• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

W sieci samotności. Recenzja książki "Faber" Iwony Partyki

Iwona Partyka "Faber", Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2012.
Iwona Partyka "Faber", Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2012. mat. prasowe

W czasach, kiedy praktycznie każdy może wydać swoją własną książkę, dobrze wymyślona fabuła i poprawny styl nie wystarczą, by zafascynować czytelnika i zapisać mu się w pamięci na dłużej. Potrzeba czegoś więcej, czegoś wyjątkowego - i tego właśnie w debiucie powieściowym Iwony Partyki zabrakło.



Główny bohater książki gdyńskiej pisarki, Iwony Partyki, tytułowy Faber, wie, że jego koniec zbliża się nieuchronnie. W samotnym gnieździe, uwitym we wnętrzu opuszczonego jachtu, jest miejsce tylko dla niego, psa i całej masy wspomnień, które wciąż nie dają mu spokoju. A że przez siedemdziesiąt lat życia widział wiele, ma o czym myśleć - i to właśnie jego nostalgiczne "powroty do przeszłości" stanowią główną oś fabularną "Fabera".

Choć w zasadzie trudno mówić w tym przypadku o jednej osi, bo brak tutaj chronologii, porządek miejsc i czasów zostaje mocno zachwiany, a opisywane wydarzenia przypominają raczej pojedyncze koraliki mozolnie nawlekane na długi sznurek. Sceny z życia w obozie koncentracyjnym mieszają się z opisami pierwszych doświadczeń erotycznych, a wspomnienia z dzieciństwa przeplatane są refleksjami na temat prawdziwej miłości. Ten sposób prowadzenia narracji - może niezbyt nowatorski, ale wymagający od autora dyscypliny i konsekwencji - jest jedną z największych zalet książki Iwony Partyki.

Jak dużo czytasz w ciągu dnia?

Zobacz wyniki (148)
Widać też, że autorka dokładnie obmyśliła wykreowane przez siebie postaci. Szczególnie dobrze i prawdziwie wypada wdowa Rose, wprowadzająca młodego Fabera w arkana sztuki miłosnej - z jednej strony pełna troskliwości matka, z drugiej - ponętna kobieta chłonąca przyjemności życia wszystkimi zmysłami. Problemów nastręczał mi natomiast przy lekturze sam tytułowy Faber - bo mimo że naszkicowany wprawnie i umiejętnie, jest typem tak antypatycznym, że niektóre epizody z jego życia, zamiast wywoływać współczucie, sprawiały, że nie mogłam odpędzić od siebie myśli w stylu: "A dobrze mu tak!".

Faber jest bowiem typem mizoginistycznego maczo, klasycznym twardzielem, który sam o sobie mówi, że ma "oczy bez łez". Przypomina mi nieco bohaterów z powieści izraelskich Marka Hłaski - silnych facetów po przejściach, którzy nie są w stanie obdarzyć nikogo zaufaniem. Również popularny motyw dziwki i Madonny wydaje się być żywcem wyjęty z prozy Hłaski: w życiu bohatera liczy się tak naprawdę tylko jedna kobieta, wzniesiona na piedestał, do bólu idealizowana i oczywiście kompletnie nieosiągalna. Inne, napotykane na jego drodze przedstawicielki płci pięknej, stanowią tani substytut i służą jedynie do zaspokajania potrzeb seksualnych.

Muszę jednak przyznać, że powieść Iwony Partyki czyta się całkiem nieźle - nie bez powodu to właśnie ona wygrała konkurs literacki portalu e-pisarz.org. Są tu momenty bardziej udane (wstrząsające opisy życia w obozie koncentracyjnym), są też zupełnie nietrafione (potwornie banalna rozmowa młodej dziewczyny z Faberem na temat sensu życia i wiary). Szkoda, że cała ta długa i zgrabnie ułożona opowieść jest trochę jak bogato zdobione pudełeczko, w którym mamy nadzieję znaleźć coś wyjątkowego, a po otwarciu okazuje się, że na dnie jest tylko kilka okruszków brokatu. Bo o czym tak naprawdę jest "Faber"? O niemożliwej do zaspokojenia potrzebie miłości? O samotności, która jest jedyną pewną rzeczą w życiu? Czy o tym, że nawet jeż potrzebuje, by go czasem pogłaskać? To nic innego, jak klasyczny przerost formy nad treścią.

