Wiadomości

Ukraińska Gala Wokalna zakończyła Gdański Festiwal Muzyczny

8. Gdański Festiwal Muzyczny zakończyła Gala Wokalna z udziałem solistów Narodowej Opery Ukrainy im. Tarasa Szewczenki w Kijowie, będąca wyrazem muzycznej solidarności z Ukrainą. Poprowadził ją słynny kompozytor i dyrygent, dyrektor artystyczny tej sceny - Mirosław Skoryk.
8. Gdański Festiwal Muzyczny zakończyła Gala Wokalna z udziałem solistów Narodowej Opery Ukrainy im. Tarasa Szewczenki w Kijowie, będąca wyrazem muzycznej solidarności z Ukrainą. Poprowadził ją słynny kompozytor i dyrygent, dyrektor artystyczny tej sceny - Mirosław Skoryk. fot. trójmiasto.pl

W piątkowy wieczór - Galą Wokalną z udziałem solistów Narodowej Opery Ukrainy im. Tarasa Szewczenki w Kijowie - zakończyła się 8. Edycja Gdańskiego Festiwalu Muzycznego. Orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej poprowadził znakomity ukraiński kompozytor i aranżer, Mirosław Skoryk.



Koncert wieńczący ósmą edycję Gdańskiego Festiwalu Muzycznego był gestem solidarności z Ukrainą. Tę solidarność okazano nie tylko poprzez obsadę, angażując solistów Narodowej Opery Ukrainy im. Tarasa Szewczenki w Kijowie - Olgę Nagorną (sopran) oraz Sergija Magerę (bas), czy powierzając prowadzenie Orkiestry Polskiej Filharmonii Bałtyckiej ukraińskiemu kompozytorowi Mirosławowi Skorykowi, ale przede wszystkim poprzez muzykę.

Co ciekawe, program wcale nie był smutny, patetyczny i refleksyjny, co mogłyby sugerować okoliczności. Przeciwnie - zamiast umartwiać słuchaczy, postanowiono rozbawić ich tym, co współczesna Ukraina ma najlepszego do zaoferowania - aranżacjami i kompozycjami Skoryka. Choć aranże te były dość proste, chwilami wręcz banalne, nasuwające analogię do muzyki cyrkowej, filmowej czy popularnej, rozpisane zostały na wielką orkiestrę symfoniczną. Było zatem głośno, pod względem kolorystyki "na bogato", spektakularnie, jedna piękna melodia goniła kolejną, czyli wszystko to, co publiczność uwielbia, a czego niestety nie doświadcza zbyt często.

W programie znalazły się fragmenty z pierwszej ukraińskiej opery narodowej pt. "Zaporożec za Dunajem" S.Hulaka-Artemowskiego, słynna "Melodia", Kaprysy N. Paganiniego, przearanżowane przez Skoryka na orkiestrę, basowa aria ze skomponowanego przez M. Skoryka oratorium "Mojżesz" - kompozycje proste, ale urokliwe. Dla przeciwwagi, wykonano zdecydowanie bardziej finezyjne utwory, jak chociażby wybrane arie z oper Belliniego czy Donizettiego.

Mirosław Skoryk wykonał transkrypcję na orkiestrę wszystkich kaprysów N. Paganiniego, które później posłużyły jako podkład muzyczny dla dwuaktowego baletu. Kilka z tych kaprysów zostało zaprezentowanych podczas piątkowego koncertu.



Skorykowi jednak nie udało się nawiązać porozumienia z orkiestrą, co niestety odbiło się na poziomie artystycznym wydarzenia. Muzycy robili, co mogli, szukając ratunku u koncertmistrza. Niestety, przy tak rozbudowanym składzie, granie "na człowieka" nie zawsze okazuje się możliwe. Nerwowość orkiestry udzieliła się solistom i przełożyła na drobne wahania intonacyjne.

Wielkie brawa należą się Oldze Nagornej za odśpiewanie arii "Casta Diva" z "Normy" Belliniego w przesadnie wolnym, narzuconym przez dyrygenta tempie. W drugiej części piątkowego koncertu, śpiewając arię Julii "Je veux vivre" z opery "Romeo i Julia" Charlesa Gounoda, artystka wykazała się znacznie większą asertywnością i przyspieszała samopas, kiedy narzucone przez Skoryka tempo okazywało się zbyt wolne. Brawa należą się również drugiemu soliście, Sergijowi Magerze, za niesamowite poczucie humoru i zdolności aktorskie, a obojgu artystom, za fenomenalnie zaśpiewane i odegrane duety.
Publiczność była oczarowana i gromkimi brawami oraz okrzykami uznania doprosiła się bisu.

Gdański Festiwal Muzyczny to największa i najbardziej różnorodna tego typu impreza w północnej Polsce, której ostateczny kształt determinuje sylwetka artysty rezydenta. Podczas tegorocznej edycji funkcję tę zgodził się pełnić Daniel Reuss, a jego interpretację Pasji wg św. Mateusza, zaprezentowaną podczas inauguracji, można śmiało nazwać najważniejszym wydarzeniem tegorocznego GFM.

