Wiadomości

"Warto postawić na siebie". Wywiad z Magdaleną Król

Najnowszy artukuł na ten temat

Pogotowie Maryjne: na ratunek porzuconym dewocjonaliom

"Kiedyś nie odważyłabym się nawet pomyśleć, że ktoś mógłby chcieć zorganizować mi wystawę, napisać do mnie maila w sprawie zakupu obrazu, zaproponować udział w jakimś projekcie, a przecież te wszystkie rzeczy mi się przytrafiły."
"Kiedyś nie odważyłabym się nawet pomyśleć, że ktoś mógłby chcieć zorganizować mi wystawę, napisać do mnie maila w sprawie zakupu obrazu, zaproponować udział w jakimś projekcie, a przecież te wszystkie rzeczy mi się przytrafiły." fot. Łukasz Głowala/trojmiasto.pl

- Malowanie okazało się być punktem zwrotnym: kiedy się nim zajęłam, wszystko przewróciło się w moim życiu do góry nogami - mówi Magdalena Król. Malarstwo pojawiło się w jej życiu stosunkowo niedawno, choć tak naprawdę towarzyszyło jej od zawsze. W rozmowie z nami opowiada o bezsenności, emocjach, swoich inspiracjach, ale też o tym, dlaczego warto walczyć o swoje marzenia.



Aleksandra Wrona: Spotkałyśmy się w twojej pracowni, jesteś już po dwóch wystawach, przed tobą trzecia, a jednak wciąż zawstydzasz się, gdy ktoś nazywa cię artystką. Dlaczego?

Magdalena Król: Powodów jest wiele... muszę, a przede wszystkim chcę jeszcze pochłonąć wiele wiedzy. Czeka mnie długa droga, ale bardzo mnie to cieszy na samą myśl. Jeszcze nie czuję się w tym pewnie i onieśmiela mnie fakt, że nie posiadam dyplomu uczelni artystycznej. Absolwenci takich szkół śmiało mogą tytułować się malarzem czy fotografem. Kolejny powód: wciąż nie mam pewności siebie w tym, co robię, wciąż mam poczucie niedosytu. Oczywiście słyszę od innych osób, w tym również tych, które mają ogromną wiedzę, że robię milowe kroki, to bardzo cieszy. Wyróżnieniem i radością są wystawy w tych wszystkich ważnych i wyjątkowych miejscach. Wiosenna wystawa odbędzie się w galerii Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, to dla mnie ogromny sukces i kolejna dobra decyzja.

Wspomniałaś o dyplomie. Myślisz, że jest ci jeszcze potrzebny?

Na pewno byłby dla mnie dużym ułatwieniem. Warsztatem pracy, wielu korekt, wielu poglądów, wielu rozmów, wielu inspiracji. Oczywiście trochę mi żal, że nie poszłam na uczelnię artystyczną, byłam niepokorną nastolatką, która niechętnie słuchała rodziców i zawsze robiła po swojemu. Gdybym poszła na studia artystyczne, prawdopodobnie moje życie wyglądałoby inaczej. Ale czy lepiej? Nie wiem. Przecież nie każdy malarz po ASP pracuje w swoim zawodzie i tutaj się to tyczy oczywiście każdej uczelni i ich absolwentów. Zaczęłam malować, kiedy byłam już dojrzała, świadoma i moje obrazy odzwierciedlają mnie samą, to, co mnie otacza i co mnie dotyka. Gdybym zaczęła malować wcześniej, moje prace prawdopodobnie wyglądałyby inaczej. I może nigdy bym nie malowała w taki sposób, tylko w wyuczony, pokierowany przez kogoś? Możliwe.

Nigdy nie myślałam o tym, że coś muszę za wszelką cenę osiągnąć. Najzwyczajniej cieszyłam się z każdego najmniejszego sukcesu i robiłam dalej swoje, na nic nie licząc.
Czy malowanie jest dla ciebie pracą?

I tak i nie, trudno wytłumaczyć komuś, kto nie jest w czyjejś skórze. Po wielu godzinach jestem najzwyczajniej zmęczona. Przy płótnie spędzam każdy, ale to każdy wolny dzień. W trakcie tygodnia pracuję zdalnie dla redakcji "Label magazine" i to dla mnie świetny układ, daje mi luz, którego nigdy nie miałam przez większość swojego życia, gdy codziennie biegłam do pracy, do biura. W tym czasie mogę myśleć również o swoich sprawach.

Rozmawiając z malarzami często słyszę, że malowanie towarzyszyło im od dziecka. Z tobą było inaczej. Kiedy pierwszy raz sięgnęłaś po pędzle?