W czasach, gdy każdy może bez problemu wydać swoją powieść, dobrze wymyślona fabuła i poprawny styl nie wystarczą, by zafascynować czytelnika i zapisać mu się w pamięci na dłużej. Potrzeba czegoś więcej, czegoś wyjątkowego - i tego właśnie w "Faberze"mi zabrakło.

Opinie (28) 3 zablokowane

  • Pani Aleksandra Lamek kim jest... (9)

    ... zeby takie opinie podawac do wiadomosci publicznej? Proponuje bloga zalozyc bo recenzja to zadna a krytyka literacka do bani. Nie wystarczy miec wlosow spietych do gory, jezdzic z rozpieta kurtka na lansiarskim holendrze po miescie, zeby uwazac sie za krytyka literackiego. Trzeba czegos wiecej, czegos wyjatkowego - i tego wlasnie w "recenzji" mi zabraklo.

    • 38 10

    • Wystarczy wiedzieć, że...

      Recenzja w portalu to nie jest krytyka literacka - nie jest to branżowe czasopismo, a recenzent czy dziennikarz to nie to samo co krytyk.

      • 0 0

    • do kLamki (4)

      Nie znam autorki powyższego "tekstu". Niemniej przez Twój jakże błyskotliwy komentarz przebija zawiść i złośliwość niezbyt wyszukana. Skoro sypiesz jak z rękawa przepisem na to CZYM miałaby zająć się autorka. Może po prostu zajmij się swoją robotą ? i rób to najlepiej jak potrafisz ?
      Bardzo chętnie zapoznam się z Twoimi dokonaniami w tej kwestii. No bo chyba, nie krytykujesz czyjej działalności, nie będąc samemu co najmniej profesjonalistą ?

      • 9 7

      • Zadna zlosliwosc (2)

        tylko ciezko czytac takie wypociny kogos, kto kompletnie nie umie tego robic. Czxytuje sporo krytyki literackiej a to co tutaj to kompletna porazka. Jesli ma byc krytyka to niech bedzie na poziomie wyzszym anizeli licealne wynurzenia dziennikarzyny. To chodzi o ten rodzaj profesjonalizmu a nie o przekomarzanie sie kto w czym lepszy.

        • 2 2

        • (1)

          Ale czytywanie krytyki literackiej w sporej ilości nic a nic nie wpłynęło na Twój nieudolny sposób wypowiadania się. Może zacznij czytać "w sporej ilości" literaturę piękną?

          • 1 0

          • WYdaje mi sie

            ze czytam wiecej niz sadzisz. I krytyka literacka tego co sam napisalem i wydalem za granica byla o niebo lepiej skonstruowana niz to co tu czytam. Chodzi mi o profesjonalizm. Jesli recenzuje sie czyjes dzielo to trzeba to robic namaszczeniem. A nie odwalic raport na miare wypracowania dla pani od j. polskiego. Moj nieudolny sposob wypowiadania sie jest moim sposobem wypowiedzi na to co przeczytalem. Moja mysla skierowana do kogos, kto probuje wciskac takie rzeczy szerszej publicznosci. Mysl autorki artykulu to mysl skieorwana zdecydowanie do odbiorcow. Poza tym - tak jak i jej mierna recenzja - niezaleznie od tematu - spokala sie z odzewem tak i moje zdanie zawiera cos, co Cie poruszylo, wkurzylo - jakkolwiek. Jesli masz problem z tym, ze komus sie to nie podoba to uderzaj w temat a nie bazgraj od rzeczy o "wczorajszym sniegu". Napisz raz i porzadnie bez przeciagania i powtarzania stosu bzdur.

            • 1 1

      • A dlaczego się dziwisz ? My Polacy zawsze lepiej wiemy co inni powinni robić ze swoim życiem,pieniędzmi, uczuciami itp.

        ;)

        • 5 3

    • ha ha ha (2)

      Dobrze powiedziane

      • 14 4

      • (1)

        hahaha ... ładnie to tak "komentować" swój własny wpis ?

        • 0 7

        • A zapomnial ktos o TORach

          i VPNach? :)

          • 0 0

  • ocena książki

    Skoro na coczytac.pl "Lord Jim" J. Conrada ma notę 4.2, to ocena "Fabera" 5.56 jest chyba, co tu dużo mówić, rewelacyjna!!! Z pewnością kupię książkę p. Partyki!
    Pzdr, Czytelniczka

    • 0 0

  • nasza ocena tej książki: 5.56 / 10
    18 ocen, czyli: można przeczytać

    • 0 0

  • ja

    czy po przeczytaniu nazwisk kapituły i innych komplementów mamy już obowiązek zachwycić się tą książką?

