Wiadomości

Umiłowani, umiłowana - o premierze "Umiłowania" Teatru Stajnia Pegaza

Sylwia Góra Weber jako Sybilla dziewczęcą naiwność łączy z twardymi (jak zaciśnięta pięść) zasadami moralnymi. Ale do czasu...
Sylwia Góra Weber jako Sybilla dziewczęcą naiwność łączy z twardymi (jak zaciśnięta pięść) zasadami moralnymi. Ale do czasu... Zbigniew Szreder / mat. prasowe

Sylwia Góra Weber podczas monodramu "Umiłowania" w reżyserii Ewy Ignaczak opowiada historię pewnej miłości. Czyni to w taki sposób, że pogodna opowiastka zamienia się w przejmujące studium ludzkiej natury.



Sylwia Góra Weber kilka lat temu pracowała nad "Sybillą" szwedzkiego noblisty Para Lagerkvista i wystąpiła w monodramie wyreżyserowanym przez Adama Jarka. Teraz ponownie sięgnęła po ten tekst i tę samą historię opowiedziała na nowo. W efekcie spektakl zrealizowany we współpracy z Ewą Ignaczak, twórczynią Teatru Stajnia Pegaza, to najlepszy monodram wystawiony w Sopockiej Scenie Off de BICZ w ostatnich latach.

Aktorka stopniuje emocje. Wita się z publicznością i rozpoczyna rozgrzewkę na oczach widzów, rozluźniając mięśnie twarzy i rąk. Dystansuje się do postaci, sama sobie przerywa, by skomentować i skrytykować swoją grę albo powtórzyć kwestię. Te same zdarzenia rozgrywa kilkakrotnie, za każdym razem trochę inaczej. Przywołuje fragmenty "Hamleta" Williama Szekspira, "Matkę" Witkacego.

Na wesoło, w tonie żartobliwej anegdoty rozpoczyna opowieść od zwrotu "Dawno, dawno temu, za górami, za lasami..." Historia antycznej wieszczki Sybilli, potraktowana została z przymrużeniem oka. Sybilla przedstawia nam syna, wskazując cień sylwetki we wnęce od bocznych drzwi prowadzących na scenę. Relacja matka - dziecko to jeden z najważniejszych tematów sztuki. Artystka szybko pozyskuje sympatię widzów - śmiejemy się z jej dzieciństwa, z Sybilli jako małej dziewczynki, która chodzi (dosłownie) na uboczu i staje się inna niż wszyscy. Wypowiadany tekst aktorka ilustruje celnym ruchem, gestem, intonacją, zawieszeniem głosu.

W toku opowieści robi się coraz poważniej. Dojrzała Sybilla poświęca się Bogu. Jej inność przekuta zostaje na życie zakonne. Jednak Sybilla Sylwii Góry Weber to przede wszystkim kobieta. Jej miłość do Boga zabarwiona jest ludzką fascynacją, psychiczną relacją pełną ludzkiego uwielbienia do oblubieńca. Gdy na jej drodze, nad brzegiem strumienia pojawia się prawdziwy mężczyzna, ciasno zapięty gorset powinności wobec platonicznego niebiańskiego kochanka zaczyna pękać.

Aktorka wybrała otwartą formułę monodramu. Zmienia tempo, przyciąga uwagę, niespodziewanie porzuca rolę, by z łatwością powrócić do niej po chwili. Ma do dyspozycji tylko niski dwuczęściowy stolik, stanowiący małą scenę na scenie. Tak też skonstruowana jest rola Sybilli, która jest zarówno narratorką, jak i bohaterką swojego opowiadania. Sylwia Góra Weber świetnie sobie radzi z rozdwojeniem postaci, bez problemu poruszając się w skomplikowanej, podwójnej rzeczywistości swojej bohaterki. Za pomocą prostych rekwizytów tworzy sugestywne obrazy - zwinięte prześcieradło podlane wodą z imbryka stanowi strumień, wylana na podłogę woda okazuje się rzeką. Bawi się formą, panując nad treścią swojego występu.

Jednak to nie popisy aktorskie decydują o wartości spektaklu. Z niezwykłą precyzją Sylwia Góra Weber potrafi oddać stan w jakim znajduje się jej bohaterka. Rozterki duchowe, potrzeby ciała, odkrywanie otaczającego świata przez słowo, gest, dotyk przedstawia zadziwiająco wiarygodnie. Autentyzm scen prezentowanych w formie scenicznego skrótu wywołuje szereg emocji. Aktorka przyjmuje rolę przewodniczki, niczym Beatrycze w "Boskiej komedii" Dantego i przywołuje rozmaite sytuacje w jakich każdy z nas może się znaleźć - rozterki duchowe, pokusy cielesne, zdrada, aborcja, strach o najbliższych. Drogowskazem na drodze życia Sybilli-Beatrycze jest uczucie - miłość. Ta ludzka rywalizuje z miłością do Boga. Ta do mężczyzny przenosi się na miłość do dziecka.

Aktorka nie zatrzymuje się w jednym miejscu, nie roztrząsa konkretnego tematu. Próbuje uchwycić pełną panoramę ludzkiego życia. W minimalistycznym w formie, świetnie wyreżyserowanym przez Ewę Ignaczak spektaklu, zawiera wiele motywów, z których każdy oddzielnie mógłby posłużyć za temat osobnej historii. I to tak przedstawionej, że wraca się do niej, jak do dobrej książki. Ja do opowieści Ewy Ignaczak i Sylwii Góry Weber wrócę z pewnością.

Opinie (5)

  • W ostatnich latach

    I szczerze gratuluje Sylwi. Bo to zdolna aktorka. Natomiast wkurza mnie to wciskanie przez Ignaczak "Hamleta" i "Matki", ale się nie dziwię, bo to świetna literatura i wszędzie się da wpasować. W czerwonego kapturka też:)

    • 7 2

  • u nas gra sie szekspirem

    a nie szekspira to skandal ktos naciaga na kase

    • 1 7

  • Gratulacje!

    Wielkie brawa dla wytrwałości Sylwii! Widziałam poprzednią wersje a tej jestem bardzo ciekawa. A że SYlwia jest świetną aktorką nie mieszczącą się w wąskich ramkach powszechnych potrzeb, t owiadomo od zawsze.Jeszcze raz BRAWO!

    • 8 1

  • brawo

    To piękny, wzruszający i intymny spektakl. Pani Sylwia jest niezwykle utalentowaną osobą, a mnie najbardziej ujmuje w "Umiłowaniach" to, że te wielkie tematy, które ona porusza, nie ranią, raczej zostają przywołane i pozostawione do przemyślenia widzom.

    • 5 0

  • nareszcie

    Faktycznie oglądało się z wielką przyjemnością.
    Dziękuję realizatorom!

    • 5 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni
Śmiechem w marne czasy. Felietoniści wykpili miniony rok
Felietoniści wykpili miniony rok

Kulinaria

Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Ostry Cień Mgły i Forfiter. Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali
Odjechane nazwy dań z trójmiejskich lokali

Sprawdź się

Pierwotna nazwa dzisiejszego Teatru Miejskiego w Gdyni to...?

 

Najczęściej czytane