Tak, oczywiście, w dzieciństwie malowałam, jak każde dziecko, które weźmie do ręki kredki. Jedno dziecko chętniej, drugie mniej, ja zawsze byłam tym z zapałem. Ostatnio znalazłam jeden z obrazków na kartce z podpisem "1a" i ze zdumieniem stwierdziłam, że naprawdę wówczas byłam zdolniachą. Wtedy nie brałam na poważnie słów nauczycielki, bo przecież chwaliła wszystkie dzieci, ale teraz widzę, że te rysunki naprawdę się wyróżniały. Marzyło mi się liceum plastyczne, pomyślałam, że sobie nie poradzę, że będzie tam za duża konkurencja, że przestanę być uważana za zdolną... typowe rozterki nastolatki. Poszłam w zupełnie innym kierunku, zapewne bezpieczniejszym, i na wiele lat całkowicie porzuciłam malowanie.

Wracałaś czasem myślami do rysowania, farb i pędzli?

Cały czas! Wciąż czułam, że czegoś mi brakuje. Jakbym była wybrakowana. Na zewnątrz
wszystko wyglądało tak jak powinno: pracowałam, zarabiałam, dobrze radziłam sobie w życiu, a jednak w środku wciąż czułam pustkę, wielokrotnie zastanawiałam się nad sensem tego wszystkiego. Podskórnie czułam, że malowanie to właśnie to, co utraciłam. Miałam maleńki żal do rodziców, że mnie do tego nie zmusili, ale z drugiej strony jak zmusić do czegoś własne dziecko, które się bardzo kocha?

Co było punktem przełomowym?

Był taki moment, kiedy w moim życiu wszystko się posypało. Wydarzyło się wiele przykrych spraw, które sprawiły, że musiałam w swoim życiu znaleźć nowy punkt zaczepienia. Mocno je przewartościowałam. W mojej głowie pojawiła się myśl, że koniecznie muszę zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Że nie mogę wciąż czekać, że to ten czas! Pierwszy raz w życiu zebrałam się na odwagę, aby zawalczyć o siebie i swoje marzenia. Kiedy wyciągnęłam rękę, wszystko potoczyło się swoim torem. Warto myśleć o sobie.

Co wtedy zrobiłaś?

To była mozolna praca, poszukiwania i wiele prób. Szukałam kogoś, kto nauczyłby mnie podstaw malowania, aby przypomniał, było trudno. Ostatni raz malowałam w szkole podstawowej, także byłam kompletnie zielona. "Malowałam", bo ciężko to nazwać malowaniem. Na warsztatach pojawiała się młodzież, która przygotowywała się do egzaminów wstępnych na studia. A ja bardzo chciałam tylko rozwijać swoje hobby. Miałam szczęście trafić do dwóch malarek, które pomogły mi wszystko zacząć. Pani Brygida Mrozek dawała mi wiele ćwiczeń, oglądała ze mną albumy z obrazami, opowiadała o malarstwie, przyglądała się moim pracom i pomogła mi obrać kierunek. Druga, Malwina Tomaszewska, pozwalała mi malować to, co chcę, zawsze miałam u niej korektę. Usłyszałam od niej wiele ważnych kwestii. Nie szkoliłam się długo, to było zawsze kilka spotkań, które dały mi rozpęd.

Czy od początku malowałaś twarze?

Na samym początku próbowałam wszystkiego, ale to twarze były dla mnie zawsze najciekawsze. Nawet gdy nie malowałam. Odkąd pamiętam interesowały mnie osoby o nietypowej urodzie, wydawały się bardziej inspirujące, sensualne... Zwracam też dużą uwagę na uszy, to bardzo intrygująca część ciała.

Mówisz o tym, że podobają ci się nietypowe twarze, a jednak na twoich pracach
trudno jest rozpoznać konkretne osoby.


To prawda, nawet jeśli zauroczę się czyjąś twarzą, traktuję ją jako inspirację. Maluję głównie emocje, które ze mnie wypływają, przekazując te właśnie emocje danemu portretowi.

Na zdjęciach z twoich wystaw widać roześmianą blondynkę wśród obrazów przedstawiających często smutne i przepełnione niepokojem twarze. Skąd bierze się ten kontrast?

Nie jesteś pierwsza, która zwraca na to uwagę! Moja pierwsza wystawa była bardzo trudna. Wyrzuciłam na płótno cały swój smutek, żal, tęsknotę, namiętności i oczywiście wszelkie radości, wszystkie targające mną emocje, cały wachlarz. Bardzo mi to pomogło. To wyjątkowe uczucie.