    • 0 0

  • o recenzji

    W czasach, kiedy praktycznie każdy może pisać swojego bloga i uważać za recenzenta, sam fakt przeczytania książki i wyrażenie opinii jw. nie wystarczą, by być krytykiem literackim.
    Więcej tu nieżyczliwej krytyki niż literaturoznawstwa. O polocie, wyważeniu, lekkości pióra nie wspominając.

    Pani Aleksandro, a kiedy Pani debiut , np w TOPOSie?

    • 0 1

  • (1)

    pani Iwonka to sie pewnie zachwyca "wybitna"tworczascia lydi aliena...

    • 0 5

    • pewnie

      mało wiesz o autorce, Mareczku,
      przed pisaniem głupiutkich komentarzy, proponuję zdobyć się na wysiłek zapoznania z faktami

      • 0 0

  • Recenzowana książka to faktycznie małokolorowy paw (1)

    No ale tak to jest jak za pisanie biorą się niespełnione quasi-feministki o ambicjach psychologicznych, których własne życie jest esencją niewiadomo czego, a cnotę hoduje się do 40-tki...

    • 2 3

    • najwyraźniej nie wiesz, co mówisz

      a z pewnością mało wiesz o autorce, skoro piszesz takie prostackie bzdury, ma trójkę pięknych synów, jest matką, żoną, fajną koleżanką, oczytaną osobą,
      i ma spory dystans do swojego pisania - nie każdy dostaje Nobla.
      To raczej tobie "niewiadomo co" uderzyło do głowy, że śmiesz pod pseudonimem oceniać czyjesz życie.
      Nie podoba ci się książka, to nie czytaj, albo sam spróbuj napisać lepszą, chocby recenzję niż ona powieść, bo jak na razie widać tylko nietrafione obraźliwe złośliwości.

      • 0 0

  • dla równowagi 4:

    - W końcu ukazał się Faber, nasza zwycięska powieść. Dość długo musieliśmy czekać na jego wydanie

    - Niestety, a może i dobrze. Tekst, który został wysłany na konkurs był zupełnie surowy, gdyż
    nie liczyłam się z możliwością wygranej. Był to akt zupełnie spontaniczny zwieńczony zwycięstwem.
    Zupełnie niespodziewanym. Tyle czasu zabrały mi poprawki i praca nad okładką.

    - Proszę nam powiedzieć jak w ogóle doszło do napisania książki. Skąd inspiracja?

    - To był długi proces. Zanim w ogóle zaczęłam myśleć o pisaniu, miały miejsca trzy wydarzenia
    pozornie niezwiązane ze sobą. Pierwsze to prześladujący mnie obraz dziewczyny, stojącej nad
    brzegiem morza, w porannym słońcu i wpatrującej się w dal. Miałam go wiele razy przed oczami
    - pojawił się też w ostatniej scenie mojej powieści. Drugie zdarzenie miało miejsce podczas
    podróży na Hel, kilkanaście lat temu. Zauważyłam wówczas stojący na brzegu na stelażu jacht,
    na którym mieszkał starszy mężczyzna - tak jak Faber, bohater mojej książki. Wokół wisiały jakieś
    linki z bielizną, biegał pies. Zafascynował mnie ten widok. Trzecia rzecz zdarzyła się podczas
    wycieczki do Stuttofu, po którym oprowadzałam grupę turystów z zagranicy. Przez pewien czas
    w ogóle nie wiedzieli, gdzie się znajdują, byli w dość radosnym nastroju. Dopiero gdy zobaczyli
    film poświęcony historii obozu, doszło do nich, co to za miejsce. Uświadomiłam sobie wtedy,
    jak mało świat wie o tej karcie historii, o obozach koncentracyjnych. Stąd w "Faberze" wątek
    obozowy, wiążący się z przeszłością bohatera.

    faber

    - Ile czasu powstawała książka?

    - Cztery lata.

    - Tak długo?

    - Tak. Pisanie przeplatałam ze studiowaniem materiałów dotyczących historii Gdyni oraz tematyką
    wojenno-obozową. I choć tak naprawdę o samych doświadczeniach obozowych bohatera mamy
    zaledwie kilka stron, zgłębienie tego tematu jest rzeczą wręcz karkołomną. Poza tym, to były
    rzeczy trudne, często mnie przerastające. Widocznie musiałam pisać powoli. Nieraz robiłam sobie
    przerwy.