Wykonanie Pasji wg św. Mateusza Jana Sebastiana Bacha było największym wydarzeniem 8. Gdańskiego Festiwalu Muzycznego. Zobacz fragment koncertu.



Było to wykonanie unikatowe pod wieloma względami. Po pierwsze, nieczęsto mamy okazję posłuchać w Trójmieście bachowskich Pasji - miejscowi muzycy boją się ich najwidoczniej i nie mają odwagi ich wykonywać. Co więcej, mieliśmy okazję wysłuchać monumentalnego dzieła (na scenie znajdowało się przeszło stu wykonawców) w iście doborowym wykonaniu - Cappelli Amsterdam, Orkiestry XVIII wieku, Chóru Chłopięcego Pueri Cantores Olivenses oraz w większości fenomenalnych solistów (Rupert Charlesworth - Ewangelista, Frans Fiselier - Jezus, Franz Vitzthum - alt, Sophie Klussmann - sopran, Fabio Trümpy - tenor, Mattijs van de Woerd - bas). Znakomitym posunięciem okazało się zorganizowanie koncertu w nastrojowym Centrum św. Jana, a nie w Filharmonii Bałtyckiej, jak w przypadku wykonywanej przed dwoma laty Pasji wg św. Jana. Niesamowita aura i fenomenalna muzyka sprawiły, że koncert okazał się wydarzeniem wręcz mistycznym.

Był to jedyny koncert, podczas którego wysłuchaliśmy muzyki dawnej granej na instrumentach historycznych, ponieważ celem tegorocznej edycji GFM było zwrócenie uwagi na fakt, iż muzyka dawna nie tylko może, ale wręcz powinna być wykonywana z wykorzystaniem współczesnego instrumentarium i we współczesnych aranżacjach. Nie posłuchaliśmy niestety recitalu najwybitniejszej polskiej interpretatorki dzieł Bacha, Ewy Pobłockiej, która z powodu kontuzji zmuszona była odwołać swój występ, ale ukraiński pianista Denis Żdanow godnie ją zastąpił. Niesamowite wrażenie zrobił na publiczności również występ Royal String Quartet, ale także niecodzienne odwiedziny Orkiestry PFK Sopot na scenie Filharmonii Bałtyckiej. Sopockim filharmonikom, prowadzonym przez Wojciecha Rajskiego, towarzyszyli pianistka Regna Schirmer oraz organista i dyrektor naczelny PFB, Roman Perucki. Skoro artyści, wspólnymi sopocko - gdańskimi siłami pokazali, że można grać Bacha i Haendla na instrumentach współczesnych, to może odważą się na wykonanie w przyszłości np. którejś z dwóch bachowskich Pasji?

Koncert na flet i orkiestrę Krzysztofa Olczaka, absorbował uwagę od pierwszej do ostatniej chwili. Oczywiście wielka w tym zasługa solistki, Doroty Dąbrowskiej, której też autor zadedykował tę kompozycję.
Koncert na flet i orkiestrę Krzysztofa Olczaka, absorbował uwagę od pierwszej do ostatniej chwili. Oczywiście wielka w tym zasługa solistki, Doroty Dąbrowskiej, której też autor zadedykował tę kompozycję. fot. trójmiasto.pl


Na koniec warto wspomnieć o stałym punkcie festiwalu, jakim są organizowane przez Akademię Muzyczną w Gdańsku koncerty "Nowe Brzmienia Gdańskie". Tegoroczna odsłona pokazała, że gdańscy kompozytorzy przemawiają do słuchaczy językiem bardzo bogatym, fascynującym i wbrew pozorom, bardzo zrozumiałym. Koncert na flet i orkiestrę Krzysztofa Olczaka absorbował uwagę od pierwszej do ostatniej chwili. Oczywiście wielka w tym zasługa solistki, Doroty Dąbrowskiej, której zresztą autor zadedykował tę kompozycję. Równie ciekawy, nie tylko pod względem formalnym, wydał mi się Sekstet na klarnet, fagot i kwartet smyczkowy Andrzeja Dziadka. Zdecydowanie odstawała od tych kompozycji propozycja poznańskiego twórcy, Artura Kroschela, zatytułowana "Nemesis". Forma przypominała mi muzyczną wersję poematu dadaistycznego - jakby rozsypano wszystkie nuty i na chybił trafił umieszczono je na pięcioliniach, tworząc w ten sposób quasi muzyczny (u)twór. Co jednak najważniejsze, wszystkie kompozycje zostały wykonane na najwyższym poziomie, przez naszych trójmiejskich specjalistów od muzyki współczesnej - Sinfoniettę Pomerania pod dyr. Tadeusza Dixy.