Jak poczułaś się widząc wszystkie te obrazy na ścianie galerii?

Zdenerwowanie to mało powiedziane, myślałam, że stracę przytomność jadąc do Kolonii Artystów. Pierwszy strach to był przede wszystkim o to, czy nie przyniosę galerii wstydu. Wernisaż to był czysty obłęd! Pełen sukces, radość, mnóstwo przyjaznych buzi. Pojawiło się koło stu osób, byliśmy wszyscy zaskoczeni. Czuć było kontrast: ja, taka roześmiana, pobudzona, żartująca, a na ścianach trudna tematyka, trudne emocje.

A skąd wziął się tytuł wystawy "Bezsenność"?

Faktycznie, miałam wtedy problemy ze snem, ale był to też wynik tego, że rysowałam i malowałam nocami i późnym wieczorem. Bezsenne noce, tęsknoty, smutki - wszystkie te nocne zmory, które wychodzą do nas po zmroku, w ciszy, znalazły tam swoje miejsce.

To, co maluję jest moje, pochodzi z mojego wnętrza, ale tak naprawdę osoba patrząca na obraz widzi w nim swoją historię.
Podobno rzuciłaś pracę, żeby przygotować się do wystawy.

Nie do końca porzuciłam, ale pożegnaliśmy się z szefem. To był piękny czas, w którym żyłam tylko dla malowania, dla godzin spędzonych w pracowni. Warto było zaryzykować.

Czy na wystawie w Teatrze Szekspirowskim zobaczymy twoje nowe obrazy?

Tak, będą zupełnie nowe obrazy. Ale będzie to kontynuacja cyklu, który rozpoczął się podczas pierwszej wystawy w Kolonii Artystów, a w galerii Sztuka Wyboru w listopadzie zeszłego roku odbyła się wystawa pt. "Antrakt", łącząca te wystawy. Na obrazach wciąż czuć ten sam charakterystyczny klimat. Chciałabym tą wystawą zakończyć cały cykl i pomyśleć spokojnie nad czymś nowym. Już się nie mogę tego okresu doczekać.

Na twoich nowych obrazach pojawia się nowy element - dłonie.

Zaczęłam malować dłonie, kiedy poczułam się pewniej. Otwiera w obrazie nowe wątki, które można dowolnie interpretować. Jedni widzą w nich czułość, inni niepokój... Ja widzę w nich również wszystkie te "super dłonie", które mnie otaczają, dotykają, dotykały i wspierają. Staram się nie dawać wskazówek odczytywania obrazów, umyślnie nie nadaję im tytułów, również umyślnie maluję androgeniczne twarze. To, co maluję jest moje, pochodzi z mojego wnętrza, ale tak naprawdę osoba patrząca na obraz widzi w nim swoją historię, dlatego te odczucia są najczęściej bardzo zróżnicowane.

Czasem malujesz też siebie.

Bardzo często jestem swoim modelem. Fotografuję się, w ten sposób jest mi łatwiej odwzorować postać czy sposób, w jaki układają się dłonie. Najzwyczajniej uczę się w ten sposób i poznaję.

Jaką rolę w twojej twórczości odegrał Instagram? To, że wśród selfie i zdjęć pokazujących wystylizowaną codzienność pojawiają się obrazy jest czymś nietypowym. Skąd pomysł, żeby dzielić się swoją sztuką właśnie w ten sposób?

Założyłam Instagram, żeby wyżyć się artystycznie, więc zaczęłam robić zdjęcia. Dopiero później zaczęłam przemycać tam informacje o malowaniu. Obiór był na tyle pozytywny, że wkrótce całkowicie zmieniłam profil mojego konta na malarstwo. Tak naprawdę cała moja malarska przygoda zaczęła się kręcić dzięki Instagramowi - to dzięki niemu miałam pierwszą wystawę w wyjątkowym miejscu, sprzedałam pierwszy obraz i dostałam świetną kreatywną pracę. Założyłam działalność gospodarczą i złożyłam wniosek o dotację z urzędu na pracownię malarską. W samym wniosku też użyłam w portfolio między innymi mediów społecznościowych. Koncept był szalony, ale ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mój projekt został zaakceptowany. Po raz kolejny przekonałam się, że warto próbować realizować nawet te pozornie niedorzeczne pomysły.

Co malowanie zmieniło w twoim życiu?