    - Struktura powieści jest dość trudna. Brak w niej chronologii, czas i miejsca mieszają się ze sobą.
    Dlaczego?

    - Dlatego, że pamięć nie jest rzeczą statyczną i uporządkowaną. Wiadomo, że te dwie rzeczy się
    uzupełniają. Forma jest na usługach treści i odwrotnie. Jedno nie istnieje bez drugiego. Temat,
    każdy temat poszukuje swojego najlepszego ucieleśnienia w formie.
    - A temat? Nie obawiała się Pani, że będzie zbyt trudny, czy kontrowersyjny?

    - Literatura ma być trudna. Nie jest po to, by życie ułatwiać, ale by w jakiś tam sposób życie
    utrudniać. Dwóch rzeczy obawiałam się najbardziej. Po pierwsze tematu miłości. Wbrew
    pozorom, nie jest łatwo napisać książkę o miłości, która nie przenosi swoich własnych emocji,
    bądź korzysta z nich jak najmniej. Napisze się książkę o miłości i wszyscy od razu myślą, że to
    przeniesienie naszych własnych doświadczeń w tej sferze. Pewnych emocji owszem, ale nie
    doświadczeń.

    Druga rzecz to oczywiście tematyka obozów koncentracyjnych i ludobójstwa, o którą fabuła
    ociera się tylko w sposób pośredni, ale tak naprawdę jest bardzo ważna dla głębszego odbioru
    książki. Dla mnie było to tym bardziej trudne, iż zdaje sobie sprawę z całego ryzyka tego
    przedsięwzięcia. Z całego ciężaru i odpowiedzialności. W końcu z wielkiej możliwości ośmieszenia
    się. Pisząc, cały czas miałam w głowie słowa Elie Wiesel, iż ci, którzy tego nie przeżyli, nigdy
    tego nie poznają pomiędzy pamięcią samych ofiar a możliwością jej przekazania jest mur nie
    do przeskoczenia. Poza tym, dla mnie samej chyba najtrudniejszą rzeczą, rzeczą natury moralnej
    było znalezienie odpowiedzi na pytanie kim jestem, aby zabierać spokój umarłym?

    partykaZ drugiej strony, można by powtórzyć za księdzem Manfredem
    Deselaersem: po jakimś czasie jednak zrozumiałem, że nie
    muszę wszystkiego rozumieć, ale ponieważ trochę rozumiem,
    więc jestem odpowiedzialny za to, co rozumiem.

    - Jest Pani zadowolona z przyjęcia Fabera?

    - Proszę Pani, ja w ogóle nie jestem z tej książki zadowolona.
    Teraz wszystko napisałabym inaczej. Z tego co wiem,
    pojawiła się przychylna recenzja w magazynie Sens.
    Póki co, chyba jeszcze zbyt wcześnie, aby cokolwiek mówić.
    Znajomym się podoba, ale wiadomo jak to jest ze znajomymi.
    Często nie chcą robić przykrości

    - A Pani? Jakie ma Pani teraz uczucia względem swojej książki?

    - To ciekawe pytanie. Ja już to przerobiłam, te emocje, uczucia.
    Teraz jestem już gdzie indziej.

    - A Pani inspiracje literackie?

    - Największą inspiracją jest samo życie, którego nie da się oderwać od słów. Jeśli zaś chodzi o
    literaturę, to ze zrozumiałych względów literatura angielska i amerykańska. Potem cała reszta,
    której nie jestem w stanie wymienić. Cały czas łapię się również na tym, ile jeszcze pisarzy,
    świetnych pisarzy, niepoznanych. To mnie trochę zasmuca, choć z drugiej strony może lepiej
    pogodzić się ze swoimi ograniczeniami.

    - A co jest w pisaniu najważniejsze?

    - Nie jestem pisarzem, a zaledwie debiutantem, więc trudno mi się wypowiadać.
    Wydaje mi się, że w pisaniu najważniejsze jest samo słowo. Rytm. Melodia. Niedopowiedzenie.
    Tajemnica.

    - Czy jest coś, co mogłaby Pani poradzić młodym pisarzom, którzy walczą o swój debiut?

