharmonii można było zaliczyć do bardzo udanych.

Fragment "Hallelujah" Leonarda Cohena w wykonaniu Moniki Węgiel i Marcina Januszkiewicza.



Mnie jednak ten koncert nie zachwycił. Przynajmniej nie tak, jak zachwycić mógłby. Rozumiem, że był to typowy objazdowy projekt nastawiony na zyski, a zainteresowanie koncertem było ogromne, ale czy naprawdę trzeba było dopychać dodatkowe krzesełka aż pod samą scenę? Tancerze potrzebowali przecież miejsca, a tak musieli się nieźle nagimnastykować, żeby podczas tańca nie wbić nóg w czoła osób siedzących w pierwszym rzędzie lub nie wpaść na solistów.

Czy przy takim obłożeniu i wysokich cenach biletów nie można było zorganizować muzyki na żywo, tylko trzeba było posiłkować się półplaybackiem? Przecież żeby odtworzyć to, co leciało w tle i do czego na fortepianie podgrywał Stokłosa, nie byłby potrzebny duży aparat wykonawczy, a więc i koszty nie byłyby wysokie. Przynajmniej w stosunku do spodziewanych zysków przy takim obłożeniu widowni. Przeszkadzały mi również słabe wizualizacje wyświetlane na znajdującym się nad sceną ekranie, które chwilami raziły kiczem, a ich zastosowanie było niejednokrotnie bezzasadne. Wielu z pewnością powie, że moje zarzuty w zasadzie nie mają wpływu na ostateczny kształt koncertu: muzyka, choć z playbacku, to jednak była, na wizualizacje można było nie patrzeć, a tancerze jakoś dali radę. Ale czy to wystarczy?

"Samuraj" Jaromira Nohavicy na bis, śpiewany razem z publicznością.

Wydarzenia

Cohen - Nohavica

poezja śpiewana, recital

Miejsca

Zobacz także

Opinie (21) 3 zablokowane

  • Pan Marian Opania dlaczego nie chciał zagrać profesora Lecha Kaczyńskiego?

    • 8 18

  • Koncert zatytułowany Cohen Nohavica

    zagrano 2 utwory Cohena i 5 Nohavicy na 2,5 h występ.
    Reszta to show pana Opani i żartów dziwnej treści

    zwykłe naciąganie i żerowanie na zmarłym

    • 15 7

  • gdybyś się trochę zainteresował, to byś wiedział, że spektakl ma już kilka lat, Cohen zmarł niecały miesiąc temu.

    • 6 3

  • i nagle postanawiają smarzyć ten kotlet jeszcze raz

    przypadkiem po śmierci Cohena. Gdybyś kojarzył choć trochę

    • 4 4

  • koncert?

    Pytanie jak można to było tak zepsuć. Wielcy bardowie, pięknie utwory, nieźli wykonawcy i pan Opania, kiepski prymitywny w komentarzach i zapowiedziach, a jak już wystąpił to prezentował poziom nawalonego bolka występującego dla kolegów przy budce z piwem. Żenujące ! Jeszcze raz szkoda. Przekłady A. Andrusa czy M. Zębatego były kiepskie, więc sam wielki M. Opania musiał się podjąć nowych przekładow - szkoda. Taki spektakl autorski jak jego autor. No cóż chałtużyć każdy może, jeden lepiej drugi gorzej.

    • 9 7

  • Nie cierpię jak na barkach znanych robi sie swoje małe geszefty.

    • 11 3

  • chałturzyc

    • 6 0

  • Bo to nie zadne wyzwanie

    • 9 2

  • Swietny koncert

    Świetny koncert, znakomici artyści, b.dobre aranżacje. I na koniec - długie owacje na na stojąco!

    • 10 6

  • żenada

    Kasa czasem przysłania wszystko. Szkoda filharmonii na takie występki.

    • 4 6

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym roku ukończono i oddano do użytku budynek Teatru Muzycznego w Gdyni (przy Placu Teatralnym 1), któremu patronuje Danuta Baduszkowa?