Choć 8. Edycja Gdańskiego Festiwalu Muzycznego dopiero się zakończyła, już teraz możemy zdradzić, że rezydentem kolejnej edycji będzie wirtuoz skrzypiec, Maxim Vengerov, który podczas finału, 14 kwietnia 2016 roku, wykona koncerty skrzypcowe Mieczysława Karłowicza i Karola Szymanowskiego.

Opinie (11) 8 zablokowanych

  • Dobry poziom

    Festiwal tegoroczny był ciekawy i bardzo różnorodny, zabrakło jedynie ...pogody ;-)

    • 9 10

  • Nie oszukujmy się... (1)

    Wszystko, co Ukraina miała lub jeszcze ma dobrego, to spadek po ZSRR - łyżwiarze figurowi, muzycy, naukowcy, itp. W sojuzie te rzeczy stały na bardzo wysokim poziomie. Gorzej z własnym dorobkiem.

    • 21 7

    • Naukowcy? tylko program kosmiczny do pewnego czasu mieli lepszy ale cala reszta to toporny pazdzierz po dzien dzisiejszy.

      • 1 4

  • Szkoda, że na koncercie finałowym pusta była połowa widowni. Widocznie darmowe zaproszenia nie są cenione. Przeboje operowe zawsze dobrze widziane, gorzej było z pracami ukraińskimi...

    • 10 6

  • Dużo dobrego.

    Genialna Pasja - taki koncert to rarytas ale... świetny Żdanow, który godnie zastąpił Pobłocką, super Royal String Quartet, Motety Bacha z Polskim Chórem Kameralnym i fenomenalna Ragna Schirmer. Zresztą nie tylko ona bo i Perucki, razem chyba pierwszy raz z Rajskim , pokazali klasę. Na ukraiński koncert natomiast należy spojrzeć szerzej. Dobrze, że się odbył - piękny gest.

    • 8 8

  • Dziękuję

    Bardzo dużo wrażeń. Pasja to wręcz metafizyka.
    Czekam z niecierpliwością na następną edycję.
    Wielkie brawa.

    • 5 6

  • Gratulacje

    Brawa za pomysł i realizację.

    • 3 6

  • W przeciwieństwie do Pani Redaktor mam nadzieję, że nikt w Trójmieście nie będzie próbował wykonywać pasji z lokalnymi muzykami.

    • 7 1

  • Gala była piękna, wspaniałe zakończenie wspaniałego festiwalu!

    • 2 6

  • A ja się nie solidaryzuję z Ukrainą.

    Niedawno parlament Ukrainy uczcił pamięć bandziorów z UPA, którzy wymordowali tysiące Polaków. Ci zbrodniarze mają tam teraz oficjalny status bohaterów narodowych. Precz z taką Ukrainą!

    • 8 1

  • Dobry początek ale potem po równi pochyłej...

    10.04.2015 piękne wykonanie Pasji, nic dodać, nic ująć

    11.04.2015 udany recital Żdanowa, szkoda tylko że utwory Bacha ewidentnie na siłę wciśnięte do programu, no ale cóż, grał przecież na zastępstwie.

    14.04.2015 średni występ Royal String Quartet słabe wykonanie Kunst der Fuge (zero energii i chyba również brak pomysłu), Szymański to Szymański, poprawne wykonanie Szostakowicza i pięknie zagrany na bis Szymanowski.

    15.04.2015 osobiście największy zawód festiwalu słaby występ Ragny Schirmer (niemało pomyłek, brak chyba jakiegokolwiek pomysłu na interpretację i prawdziwe kuriozum akustyczne siedziałem w szóstym rzędzie frontem do wykonawców, a prawie w ogóle nie słyszałem fortepianu), średnio ciekawe utwory Vivaldiego i Haendla. Najlepiej zaprezentowała się w tym wszystkim orkiestra, dobrze wypadły bisy zarówno na fortepianie i jak i na organach.

    Pozytywnym elementem łączącym wszystkie te koncerty było ich bardzo eleganckie, dowcipne i edukujące prowadzenie (niestety nie mogę znaleźć nazwiska Pana prowadzącego).

    Osobnym tematem jest garderoba wykonawczyń panie z kwartetu smyczkowego przywdziały stroje godne weekendowej nocy na Monciaku (legginsy na scenie w Filharmonii, naprawdę ?) a Pani Schirmer sprawiała wrażenie jakby po występie wybierała się popracować w ogródku ubranie to oczywiście tylko ubranie, ale mimo wszystko też jakiś wyraz szacunku dla widowni...

    • 2 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Restauratorzy przeciwni obostrzeniom
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie

Kulinaria

Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie - widok i smak
Jemy na mieście: Vidokówka w Oliwie
Ogródki restauracyjne jesienią. Sposób na wydłużenie sezonu?
Podgrzewacze na tarasach przedłużą sezon

Sprawdź się

Co to są Baby Pruskie?

 

Najczęściej czytane