    - Tak. Choć zabrzmi to banalnie wierzyć w swój potencjał i próbować. Dobrze również jeśli
    ktoś, kto naprawdę zna się na literaturze, spojrzy na nasze literackie próby krytycznym okiem.
    Wyznaję dość ekologiczne podejście do pisania. Pisać należy tylko wtedy, jeśli czujemy, że warto
    dla tego zmarnować papier, a co za tym idzie zdrowe drzewo.

    No i oczywiście zawsze warto mieć jakieś drugie zajęcie. Kiedy nie wiążemy z naszą twórczością
    planów zarobkowych, jesteśmy wolni. Kiedy jednak zaczynami pisać myśląc o zarobkowaniu, czy
    nie daj Boże sławie, będzie to widoczne w każdym zdaniu.

    - Jakieś literackie plany na przyszłość?

    - Trzymać się blisko słowa. No, ale tego się chyba nie planuje. Piekarz trzyma się blisko pieca,
    bo lubi piec chleb, a rolnik blisko roli, bo ukochał ziemię. Większość ludzi ma coś, co kocha.
    Jeden kocha latać balonem, drugi chodzić po górach, a jeszcze ktoś inny czytać. I tak to już jest.
    Z tymi planami.

    - Dziękuję za rozmowę. Życzę aby Faber zapoczątkował pasmo sukcesów i kolejnych wspaniałych inspiracji.

    Rozmawiała Małgorzata Mitukiewicz

    • 0 0

  • dla równowagi 3:

    Od pewnego czasu dość sceptycznie podchodzę do debiutów polskich autorów. Mówi się w ostatnio, że w naszym kraju więcej osób pisze książki, niż je czyta. W związku z tym bywa niestety różnie z jakością, oryginalnością, a co za tym idzie z samym całokształtem. Ponadto, niełatwo jest napisać coś świeżego, oryginalnego i innego, kiedy tyle powieści zapełnia półki bibliotek czy księgarni. Z niemałym lękiem rozpoczęłam "Fabera" Iwony Partyki, mając w głowie te wszystkie obawy. Jestem świeżo po lekturze i ... już od bardzo dawna nie poczułam się tak omotana przez powieść. Jednak - po kolei i do rzeczy!

    Tytułowy Faber to marynarz wspominający swoje życie. Bogate życie. Zaadaptował do mieszkania pozostałości statku, samotność osładza mu pies, a właściwie suka - wierna towarzyszka, równie niedoskonała jak on. Żyjąc na granicy morza i lądu przywołuje z pamięci burzliwe życie - rejsy po morzach i oceanach, obóz koncentracyjny, romans z dużo starszą kobietą, pobyt w domu pomocy społecznej - wydaje się zmierzać ku końcowi. Poznaje jednak spora młodszą od siebie dziewczynę, która wydaje się być nim zauroczona.

    Na okładce przeczytamy rekomendację Marka Wawrzkiewicza, prezesa Związku Literatów Polskich, który punktuje konstrukcję szufladkową powieści czy przyrównuje ją do iberoamerykańskiego stylu pisania. Teoretyk literatury ni specjalista ze mnie żaden - jednak jako czytelniczka stwierdzam, że dawno nie czytałam tak frapującej, zmuszającej do skupienia i refleksji powieści. Będąc szczerą - w "Faberze" nie znalazłam niczego oryginalnego, ani nowatorskiego. To tak naprawdę mieszanka tego, co już wcześniej pojawiało się w literaturze. Autorka stworzyła jednak z tych elementów obraz świeży, ciekawy i niesamowicie wciągający. Powieść uwodzi kolejnymi stronami, nie pozostawia obojętnym. Nie jest to jednak typ powieści, który "połkniemy" w jeden wieczór. W przypadku "Fabera" słowom należy pozwolić dojrzeć w głowie.

    Książka jest przesycona emocjami - paradoksalnie, bo tytułowy bohater wydaje się być oschły, sam twierdzi, iż ma oczy bez łez. Czytając powieść zostałam wrzucona w stan pewnego zawieszenia pomiędzy smutkiem, nostalgią i dobrymi wspomnieniami. Wyjaśniam, co takiego mam na myśli - bohater odkopuje z odmętów pamięci swoje dzieciństwo i wczesną młodość - pierwsze doświadczenia erotyczne, romans z namiętną wdową Rose, pierwszą pracę. Takie wspomnienia są słodko-gorzkie - z jednej strony przywodzą chwile, które już nigdy nie wrócą, a z drugiej sprawiają, że czujemy się pełniejsi jako ludzie mając takie doświadczenia. Mało która powieść była w stanie wprowadzić mnie w taki stan. I stąd moje zawieszenie - jak się okazuje dość trudne do określenia.