Malowanie okazało się być punktem zwrotnym: kiedy się nim zajęłam, wszystko przewróciło się w moim życiu do góry nogami. To, gdzie teraz jestem jest wypadkową wielu zdarzeń i ludzi, którzy mnie otaczają. Czuję się spełniona. Kiedyś nie odważyłabym się nawet pomyśleć, że ktoś mógłby chcieć zorganizować mi wystawę, napisać do mnie maila w sprawie zakupu obrazu, zaproponować udział w jakimś projekcie, a przecież te wszystkie rzeczy mi się przytrafiły. Nigdy nie myślałam o tym, że coś muszę za wszelką cenę osiągnąć. Najzwyczajniej cieszyłam się z każdego najmniejszego sukcesu i robiłam dalej swoje, na nic nie licząc. Jedna decyzja pociągnęła za sobą lawinę zdarzeń, które zmieniły całą moją codzienność. Nie wyobrażam sobie, aby mógł mi ktoś to teraz odebrać.

Opinie (16)

  • Jakie szczęście odkryć to co się lubi i robić to ! i jeszcze żeby z tego wyżyć! Pełne spełnienie !

    • 28 0

  • Zuch!

    • 9 3

  • Teraz to już nawet na siebie nie można postawić, nawet sobie nie można do końca ufać, takie czasy.

    Dobrze że jeszcze ktoś potrafi i że komuś się chce, bo ja bym nie umiał. Zbyt abstrakcyjne to dla mnie i zbyt irracjonalne.

    • 8 4

  • Arty (4)

    Wszystko fajnie,ale trochę lipa, że urzędy szastają pieniędzmi na dofinansowanie pracowni dla podstarzałej pani, która chce malować, zmaiast wspierać młodych artystów.

    • 10 47

    • Nikt im nie broni

      Wystarczy się nie lenić. Samo nie przyjdzie. A obecne pokolenie chce tylko dostać, nie starać się.

      • 18 0

    • A co, "podstarzała pani" powinna się już położyć do trumny? Chciałbym zobaczyć twój wyraz twarzy, kiedy się zorientujesz, jak czas szybko leci...

      • 29 0

    • jedziesz chamstwem i zawiścią. Dzień bez wbicia szpili dniem straconym. I samopoczucie lepsze. Tylko smród pozostaje.

      • 21 0

    • Tak bardzo ciekawe...

      Widocznie ta podstarzała pani jak piszesz ma co pokazać i coś reprezentuje sobą w przeciwieństwie do niektórych młodych osobników .

      • 15 0

  • Super! (3)

    Podoba mi się - i pani, i jej prace :) Gratuluję odwagi i pasji! A dyplomem w tych czasach można się podetrzeć, ważne są umiejętności! Czekam na wystawę!

    • 30 5

    • Najpierw to trzeba dyplom mieć.

      Potem można się nim ewentualnie podetrzeć... dziewczynko.

      • 9 9

    • lekarz bez dyplomu amator (1)

      Skoro dyplom jest taki niepotrzebny to niech operują cię lekarze amatorzy bez dyplomu :)

      • 6 8

      • Nie popadajmy w skrajności

        Przecież wiadomo o co jej chodziło

        • 9 0

  • Niesamowicie zazdroszczę odwagi i talentu.

    • 19 1

  • Każdy ma jakiś cel w swoim życiu jakiś talent..

    Tylko większość go nie odkrywa bo albo nie ma na to odwagi albo robi to co im inni narzucają. Dlatego postanowiłem robić to co lubię i potrafię a inni to zauważyli bach leci dalej pozdrawiam ludzi którzy czują coś więcej "Niż hajs, jego brak, zakupy w ręce"

    • 11 0

  • Pamiętam tamten czas.

    I ciężkie chwile, notesik z malunkami, łzy, złość, radość... piękne czasy. Nigdy ich i Ciebie Droga Magdaleno nie zapomnę. Tak bardzo się cieszę, że Ci się udało spełnić marzenia. Tak bardzo się cieszę, że mogę się pochwalić znajomością z Tobą. Ucałuj Y. ❤

    • 11 2

  • dłonie? Ale to już było.... w "Poszukiwany, poszukiwana"

    "ja zrobię cały cykl! Dłonie damskie! Męskie! Dziecięce! W czerniach , w bielach!!"
    ;)

    • 10 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Naukowiec z Gdyni w nowej edycji "Top Model"
Gdynianin walczy o sławę w "Top Model"

Kulinaria

Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii z Trójmiasta
Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

Sprawdź się

Pierwszym gospodarzem Dworu Artusa było: