Wiadomości

Wartościowy, ale za mało otwarty. Podsumowanie festiwalu Solidarity of Arts

Najnowszy artukuł na ten temat

Co się stało z oryginałami porozumień sierpniowych?

Opera "Makbet" w reżyserii Marka Weissa to najbardziej dyskusyjne wydarzenie tegorocznego festiwalu Solidarity of Arts.
Opera "Makbet" w reżyserii Marka Weissa to najbardziej dyskusyjne wydarzenie tegorocznego festiwalu Solidarity of Arts.

Fantastycznym monodramem Krystyny Jandy "Biała bluzka" zakończył się w środę festiwal Solidarity of Arts. Dyskusyjnie wypadła natomiast "solidarnościowa" interpretacja "Makbeta" w Operze Bałtyckiej w niedzielę. Choć trwający ponad trzy tygodnie festiwal pokazał, że imprezy ze słowem "Solidarność" mogą być ciekawe i wartościowe, w przyszłym roku organizatorzy powinni pomyśleć o większej ilości wydarzeń otwartych dla szerszej publiczności



Krystyna Janda dała popis swoich umiejętności aktorskich w "Białej bluzce".
Krystyna Janda dała popis swoich umiejętności aktorskich w "Białej bluzce". fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
W "Makbecie" świetne role wokalne mieli Vittorio Vitelli i Katarzyna Hołysz.
W "Makbecie" świetne role wokalne mieli Vittorio Vitelli i Katarzyna Hołysz.
Koncert Pawła Mykietyna był jednym z najciekawszych przedsięwzięć muzyki klasycznej ostatnich lat w Gdańsku.
Koncert Pawła Mykietyna był jednym z najciekawszych przedsięwzięć muzyki klasycznej ostatnich lat w Gdańsku. fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
Widowisko Możdżer+ było niestety jedynym wydarzeniem festiwalu dostępnym dla szerokiej publiczności.
Widowisko Możdżer+ było niestety jedynym wydarzeniem festiwalu dostępnym dla szerokiej publiczności. fot. Aleksandra Bober/trojmiasto.pl
Warto było czekać na spektakl "Biała bluzka" w reżyserii Magdy Umer pół godziny dłużej (z powodu wypadku na linii kolejowej, aktorzy dotarli ze sporym opóźnieniem), gdyż fenomenalna rola Krystyny Jandy dosłownie wbijała w fotel i przez cały czas trwania przyciągał uwagę. Opowieść o młodej kobiecie mieszkającej w Polsce w latach 80. była fascynującym portretem społecznym, ukazującym świetnie kontekst politycznych realiów w trakcie stanu wojennego. Życiowe rozterki głównej bohaterki, Elżbiety, ukazane w formie dialogu, a jak się później okazało monologu z samą sobą, fantastycznie nakreśliły zderzenie emocjonalnego i racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość.

Krystyna Janda grała naturalnie, mówiąc niemal słowotokiem, charakterystycznym dla płci pięknej, czasem rozbawiając publiczność do łez, innym razem mówiąc poważnie o miłosnych i społecznych problemach bohaterki, a także nałogu alkoholowym. Spektakl będący adaptacją opowiadania Agnieszki Osieckiej, w ogóle nie stracił aktualności - pomijając wydarzenia sprzed trzydziestu lat, archiwalne filmy wideo ze stanu wojennego czy okresu wydarzeń strajkowych, wszystko to co działo się w "Białej bluzce" rozgrywa się przecież w wielu domach take obecnie. Swego rodzaju nieprzystosowanie i osobiste, czasem nietypowe spojrzenie na świat, o którym w ostatniej części spektaklu mówi Elżbieta, drastycznie zderza się z normami społecznymi i oczekiwaniami, z którymi wiele kobiet najzwyczajniej w świecie nie potrafi sobie poradzić. Czy może uratować je miłość, nad czym zastanawia się w końcowej części spektaklu bohaterka? Możliwe, ale jak pokazuje tamta i obecna sytuacja, rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona.

Najbardziej dyskusyjnym wydarzeniem festiwalu była prawdopodobnie opera "Makbet" Verdiego według dramatu Szekspira, która miała swoją premierę 5 września w Operze Bałtyckiej. Gdański reżyser Marek Weiss zaprosił do współpracy uznanych śpiewaków - w tytułowej roli wystąpił świetny włoski baryton Vittorio Vitelli, a wtórowała mu nie słabsza Katarzyna Hołysz w roli Lady Makbet. Równie udane kreacje stworzyli m.in. Daniel Borowski (Banko) i Paweł Skałuba (Makduf), co złożyło się na naprawdę przejmujące i udane wokalnie przedstawienie.

Sporo emocji, ale już nie tak jednoznacznie pozytywnych, wzbudziła interpretacja opery zaproponowana przez Weissa, który tragiczną walkę o władzę Makbeta wykorzystał do symbolicznych przemyśleń na temat wartości "Solidarności". Kulminacja odwołań do realiów PRL nastąpiła w czwartym akcie, gdy chór przebrany za stoczniowców, klęcząc pod ustawioną na scenie makietą pomnika Poległych Stoczniowców, odśpiewał partie o umęczonej ojczyźnie. Ten sam chór w finałowej scenie zmienia się w wojska Makdufa, które kroczą pokonać Makbeta. Drzewa i gałęzie Lasu Birmańskiego zastępują jednak legendarna stoczniowa brama i kwiaty do niej przyczepione. Trudno jednak odpowiedzieć na pytanie, co nowego metafora solidarnościowa pokazana przez Weissa - oprócz momentami nachalnego epatowania symbolami "Solidarności" - wnosi do interpretacji wydarzeń sprzed 30 lat.

Mocnym punktem festiwalu była premiera również "Vivo XXX" Pawła Mykietyna 29 sierpnia. Ponad godzinna muzyczna interpretacja skojarzeń związanych z okresem powstania "Solidarności" świetnie zobrazowała dramatyzm, niepokój, ale też piękno odwagi i zjednoczenia. Mykietyn posłużył się całą gamą środków, by symbolika zawarta w utworze była jak najbardziej sugestywna. Oprócz wielkiej orkiestry symfonicznej i chóru, można było usłyszeć barwy i dźwięki generowane elektronicznie, były odgłosy radia, a nawet pieśni ludowe. Każdy element był dla całości niezbędny, a jego umiejscowienie - głęboko przemyślane.

Najbardziej przystępnym, zarówno pod względem formy jak i dostępności, był plenerowy koncert Możdżer+, który odbył się 21 sierpnia. Mnogość scenicznych gwiazd - jak John Scofield, Marcus Miller, Steve Swallow, Lars Danielsson czy Zohar Fresco - ukazała różnorodność jazzu. Możdżer udowodnił, że jest artystą wszechstronnym, zręcznie poruszając się między różnymi odmianami tego gatunku. Było różnorodnie, ale nie chaotycznie, było zadziornie, aby za chwilę być przyjemnie. Zarówno wizualnie i dźwiękowo widowisko pokazało, że Trójmiasto stać na wielkie wydarzenia muzyczne.

Trwający od połowy sierpnia festiwal Solidarity of Arts spełnił swoje zadanie - pokazał, że za pomocą przeróżnych dziedzin sztuki można w interesujący sposób mówić o - zdawałoby się do granic już wyeksploatowanych - ideach "Solidarnośći". Podczas następnych edycji imprezy organizatorzy powinni jednak pomyśleć o większej ilości wydarzeń otwartych dla szerszej publiczności. Jedynie widowisko Możdżer+ zostało pomyślane jako wydarzenie masowe, "Biała Bluzka", "Makbet" czy koncert Mykietyna wymagały już jednak bardziej wyspecjalizowanych widzów. Solidarity of Arts - rozwijając formułę słabego Festiwalu Gwiazd i zastępując trochę nieprzemyślany Festiwal Solidarności - ma szansę stać się naprawdę ważnym wydarzeniem mówiącym o "Solidarności" w skali ogólnopolskiej. Organizatorzy muszą jednak pamiętać, o tym - aby zachowując wysoki poziom artystyczny wydarzeń - otworzyć je dla jak najszerszej i najbardziej zróżnicowanej publiczności. A to wcale nie takie łatwe zadanie.

Opinie (15) 8 zablokowanych

  • Opera Baltycka na europejskim poziomie

    Dziekujemy Panie Dyrektorze Weiss za to ,ze nasz opera wznosi sie na taki wysoki poziom artystyczny a Makbet jest tego dowodem.Z zona ze lzami w oczach sluchalismy choru"ucisniona ojczyzna" pod krzyzami solidarnosci. Zyczymy dalszych sukcesow!

    • 1 1

  • no właśnie.... (1)

    Jeśli młody wyrazi własna opinię, krytyczną dla tych, co mają dzięki układom stanowiska, to po prostu pozbywa się go.... i koło toczy się dalej, więc w obawie własnie o to żeby nie zostać bezrobotnym atystą usta milczą. Jak to możliwe, że władze Gdańska wyrażają zgodę na zamianę baletu Opery Bałtyckiej w Bałtycki Teatr Tańca, gdzie dyrektorem zostaje... Izadora Weiss!!! żona dyrektora Opery Bałtyckiej Marka Grzesińskiego-Weiss!!! A może wreszcie ktos się zainteresuje co dzieje się w Operze Bałtyckiej, bo zupełnie schodzi na psy!

    • 1 1

    • Dziekujemy Panie Marszalku i dyrektorowi Opery Baltyckiej

      Opera Baltycka ma sie znakomicie a jej poziom jest porownywalny z zachodnimi scenami.jest to swoista wizytowka Gdanska.
      Ludzie kto Wam placi za ta ANTYPROPAGANDE to jest zalosne.Ewidentne jest to ,ze |Opera baltycka zaczela cos znaczyc na mapie europejskich instytucji kulturalnych.Kogo to kluje w oczy i dlaczego____

      • 1 1

  • jeszcze

    Jeszcze trochę na ten temat, nie na temat.
    Ludzie młodzi powinni mieć większą odwagę, aby mówić, że król jest nagi, a nie dawać się wmanewrować w te same, zastane i beznadzieje układy od lat.
    Czarne jest czarne, białe jest białe. Gdańsk to miasto prowincjonalne, mieszczańskie, z układami, słabą kulturą. Jednak są tu wielkie możliwości. Ale nie dla starych, i nie dla kliku pseudoartystów, którzy nie chcą zejść ze sceny, aby oszczędzić sobie wstydu, a nikt nie ma odwagi ich wygwizdać. Mam na myśli tą zgraję: Tymański i spółka.