    Fragmenty dotyczące młodości Fabera, jego miłostek i romansów przypominały mi nieco "Blaszany bębenek" Gunthera Grassa. Skojarzenie mogło nasunąć mi się mimowolnie, jako, że akcja powieści toczy się pomiędzy Helem a Trójmiastem. Wątki pojawiają się achronologicznie, należy więc być czytelnikiem uważnym. Niemal do ostatniego zdania nie byłam pewna, czy dobrze odczytałam losy postaci. Zawieszenie, niedopowiedzenie i niepewność - to towarzyszyło mi w trakcie całej lektury. Język, którym posługuje się autorka, jest nieco w starodawnym stylu - wrażenie takie powoduje szyk zdania, specyficzne słownictwo. To w łatwy sposób pozwoliło mi przenieść w czasy, o których pisała. Tak już się dzisiaj nie pisze i to tak naprawdę jeden z większych komplementów, jaki mogę "zarzucić" Iwonie Partyce - poprawna, dbała, stara i piękna polszczyzna.

    Postaci - zdecydowanie z krwi i kości. Sam Faber to, jak twierdzi autorka, wariacja na temat osoby zaobserwowanej w przeszłości. Jego losy to zapewne zlepek wielu historii zasłyszanych gdzieś i kiedyś. Nie powoduje to jednak efektu sztuczności czy nadęcia. Ciekawie zostały opracowane również postacie poboczne - moją faworytką jest wdowa Rose. Namiętna, świadoma swojej kobiecości, dbająca o siebie i swój los, wdająca się w płomienny romans z kilkunastolatkiem, staje się dla niego inspiracją i przewodniczką. Doskonała postać!

    "Faber" to powieść, która zwyciężyła w konkursie portalu e-pisarz.org. Zwycięstwo, jak się szczęśliwie okazało, nieprzypadkowe. Powieść powstawała ponad cztery lata, co skutkuje dopracowaniem i dbałością o szczegóły. Jest to debiutancka powieść Iwony Partyki, absolwentki anglistyki, obecnie pracującej nad doktoratem. Rodowita Gdynianka, nadal mocno związana z Trójmiastem.

    Szczerze i z całego serca kibicuje autorce i mam nadzieję, że "Faber" podbije i Wasze czytelnicze serca. Jestem przekonana, iż wrócę do tej powieści, bo pojawiło mi się w głowie kilka pytań, ponadto chcę jeszcze raz przeżyć losy bohaterów. "Faber" to powieść napisana bez nadmiernego patosu, z dobrym wyczuciem emocjonalnym. Jeśli lubicie język nieco zalatujący myszką (w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu!), oddający ducha lat 20. i 30. XX-go wieku - powieść zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Ze swojej strony gorąco polecam!

    • 0 0

  • dla równowagi 2:

    MAGAZYN "SENS"; recenzja - lipiec 2012

    Niezwykla opowieść o starzejącym się mężczyźnie, który wspomina swoje życie. Wojenne dramaty i pracę przy kutrach rybackich w czasach pokoju. Małżeńską sielankę i gorące romanse nieobjęte przysięgą. I w końcu - dom spokojnej starości, która nie jest taka spokojna.
    Przemieszczamy się z miejsca na miejsce, z jednej epoki niespodziewanie przeskakujemy do drugiej, pierwszą kobietę zastępuje kolejna. Łatwo się w tym wszystkim pogubić, bo historie mieszają się jak puzzle rozrzucone na blacie, a niektóre wątki (oraz niektóre kobiety) są bliźniaczo do siebie podobne. Jeśli jednak wykażemy się odrobiną dobrej woli i sporą koncentracją, powoli zacznie się z nich ukladać mroczny portret mężczyzny, który nie miał w życiu łatwo, ale też innym nie ułatwiał życia. Z każdą kolejną stroną mu współczujemy, albo - jak mówią buddyści - coraz bardziej z nim współodczuwamy.

    • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
wystawa
lut'21 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
15 zł
ulgowy 10 zł
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
wystawa
maj'21 15-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Muzeum Narodowe
Zajęcia musicalowe
warsztaty
Gdynia, Virtuo
280 zł
ulgowy 180 zł

Sprawdź się

Sprawdź się

Prawa licencyjne do jakiego głośnego musicalu Amerykanie sami zaproponowali Teatrowi Muzycznemu w Gdyni?