    • 2 0

  • potwierdzam

    Potwierdzam. Gdańsk to miasto układzików i kolesiów. Starzy nie chcą odejść na emeryturę, więc gdzie młodzi mają pracować? Tutaj nie zatrudnia się człowiek, tylko zostaje "mianowany" przez kolesiów dożywotnio.
    Ale co zrobić by to zmienić?
    Gdańsk jest za mało otwartym na świat i ludzi miastem. To miasto mieszczuchów, kŧórzy poza czubkiem swojego nosa, swoim samochodem, mieszkankiem i nowymi meblami nie widzą nic innego. Liczy się kto ile ma, a nie kto kim jest. Dosłownie, jakim jest człowiekiem, a nie jakie ma tytuły. Gdańszczanie to uwielbiają. Tytułowanie się. Panie profesorze, panie doktorze. Niedobrze się robi. Wyjechałam z tego miasta na 10 lat i żałuję, że wróciłam.
    Okolica piękna, ale ludzie i układy prowincjonalne.

    • 2 1

  • o kurde jak ja się ciesze że mieszkam w Gdańsku od urodzenia i z wyższym wykształceniem jestem bezrobotny bo wszystkie posady są pozajmowane przez układziki, wiem więcej od wielu o solidarności, jestem rocznik 70, pseudo artyści dostają miliony a my jesteśmy bezrobotni. Panie Adamowicz coś tu jest nie tak!
    Gówno a nie sprawiedliwość! Miasto Wolności? Tylko dla kogo ja się pytam jeśli w tym mieście kilkanaście tysięcy osób jest żebrakami na bezrobociu!!! DLA KOGO TA WOLNOŚĆ !!!

    • 3 1

  • marne dziennikarstwo dwóch panów:-( świetny Festiwal Solidarity of Arts!:-) (1)

    • 3 0

    • @ja

      a dlaczego?

      • 1 1

  • Janda Wielka! (1)

    Krystyna Janda była wczoraj po prostu wielka. To, co zaprezentowała w Filharmonii nie można nazwać kunsztem aktorskim- to był po prostu geniusz aktorski. Jej rola naprawdę wbijała w fotel, a ze spektaklu wyszedłem (pewnie nie tylko ja) dosłownie oszołomiony. Ogromne brawa należą się też Magdzie Umer, dzięki której sztuka nie miała absolutnie żadnych słabych i słabszych momentów. Zabrzmi to trywialnie, ale dla takich dwóch godzin naprawdę warto żyć. Kocham Panią, Pani Krystyno!

    • 5 3

    • Ja też.

      • 0 2

  • kto to napisał?

    Panowie, nie potraficie pisać, czytam wasze "artykuły" już od dłuższego czasu i niestety za każdym razem potwierdzacie swoją indolencję. Brak słów.

    • 3 3

  • gratuluję organizatorom

    Miałam okazję uczesniczyć w dwóch wydarzeniach festiwalu, zachwycona operą "Makbet" oraz urzeczona Krystyną Jandą w "Białej bluzce". Zupełnie nie rozumiem autorów piszących podsumowanie, którzy wyrażają swoje opinie pisząc "Życiowe rozterki głównej bohaterki, Elżbiety, ukazane w formie dialogu, a jak się później okazało monologu z samą sobą(...)". Sama utorka nie do końca mówi czy rzeczywiście jest to dialog czy monolog dlaczego więc pan Knera wraz z panem Stafiejem kuszą się na tego typu stiwerdzenia?! Oburzające! Ponadto szowinistyczne stwierdzenia "mówiąc niemal słowotokiem, charakterystycznym dla płci pięknej(...)" oraz dalej "Swego rodzaju nieprzystosowanie i osobiste (...) spojrzenie na świat,(...)drastycznie zderza się z normami społecznymi i oczekiwaniami, z którymi wiele kobiet najzwyczajniej w świecie nie potrafi sobie poradzić" jest conajmniej obraźliwe! Takie opinie powinno się zachować dla siebie. Radzę popracować nas warsztatem dziennikarskim, bo póki co daleko mu do profesjonalizmu.

    • 3 3

  • Zjednoczone siły robotnicze zabijają złego tyrana Makbeta!!

    A następnie w kaskach i stoczniowych kufajkach lamentują pod pomnikiem trzech krzyży. Myślałem, że padnę gdy to zobaczyłem. Przecież to straszne było. Przez chwilę sobie pomyślałem, że reżyser sobie jaja urządził z solidarnościowców.

    • 4 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Autostopem przez apokalipsę. Recenzja filmu "Greenland"
Recenzja filmu "Greenland"

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

Sprawdź się

Ile lat istniała Sopocka Scena Off de BICZ?